Kwiecień 2019

Australijskie władze planują eksterminację dzikich kotów na wielką skalę

Władze Australii utworzyły specjalną radę do walki z dzikimi kotami. Obecnie w kraju żyje około 6 milionów tych zwierząt. Rząd postanowił eksterminować co nakmniej 2 miliony.

 

W Australii koty pojawiły się w siedemnastym wieku wraz z Anglikami, którzy zaczęli kolonizować zielony kontynent. Teraz zwierzęta rozmnażają się i żyją na wolności. To powoduje, że ciągle polują, aby zdobyć pokarm. Ich pożywienie to oczywiście najczęściej mniejsze ssaki, takie jak gryzonie, ale także ptaki i gady.

 

Australia słynie z ekosystemu różnorodności fauny. Polowania dzikich kotów doprowadziły do tego, że wiele gatunków małych zwierząt jest zagrożonych wyginięciem. Ze względu na konieczność odtworzenia populacji endemitów  postanowiono zniszczyć dzikie koty.

Obrońcy praw zwierząt, ekolodzy i tzw. zieloni podejmują próby powstrzymania rzezi. Działacze opowiadają się za „etycznym traktowaniem zwierząt”, ponieważ metody „zwalczania szkodników”, ich zdaniem, należy nazwać kontrowersyjnymi. Łowcy do walki używają m. in. zatrutych kiełbas i strzelania z łuku.

 


W Botswanie znaleziono rekordowo wielki diament

W Botswanie odkryto największy surowiec diamentowy w najnowszej historii tego kraju. Klejnot został wykopany w kopalni Kares, która jest obsługiwana przez kanadyjską firmę.

 

Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat w tym samym miejscu znaleziono dwanaście diamentów ważących ponad 300 karatów. Tym samym poprawiono rekord z listopada 2015 r., kiedy firma odkryła 1109 - karatowy diament Lesedi La Rona.

Został on sprzedany dwa lata później, kiedy brytyjska kompania zapłaciła za niego 53 miliony dolarów. Nowy 1758 klejnot karatowy  przypomina wyglądem piłkę tenisową. Zajmuje drugie prestiżowe miejsce po 3106 - karatowym diamencie Cullinana znalezionym w Południowej Afryce w 1905 roku.

 


Przewlekły stres powoduje raka

To odkrycie może wpłynąć na sposób leczenia chorych na raka, twierdzi The Age. Pracownikom Monash University przy pomocy laboratoryjnych myszy udało się udowodnić, że przewlekły stres powoduje szereg zmian fizjologicznych. Te zmiany powodują, że komórki rakowe szybciej i łatwiej rozprzestrzeniają się do innych części ciała. 

 

W całym tym procesie kluczową rolę odgrywa adrenalina. Związek ten zwiększa rozmiary i ilość naczyń limfatycznych wewnątrz i wokół nowotworu. Jednocześnie rośnie prędkość przepływu wewnątrz tych naczyń. Tak oto naczynia limfatyczne stają się dystrybutorem komórek nowotworowych na całe ciało. Wpływ na układ limfatyczny następuje za pośrednictwem aktywacji współczulnego układu nerwowego, twierdzą eksperci. 

Naukowcy są w posiadaniu danych medycznych kilku pacjentów przyjmujących leki w przebiegu terapii lękowej i redukujących wysokie ciśnienie krwi (beta-blokery, które redukują działanie adrenaliny). Okazało się, że u tych osób rzadko diagnozowano nawroty chorób nowotworowych - rak bardzo rzadko rozprzestrzeniał się po ich całym organizmie. 

Równolegle prowadzi się eksperymenty również w Peter MacCallum Cancer Centre. Naukowcy testują leki, które blokują adrenalinę u pacjentek cierpiących na nowotwór piersi.

 

 

 


W Grecji urodziło się dziecko posiadające geny trojga osób

Greccy oraz hiszpańscy lekarze zajmujący się płodnością twierdzą, że „stworzyli” dziecko, które posiada geny trzech różnych osób. Chłopczyk urodził się we wtorek i ważył niespełna 3 kg. Lekarze potwierdzają, że matka i dziecko czują się dobrze.

 

Lekarze twierdzą, że udało im się znaleźć sposób, który może pomóc niepłodnym parom na całym świecie. Jednak eksperci w Wielkiej Brytanii twierdzą, że tego typu procedura jest nieetyczna i nie powinna była mieć miejsca.


Eksperymentalna forma zapłodnienia pozaustrojowego wykorzystuje komórkę jajową od matki, spermę od ojca oraz drugą komórkę jajową od innej dawczyni. Sposób ten został opracowany, aby pomóc rodzinom dotkniętym poważnymi chorobami genetycznymi, jednak w przypadku pacjentki z Grecji było to wyłącznie leczenie niepłodności.


Wady są zakodowane w mitochondriach komórek, więc połączenie DNA matki z mitochondriami dawcy może zapobiec dziedziczeniu choroby. Pacjentką była 32-letnia kobieta z Grecji, która przeszła cztery nieudane próby zapłodnienia in vitro. Syn kobiety posiada geny obojga rodziców oraz niewielką ilość DNA dawczyni, ponieważ mitochondria posiadają swój własny kod genetyczny.


Grecki zespół współpracował z hiszpańskim centrum Embryotools, które ogłosiło, że 24 inne kobiety biorą udział w badaniu, a osiem zarodków jest gotowych do wszczepienia. W lutym 2018 r. lekarze z Newcastle, którzy byli pionierami tej technologii, otrzymali pozwolenie na wykorzystanie nowatorskiego sposobu i doprowadzili do narodzin pierwszego dziecka, które posiadało DNA 3 różnych osób.


Zatwierdzono wtedy dwa przypadki, w których dziecko mogło urodzić się z poważnymi wadami genetycznymi. Lekarze podkreślają, że leczenie niepłodności a zapobieganie przekazywaniu wadliwych genów to dwie odmienne moralnie kwestie.


Tim Child z Uniwersytetu w Oksfordzie i dyrektor medyczny The Fertility Partnership, powiedział: „Obawiam się, że pacjentka nie miała udowodnionej potrzeby usunięcia materiału genetycznego ze swojej komórki jajowej i zastąpieniem go DNA dawczyni. Ryzyko związane z tą techniką nie jest do końca znane, choć można je uznać za dopuszczalne, jeśli stosuje się ją w leczeniu choroby mitochondrialnej, ale nie w tej sytuacji."


Lekarze podkreślają, że edytowanie genów nadal budzi ogromne kontrowersje i spory etyczne. Środowisko naukowe obiawia się, że ekspetymentalna metoda mogła zostać użyta bez odpowiedniego przygotowania, co może skutkować poważnymi problemami w przyszłości.

 


Czarnobyl truje Europejczyków już od 33 lat

Po cichu minęła niechlubna 33 rocznica awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu, która skaziła pół Europy i wywołała fale zachorowań na raka, która cały czas wzbiera.

Czwarta jednostka elektrowni jądrowej w Czarnobylu eksplodowała 26 kwietnia 1986 roku. Łączna powierzchnia skażenia radioaktywnego na Ukrainie wynosiła 50 tysięcy kilometrów kwadratowych. Radioaktywna chmura rozpostarła się po całej Europie.

 

Czwarta jednostka elektrowni jądrowej w Czarnobylu eksplodowała 26 kwietnia 1986 roku. Łączna powierzchnia skażenia radioaktywnego na Ukrainie wynosiła 50 tysięcy kilometrów kwadratowych. Radioaktywna chmura rozpostarła się po całej Europie. Likwidowanie jej skutków trwa po dziś dzień.

26 kwietnia 1986 roku doszło do eksplozji w czwartym reaktorze elektrowni jądrowej w Czarnobylu. W wyniku eksplozji reaktora zginęła jedna osoba, potem jednak z powodu choroby popromiennej śmierć poniosło przynajmniej 160 likwidatorów skutków wypadku.

 

Oprócz tego, że Czarnobyl był dramatem dla Ukrainy stał się tez przyczyną chorób tarczycy i onkologicznych. Obecna epidemia raka z pewnością ma jakiś związek z emisjami z Czarnobyla. Wtedy zanieczyszczone zostało około  42 tys. kilometrów kwadratowych Ukrainy, 57 tys. kilometrów kwadratowych terytorium Rosji i ponad 46,5 tys. kilometrów kwadratowych Białorusi. Na obszarze tym żyło 6 mln 945 tys. ludzi.

Do katastrofy elektrowni atomowej w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 roku. W wyniku przegrzania reaktora doszło do wybuchu wodoru, pożaru oraz rozprzestrzenienia się substancji promieniotwórczych. Była to największa katastrofa w historii energetyki jądrowej i jedna z największych katastrof przemysłowych XX wieku.

 

Obecna epidemia raka obserwowana w Europie, z pewnością ma duży związek z emisjami z Czarnobyla. Nikt nawet nie próbuje tego łączyć i ustalać skąd wzięły się kancerogeny u masowo umierających ludzi. Aby wyeliminować konsekwencje katastrofy, ZSRR przesiedlił wtedy 800 tys. obywateli. Wielu z nich umarło potem przedwcześnie. Trzeba jednak przyznać, że ofiarność Rosjan i Ukraińców walczących z tym tragicznym problemem była ogromna, a decyzja zasypania reaktora nad wyraz słuszna. Z pewnością to zniwelowało skażenie z miejsca katastrofy.

Długofalowe skutki emisji z Czarnobyla są trudne do ustalenia. Katastrofa w Czarnobylu wydaje nam się czymś przeszłym, co wystąpiło i jest już po wszystkim. Nic bardziej błędnego. Trzeba w trybie ciągłym pilnować reaktora i tego co się z nim dzieje. Może to potrwać jeszcze kilkadziesiąt lat, a nawet dłużej. Część okolicy Czarnobyla skażona plutonem pozostanie w takim stanie przez następne kilkadziesiąt tysięcy lat. Można więc założyć, że skutki naszej aktywności będą odczuwalne nawet wtedy gdy ludzi dawno już na Ziemi nie będzie.
 

 

 


Nadciąga era samolotów elektrycznych

Od pewnego już czasu panuje moda na wszystko co posiada napęd elektryczny. Pojawiają się elektryczne samochody, autobusy oraz ciężarówki. Na tej podstawie możemy przypuszczać, że prędzej czy później zostaną oddane do użytku pierwsze elektryczne samoloty. Z takim zamiarem wyszły tanie, powszechnie znane linie lotnicze z Wielkiej Brytanii.

 

EasyJet to drugi w Europie oraz trzeci na świecie największy tani przewoźnik z siedzibą w Luton. Przedsiębiorstwo to nawiązało współpracę z amerykańską firmą Wright Electric - ich celem będzie skonstruowanie samolotu pasażerskiego czerpiącego energię z baterii. Maszyna ma wykonać swój pierwszy lot w ciągu 10 lat.

 

Wright Electric jest obecnie w posiadaniu dwuosobowego samolotu elektrycznego. Tymczasem mowa jest o wielkich i potężnych samolotach pasażerskich, które mogłyby przetransportować wielu ludzi z jednego państwa do drugiego. Na potrzeby takiego lotu konieczne będą przede wszystkim bardzo pojemne i wydajne baterie.

Pamiętajmy, że dotychczasowy rekord odległości pokonanej przez samolot elektryczny wynosi około 1 600 kilometrów a na jego pokładzie znajdowała się wtedy tylko jedna osoba. Sukces przewoźnika EasyJet jest w dużej mierze uzależniony od technologii akumulatorów. Potrzebna jest rewolucja w świecie baterii, które niestety jak na dzisiejszą elektronikę są bardzo słabe i mało pojemne.

 

 


W rejonie uskoku San Andreas występują miliony trzęsień ziemi. USGS ostrzega przed silnym wstrząsem w Kalifornii

Uskok San Andreas biegnie wzdłuż wybrzeża całej Kalifornii. To właśnie w jego obrębie, w 1906 roku wystąpiło trzęsienie ziemi o sile 7,6 stopni, które spowodowało, że w San Francisco zostało zniszczone 80% budynków, a od będącego skutkiem trzęsienia pożaru, zginęło około 3000 osób. Eksperci z USGS są pewni, że następny taki kataklizm jest tylko kwestią czasu i może wystapić w najbliższych latach.

 

Według współczesnych sejsmologów należy się obawiać powtórki tego scenariusza. Uskok San Andreas znajduje się w miejscu kolizji płyt tektonicznych, pacyficznej i północnoamerykańskiej i rozciąga się aż na 1300 km. Ze względu na skalę zagrożenia jest to również jedno z najbardziej opomiarowanych uskoków świata. 

Dzięki temu ustalono, że aktywność w ramach uskoku bynajmniej nie ustała i notowane są częste trzęsienia ziemi, ale przeważnie są bardzo słabe, albo są to tak zwane „ukryte” trzęsienia ziemi, o których sejsmolodzy dowiedzieli się dopiero niedawno. 

Widok części uskoku San Andreas

Jak się okazało, od 2008 do 2018 roku w obrębie uskoku San Andreas nastąpiło prawie 2 mln trzęsień ziemi, co daje prawie 500 wstrząsów dziennie, czyli średnio jeden co 174 sekundy. Poprzednio w okresie dekady, została zarejestrowana znacznie mniejsza liczba trzęsień ziemi, tylko 180 tysięcy, czyli jeden wstrząs na 30 minut. 

 

Zwiększenie liczby wstrząsów może być jednak związana z metodologią, ponieważ te trzęsienia ziemi są bardzo słabe i ledwie można je zauważyć na sejsmografach. Według naukowców głównym problemem było to, aby oddzielić te mikro trzęsienia ziemi od szumu tła (drżenia pochodzenia industrialnego lub z powodu przejeżdżających pojazdów).

Pęknięcie w ziemi w San Francisco podczas trzęsienia ziemi w 1906 roku 

Te nowe badania pomogą lepiej zrozumieć, w jaki sposób kształtuje się aktywność sejsmiczna na południu Kalifornii i co najważniejsze może to pomóc w ustaleniu kiedy wzrasta ryzyko następnego tak poważnego trzęsienia ziemi, a jak wynika z ostatniego raportu USGS, duże trzęsienie ziemi w Kalifornii jest możliwe. 

 

Naukowcy przeanalizowali dane z aktywności uskoku San Andreas, a także z pobliskich uskoków San Gabriel i San Jacinto, i stwierdzili, że prawdopodobieństwa poważnego trzęsienia ziemi (o sile 8 stopni lub więcej) w ciągu najbliższych 30 lat, wzrosło w Kalifornii z 4 do 7 procent. Według sejsmologów, ludzie muszą zrozumieć, że katastrofa jest nieunikniona i już trzeba rozpocząć do niej przygotowania.

 

 

 


Grupa turystów w Meksyku została pogryziona przez stado „wściekłych” muren

Plażowicze w meksykańskim kurorcie Compostela w stanie Nayarit muszą uważać podczas kąpieli. W ciągu tygodnia aż 15 osób zostało ugryzionych przez agresywne ryby z gatunku muren.  Do incydentów w postaci bolesnego pokąsania, doszło na plaży Platanitos. 

 

Lokalne służby w odpowiedzi na ataki, nakazały wywieszenie czerwonej flagi wydając tym samym zakaz wejścia do wody. Według meksykańskiej służby obrony cywilnej, mureny nagle zaatakowany turystów. Ofiary zostały ukąszone czesto wiele razy, przeważnie w dolne części ciała. 

 

Wszyscy poszkodowani turyści musieli szukać pomocy medycznej. Większość z nich miała ukąszenia nóg. Przedstawiciele lokalnych władz są zaskoczeni, bo plaża Platanitos była dotychczas uważana za bezpieczną. 

Przyczyny agresywnych zachowań muren nie są znane. Można tylko przypuszczać, że turyści zostali uznani za zagrożenie. Być może powodem rozdrażnienia tych drapieżnych ryb może być dużo hałasu i wibracji wody ze względu na napływ turystów w czasie wakacji. 

 

 


NASA przeprowadzi ćwiczenia symulujące uderzenie asteroidy

W pobliżu Ziemi regularnie przelatują asteroidy. Czasami zdarza się, że obiekty wpadają do ziemskiej atmosfery jeszcze zanim zdołamy je w ogóle namierzyć. Niespodziewany upadek dużej planetoidy może wyrządzić jeszcze większe straty, niż w przypadku, gdy ludzkość będzie odpowiednio przygotowana do zbliżającej się katastrofy. Dlatego agencja NASA przeprowadzi ćwiczenia symulujące impakt asteroidy.

 

Już w przyszłym tygodniu odbędzie się Konferencja Obrony Planetarnej 2019. Biuro Koordynacji Obrony Planetarnej (PDCO) agencji NASA we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), Międzynarodową Siecią Ostrzegawczą Asteroid (IAWN) oraz innymi amerykańskimi i międzynarodowymi agencjami i instytucjami naukowymi rozpocznie ćwiczenia, które pozwolą przygotować się na potencjalne uderzenie niebezpiecznej asteroidy.

Zaplanowane „manewry” potrwają 5 dni i rozpoczną się od pojawienia się informacji o fikcyjnej planetoidzie, odkrytej 26 marca, która zostanie uznana za potencjalnie niebezpieczną dla Ziemi. Zmyślony obiekt o nazwie PDC 2019 będzie miał 1% szansy na uderzenie w naszą planetę w 2027 roku.

Celem tej symulacji jest wypracowanie odpowiednich mechanizmów, polegających na wymianie informacji o asteroidzie, zaplanowaniu działań pozwalających na skuteczne zarządzanie katastrofami i minimalizację strat oraz rozwiązaniu wszelkich problemów, które mogą stać na drodze do podjęcia szybkich reakcji. Specjaliści będą też dyskutować nad możliwością zbadania planetoidy i zmiany jej orbity.

 

Agencja NASA brała udział łącznie w sześciu ćwiczeniach, dotyczących ochrony Ziemi przed niebezpiecznymi asteroidami – trzy razy w ramach Konferencji Obrony Planetarnej i trzy razy we współpracy z Federalną Agencją Zarządzania Kryzysowego (FEMA) oraz przedstawicielami innych agencji federalnych. Dzięki zbliżającej się symulacji, międzynarodowe agencje i instytucje będą mogły połączyć siły, aby lepiej oceniać i reagować na zagrożenia z kosmosu.

 


Ogromne meduzy opanowały angielski kurort

Na wodach przybrzeżnych na południu Anglii zaobserwowano dużą ilość ogromnych meduz Rhizostoma pulmo. Widywane są one u wybrzeży Dorset i Devon, w tym w kurorcie Torquay, co bardzo zaskoczyło turystów. Zazwyczaj te stworzenia można znaleźć w tych miejscach dopiero na początku lata.

 

Rhizostoma pulmo to największe meduzy na brytyjskich wodach. Dorastają do 90 cm średnicy i ważą do 35 kg. To największe meduzy odkryte na wodach brytyjskich i powszechnie spotykane w morzu, ale rzadko w pobliżu wybrzeża. Pomimo groźnego wyglądu są nieszkodliwe dla ludzi. Ich ukąszenia mogą powodować wysypkę na skórze porównywalną ze skutkami oparzeń pokrzywy.

 

Takie wczesne pojawienie się tych stworzeń, które preferują ciepłe wody u wybrzeży Anglii, jest prawdopodobnie spowodowane wyjątkowo ciepłą pogodą w tym miesiącu, informuje Daily Mail Online.

Beczkowate meduzy ze względu na swoje ogromne rozmiary, zostały zauważone, kołyszące się w porcie w Torquay w Devon. Nurkowie namierzyli je także na morzu u wybrzeży wyspy Portland w Dorset. Potem miejscowi i wczasowicze byli oszołomieni, gdy zauważyli gigantyczne stworzenia pływające w wodzie wśród łodzi.

 

Te groźnie wyglądające stwory morskie preferują cieplejsze wody i są często widywane w Wielkiej Brytanii w maju i czerwcu. Często są zauważane wyrzucane na plaże, ale rzadko zdarza się obserwować je żywe w wodzie w pobliżu wybrzeża.


Chińscy naukowcy wkrótce wybudują nowe sztuczne słońce

Czy Chińczycy jako pierwsi okiełznają fuzję jądrową? Wszystko na to wskazuje. Jeszcze kilka miesięcy temu, w reaktorze EAST (Experimental Advanced Superconducting Tokamak) udało się rozgrzać plazmę do rekordowej temperatury 100 milionów stopni Celsjusza. Teraz tamtejsi naukowcy zapowiadają, że w najbliższym czasie ukończą prace nad nowym sztucznym słońcem.

 

Zapowiedź padła ze strony Duana Xuru, członka 13. Narodowego Komitetu Ludowej Politycznej Konferencji Konsultacyjnej Chin (CPPCC). Budowa nowego tokamaka HL-2M powinna zakończyć się w roku bieżącym. Urządzenie to zostało zaprojektowane w taki sposób, aby odtworzyć procesy syntezy jądrowej, które naturalnie zachodzą w gwiazdach.

 

Osiągnięcie temperatury plazmy na poziomie 100 milionów stopni Celsjusza to tylko jedna z trzech barier, które należy pokonać, abyśmy mogli czerpać energię z kontrolowanej fuzji jądrowej. Pozostałe dwie to utrzymanie procesu w ograniczonej przestrzeni przez odpowiednio długi czas i zachowanie wymaganej gęstości plazmy.

Chińscy naukowcy twierdzą, że poprzednie reaktory zdołały osiągnąć temperaturę elektronów, sięgającą powyżej 100 milionów stopni, oraz temperaturę jonów na poziomie około 50 milionów stopni. Tokamak HL-2M będzie posiadał lepsze parametry, dzięki czemu podgrzewane w nim jony również uzyskają temperaturę ponad 100 milionów stopni.

 

Nowa konstrukcja będzie stanowić kolejny krok ku okiełznaniu fuzji jądrowej i wesprze międzynarodowy program badawczy ITER (International Thermonuclear Experimental Reactor). My natomiast przekonujemy się, że to właśnie Chiny przewodzą w tym technologicznym wyścigu zbrojeń.

 


Dietetycy ostrzegają przed olejem kokosowym. Niektórzy nazywają go "czystą trucizną"

Kontrowersje wokół oleju kokosowego powróciły po tym, jak profesor Uniwersytetu Harvarda, Karin Michels, powiedziała podczas wykładu, że jest to „czysta trucizna”. Przeprowadzono kilka badań na temat tego, czy olej kokosowy jest zdrowy, a rezultaty były ze sobą sprzeczne.

 

Wykład, zatytułowany „Olej kokosowy i inne błędy żywieniowe” wygłosiła profesor Karin Michels, która jest także dyrektorem Instytutu Zapobiegania i Epidemiologii Nowotworowej Uniwersytetu w Fryburgu.

Zdaniem profesor, nie ma jednoznacznych badań, które wykazałyby znaczące korzyści zdrowotne, płynące ze spożywania oleju kokosowego. Ponadto, olej kokosowy jest w rzeczywistości bardziej niebezpieczny niż smalec, ponieważ składa się prawie całkowicie z nasyconych kwasów tłuszczowych, które są odpowiedzialne za choroby wieńcowe.

 

Badania przeprowadzone przez naukowców z University of Cambridge potwierdzają, że olej kokosowy posiada korzyści zdrowotne - między innymi zmniejsza ryzyko wystąpienia udaru oraz chorób serca.

American Heart Association wydała oświadczenie dotyczące oleju kokosowego, w którym opisane jest, że podnosi on poziom cholesterolu. Według AHA, 82% tłuszczu w oleju kokosowym to tłuszcze nasycone, które zwiększają poziom złego cholesterolu we krwi człowieka. Dla porównania, masło ma 63% tłuszczu nasyconego, tłuszcz wołowy 50%, a smalec wieprzowy 39%.

 

Frank Sacks z Harvard School of Public Health powiedział, że społeczeństwo mogło zbyt szybko uwierzyć w trendy dietetyczne, takie jak ten, który uważa olej kokosowy za zdrowy. Profesorowie mają nadzieję, że ich uświadamianie sprawi, że trend na spożywanie oleju kokosowego straci na popularności.

 


Ludzie żyjący na wsi są szczęśliwsi od mieszkańców miast

Mimo że miasto to świat rozrywki, wydarzeń kulturowych, dodatkowo obfitujący w szeroki wybór punktów gastronomicznych i innych udogodnień, ludzie żyjący na wsi okazują się być bardziej szczęśliwi. Tak przynajmniej wynika z badań, przeprowadzonych przez naukowców z Kanady.

Naukowcy z Vancouver School of Economics oraz Uniwersytetu McGill postanowili przeprowadzić badania rozstrzygające odwieczny spór na temat tego gdzie jakość życia jest lepsza – na wsi czy w mieście.

 

W latach 2009-2014 przeprowadzono ankietę na temat zadowolenia z życia u 400 tysięcy osób. Odpowiedzi powiązano z danymi demograficznymi, dotyczącymi uczestników. Poziom szczęścia ankietowanych mierzono w skali od 1 do 10. W najmniej szczęśliwych regionach wynosił on 7,04, a w najbardziej szczęśliwych 8,96 – może to sugerować, że ludzie z reguły są całkiem szczęśliwi lub nie chcą przyznać się do tego, że nie są.

Ogólnie rzecz biorąc, najszczęśliwsze i najmniej szczęśliwe społeczności miały podobne średnie dochody, poziom wykształcenia, stopę bezrobocia oraz poziom zaufania społecznego. Wykazano za to, że szczęśliwsi ludzie posiadali krótszy czas dojazdu do pracy, przeznaczali mniejszą część swoich dochodów na wydatki mieszkaniowe, rzadziej się przeprowadzali oraz migrowali. Wskazano także jeszcze jedną zależność.

 

Wyniki osób najszczęśliwszych korelowały z ich wyższym poczuciem przynależności społecznej oraz  zamieszkaniem w obszarze o mniejszej gęstości zaludnienia, co doprowadziło autorów badania do wniosku, że życie w mieście jest z reguły mniej szczęśliwe. Mimo wszystko naukowcy uprzedzają, że ich badania wykazały jedynie korelację i nie mogą być traktowane jako ostateczny osąd.

 


Iran doświadcza najgorszej plagi szarańczy od 40 lat

W Iranie farmerzy zmagają się z największą od ponad czterech dekad plagą szarańczy. Żarłoczne owady są w stanie spustoszyć wielkie areały upraw, co stanowi poważny problem dla miejscowego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

 

Najbardziej dotknięta szarańczą jest irańska prowincja Hormozgan. Owady zjadają tam całą roślinność już ponad dwa miesiące. Chmary żarłocznych stworzeń zdołaly już przemieścić się około 200 km w głąb rolniczego obszaru.

 

Zagrożone jest aż 12 tysięcy hektarów upraw. Nawet mały rój szarańczy jest w stanie w jeden dzień spożyć tyle ile wystarczy do wyżywienia aż 35 tysięcy ludzi. Ekspansja tych owadów to zatem poważny problem dla Iranu. 

Wyjątkowo dużo opadów, które wystąpiły niedawno w pustynnych regionach Bliskiego Wschodu, to wymarzone warunki dla rozrodu szarańczy. Już od lutego tego roku, roje tych owadów terroryzowały Sudan i Erytreę. Potem plaga rozprzestrzeniła się na oba brzegi Morza Czerwonego. Ostatecznie inwazja szarańczy dotarła aż do Iranu.

 

 

 


Pierwsi pacjenci w USA przechodzą terapię genową CRISPR

Terapie genowe, choć dają nadzieje i zarazem wywołują liczne kontrowersje, zyskują coraz większą aprobatę na świecie. Chiny jako pierwsze postanowiły wykorzystać technikę edycji genów CRISPR do leczenia pacjentów z nowotworami. Teraz naukowcy ze Stanów Zjednoczonych poszli tą samą ścieżką i zaczęli testować technikę CRISPR na chorych pacjentach.

 

Zespół specjalistów z Uniwersytetu Pensylwanii w Filadelfii rozpoczął terapię genową na dwóch pacjentach. Pierwszy cierpi na szpiczaka mnogiego, a drugi ma mięsaka. Obaj mieli nawroty po poddaniu się standardowemu leczeniu.

 

Zabieg polegał na usunięciu komórek układu odpornościowego, zmodyfikowaniu ich w laboratorium i ponownym umieszczeniu ich w organizmach pacjentów. Naukowcy mają nadzieję, że zmodyfikowane genetycznie komórki będą mogły niszczyć komórki nowotworowe. Na rezultaty trzeba oczywiście poczekać. Naukowcy przeprowadzą podobne zabiegi łącznie na 18 pacjentach.

 

W Europie i Ameryce Północnej trwają przygotowania do licznych eksperymentów z udziałem edytora genów CRISPR, a w niektórych przypadkach już odbyły się pierwsze zabiegi. Naukowcy z wielu państw chcą ustalić, czy terapia genowa z udziałem „molekularnych nożyczek” nadaje się do leczenia różnych chorób – nie tylko nowotworowych. Na przykład w Niemczech wykonano już zabieg na pacjencie z beta-talasemią.

Tymczasem w Chinach, pierwsza terapia genowa CRISPR odbyła się już w 2016 roku. Zabieg został wykonany na pacjentach z nowotworami płuc. Z kolei w 2018 roku, naukowiec Jiankui He zmodyfikował geny nienarodzonych dzieci, aby uodpornić je na wirusa HIV.

 

Wielu ekspertów ostrzega, że terapie genowe z udziałem narzędzia CRISPR mogą nieść za sobą liczne konsekwencje zdrowotne. Istnieją obawy, że edycja genów może zakończyć się niepowodzeniem i dojdzie wtedy do licznych niepożądanych zmian w DNA. Jednak widzimy ewidentnie, że postępu nie da się zatrzymać, a terapie genowe, choć wciąż mają charakter eksperymentalny, wkrótce będą przeprowadzane w wielu krajach świata.

 


Używasz Adblock? Blokujesz reklamy, ale podoba ci się to co tu czytasz? Wpłać cegiełkę na utrzymanie portalu, albo odblokuj reklamy na ZnZ