Marzec 2019

Życie może się rozprzestrzeniać we Wszechświecie niczym wirus

Naukowcy wciąż usiłują dowieść, że teoria panspermii jest prawdziwa. Aby się to udało, konieczne jest określenie sposobu w jaki życie mogło rozprzestrzenić się w naszej galaktyce. Naukowcy z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA) uważają, że pomocne w tej kwestii mogą okazać się wzory matematyczne, dzięki którym będziemy wiedzieli jak może przebiegać propagacja życia we Wszechświecie.

 

Henry W. Lin i Abraham Loeb zaproponowali teorię, która może ewentualnie wyjaśnić jak życie rozprzestrzeniło się w Drodze Mlecznej. Obecnie nie wiadomo, czy materiał biologiczny mógłby rozsiać się z jednego układu gwiezdnego do drugiego przy pomocy nośników takich jak komety i asteroidy, czy też doszłoby do tego za sprawą inteligentnych cywilizacji.

 

Dwa przykłady z naszego podwórka: Słońce mogłoby tak "dmuchnąć" w naszą planetę (poprzez rozbłysk) że materiał rozsiałby się np. na Marsa. Ewentualnie ludzkość, wysyłając tam statek kosmiczny, może zupełnie przez przypadek zainfekować planetę bakteriami z Ziemi, które zapoczątkują nowe życie. Badania Lina i Loeba wskazują jednak, że w obu wymienionych sytuacjach powinniśmy dostrzec ten sam podstawowy wzór.

Źródło: NASA/JPL/R. Hurt

Twórcy nowej teorii uważają, że życie mogło rozprzestrzenić się z jednego układu słonecznego do drugiego niczym wirus. Uczeni stwierdzili że skupiska form życia tworzyły się, rozwijały i "pokrywały się niczym bańki w garnku z wrzącą wodą". W takiej sytuacji Wszechświat wypełniłby się życiem znacznie szybciej, niż w przypadku gdyby miało ono za każdym razem rozwijać się w sposób spontaniczny.

 

 

 



Naukowcy z NASA odkryli grenlandzki lodowiec, który zaczął się powiększać. Czy czeka nas globalne ochłodzenie?

Żyjemy w czasach w których globalne ocieplenie powodujące topnienie pokrywy lodowej i niszczenie lodowców, wydaje się czymś zupełnie oczywistym. Okazuje się jednak że są miejsca na Ziemi gdzie lodowce nie tylko nie maleją ale i rosną. Takim miejscem okazuje się być Grenlandia. Lodowiec Jakobshavn,  według obserwacji satelitarnych dokonanych przez agencję kosmiczną NASA, zyskał na wielkości!

 

Dotychczas Jakobshavn był najszybciej topniejącym lodowcem w Grenlandii. Eksperci byli zaskoczeni, gdy zauważyli ostatnio, że czoło lodowca zamiast wycofywać się w głąb lądu zaczęło się stopniowo kierować w stronę oceanu. Oczywiste stało się zatem, że proces tracenia masy przez lodowiec spowolnił aż był on w stanie rozpocząć powiększanie się.

 

To oczywiste, że w erze traktowanego jak religia globalnego ocieplenia, zyskiwanie na masie przez lodowiec i to na dodatek na topniejącej szybko Grenlandii, jest czymś w rodzaju naukowej herezji.  Według specjalistów, za to zjawisko odpowiada Ocean Atlantycki. Konkretnie chodzi im o prąd morski płynący w pobliżu Jakobshavn, który uległ znacznemu ochłodzeniu od 2016 roku. Eksperci ustalili to, po porównaniu danych na temat temperatury wód okalających lodowiec, w czasach współczesnych i w latach 80-tych ubiegłego wieku.

Z danych wynika, że chłodniejsze wody wypływające z Północnego Atlantyku utrzymują się na tym anomalnym poziomie już trzeci rok z rzędu. Zdaniem NASA, ma to związek z tak zwaną oscylacją północnoatlantycką (NAO od ang. North Atlantic Oscilation). Jest to zjawisko meteorologiczne, które regularnie wpływa na klimat Ameryki Północnej i Europy. Według obecnego poziomu wiedzy jest ono związane z globalną cyrkulacją powietrza i wody w oceanach. 

 

Oczywiście nie ma jeszcze odpowiedzi na pytanie czy na pewno mamy do czynienia z anomalią czy też jest to jakiś nierozumiany przez ludzkość naturalny cykl.  Nie można wykluczyć, że jest odwrócenie temperaturowego trendu, które może skutkować okresem ochłodzenia. Jeśli tak się stanie, a wszystko na to wskazuje ze względu na znikomą aktywność słoneczną, to być może jesteśmy właśnie u progu globalnego ochłodzenia, którego pierwszymi symptomami jest zyskujące na wielkości lodowiec Jakobshavn w Grenlandii.

 



Wielka Brytania coraz bliżej chaotycznego Brexitu bez umowy

W piątek 29 marca, Wielka Brytania już oficjalnie miała znaleźć się poza Unią Europejską. Nic takiego się nie wydarzyło, ponieważ rząd nie zdołał przyjąć umowy regulującej przyszłe stosunki państwa z UE. Brytyjski parlament jest podzielony praktycznie w każdej kwestii, co wywołuje chaos na wyspach, a Bruksela powoli traci cierpliwość.

 

W piątek odbyło się już trzecie głosowanie nad tym samym projektem umowy. Rząd miał nadzieję, że Izba Gmin ostatecznie przyjmie dokument, aby nie dopuścić do chaotycznego Brexitu. Jednak premier Theresa May przeliczyła się – parlament ponownie go odrzucił. Sytuacja stała się jeszcze bardziej niepokojąca, ponieważ coraz więcej i coraz głośniej mówi się o nieudolności rządu, a niektórzy domagają się dymisji premier May.

27 marca, w parlamencie głosowano nad ośmioma różnymi rozwiązaniami w sprawie Brexitu. Żadna opcja nie zdobyła wymaganej większości. Dwa dni później odrzucono również sam projekt umowy. Na szczęście, Unia Europejska dała Wielkiej Brytanii dodatkowe dwa tygodnie na podjęcie jakiejkolwiek decyzji. Jednak biorąc pod uwagę miniony tydzień, wizja Brexitu bez umowy wydaje się dość prawdopodobna.

W poniedziałek, parlamentarzyści będą ponownie dyskutować nad różnymi opcjami. Tymczasem premier Theresa May chce czwartego głosowania nad tym samym projektem umowy, ale tutaj raczej nie powinniśmy spodziewać się jakiegoś przełomu.

 

Wielka Brytania ma bardzo niewiele czasu na podjęcie decyzji, choć opcji jest wiele. Może to być np. zorganizowanie drugiego referendum, przedłużenie lub nawet anulowanie Brexitu. Jednak rząd uparł się nad przyjęciem aktualnego projektu umowy, natomiast parlamentarzyści, jako ogół, właściwie sami nie wiedzą, czego chcą. Jeśli w najbliższym czasie nie będzie żadnej decyzji to 12 kwietnia, Wielka Brytania opuści struktury UE bez umowy.

 



Samozwańczy "prezydent” Wenezueli wzywa cały naród do rewolucji

Wenezuela ma kolejne problemy z dostawą energii elektrycznej. Tymczasem opozycja próbuje przekonać społeczeństwo do przewrotu i obalenia obecnej władzy, którą obwinia o wszystkie problemy ekonomiczne. Samozwańczy prezydent Juan Guaidó zapowiedział nawet wielki zryw narodu, który rozpocznie się już w najbliższych dniach.

 

W chwili obecnej, rząd i jego przeciwnicy spierają się o przyczynę kolejnej awarii. Opozycja tłumaczy to głównie złym zarządzaniem i korupcją. Nie brakuje jednak zarzutów pod adresem Juana Guaidó i jego współpracowników, których oskarża się nawet o działalność terrorystyczną.

 

W tym czasie obserwujemy polaryzację społeczeństwa. Wybór Wenezuelczyków ogranicza się do dalszego popierania socjalistycznego rządu z Nicolásem Maduro na czele, który nie jest w stanie poprawić obecnej sytuacji gospodarczej i sprzedaje dobra narodowe w ręce Chin i Rosji, lub opozycji, która z kolei realizuje interesy Stanów Zjednoczonych i po przejęciu władzy pozwoli im ograbić Wenezuelę z bogactw naturalnych.

Juan Guaidó - źródło: Jonas Pereira/Agência Senado

Społeczeństwo wciąż jest mocno podzielone w kwestii poparcia, ale trzeba przyznać, że sytuacja aktualnej władzy jest coraz gorsza. Samozwańczy prezydent Juan Guaidó wezwał mieszkańców do ogólnonarodowej mobilizacji i zapowiedział, że 6 kwietnia rozpocznie się „Operacja Wolność”, której towarzyszyć będą liczne „działania taktyczne”.

Nicolás Maduro - źródło: Jeso Carneiro/CC BY-NC 2.0

Stanom Zjednoczonym wyraźnie nie podoba się obecność rosyjskich żołnierzy w Wenezueli, którzy najwyraźniej mają pomóc zachować status quo. Donald Trump stwierdził, że przebywają oni tam nielegalnie i powinni opuścić kraj, a jeśli tego nie zrobią – mogą zostać zmuszeni np. w wyniku interwencji zbrojnej.

 

Jak widać, nastroje zaczynają się radykalizować. 6 kwietnia faktycznie może rozpocząć się powszechny bunt, lecz wenezuelska armia z pewnością będzie próbowała pacyfikować społeczeństwo. Wtedy interwencja zbrojna z zewnątrz stanie się całkiem realną opcją, tylko jak zachowa się Rosja?

 



Orzechy pekan mogą pomóc w utrzymaniu kondycji serca

Orzechy pekan to nie tylko pyszna przekąska, ale także źródło wielu właściwości zdrowotnych. W najnowszych badaniach stwierdzono, że regularne spożywanie orzechów pekan może pomóc w zmniejszeniu ryzyka chorób sercowo-naczyniowych u osób z cukrzycą i nadwagą.

 

Zarówno otyłość, jak i cukrzyca mogą znacznie zwiększać ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych, które są główną przyczyną przedwczesnych zgonów na całym świecie. Jak powszechnie wiadomo, w eliminacji chorób takich, jak otyłość i cukrzyca najbardziej skuteczna jest dieta oraz aktywność fizyczna.

 

Jeszcze jakiś czas temu pokutowała opinia, że najskuteczniejsze diety to te możliwie jak najbardziej eliminujące tłuszcze. Dziś już wiemy, że tłuszcze są niezbędnym składnikiem każdej diety, także tej odchudzającej. Szczególnie pożywne są dla nas kwasy tłuszczowe omega-3, które znajdują się między innymi w orzechach pekan.

Dowiedziono naukowo, że zwiększone spożycie orzechów wiąże się ze zmniejszonym ryzykiem chorób układu krążenia, nowotworów, chorób układu oddechowego, cukrzycy, zakażeń oraz śmiertelności z jakiejkolwiek przyczyny.

 

Przebadano wiele odmian orzechów pod kątem właściwości zdrowotnych. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Tufts w Medford wykazały, że orzechy pekan wyróżniają się na tle właściwości zdrowotnych oferowanych przez inne orzechy. Wyjątkowy okazał się fakt, że spożywanie orzechów pekan zwiększa wrażliwość organizmu na insulinę, co może znacznie poprawić wyniki zdrowotne cukrzyków oraz osób z nadwagą, a zatem zmniejszyć u tych osób ryzyko wystąpienia chorób serca. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak od czasu do czasu schrupać garść orzechów w formie przekąski. 

 



Na plaży w Australii znaleziono rzadką rybę, która może ważyć więcej niż samochód

Stephen Jones i jego kolega Hunter Church ujrzeli rybę przy ujściu rzeki Murray w południowej Australii, gdy przejeżdżali obok ciężarówką. Początkowo myśleli, że to kawałek drewna.

 

W ostatni weekend na plaży w parku Koorong w Australii znaleziono rzadką słoneczną rybę (Mola mola), która może ważyć więcej niż samochód i ma długość 1,8 m. Zdjęcia zostały opublikowane na Facebooku przez Lynette Grzelak - donosi CNN.

 

Przy ujściu rzeki Murray rybę znalazł Stephen Jones, partner Grzelak. Początkowo ludzie myśleli, że to kawałek drewna. Jones powiedział jej, że ryba jest bardzo ciężka i ma grubą skórę, przypominającą skórę nosorożca.

 

Państwowa organizacja Parki Narodowe Australii Południowej poinformowała na Facebooku, że Mola Mola jest największą na świecie rybą kostnoszkieletową.

 

W komentarzu w CNN, kierownik Muzeum Australii Południowej Ralph Foster poinformował, że Mola Mola (samogłów) została po raz pierwszy odkryta i nazwana w 2017 roku. Żywi się meduzami i może dorastać do ponad dwóch metrów długości.

 

Rybę zyskała nazwę słoneczna ze względu na swój zwyczaj opalania się. Badania wykazały, że przedstawiciele gatunków podchodzą na powierzchnię wody i wygrzewają się w słońcu. Potem mogą zanurzyć się na kilkaset metrów i przebywać w głębinach przez długi czas.

 

Słonecznice nie są niebezpieczne dla ludzi, ale z powodu wygrzewania się w słońcu mogą zagrażać jachtom i łodziom. Niektóre z nich osiągają takie rozmiary, że mogą zatopić mały statek. Te stworzenia są mało poznane. Do niedawna uważano, że ich siedliska znajdują się na półkuli południowej, ale kilka tygodni temu Mola Mola została wyrzucona przez fale na plażę w Kalifornii.

 



Wybory do europarlamentu nadzieją polityków na wielką dożywotnią kasę ?

Wybory do europarlamentu w Polsce odbędą się już w niedzielę, 26 maja 2019 roku. Zostało niewiele czasu dla wszystkich polityków, którzy chcieli by dożywotnio pobierać profity z tej dziwnej instytucji nadzoru nad państwami. Przypomnijmy, w Unii Europejskiej mamy do czynienia z sytuacją, w której co chwilę polską demokrację oraz praworządność ocenia niedemokratycznie wybierane ciało, skupiające w ręku jednocześnie elementy władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej; ciało kierowane przez człowieka nadużywającego alkoholu oraz tego samego człowieka, jak sam oficjalnie o tym opowiada, będącego w kontakcie z "kosmitami" (ufonautami)!

 

Zapewne tymi samymi, o którym wspominają i inni filantropii, a o których opowiadał na swoich wykładach doktor Krajski. W ostatnich dniach jesteśmy świadkami wielkiej paniki części "elit po okrągłostołowych", które obawiają się rozpadu "dziwnej organizacji nadzoru", dlatego w przerażeniu wystosowali apel, by PiS zgodził się na prawne bałamuctwo i taką zmianę Konstytucji, by Polacy nigdy nie mogli mieć swojego w pełni demokratycznego zdania, byśmy do końca czasów byli podlegli nie demokratyczniej dziwnej organizacji nadzoru nad państwami !

Oddania Polski pod ciągły i ostateczny nadzór chcą politycy udający rolników, ci sami którzy uczestniczyli w rządach podczas wykonania mordu smoleńskiego oraz ci sami którzy w magiczny sposób wygrali pewne wybory specjalnym liczeniem "zle oddanych" głosów ! Również ci sami, którzy razem z PO zaprowadzili w UE ACTA ! Do obalenia ACTA zabrakło zaledwie kilku głosów, których udzieliła koalicja antypolska będąca na usłuchach filantopów ! W ostatnich godzinach ci "ludzie" wystosowali apel: "Powiemy wam „sprawdzam”. Rządzący mówią, że ich wiarygodność to najlepsza marka. To sprawdzimy waszą prawdomówność.

Czy naprawdę chcecie trwałego dobrobytu dla Polski i bezpieczeństwa dla polskich rodzin? Zgłosimy projekt w najbliższym tygodniu i będziemy zbierać pod nim podpisy. To będzie dla was test waszej wiarygodności, prawdomówności i waszych intencji. Złożymy poprawkę o zmianę w Konstytucji i wpisanie członkostwa w UE do polskiej Konstytucji. Ci, którzy nie poprą tej poprawki, nie podpiszą się pod nią, będą chcieli wyprowadzenia Polski z UE tuż po wyborach 26 maja".

Niestety Konfederacja Mikke-Braun-Liroj-Jakubiak jest całkowicie pomijana we wszystkich dużych stacjach telewizyjnych, dlatego możemy się spodziewać marnego rezultatu Polaków. Jak zwykle brakuje prawdziwej telewizji, która by prezentowała wszystkie możliwe ugrupowania, tak by Naród Polski mógł sobie wyrobić zdanie co do rzeczywistej sytuacji polskiej polityki, a nie tej sztucznie nam narzucanej.

 



Chiny pracują nad systemem rakiet, wystrzeliwanych z kontenerów

Rywalizacja podczas wyścigu zbrojeń wymusza na stronach konfliktu tworzenie niekonwencjonalnych technologii wojennych. Widać to chociażby na przykładzie czasów obecnych. Chiny, wschodząca potęga gospodarcza i militarna, chce osłabić znaczenie amerykańskiej marynarki wojennej, tworząc system rakietowy, który można odpalić z dowolnej platformy wprost z kontenera.

 

Chiny testują nowy pocisk, który jest lądowym wariantem zaawansowanej rakiety przeciwokrętowej YJ-18C. Można go umieszczać w wyrzutniach, które na pierwszy rzut oka wyglądają na standardowe międzynarodowe kontenery transportowe. YJ-18C jest chińską wersją rosyjskiej rakiety manewrującej Kalibr-K, która również odpalana jest z „wyrzutni kontenerowej”. Nad podobnym rozwiązaniem pracuje także Izrael.

 

Rozwijany system rakietowy może stać się częścią praktycznie każdej platformy transportowej – ciężarówki, wagonu towarowego lub statku handlowego. Dla Chin, które tworzą koncepcję Nowego Jedwabnego Szlaku, ma to bardzo ważne znaczenie. Jeśli system zostanie wprowadzony w życie, praktycznie każdy kontener w dowolnej części świata będzie podejrzewany o przewożenie rakiet zamiast towarów.

Technologia ta pozwoli w dowolnym momencie przekształcić frachtowce w okręty wojenne, a porty handlowe w bazy rakietowe. Chiny będą mogły dokonać uderzenia w najmniej spodziewanym momencie. „Wyrzutnie kontenerowe” mogą zostać potajemnie rozmieszczone w okolicach amerykańskiej bazy wojskowej lub w pobliżu Stanów Zjednoczonych i przeprowadzić np. atak elektromagnetyczny, wyrządzając tym samym ogromne szkody.

 

Nowy Jedwabny Szlak w połączeniu z opisaną wyżej technologią zapewni Chinom polityczno-ekonomiczno-militarną kontrolę nad regionami świata. Jeśli rozwiązanie to zostanie sprzedane Iranowi i Korei Północnej, Stany Zjednoczone będą miały jeszcze większe powody do obaw.

 



Globalne ocieplenie-nauka, polityka i pieniądze. Część III

Ziemia posiada dwa źródła ciepła. Są to ciepło z wnętrza ziemi oraz promieniowanie słoneczne.  Energia z wnętrza planety to wulkany naziemne, podwodne, podmorskie wenty i gorące źródła. W ogólnym rachunku jest to energia znikoma. Energia słoneczna to promieniowanie elektromagnetyczne, którego mały wycinek jest dla nas widoczny. 

Energia docierająca do atmosfery wynosi 1360 W/m2(Watów/metr2). Po przejściu przez atmosferę w pogodny dzień do ziemi dochodzi 1000 W/m2.  Jest to tzw. słoneczna irradiacja (Solar Irradiance, Słoneczne Wymuszanie). Irradiacja zmienia się w zależności od pory dnia, zachmurzenia i obecności pyłów w powietrzu.  Ilość energii produkowanej przez słońce nie jest stała i ulega ciągłym wachaniom.  Jest ona powiązana z ilością plam na powierzchni gwiazdy. 

 

Zaobserwował je w 1611 roku konstruktor pierwszego teleskopu Galileo Galilei. Od tego czasu prowadzono ewidencję plam i w 1844 roku astronom Heinrich Schwabe wykazał, że ilość plam wzrasta i maleje w 11. letnich cyklach. Każdy cykl ma też inną najwiekszą i najmniejszą ilość plam. Na przestrzeni wielu lat widać wyraźne oscylacje. Plamy słoneczne badało także małżeństwo Annie i Edwarda Maunderów.  W roku 1894 opublikowali oni artykul w którym opisali długi okres z minimalną ilością plam. Okres ten nazwano potem Minimum Maunderów, który znamy też jako "małą epokę lodową".  W tamtym okresie były lata a nawet dziesięciolecia bez żadnych plam na słońcu.  

Rys. 21.  Ilość plam na słońcu na przestrzeni lat 1600-2020.

Można więc powiedzieć, że aktywność słońca wyraża się ilością plam a co za tym idzie ilością energii docierającej do ziemi. Im więcej plam w danym cyklu tym jest więcej energii na ziemi. Rysunek 22 obrazuje zależność między ilością plam a irradiacją. Ostatnich kilka cykli ma coraz mniejszą ilość plam. Obecnie jesteśmy w cyklu 24, który kontynuuje trend w dół i w pierwszej połowie 2018 roku było aż 37 dni bez żadnych plam. Takiego zjawiska nie było od wielu lat. Przed nami jest okres zmniejszonej aktywności słonecznej a więc poważnego ochłodzenia klimatu.  Niektórzy autorzy mówią nawet o następnym małym okresie lodowym.  

Te przewidywania obrazuje rys. 22.

Rys. 22.  Irradiacja słoneczna (wymuszanie słoneczne)-W/m2 w stosunku do

aktywności słońca-ilości plam.

Uzależnienie klimatu na ziemi od ilości plam na słońcu można wykazać na podstawie danych historycznych gdzie ponownie widać mocną korelację.  Te fakty nie znalazły jednak uznania wsród naukowców współpracujących z IPCC i w ostatnim raporcie stwierdzono, że cykle słoneczne nie mają wpływu na klimat ziemi. W różnych publikacjach padały tezy, że AGW ma dużo większy wpływ niż aktywność słońca i ocieplanie będzie postępowało niezależnie od ilości plam.

Rys.23.  Korelacja średniej temperatury powierzchni ziemi z aktywnością słoneczną

Tego rodzaju stwierdzeniom przeciwstawia się obszerna praca kilku zespołów naukowych pod kierownictwem Szwajcarskiej Narodowej Fundacji Naukowej. Po raz pierwszy udało się ocenić proporcjonalny wpływ czynników naturalnych, gazów cieplarnianych i cykli słonecznych na klimat. Stwierdzono, że niska aktywność słoneczna obniży temperaturę o 0.5°C. Wpływ aktywności słonecznej na zmiany klimatu na ziemi wydaje się więc jeszcze raz potwierdzony [9].

Słońce oddziałowuje na ziemię jeszcze poprzez kilka innych mechanizmów. Jednym z nich jest eliptyczna orbita ziemi wokół gwiazdy co powoduje zmienną odległość od źródła ciepła. Różnica między najdalszym a najbliższym do słońca punkcie wynosi około 5 mln kilometrów. Nie ma to jednak większego wpływu na klimat.  Dużo większe zmiany pogodowo-klimatyczne są powodowane faktem, że ziemia jest nieco nachylona do słońca.  Powoduje to cykliczne zmiany temperatury czyli nasze pory roku.  Oba te zjawiska są przedstawione na rysunku 24.  

Ryc. 24  Eliptyczna orbita ziemi wokół słońca.

Oś ziemi podlega jeszcze innym zmianom-są to Cykle Milankovicia serbskiego astromoma, który pierwszy opisał to zjawisko w latach 1920-tych. Kąt nachylenia osi obrotu ziemi do płaszczyzny jej orbity w ruchu wokół Słońca zmienia się (nutacja) od 22,1 stopnia do 24,5 stopnia i z powrotem w cyklu trwającym 41 tysięcy lat. Obecnie kąt ten wynosi 23,5 stopnia i maleje. Minimalne nachylenie 22,1 stopnia osiągnie za 8 tysięcy lat. Jeśli oś obrotu ziemi jest bardziej nachylona regiony polarne otrzymują podczas lata więcej energii (co prowadzi do wzrostu temperatury latem). Zimą zaś otrzymują jej mniej co wpływa na obniżenie temperatury. Podobnie działa mechanizm związany z precesją, czyli zmianą kierunku ustawienia osi obrotu Ziemi. Co około 26 tysięcy lat oś zakreśla w przestrzeni stożek. Orbita ziemi nie jest kołowa, lecz eliptyczna i stopień jej spłaszczenia zmienia się regularnie w ciągu 100 tysięcy lat.  Czasem północna półkula jest zwrócona latem ku Słońcu (wtedy lata są ciepłe) a czasem jest daleko od niego (wtedy lata są chłodniejsze). Lądolód antarktyczny jest bardzo odporny na te zmiany, natomiast Arktyka wręcz przeciwnie - jest czuła na najdrobniejsze zaburzenia. Dlatego to właśnie zmiany w ilości energii słonecznej dopływającej do Arktyki inicjowały zawsze zmiany klimatu na skalę globalną. Zmiany nachylenia osi ziemi są powodowane odziaływaniem grawitacyjnym innych planet  w układzie słonecznym. Wszystkie te cykle mogą być odpowiedzialne za powstawanie i zanikanie okresów lodowych. Uważa się, że ostatnie zmiany tego typu przyczyniły się do powstania pustyni Sahara.  

Rys. 25.  Cykle Milankovicia-trzy zmiany orbitalne. 

            http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity

            htts://pl.wipedia.org/wiki/Cykle_Milankovicia

Pozostaje jeszcze jeden sposób w jaki słońce wpływa na klimat ziemi a mianowicie kontrolowanie ilości promieniowania kosmicznego docierającego do ziemi.  Promieniowanie kosmiczne pochodzi z wybuchów supernowych w odległych galaktykach. Przy wejściu do ziemskiej atmosfery cząstki te, głównie wysokoenergetyczne protony,  wchodzą w kolizje z atomami w atmosferze i produkują strumienie wtórnych cząstek co prowadzi do powstawania chmur i wywiera wpływ na klimat. Efekt ten będzie szerzej omówiony przy opisie teorii Henrika Svensmarka. Promienie kosmiczne docierają do każdego miejsca na ziemi i mogą mieć szkodliwy wpływ na żywe organizmy.  Słońce w czasie wybuchów na swojej powierzchni wyrzuca w przestrzeń fotony, elektrony i protony.  Cząstki te wchodzą w kolizje z promieniowaniem kosmicznym zmiejszając jego dopływ do ziemi. Ma to ochronny wpływ na życie ziemskie. Okresy zwiększonej aktywności słońca zmniejszają ilość galaktycznego promieniowania kosmicznego na ziemi. 

Rys. 26.  Wpływ aktywności słonecznej na ilość promieniowania kosmicznego docierającego do ziemi.

 

• Wpływ wulkanów na klimat ziemi

W czasie erupcji wulkanicznych do atmosfery ziemskiej są wyrzucane ogromne ilości pyłów oraz gazów takich jak dwutlenek węgla, tlenek azotu i dwutlenek siarki.  Wszystkie te substancje przechodzą do wyższych warstw atmosfery. Dwutlenek węgla ma efekt cieplarniany jednak jego ilość w wybuchach jest stosunkowo niska i nie ma wpływu na klimat. Pyły wulkaniczne pozostają zawieszone w powietrzu przez dłuższy czas i powodują odbijanie oraz rozpraszanie energii słonecznej. Największy jednak wpływ na klimat mają związki siarki. Dwutlenek siarki wchodzi w reakcję z parą wodną zawartą w atmosferze co prowadzi do powstania kwasu siarkowego. Powstały aerozol kwasu siarkowego (H2SO4) w znacznym stopniu odbija promienie słoneczne.  Zwiększa on albedo i zmniejsza irradiację słoneczną.

Rys. 27.  Uproszczony schemat skutków wybuchu wulkanu. A-wybuch mały ze skutkami lokalnymi. B-wybuch duży z obecnością aerozolu siarczanów w troposferze i globalnym oziębieniem.

Wybuchy wulkanów mogą powodować lokalne zniszczenia lecz ogromne ilości aerozoli wprowadzone do stratosfery mają efekt globalny w postaci oziębienia klimatu.  Wielkość oziębienia jest uzależniona od tego jaki okres klimatyczny panuje w tym czasie na ziemi.  Jeśli przypada to w okresie ciepłym (El Niño) to oziębienie wyniesie 0,1°C, jeśli przypadnie w okresie chłodnym (El Niña) to oziębienie może osiągnąć nawet 0,3°C. Skutki wybuchów wulkanicznych przedstawia rys. 27. Niewielkie wybuchy wulkaniczne mają raczej lokalny efekt na środowisko jednak niedawno stwierdzono, że jeśli kilka erupcji zbiegnie się w czasie mogą mieć one efekt kumulacyjny o większym zasięgu. W ostatnim stuleciu miało miejsce kilka mega wybuchów wulkanicznych. Najbardziej znanym i badanym był wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach w 1991 roku. Spowodował on oziębienie panujące przez kilka lat.

Rys. 28.  Globalne oziębienie po erupcji wulkanu Pinatubo na Filipinach w 1991 roku.

 

• Zjawisko El Niño i El Niña   

Nazwa El Niño (Dzieciątko) jest używana przez rybaków peruwiańskich i odnosi się do okresu ciepłej pogody, który ma swój szczyt w okresie Świąt Bożego Narodzenia. W przeciwieństwie do niego okresy zimnej pogody są nazywaneEl Niña (Dziewczynka). Te zmiany temperatury są nazywane Południową Oscylacją (ENSO-El Niño Southern Oscillattion) i obrazuje je rys. 29. Obecnie jesteśmy w okresie przejściowym po bardzo mocnym okresie ciepłym.

Rys. 29.  Południowa Oscylacja.  (ENSO-El Niño Southern Oscillattion).

Kolor czerwony-El Niño. Kolor niebieski- El Niña.

ENSO jest opisane w literaturze [10] więc przedstawię je tylko w zarysie. W basenie Pacyfiku co kilka lat dochodzi do zmian w temperaturze wody. ENSO jest zjawiskiem przejściowym i każda faza trwa 2-5 lat. Są one powodowane wiatrami w okolicy równika i przesunięciem ciepłych wód w stronę Filipin i północnej Australi. Prowadzi to do zwiększonych opadów monsunowych we wschodniej Azji i Indiach, a także znacznych zmian pogodowych w Ameryce Północnej i zachodnich brzegach Ameryki Południowej.  ENSO także powoduje zmiany w prądach morskich co jest przedstawione na rys. 30.

 

Rys. 30.  Wpływ południowej oscylacji (ENSO) na prądy i wiatry Pacyfiku.

Powszechnie uznawane jest, że południowa oscylacja powoduje cykliczne zmiany w temperaturze globalnej.  Ostatnio jednak pojawiły się publikacje zaprzeczające tym obserwacjom. Nowa teoria nadaje większą wagę AGW i umniejsza wpływ ENSO. Ma to na celu wsparcie teorii AGW i uwypuklenie roli CO2. To nie El Niño lecz dwutlenek węgla zmienia temperaturę.  Na uwagę więc zasługuje publikacja znanego zwolennika teorii AGW-Jamesa Hansena z 2016 roku [11]. W pracy tej porównał on wpływ trzech silnych okresów El Niño na globalną temperaturę i przedstawił to w zbiorczym rys. 31.  Dane z przeszłości ponownie mówią  same za siebie.

Rys. 31.  Wpływ trzechEl Niño z różnych lat na średnią temperaturę ziemi.

 

• Teoria Henrika Svensmarka

Profesor Henrik Svensmark z Duńskiego Instytutu Badań Kosmicznych w 2007 roku wysunął teorię kosmoklimatologii która twierdzi, że klimat ziemi jest modulowany przez galaktyczne promieniowanie kosmiczne pochodzące z wybuchów gwiazd  supernowych [12].  Promieniowanie to złożone głównie z wysokoenergertycznych protonów przechodząc przez atmosferę ziemi wchodzi w kolizję z innymi częsteczkami co wywołuje kaskady wtórnych cząstek.  Prowadzi to do powstania jąder kondensacji pary wodnej i niskopołożonych chmur. Wiemy, że chmury te mają największe albedo (bialość) co prowadzi do zmniejszonej irradiacji (1,0-1,5 W/m2)i ochłodzenia ziemi.  Cały ten proces jest uzależniony od aktywności słońca. W okresie zwiększonej aktywności słońca (większa ilość plam na słońcu) zwiększa się ilość plazmy-wiatru słonecznego czyli wysokoenergetycznych elektronów i protonów wyrzucanych w przestrzeń. Cząsteczki te wchodzą w kolizję z galaktycznym promieniowaniem kosmicznym i zmniejszają jego ilość docierającą na ziemię. Skutkiem tego powstaje mniej niskich chmur, zwiększa się irradiacja i ziemia się nagrzewa.  W czasie zmniejszonej aktywności słońca ten proces ulega odwróceniu i klimat się oziębia.  W teorii tej galaktyczne promieniowanie kosmiczne poprzez wpływ na chmury jest głównym czynnikim kontrolującym klimat na ziemi.

Rys. 32.  Wpływ promieniowania kosmicznego na powstawanie chmur.

Svensmark na podstawie danych satelitarnych wykazał, że w latach 1985-2015 istniało silne powiązanie temperatury ziemi z 11. letnimi cyklami słońca.  Odległy okres czasowy był badany na podstawie ilości izotopów tlenu i węgla w osadach Morza Martwego i klifowych brzegach Anglii. Svensmark i jego współpracownicy stwierdzili długoterminową liczącą setki milionów lat korelację pomiędzy intensywnością promieniowania kosmicznego a temperaturą na ziemi rys. 33. Z

Rys. 33.  Korelacja pomiędzy średnią temperaturą ziemi-czarna linia a aktywnością galaktycznego promieniowania kosmicznego.

asugerowano także, że ogólna ilość promieniowania kosmicznego na ziemi zwiększa się co 150 mln lat kiedy ziemia przechodzi przez ramiona galaktyki a zmniejsza się poza nimi.  Według Svensmarka miało to mieć wpływ na ewolucję na ziemi. 

Teoria wpływu galaktycznego promieniowania kosmicznego na klimat ziemi była w Europie od początku ostro atakowana przez naukowców i polityków. Svensmark wykazał, że poziom CO2ma tylko marginalny efekt na klimat nie liczący się w większej skali a czynnik zewnętrzny-galaktyczny oraz słońce są głównymi modulatorami klimatu. Henrik Svensmark był w stanie obronić swoją teorię przeprowadzając eksperymenty z użyciem komory jonizacyjnej. Przyznanie mu racji oznaczałoby upadek teorii AGW. 

• Wpływ chmur na klimat

Rola chmur w klimacie ziemskim jest zróżnicowana i uzależniona od ich wysokości, gęstości pary wodnej oraz pory dnia i nocy.  Chmury wysokie zawierają mniej cząsteczek lub kryształków wody i przepuszczają wiekszość promieni słońca do ziemi.  Mają tzw. małe albedo (łac. białość) czyli odbijanie promieni na zewnątrz.  Dzięki temu następuje większa irradiacja (wymuszanie słoneczne). Z drugiej strony mają mniejszy efekt cieplarniany gdyż pochłaniają mniej długofalowego promieniowania podczerwonego.  W ciągu dnia prowadzą do nagrzewania się ziemi w nocy zaś pozwalają na większą ucieczkę energii czyli mamy tu gorący dzień i zimną noc.  Chmury niskie zawierają więcej wody i mają wysokie albedo czyli skutecznie odbijają większość promieniowania słonecznego. Widzimy to kiedy samolot, którym lecimy wzniesie się ponad pułap deszczowych chmur i nagle robi się bardzo jasno. Z drugiej strony mają one większy efekt cieplarniany i zatrzymują energię. Problem jednak jest w tym, że aby móc zatrzymać energię ziemia najpierw musi się nagrzać a to właśnie jest zablokowane. Mamy tu zimny dzień ale za to ciepłą noc. Sumaryczny efekt chmur na klimat jest ujemny to znaczy oziębiający.

Ryc. 34.  Wpływ chmur na klimat.

Znany nam już Steven Sherwood za pomocą swojego modelu wykazał, że chmury przy obecności efektu AGW będą potęgowały ocieplanie. Ma się to odbywać poprzez mieszanie się niskich chmur oraz konwekcyjne przenoszenie ciepła do troposfery itd. Oczywiście jest to tylko model komputerowy. Inni badacze zwracają uwagę na fakt, że jeśliby doszło do znaczniejszego ocieplenia ziemi to poprzez zwiększone odparowywanie wody ilość chmur by się znacznie zwiększyła. Musiałoby dojść do zwiększonego odbijania energii słonecznej i ochładzenia, które zniwelowałoby ocieplanie. Zwiększyłyby się też opady śniegu dodatkowo zwiększające albedo.  Zwraca się też uwagę na fakt innego oddziaływania chmur nad terenami pokrytymi lodem niż terenami zielonymi.  Jak widać temat jest ciekawy i przy bliższym badaniu staje się coraz bardziej złożony.

 

W następnej części (nr. IV): niewygodna prawda, "kij do hokeja", probleny z monitorowaniem danych klimatycznych i obserwacje satelitarne.



Facebook ogłosił krucjatę przeciwko "białym nacjonalistom"

Najpopularniejszy na świecie portal społecznościowy Facebook wprowadza nowe rasistowskie regulacje, które są wymierzone w ludzi tylko dlatego, że są biali. Ogłoszono nową politykę, która będzie oznaczała intensyfikację prześladowań użytkowników w oparciu o kryterium rasowe. 

 

 

Lewicowy portal Facebook od jakiegoś czasu staje się coraz bardziej opresyjny w stosunku przedstawicieli białej rasy. Teraz jednak postanowiono rozpętać swoistą krucjatę względem wszystkich, którzy przez algorytmy Facebooka, zostaną uznani za tak zwanych "białych suprematystów", "białych nacjonalistów" i białych "separatystów". 

 

Zapowiedziano bezwzględne usuwanie treści, które są przez ich algorytmy klasyfikowane jako wsparcie białej rasy. Nowe drakońskie przepisy mają zostać wprowadzone w życie w przyszłym tygodniu. Pretekstem do zakończenia okresu względnej wolności słowa jest oczywiście niedawny zamach terrorystyczny w Nowej Zelandii. Powoduje to jeszcze więcej podejrzeń, że była to operacja Fałszywej Flagi. 

 

Dowodem na rasistowskie podejście Facebooka do kwestii wolności słowa jest to, że nie zapowiedziano represji względem innych form nacjonalizmu niż ten kojarzony z białymi ludźmi. Oznacza to, że nacjonalizm jest zdaniem Facebooka nielegalny tylko wtedy gdy spełnione jest kryterium rasowe. 

Nacjonaliści i suprematyści o innym niż biała kolorze skóry mogą zatem spać spokojnie, bo z materiałów prasowych Facebooka wynika, że ich ta nowa forma cenzury nie obejmie. Ciekawe co zrobią algorytmy Facebooka ze stronami zwolenników nacjonalizmu żydowskiego, czyli syjonizmu. Wszak to również biali ludzie. Czy zatem państwo Izrael oberwie rykoszetem? 

 

W Izraelu nacjonalizm jest przecież częścią oficjalnej polityki. Ostatnio przegłosowano nawet ustawę stwierdzającą, że Izrael jest państwem tylko Żydów. Skoro hasło Polska dla Polaków jest uważane przez Facebooka za nacjonalistyczne, to należy oczekiwać, że hasło Izrael dla Żydów również zostanie uznane za nacjonalizm, a to może oznaczać nawet blokady izraelskich stron rządowych.

 

Oczywiście są to tylko luźne rozważania, bo prawie na pewno Facebook uzna, że syjonizm jest jedyną dozwoloną formą nacjonalizmu białego człowieka i będzie po prostu zwalczał każdy inny.