Czerwiec 2019

Po 111 latach katastrofa tunguska nadal pozostaje nierozwiązaną zagadką

Do dzisiaj nie ustalono jeszcze co stało się o 7:17 rano 30 czerwca 1908 roku. Po 111 latach wiadomo tylko, że doszło tam do eksplozji, która powaliła dużą część drzew w okolicy rzeki Podkamienna Tunguska. Wstępnie przyjęta hipoteza, której większość naukowców trzyma się do dzisiaj, zakłada, że z Ziemią zderzył się meteor lub mała kometa.

 

Badania przyczyn eksplozji tunguskiej nie rozpoczynały się bardzo długo. Pierwsza ekspedycja naukowa przybyła na miejsce katastrofy dopiero po trzynastu latach! Takie opóźnienie ze strony naukowców jest jednak zrozumiałe. Rosja w tym czasie doświadczyła dwóch wojen i rewolucji, która zniszczyła poprzedni porządek. Oznacza to, że wcześniej nie było po prostu warunków do badań.

Ale w końcu pierwszym akademikiem, który tam dotarł był Leonid A. Kulik, który zjawił się na miejscu w 1921 roku. Celem jaki mu postawiono było potwierdzenie hipotezy, że kataklizm był spowodowany przez zderzenie Ziemi z jakimś ciałem niebieskim. Dlatego głównym zadaniem Kulika było znalezienie krateru po uderzeniu tego hipotetycznego obiektu i jeśli to możliwe, pozyskać jego szczątki. Ale wtedy wyprawa skończyła się niepowodzeniem. Gdy zbadano domniemane miejsce upadku nie znaleziono ani krateru ani śladów po czymkolwiek, co mogłoby spowodować tak daleko idące zniszczenia. A wstrząs jaki wywołał ten incydent był tak silny, że zarejestrowały go wszystkie sejsmografy na planecie.  W wielu miejscach, w tym w Europie zaobserwowano zjawisko białej nocy.

 

Następna próba została podjęta również przez tego samego naukowca, ale dopiero po kolejnych sześciu latach. W czasie jej trwania, lokalny przewodnik zaprowadził ich w końcu na wzgórze, z którego zobaczyli miejsce, gdzie widać było hektary ściętych i spalonych drzew.

Około pół roku później udało im się dotrzeć do spalonej ziemi na miejscu domniemanego upadku. Ale w ewentualnym epicentrum nie znaleziono dowodów, że był to meteoryt. Nie było śladu krateru ani pozostałości meteorytu. W ogóle nic nie dowodziło, że doszło do jakiegokolwiek wybuchu. Zdaniem naukowca, układ zniszczeń wskazywał na to, że obiekt ten eksplodował w powietrzu. Nadal jednak przydałyby się jakieś jego fragmenty. Według tej teorii miała to być asteroida wielkości dużego budynkur, która weszłą w atmosferę i eksplodowała tak jak meteor czelabiński. Zwolennicy tej teorii mają na jej poparcie stosowne symulacje komputerowe. Jednym z dowodów wskazującą na nią jest obecność na miejscu upadku tektytów, czyli małych szklanych kuleczek odnalezionych podczas pierwszej ekspedycji Kulika. 

Jedna z najbardziej dziwnych teorii na temat tego co spowodowało dziwną eksplozję w Tajdze prowadzi nas do osoby genialnego serbskiego uczonego Nicola Tesli. Tak się składa, że akurat w tym czasie gdy doszło do tego zdarzenia prowadził on w okolicy Nowego Jorku swoje tajemnicze eksperymenty z prądem elektrycznym a zwłaszcza jego bezprzewodowym przesyłem.

Technologia jaką opracował wyprzedzała epokę. Już na początku ubiegłego wieku Nicola Tesla uzyskał patent na budowę systemu transatlantyckiej komunikacji. Chciał to osiągnąć adaptując system do bezprzewodowego przesyłania energii elektrycznej.

W okresie gdy doszło do katastrofy tunguskiej Tesla pracował właśnie nad takimi urządzeniami wykorzystującymi ziemską jonosferę jako medium. Według jednej z teorii Nicola Tesla zdawał sobie sprawy, że to co stworzył można łatwo zmienić w broń i przetestował to w tajdze w 1908 roku, wysyłając ładunek, który eksplodował na niezamieszkałej Syberii. Genialny serbski wynalazca publicznie mówił o takiej broni zdolnej do uderzenia w każdym miejscu na świecie z siłą odpowiadającą 10 megaton trotylu. Taka charakterystyka odpowiada skali zniszczeń w Tajdze.

 

Teorii jest oczywiście znacznie więcej. W 2007 roku pojawiła się ostatnia poważna hipoteza odnośnie tego zdarzenia, która została sformułowana przez dwóch włoskich naukowców Lucę Gaspariniego i Giuseppe Longo. Twierdzą oni, że odnaleźli krater i wskazują na formację znaną, jako Jezioro Czeko. Faktycznie znajduje się ono około 8 kilometrów od miejsca uważanego za epicentrum eksplozji. Zgadza się też kierunek upadających drzew.

Jako dowód Włosi podają również fakt, ze na żadnej mapie sprzed 1929 roku nie ma naniesionego tego akwenu. W środowisku naukowym są jednak osoby krytykujące tą teorię negując, że kształt niecki zbiornika nie może mieć charakteru poimpaktowego a w jego okolicy rosną ponad stuletnie drzewa. Naukowcy próbowali też wskazywać inne hipotetyczne kratery, ale nadal tajemnica katastrofy tunguskiej pozostaje oficjalnie nierozwiązana.

 

 



W DNA można przechowywać dane tak jak w twardym dysku

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda nauczyli się zapisywać i odczytywać informacje z DNA, jako nośnika pamięci. Naukowcy zdołali zapisać w DNA plik o wielkości 5,27 MB, zawierał 11 zdjęć, 53 426 słów, a nawet kilka skryptów Java. Eksperci uważają, że w przyszłości takie pamięci zastąpią dyski twarde i pamięci flash. Zamiast tego będziemy zapisywać dane w cząsteczkach DNA, które, pomimo swojej małej wielkości, mogą przechowywać ogromne ich ilości.

 

W cząsteczkach DNA informacje są rejestrowane za pomocą kodu binarnego składającego się z, cytozyny, guaniny adeniny i tyminy.  Bio-inżynierowie z Harvarda pierwsi zapisali w łańcuchach DNA plik w postaci zer i jedynek.  Następnie za pomocą urządzenia laboratoryjnego przynieśli wiele krótkich łańcuchów cząsteczek DNA zawierających zakodowany szereg znaków.

 

W sumie poskładali około 55 tysięcy tych fragmentów, z których każda przechowuje konkretny fragment szyfrogramu.  Jako takie, informacje mogą być przechowywane przez stulecia i będą wciąż zawierać pełnowartościowe biblioteki danych. Można je przechowywać na przykład w formie stałej, jako soli lub w formie płynu.

 

Warto przypomnieć, że to nie była pierwsza próba zapisu danych w cząsteczce DNA.  Po raz pierwszy dokonał tego w 2010 r, Craig Venter i jego współpracownicy. Stworzył on sztuczną komórkę i zostawił w niej zaszyfrowane informacje na temat nazwiska, osobistej strony internetowej, oraz dodał do tego kilka cytatów.  

 

Naukowcy z Kanady, USA, Europy, próbowali zapisać w DNA nie tylko tekst, ale również inne typy danych, takie jak znaki towarowe.  Inni naukowcy nagrywali w bakteriach fragmenty muzyki popularnej.  Tak więc jest bardzo prawdopodobne, że wkrótce zapomnimy o takich tradycyjnych sposobach przechowywania danych, jak na dysku lub w pamięci flash. 

 

 

 



Astronomowie odkryli lokalizację tajemniczego sygnału radiowego z odległej galaktyki

Szybkie rozbłyski radiowe nazywane FRB ( ang. Fast Radio Burst) należą do zjawisk, których nauka nie potrafi wyjaśnić. Pojawiły się nawet teorie, że to emisje wywołane przez obce cywilizacji. Do tej pory nie udało się jednak ustalić ich pochodzenia, aż do teraz.

 

Do tej pory astrofizycy zidentyfikowali zaledwie kilkaset takich fenomenów. W ubiegłym roku zauważono ich ponad 20. Przeważnie występują jednorazowo i nie są powtarzalne jak pulsary.  Zwykle trwają one tak krótko, że ustalenie ich źródła nie było możliwe. W jednej milisekundzie takie zjawisko może wyemitować tak dużo energii ile Słońce wyemituje w 100 lat. 

 

Wcześniej ustalono miejsce rozbłysku FRB 121102, ale tylko dlatego, że wystąpił on ponownie, co zresztą zaskoczyło ekspertów. Tym razem jednak zlokalizowano znacznie powszechniejszy rodzaj FRB, które występuje tylko jednorazowo. Naukowcy z Australii twierdzą, że poznali lokalizację szybkiego rozbłysku radiowego FRB 180924. 

Źródłem tego FRB była galaktyka o nazwie DES J214425.25-405400.81 , która znajduje się 4 miliardy lat świetlnych od Ziemi. Oznacza to, że promieniowanie elektromagnetyczne wyemitowane wtedy, dociera do nas po 4 miliardach lat. 

 

Po wykryciu sygnału, astronomowie postanowili spróbować wykryć skąd pochodzi. Udało im się nie tylko ustalić galaktykę, która stała się źródłem sygnału, ale także zawęzili poszukiwania do konkretnego w niej miejsca w tej galaktyce, znajdującego się 13 tysięcy lat świetlnych od jej centrum.

 

Według naukowców, jest całkiem możliwe, że ta radiowa emisja została stworzona przez jedno z najpotężniejszych zjawisk kosmicznych takich jak zniszczenie gwiazdy lub czarnej dziury. Nie można też wykluczyć, że jest to jakaś forma śladu po obecności rozwiniętej pozaziemskiej cywilizacji, ale w tej chwili naukowcy nie mają na to dowodów. 

 

 



Gigantyczne osuwisko na Alasce w obrębie wulkanu Iliamna 

Na Alasce wystąpiło wielkie osuwisko. Jeden ze stoków wulkanu Iliamna, nagle się zsunął. Wszystko wskazuje na to, że zjawisko wystąpiło w nocy z 19 na 20 czerwca 2019.

Zdjęcia satelitarne wskazują, że osuwisko ma około 6 km długości i ponad 2 km szerokości. Nie jest jasne co spowodowało tak wielkie jego rozmiary. Zwykle tak spore osunięcia gruntu są związane z trzęsieniami ziemi lub wielkimi opadami deszczu. Jednak w tym przypadku na pewno tak nie było. 

W 1958 roku również na Alasce, w zatoce Lituya, doszło do bardzo podobnego osuwiska. Z tym, że było ono wtedy wywołane wstrząsem sejsmicznym o sile 8,3 stopni. Jego skutkiem było powstanie największej znanej fali tsunami w dziejach świata. Ze względu na ukształtowanie terenu fala miała 524 metry wysokości!

Na szczęście tym razem obyło się od takich atrakcji. Nie wiadomo również nic o tym , aby ktokolwiek ucierpiał na skutek osuwiska z wulkanu Iliamna.

 

 

 



Koniec upałów, jutro czekają nas bardzo niebezpieczne burze

Dzisiaj znowu niemal cała Polska zmaga się z kolejną falą upałów. Jednak to już ostatki tej afrykańskiej aury. Już jutro nastąpi ochłodzenie, jednak zostanie poprzedzone bardzo groźnymi burzami, które mogą uderzyć w wielu miejscach naszego kraju.

W ciągu dnia, praktycznie w całym kraju temperatura przekroczyła 30*C. Żeby tego było mało w wielu miejscach termometry pokazują temperatury powyżej 35*C. Najcieplej jest tradycyjnie na zachodzie, gdzie słupki rtęci dochodzą nawet do 38 stopni! Taką temperaturę zanotowano na przykład w Poznaniu.

 

Temperatura w Polsce 

Od wtorku odpoczniemy od upałów, a temperatura powietrza będzie oscylować w okolicach 20*C. Jednak zanim nadejdzie ochłodzenie czeka nas bardzo burzowy poniedziałek, które mogą być bardzo groźne. Modele pogodowe są bardzo niepokojące.

 

Bardzo silne burze z superkomórek oraz układy mezoskalowe, będą występowały w województwach południowych. Zagrożone są województwa, dolnośląskie, opolskie, śląskie, małopolskie oraz regiony centralne jak łódzkie i świętokrzyskie.

 

Pierwsze burze powinny się pojawiać jutro w godzinach popołudniowych, możliwe że powstaną superkomórki burzowe. Głównym zagrożeniem podczas ich przechodzenia będą silne porywy wiatru, ulewny deszcz oraz opadu gradu z kulami gradowymi o średnicy powyżej 5cm. 

 

Prognoza opadu gradu modelu GFS 

Poźnym popołudniem, wieczorem oraz w nocy modele prognozują powstanie większego układu, możliwe nawet dwóch, który będzie przemieszczał się z zachodu na wschód. Podczas jego przechodzenia największym zagrożeniem będą ulewne opady deszczu oraz bardzo silne porywy wiatru które miejscami mogą przekraczać 100km/h. 

 

Prognozowane układy burzowe

 

Warto podczas jutrzejszego dnia nie bagatelizować sytuacji oraz bacznie obserwować aurę. Jeśli ktoś może, niech sprawdza dostępne w Internecie radary pogodowe. W miejscach najbardziej zagrożonych silnymi burzami należy się przygotować. Usunąc przedmioty, które mogą zostać porwane, schować samochód do garażu nie ryzykując wtedy skutków opadu silnego gradu. Burze potrwają przez całą noc i będą się przesuwać na wschód. 

 

 

Źródła:

https://meteomodel.pl/

http://mapy.meteo.pl/



Nieoczekiwane spotkanie Donalda Trumpa i Kim Dzong Una na granicy Korei Północnej

Donald Trump został oficjalnie pierwszym urzędującym prezydentem USA, który znalazł się na terytorium Korei Północnej. Stało się to podczas nieplanowanego wcześniej spotkania z przywódcą Korei Północnej,Kim Dzong Unem. 

 

Wracając ze szczytu G20 w Japonii, Donald Trump zatrzymał się w Korei Południowej. Okazało się, że oprócz wizyty w Seulu doszło też do trzeciego spotkania Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem. Obaj przywódcy spotkali się w strefie zdemilitaryzowanej. 

 

Amerykański prezydent został zaproszony do przejścia na stronę Korei Północnej w strefie DMZ, co zostało odczytane jako coś symbolicznego. Potem odbyły się rozmowy, na których znowu rozmawiano o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego oraz o zniesieniu sankcji gospodarczych nałożonych  na Koreę Północną.

 

Prezydent Trump poinformował, że zaprosił Kim Dzong Una do wizyty w Białym Domu. Gdyby do niej doszło byłby to pierwszy przypadek wizyty w Waszyngtonie przywódcy Korei Północnej.

 



Spora asteroida zderzyła się z Ziemią w okolicy Puerto Rico

Na południe od Puerto Rico z Ziemią zderzyła się spora asteroida. Astronomowie z Hawajów są pewni, że 22 czerwca na południe od Puerto Rico spadła sporej wielkości asteroida. Obiekt wchodząc w atmosferę eksplodował. Wytworzyła się wtedy energia odpowiadająca wybuchowi około 6 kiloton trotylu.

Asteroida wielkości ciężarówki została zauważona dopiero kilka godzin przed zderzeniem z Ziemią. To astronomowie z Hawajów jako pierwsi zauważyli asteroidę o nazwie 2019 MO.Stało się to w sobotę, 22 czerwca. Wkrótce potem obiekt rozpadł się na kawałki przy wejściu do atmosfery mniej więcej 380 kilometrów na południe od miasta San Juan, w Puerto Rico.

 

To dopiero czwarty przypadek w historii, gdy naukowcy byli w stanie obserwować asteroidę, która była na kursie kolizyjnym z naszą planety. Pod względem wielkości obiekt 2019 MO w zupełności odpowiada meteorowi czelabińskiemu, którego nie zauważono do samego zderzenia. Pozostałe trzy znane przypadki obserwacji asteroid, które leciały w stronę Ziemi miały miejsce w ciągu ostatnich 11 lat. Są wśród nich asteroidy 2008 TC3, 2014 AA 2018 i LA, które spadły na Afrykę w około 7 godzin po ich odkryciu.

 

Asteroida 2019 MO wchodząc w atmosferę ziemską wybuchła i spowodowała eksplozję odpowiadającą niemal 6 kiloton trotylu. Eksplozja asteroidy na niebie była tak silna, że satelity obserwacyjne nie mogły tego nie zauważyć. Ustalojo, że w momencie wejścia w atmosferę kosmicznej skały, poruszała się ona z prędkością względem Ziemi wynoszącą około 14,9 kilometrów na sekundę.

 



Malta została doświadczona przez meteotsunami

Malta, wyspa znajdująca się na Morzu Śródziemnym, została niedawno doświadczona przez meteotsunami. Zjawisko wystąpiło 18 czerwca bieżącego roku, ale dopiero niedawno informacja o tym zdarzeniu dotarła do opinii publicznej.

Nietypowe tsunami dało o sobie znać w miejscowości Xemxija, gdzie na skutek jego działania bardzo wiele łodzi znalazło się na okolicznych skałach. Wiele z nich zostało przez to uszkodzonych. Dziwny fenomen meteorologiczny rozpoczął się 18 czerwca około 6 rano. Poziom morza na zmianę szybko rósł oraz opadał. 

Według doniesień poziom wody docierającej do wybrzeża Malty cyklicznie zwiększał się i zmniejszał, maksymalnie o 60 cm. INterwał zmian fal wynosił zaledwie kilka minut, a całe zjawisko trwało przez około godzinę. Meteorolodzy z Malty stwierdzili, że zjawisko nie jest niczym tajemniczym i niezwykłym i wiedzą o tym, że od czasu do czasu w ich okolicy dochodzi do takiego meteotsunami, które jest wywoływane przez specyficzne warunki pogodowe,

 

 

 



Według Szwajcarów homeopatia jest równa medycynie konwencjonalnej

Szwajcarski rząd uznaje homeopatię za równą medycynie konwencjonalnej i wpisuje prawo do korzystania z niej w konstytucji. W Szwajcarii poparcie dla homeopatii jest tak silne, że dwie trzecie Szwajcarów zgodziło się na wpisanie jej na konstytucyjną listę płatnych świadczeń zdrowotnych. Kraj zamieszkuje 8 milionów ludzi.

 

Oznacza to, że koszty homeopatii, razem z innymi 4 terapiami komplementarnymi, będą teraz pokrywane przez podstawowe, obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. Ten rodzaj leczenia był początkowo przedmiotem testów, które do roku 2017 miały wykazać jego „skuteczność, opłacalność oraz trwałość”. Minister Spraw Wewnętrznych Didier Burkhalter uznał jednak, że „niemożliwym jest przedstawienie takiego kompleksowego dowodu”. Ministerstwo wyraziło więc zgodę na pokrywanie kosztów leczenia ze środków obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego pod warunkiem, że jest ono przepisane przez lekarza.

 

Propozycja rządu zawiera również zapisy zwiększające ilość badań i szkoleń z tej dziedziny. Poza refundacją kosztów leczenia uznawane będą również dyplomy osób niebędących lekarzami i praktykujących terapie alternatywne. Przewidziana jest również większa współpraca pomiędzy medycyną konwencjonalną oraz alternatywną. Równocześnie środowisko lekarskie poparło decyzję poddania tych metod leczenia międzynarodowym badaniom naukowym, a zwolennicy medycyny alternatywnej uznali to za szansę na uzyskanie sprawiedliwej oceny.

 

Hansueli Albonico, przewodniczący Union of Associations of Swiss Physicians for Complementary Medicine (Związek Stowarzyszeń Lekarzy Szwajcarskich na rzecz Medycyny Komplementarnej), zauważył, że praktykujący medycynę alternatywną są „pewni” wyniku analiz, biorąc pod uwagę „rzetelne dane z dotychczas przeprowadzonych badań naukowych, w tym 2 tysiącach testów klinicznych”.

 

W Szwajcarii, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, przypada najwięcej praktyków medycyny komplementarnej na świecie – 17 200 zarejestrowanych u ubezpieczycieli zdrowotnych. Główną przyczyną jest fakt pokrywania wydatków na terapie alternatywne przez pakiety ubezpieczeniowe. Albonico twierdzi, że kolejnym krokiem powinno być rozszerzenia zakresu działania tego rodzaju medycyny.

 

Poza homeopatią podstawowe obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne pokrywa obecnie w Szwajcarii: medycynę holistyczną, neuralterapię, ziołolecznictwo oraz tradycyjną medycynę chińską (łącznie z akupunkturą, chińskim ziołolecznictwem, masażami, ćwiczeniami oraz dietetyką).

 

Źródło: aurumproject.org.au

Tłumaczenie: Natalia Szpak

 



Największy gejzer świata w Yellowstone nadal wykazuje niezwykłą aktywność

Gejzer Steamboat, znajdujący się w Parku Narodowym Yellowstone nadal pozostaje bardzo aktywny.  Kiedyś między kolejnymi jego erupcjami czas liczono w latach, dzisiaj liczy się go w dniach.

 

Najnowszy rekord między erupcjami ustanowiono 15 czerwca. Gejzer rozpoczął wtedy swoje działanie po trzech dniach, trzech godzinach i 48 minutach. Biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej Steamboat pozostawał nieaktywny wiele lat, świadczy to o wyjątkowości tego wydarzenia.

 

Gejzer znajduje się w obszarze zwanym Basenem Gejzerów Norrisa, który uważany jest za najgorętszy i najbardziej zmienny obszar termiczny w Parku Yellowstone. Jego nazwa, Steamboat, w języku angielskim oznacza „statek parowy”. Gejzer ten nie miewa zbyt częstych erupcji i przerwy między kolejnymi z nich potrafiły trwać kilka lat. 

Podczas erupcji gejzera Steamboat wysokość strumienia wody osiąga tam niekiedy ponad 90 metrów, co czyni go największym gejzerem świata. Niekiedy słup gorącej wody potrafi wznosić się tam bez przerwy nawet przez pół godziny. Zdaniem USGS obecna aktywność gejzera Steamboat wcale nie oznacza, że wkrótce wybuchnie Yellowstone. Według naukowców z tej amerykańskiej agencji, znaczy to tylko tyle, że aktywność tego żywiołu można uznać za bardzo chimeryczną.