Kwiecień 2019

Wszystko co wiemy o Wszechświecie może być błedne

Wszechświat rozszerza się od 13,8 miliarda lat. Stała Hubble'a wyznacza tempo jego ekspansji i pokazuje nam czas, jaki upłynął od Wielkiego Wybuchu. Jednak dwie najlepsze metody, które pozwalają nam zmierzyć stałą Hubble'a, dają nam dwa różne wyniki, co sugeruje, że nasze pojęcie o kosmosie może być błędne. Jednak naukowcy wyszli właśnie z trzecią metodą, która najprawdopodobniej rozwiąże ten problem raz na zawsze.

 

Jak wynika z najnowszych badań, nowe niezależne dane, pochodzące z fal grawitacyjnych, które emitują układy podwójne gwiazd neutronowych, mogą nam zapewnić wiedzę o rzeczywistym tempie ekspansji Wszechświata. Trzecia metoda pomoże nam rozwiązać problem różnic, wynikających z zastosowania dwóch poprzednich metod w obliczaniu stałej Hubble'a.

 

Fale grawitacyjne są emitowane przez dwie wirujące wokół siebie gwiazdy neutronowe tuż przed kolizją. Zjawiska tego typu są rzadkie, ale mogą być bardzo pomocne.

Fale grawitacyjne wywołują tzw. zmarszczki w czasoprzestrzeni. Możemy je wykryć z pomocą detektorów LIGO i Virgo, a następnie precyzyjnie ustalić odległość między gwiazdami neutronowymi a Ziemią. Ponadto, astronomowie mogą określić prędkość układu na podstawie światła wyemitowanego na drodze kosmicznej eksplozji, a następnie obliczyć stałą Hubble'a, korzystając z Prawa Hubble'a.

 

Naukowcy z University College London, którzy wpadli na ten pomysł ustalili, że obserwacja 50 układów podwójnych gwiazd neutronowych powinna dostarczyć nam wystarczających informacji, aby określić stałą Hubble'a. To oznacza, że w ciągu 10 lat możemy poznać tempo ekspansji Wszechświata.

 



Starożytna moc uzdrawiania za pomocą szafranu została potwierdzona naukowo

W kwiatach szafranu, z którego wytwarzana jest przyprawa, jest coś magicznego. Już od starożytnych czasów szafranu używano jako panaceum na większość dolegliwości. W 2004 roku na Tyrze (wyspa na Morzu Egejskim) archeolodzy znaleźli starożytne freski sprzed trzech i pół tysiąca lat. Na jednym z nich uwieczniono boginię przewodzącą zbiorem szafranu i leczącą nim ludzi.

 


Szafran jest bardzo kosztowną przyprawą, ze 150 kwiatów uzyskuje się zaledwie 1 gram suchej przyprawy, a jej pół kilograma kosztuje około tysiąca dolarów.



Okazuje się, że szafran skutecznie leczy rany, wykazuje działanie łagodzące, przeciwzapalne, przeciwnowotworowe. Ta roślina to dobry lek przeciwdepresyjny, ale także silny przeciwutleniacz i afrodyzjak. Pobudza procesy komórkowe, chroni serce, może być stosowany w onkologii, neurologii i zmniejsza ciśnienie krwi.

Poza tym szafran można zastosować w leczeniu stanów lękowych, asthenozoospermii (zmniejszona ruchliwość plemników), przerostu mięśnia sercowego, raka jelita grubego, neuropatii cukrzycowej, w zaburzeniach erekcji, przy bolesnym miesiączkowaniu i w nadciśnieniu. Szafran posiada także zdolność do hamowania apetytu i tym samym, do redukowania ilości zbędnych kilogramów.



Jednak to nie jedyne z zadziwiająch mocy szafranu. Okazuje się, że szafran pomaga także w leczeniu chorób neurodegeneracyjnych, np. choroby Alzheimera. Z przeprowadzonych dotychczas badań nad skutecznością szafranu w leczeniu łagodnego i umiarkowanego stadium choroby Alzheimera wynika, że przyjmowanie 15mg szafranu dwa razy dziennie jest równie skuteczne, jak zażywanie 5mg leku o nazwie Aricept dwa razy na dobę. Przy tym szafran wywołał znacznie mniej skutków ubocznych i nie powodował mdłości.

 

 

 



Eskalacja przemocy wobec chrześcijan w trakcie Wielkanocy

Wojna religijna między chrześcijaństwem i islamem staje się coraz bardziej zauważalna. Płoną katedry i kościoły, giną ludzie zamordowani na Sri Lance a w Europie dochodzi do licznych bandyckich incydentów wymierzonych w przeżywających Wielkanoc chrześcijan.

Chrześcijanie stali się zwierzyną łowną. Skala tragicznych zamachów islamskich fundamentalistów, wymierzonych w chrześcijan, jest doprawdy porażająca. Zginęło niemal 300 osób! Co gorsza, nadal wybuchają kolejne bomby. Właściwie nigdzie na świecie chrześcijanie nie mogą się czuć bezpiecznie.

 

W islamizowanej przymusowo Europie z roku na rok robi się coraz gorzej pod tym względem. Jest to nieuchronna cena za wpuszczenie przez lewicowe władze, na zasiłki wielu milionów wyznawców Allaha. Oczywiście gawiedzi przedstawia się to jako zdobycz ideologii zwanej multikulturalizmem, która nieuchronnie prowadzi do krwawego konfliktu między nachodźcami a tubylcami.

 

Postępujący proces przejmowania naszego kontynentu jest ukrywany przez media, które do tego celu stosują pałkę politycznej poprawności. Każdy kto ośmiela się krytykować poczynania przybyłych do Europy islamistów jest domyślnie nazywany rasistą, ksenofobem i faszystą. Z drugiej strony dowolne wybryki i ataki na tubylców ze strony nachodźców znajdują szeroki wachlarz powodów do ich usprawiedliwiania.

 

Europejscy islamiści na razie zadowalają się tylko podpalaniem kościołów i katedr, ale niewątpliwie z czasem sięgną po bardziej radykalne środki, jakie widzieliśmy teraz na Sri Lance. Zresztą w Niemczech doszło w ciągu ostatnich dni do incydentów, które wskazują na to, że krwawe zamachy są tylko kwestią czasu.

W Monachium islamista zaatakował w kościele Świętego Pawła. Używał rakietnic do fajerwerków i petard. Atakował ludzi idących do kościoła krzycząc „Allahu Akbar”. Ze względu na to, że sprawca jest islamskim imigrantem, niemieckie media rytualnie nie zauważyły ataku, który spowodował, że aż 24 osoby zostały ranne.

 

Obrażenia były głównie wynikiem paniki jaką wywołał atakujący kościół islamista. Po wydarzeniach na Sri Lance, gdzie w niedzielę wysadzono wiele kościołów, trudno się dziwić, że ludzie w monachijskim kościele przestraszyli się i uznali, że skoro ktoś krzyczy Allahu Akbar, to w każdej chwili może dojść do tragicznej w skutkach eksplozji.

Musimy się przygotować na to, że takie sytuacje mogą wystąpić również w Polsce. Co prawda obecna władza nielegalnych imigrantów nie sprowadza, ale za to sprowadza rekordowo dużo legalnych. Idzie to w miliony i przodujemy w imigracji na świecie! Oznacza to, że takie problemy, jakie mają obecnie Niemcy, Polacy będą mieli w ciągu zaledwie kilku lat. Jest to niestety nieuchronne i możemy już chyba pożegnać Polskę jednorodną narodowościowo. Wszystko się zmieniło i każdy może sam ocenić czy na lepsze.

Co nam pozostaje? Pogodzić się z tym i próbować przetrwać. Mimo, że oficjalnie nikt nie nazwie tego wojną religijną, to tkwimy w niej po uszy i jak każda wojna ta również będzie wymagała daniny krwi. Ofiarą może być każdy i to jest najbardziej perfidne. W niemieckich magazynach ukazują się już artykuły dające wskazówki, w jaki sposób leczyć rany zadane nożem. Wystarczy zobaczyć dzisiejsze problemy Niemców, aby wyobrazić sobie przyszłe problemy Polaków.

 



Badanie krwi może wykryć możliwy nowotwór 15 lat przed jego pojawieniem się

Szwedzcy naukowcy z Uniwersytetu w Umeå szukali sposobów na wykrycie raka w organizmie człowieka na długo przed wystąpieniem objawów. Zwykle manifestacja oczywistych objawów w przypadku raka oznacza, że są one już wysoko rozwinięte.

 

O pracy szwedzkich ekspertów pisze magazyn Real Clear Science. Naukowcy złożyli wniosek o analizę w kilku biobankach, w tym w banku Janus Serum w Norwegii, który przechowuje próbki biomateriałów 320 tys. osób zebranych w latach 1972 – 2004, informuje MedikForum.

 

Naukowcy analizowali badania krwi ludzi i porównywali je ze zmianami w zdrowiu w czasie życia. W rezultacie odkryli, że krew ludzi, którzy zachorowali na raka mózgu, raka szpiku kostnego lub chłoniaka z czasem różniła się od krwi zdrowych ludzi, nawet w czasie, gdy pozostawało wiele lat przed wystąpieniem raka.

 

Zwiększone stężenie niektórych białek we krwi, zdaniem autorów badania, może wskazywać na prawdopodobieństwo zachorowania na raka w przyszłości.

 

„Rak mózgu wiąże się z niewielkim wzrostem poziomu dwóch białek we krwi, które można wykryć 15 lat przed jego rozpoznaniem. Białka te należą do grupy zaangażowanej w system sygnalizacji i wzrostu komórek, a także mogą przyczyniać się do rozwoju guza. Białka, które odgrywają rolę markerów chłoniaka, mogą również ujawnić się we krwi przyszłych pacjentów 15 do 25 lat przed diagnozą ” – twierdzą specjaliści.

 



Grecja żąda od Niemiec setek miliardów euro reparacji wojennych

Grecja, która poniosła ogromne straty w wyniku niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej, domaga się wysokiego odszkodowania. W zeszłym tygodniu, parlament przegłosował rozpoczęcie kampanii dyplomatycznej, która pozwoliłaby wyegzekwować wypłatę setek miliardów euro reparacji wojennych.

 

Już w 2016 roku, komisja parlamentarna ustaliła, że straty poniesione przez Grecję w wyniku dawnej działalności Niemiec sięgają ponad 300 miliardów euro. 17 kwietnia, grecki parlament po raz pierwszy podjął konkretną decyzję w tej sprawie. Dotyczy ona podjęcia starań, aby uzyskać odszkodowanie, choć w tej propozycji nie podano żadnej konkretnej kwoty.

 

Premier Alexis Tsipras stwierdził, że walka o reparacje wojenne jest „historycznym i moralnym obowiązkiem”. Warto też dodać, że Grecja zaczęła poruszać kwestię odszkodowań wojennych od Niemiec tuż przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego oraz lokalnymi wyborami parlamentarnymi, które odbędą się na jesień 2019 roku.

Tymczasem władze Niemiec od dawna stale powtarzają jedną regułkę, według której wszystkie kwestie reparacji wojennych zostały już rzekomo rozstrzygnięte prawnie i politycznie. Niemcy Zachodnie faktycznie zapłaciły Grecji odszkodowanie za poniesione straty. Jednak było to w 1960 roku, a Grecja otrzymała wtedy zaledwie 115 milionów marek.

 

Aktualnie polski rząd, przynajmniej oficjalnie, również zamierza domagać się reparacji wojennych od Niemiec, lecz przedstawiana kwota jest znacznie większa. Oficjalnie mówi się o co najmniej kilku bilionach złotych. Jednak wszelkie starania w tym kierunku, podejmowane przez Grecję i Polskę, mają wymiar przede wszystkim dyplomatyczny.

 



CIA uważa, że Huawei jest finansowany przez chiński wywiad

Zgodnie z najnowszymi wyciekami, CIA oskarżyła firmę Huawei o bycie finansowaną przez rząd Chin, a w szczególności krajową sieć wywiadowczą. Zarzut miał już rzekomo zostać przekazany urzędnikom w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii, łącząc tym samym wcześniejsze oskarżenia skierowane przeciwko gigantowi technologicznemu.

Doniesienia o sprawie zostały opublikowane w weekend przez brytyjską gazetę The Times, która twierdzi, że otrzymała informacje od wiarygodnego źródła w Zjednoczonym Królestwie. Według raportu, CIA przekazała informacje brytyjskim urzędnikom, którzy następnie mieli ujawnić rzekome finansowanie firmy Huawei przez chińskie służby wywiadowcze.

 

Wiadomość pojawiła się w momencie, gdy Huawei szykował się już do globalnej ekspansji swojego sprzętu, potrzebnego do uruchomienia sieci komórkowych 5G. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych wielokrotnie w przeszłości zgłaszali swoje obawy, że technologia Huawei może być wykorzystywana przez Chiny do szpiegostwa. W kuluarach mówi się, że Amerykanie zablokowali próbę zainstalowania przez Huawei sieci bezprzewodowej na stadionie drużyny futbolowej, Washington Redskins.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat Huawei musiał się mierzyć z wieloma oskarżeniami dotyczącymi bezpieczeństwa użytkowników, lecz firma konsekwentnie zaprzeczała doniesieniom. Stany Zjednoczone nie są jedynym krajem, który kwestionował w przeszłości wiarygodność giganta technologicznego. W 2013 roku Australia wprowadziła zakaz, który uniemożliwiał używanie telefonów Huawei w krajowej sieci szerokopasmowej. Państwo poważnie rozważało również zablokowanie Chińczyków z uczestnictwa w budowie sieci 5G. 

 

Pomimo wszelkich zarzutów i wątpliwości otaczających Huawei, reputacja firmy jako jednej z największych globalnych marek technologicznych jest niepodważalna, a jej smartfony cieszą się dużym uznaniem klientów. Tak wielki rozwój chińskiego przedsiębiorstwa dla wielu jest niewątpliwie sporym zaskoczeniem. Jeszcze w 2004 roku jedna z brytyjskich firm telekomunikacyjnych naśmiewała się z Huaweia, nie wróżąc mu sukcesu i sugerując, że bardziej odpowiednia byłaby nazwa "Whoarewe". 15 lat później o tej angielskiej firmie nie słyszał prawie nikt, a "Whoarewe" odgrywa kluczową rolę we wdrażaniu technologii 5G na całym świecie.



Chiny zbudowały pierwszą autonomiczną amfibię

Chińskie media państwowe poinformowały o powstaniu nowej autonomicznej amfibii o nazwie Marine Lizard (ang. Jaszczurka Morska), przeznaczonej dla wojska. Pojazd został wyposażony w pociski przeciwlotnicze, a także parę karabinów maszynowych.

Firma odpowiedzialna za zbudowanie maszyny, China Shipbulding Industry Corporation (CSIC), zaprezentowała swój nowy wynalazek w mediach społecznościowych. Jak informuje China Global Times, Marine Lizard został zaprojektowany zarówno do operacji lądowych, jak i na wodzie. Pojazd ma około 12 metrów długości i napędzany jest wysokoprężnym silnikiem, umożliwijącym poruszanie się w wodzie z prędkością 50 węzłów (około 92 km/h). Producent twierdzi, że Jaszczurka może zachować swój kamuflaż i pozostać niewidoczna dla przeciwnika w każdej sytuacji.

 

Gdy pojazd zbliża się do lądu, automatycznie wysuwane są cztery gąsienice, które umożliwiają poruszanie się po powierzchni z prędkością około 20 km/h. Oprócz broni, takich jak pociski przeciwlotnicze czy karabiny maszynowe, Jaszczurka posiada zaawansowane radary i system elektrooptyczny. Najważniejsza jest jednak technologia sztucznej inteligencji, która umożliwia pojazdowi samodzielne planowanie tras i unikanie przeszkód.

Chiny koncentrują się obecnie na maksymalizacji potencjału autonomicznych systemów walki. Marine Lizard ma stanowić doskonałe uzupełnienie dla dronów bojowych i autonomicznych okrętów, tworząc w ten sposób armię inteligentnych i samodzielnych maszyn. Chińczycy uważają, że wyeliminowanie aspektu ludzkiego zwiększy efektywność działań na polu walki, ponieważ systemy są mniej omylne niż człowiek. Czas pokaże, gdzie takie myślenie zaprowadzi ten azjatycki naród.



Jak łatwo usunąć metale ciężkie z organizmu

Metale ciężkie, kumulujące się w naszym organizmie, najczęściej pochodzą z roślin i zwierząt, które jemy. Mogą dostawać się również z powietrzem, wodą, spalinami, dymem tytoniowym, z produktami czyszczącymi stosowanymi w gospodarstwach domowych. Izotopy metali ciężkich osadzają się w narządach wewnętrznych, co może być przyczyną różnych chorób.

Po pierwsze jedz pożywienie zawierające pektynę. Pektyna jest adsorbowana na powierzchni soli metali ciężkich. Znajduje się w warzywach, owocach, jagodach. Buraki zawierają dodatkowo flawonoidy, które zamieniają metale ciężkie w obojętne związki. Ziemniaki zawierające skrobię, gotowane w mundurkach, absorbują toksyny z organizmu, usuwając je z organizmu w sposób naturalny. Metale ciężkie z organizmu usuwają również marchew, dynie, bakłażany, rzodkiewki i pomidory.

Poza tym do swej diety warto włączyć także jabłka, owoce cytrusowe, pigwy, gruszki, morele, winogrona wspomagają wydalanie substancji toksycznych. Jagody jarzębiny, żurawina, maliny, borówki, żurawina wiążą metale ciężkie w nierozpuszczalne w wodzie i tłuszczu związki, co ułatwia ich usuwanie z organizmu. Spożywanie surowych owoców pomaga oczyścić organizm z nagromadzonych toksyn, ale można też użyć niskosłodzonych marmolad domowej roboty.

 

Dodatkowo pomaga picie herbaty z rumianku, nagietka, rokitnika, dzikiej róży chroni komórki przed wnikaniem metali ciężkich i wspomaga ich wydalanie. Olej z dzikiej róży i rokitnika jest bardzo przydatny w razie zatrucia metalami ciężkimi.

 

Mało kto wie, że promieniotwórczych izotopów cezu można pozbyć się z organizmu spożywając szczaw, szpinak i sałatę.Substancje, które neutralizują radionuklidy występują w takich roślinach, jak: jałowiec, nasiona sezamu i łopianu oraz w korzeniu trawy cytrynowej. Przy stałej ekspozycji na izotopy promieniotwórczych metali zaleca się przyjmowanie do 40 kropli nalewki z aralii, różeńca górskiego, szczodraka krokoszowatego, żeń-szenia.

 

Warto wiedzieć, że picie herbatki wykonanej z kolendry siewnej usuwa z organizmu rtęć w ciągu dwóch miesięcy. Wystarczy cztery łyżki posiekanej kolendry zaparzyć w litrze wrzącej wody w niemetalowym pojemniku i wypić napar po 20 minutach.


Co ciekawe przeprowadzanie oczyszczających procedur na bazie ryżu jest szczególnie polecane osobom wykonującym niebezpieczną pracę. Łyżkę ryżu należy wieczorem zamoczyć w wodzie, a rano ugotować bez soli i zjeść. Tak przygotowany ryż usuwa z organizmu toksyczne sole metali.

 

Warto również sięgnąć do nowych technologii detoksykacji opartych o fototerapię. Pod tym względem niewątpliwie warto wspomnieć rewolucyjną technologię LifeWave. Ich produkty w formie plastrów pomagają w detoksykacji w sposób zdumiewająco skuteczny.

Ale również wywar z owsa oczyszcza ciało z soli metali ciężkich. Wystarczy zalać szklankę owsa dwoma litrami wody i ugotować je na małym ogniu przez 40 minut. Tak przygotowany napój należy pić po pół szklanki cztery razy dziennie, dzięki czemu organizm oczyści się naturalnie - również z kadmu, który znajduje się w dymie tytoniowym.

 

Pamiętaj, że ciało jest w stanie, bez zewnętrznej interwencji usunąć zgromadzone osady i toksyny. Jednak praca i życie w warunkach szkodliwych dla zdrowia lub niezdrowy styl życia, wpływa na nadmierne gromadzenie toksycznych substancji, które powodują różne rodzaje chorób. Należy więc przede wszystkim zadbać o profilaktykę - uważać zwłaszcza na jakość i pochodzenie spożywanej żywności, a w razie potrzeby zwrócić się do lekarzy z prośbą o przepisanie leków, które pomogą oczyścić organizm z metali ciężkich.

 

 



Spora asteroida przeleciała blisko Ziemi

Wczoraj asteroida wielkości domu przeleciała obok Ziemi. Obiekt przeszedł bliżej naszej planety niż jakikolwiek inny kosmiczny kamień, który minie ją przed końcem tego roku. Przynajmniej tak twierdzą naukowcy.

Asteroida o nazwie 2019 GC6 została odkryta przez NASA 9 kwietnia br., czyli dziewięć dni przed przelotem nad Ziemią. Gigantyczny kamień przeleciał jak najbliżej planety 18 kwietnia o 06:41 GMT. Najbliższy punkt znajdował się 219 tysięcy kilometrów od Ziemi, czyli około połowy odległości od Księżyca.

 

Według Laboratorium Napędów Odrzutowych NASA, w tym czasie asteroida poruszała się z prędkością względną 20 300 km/h. Agencja kosmiczna obliczyła, że jej średnica wynosi około 30 metrów. NASA zaklasyfikowała asteroidę 2019 GC6 jako „potencjalnie niebezpieczny” obiekt bliski Ziemi, ale to nie znaczy, że tym razem on jej bezpośrednio zagrażał.

 

Agencja używa tego terminu w odniesieniu do wszelkich obiektów znajdujących się w pobliżu Ziemi, które lecą w odległości ośmiu milionów kilometrów od orbity ziemskiej i są wystarczająco masywne, aby spowodować znaczne uszkodzenia naszej planety (zgodnie z informacjami Wydziału Koordynacji Obrony Planetarnej NASA).

 

Niemniej jednak fakt, że wiele asteroid pozostaje niezauważonych dosłownie do ostatniej chwili, lub nawet po przelocie nad naszą planetą, sprawia, że szeroka definicja potencjalnie niebezpiecznych obiektów NASA jest nieco mniej zachęcająca. Najbliższa Ziemi w tym roku 28 marca br. była asteroida 2019 FC1, zaobserwowana przez astronomów zaledwie dzień przed zdarzeniem.

 

Ta kosmiczna skała była dwa razy bliżej planety niż GC6. NASA i inne światowe organizacje nieustannie skanują niebo w poszukiwaniu nowych zagrożeń, katalogując każdy kosmiczny kamień na orbicie Ziemi i badając nowe sposoby zatrzymania asteroidy, lecącej prosto na Ziemię, zanim zdarzy się katastrofa.

 



Izraelskie media donoszą, że "Żydowski komediant" zostanie nowym prezydentem Ukrainy

Gdyby ktoś powiedział, że nowym prezydentem Ukrainy zostanie "żydowski komediant" to prawie na pewno zostało by to nazwane antysemityzmem, ale ponieważ stwierdziła tak żydowska gazeta, jest to akceptowane, chyba jako podkreślenie wyjątkowości tego narodu.

 

Tak czy inaczej, nowym prezydentem Ukrainy został "żydowski komediant" co stwierdzają żydowskie media. Dzięki temu można to przytoczyć bez ryzyka zaszufladkowania jako antysemity. 

 

Wszystko wskazuje na to, że Włodzimierz Żeleński, kandydat popierany przez posiadającego prywatną armię żydowskiego oligarchę Igora Kołomojskiego, zostanie kolejnym prezydentem Ukrainy. To trochę taka sytuacja jakby w Polsce premierem został Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju wspierany przez jakiegoś lokalnego szemranego miliardera. 

To ciekawe, że niemal wszystkie media zapominają wspomnieć o powiązaniach pana Żeleńskiego z panem Kołomojskim. Zresztą zmiana na stanowisku prezydenta Ukrainy jest nieco symboliczna, bo przecież i tak wszystko zostanie w rodzinie. 

 

Prezydent Petro Poroszenko powinien się nazywać Waltzman po ojcu, ale używał nazwiska matki. Pochodzenie jest jednak czymś drugorzędnym. Można przecież być patriotą mimo innej narodowości. Na takiej zasadzie niewątpliwie amerykańskim patriotą był Tadeusz Kościuszko. 

Jeśli obywatelom Ukrainy pasuje prezydent z telewizyjnego sitcomu, to cóż nam to oceniać. Kto wie czy u nas nie zwiastuje to przyszłości politycznej twórcom Ucha Prezesa?