luty 2019

Przeprowadzono pierwszą terapię genową, hamującą rozwój choroby oczu AMD

Zespół naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego przeprowadził pierwszą na świecie terapię genową, która docelowo ma powstrzymać utratę wzroku pacjenta, cierpiącego na zwyrodnienie plamki żółtej (AMD). Zabieg odbył się w oksfordzkim John Radcliffe Hospital.

 

W Wielkiej Brytanii, AMD jest najczęstszą przyczyną utraty wzroku. Choroba dotyka osoby w wieku powyżej 50 lat. Sucha postać AMD powoli niszczy komórki plamki żółtej i wpływa na centralną część widzenia pacjenta, znacznie utrudniając wykonywanie nawet najprostszych czynności, takich jak czytanie czy rozpoznawanie twarzy drugiej osoby.

 

80-letnia Janet Osborne jest pierwszym pacjentem, który przeszedł przez terapię genową, leczącą chorobę AMD. Zabieg polegał na odłączeniu siatkówki i wstrzyknięciu roztworu zawierającego wirusa do tylnej części oka. Wirus zawiera zmodyfikowaną sekwencję DNA, która infekuje komórki warstwy barwnikowej siatkówki (RPE) i koryguje defekt genetyczny powodujący chorobę AMD.

Terapia genowa nie przywróci wzroku pacjentom, ale może pozwolić zatrzymać postęp choroby, co byłoby bardzo korzystne we wczesnym stadium rozwoju. Ponadto, zabieg przeprowadzany jest tylko raz. Niestety na efekty tego przełomowego zabiegu będziemy musieli poczekać nawet kilka lat, aby przekonać się, czy terapia rzeczywiście zatrzymała postępy choroby AMD.

 



Rosyjski statek uderzył w most w Korei Południowej

Statek transportowy pływający pod banderą Federacji Rosyjskiej uderzył w czwartek w most na Kwan-An w Busan w Korei Południowej, podała agencja informacyjna Rhenhap, powołując się na straż przybrzeżną. Według niej kapitan statku był pijany.

 

Transportowiec przybył do Busan w środę rano z ładunkiem żelaznych rur. W czwartek opuścił port i miał udać się do Władywostoku, ale zszedł z kursu i popłynął w przeciwnym kierunku - do wiszącego mostu, który jest znaną atrakcją turystyczną w Busan i drugim najdłuższym mostem w Korei Południowej.

 

Statek uderzył w most między podporami, niszcząc jego dolny poziom. Szczęśliwie nikt nie został ranny. Zauważono, że na czterdzieści minut przed tym transportowiec zderzył się również z liniowcem zacumowanym w tym samym porcie.

 

Straż przybrzeżna zatrzymała statek i przesłuchała załogę. Okazało się, że kapitan jest pijany. Według wstępnych analiz zawartość alkoholu we krwi kapitana trzykrotnie przekroczyła dopuszczalną wartość. Rhenhap nie podała nazwiska kapitana, ale podaje, że jest obywatelem Federacji Rosyjskiej. Nie wiadomo jeszcze, czy był u steru w chwili wypadku.

 

 

 



Groźnie wyglądający wypadek samolotu na zaśnieżonym pasie na lotnisku Szeremietiewo

We wtorek, po wylądowaniu na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo, z pasa startowego wyleciał służbowy odrzutowiec – informuje Interfax.

 

Samolot Gulf Stream wyleciał z Baku, wykonując prywatny lot. Piloci nie zdołali utrzymać go na pasie i maszyna wypadła poza jego granice. Na pokładzie były trzy osoby. Nikt nie został ranny. Jednak jeden z dwóch pasów startowych lotniska musiał zostać tymczasowo zamknięty.

 

Służba prasowa Szeremietiewa z kolei potwierdziła informacje o niewstrzymywaniu ruchu samolotów, ale obiecała wyjaśnić później zamknięcie jednego z pasów ruchu. Jak donosi agencja Interfax, wszyscy pasażerowie i załoga są w dobrym stanie, a loty wykonywane są planowo.

 

 

 



Dziury w oprogramowaniu sieci komórkowych 4G i 5G mogą pozwolić przestępcom na podsłuchiwanie twoich rozmów

W powszechnej opinii standard 5G miał być bezpieczniejszy od wszystkich poprzednich. Szybko okazało się to jednak nieprawdą, jako że naukowcy odkryli luki, które mogą umożliwić nieuprawnionym osobom dostęp do cudzych rozmów telefonicznych.

Zespół naukowców z University of Iowa uważa, że po raz pierwszy udało się odkryć tak poważną lukę w zabezpieczeniach zarówno sieci 4G, jak i 5G. Pomimo zapewnień, że w nowych standardach zastosowano skuteczniejsze systemy obronne, naukowcy uważają, że zabezpieczenia w dalszym ciągu nie są wystarczające. Jeden z nich przyznał, że każda osoba mająca niewielką wiedzę na temat protokołów komunikacyjnych sieci komórkowych mogłaby przeprowadzić taki atak.

Podczas sympozjum poświęconego bezpieczeństwu sieci w San Diego naukowcy zaapelowali do międzynarodowego stowarzyszenia GSM o dokonanie zmian w komunikacji mobilnej. Konkretne problemy zostały już zgłoszone, lecz do tej pory nie naprawiono wadliwych zabezpieczeń.

 

Stowarzyszenie wydało jedynie lakoniczny komunikat, że "współpracuje z 3GPP (wspólny projekt kilku organizacji, mający na celu rozwój systemów telefonii komórkowej), aby rozważyć opcje wykrywania nadużyć i wprowadzić zmiany w obowiązujących standardach". 

 

 



W Chinach narodziły się pierwsze zmodyfikowane genetycznie dzieci. Zaczyna się era ulepszania człowieka

W mediach wciąż głośno o kontrowersyjnym eksperymencie, który miał miejsce w Chinach. W listopadzie zeszłego roku, naukowiec He Jiankui jako pierwszy na świecie „stworzył” genetycznie zmodyfikowane dzieci. Choć środowisko naukowe nie zostawiło na nim suchej nitki, jest to tak naprawdę pierwszy i nie ostatni przypadek grzebania w ludzkich genach.

 

Badania chińskiego naukowca skupiały się na wprowadzeniu odpowiedniej modyfikacji, która miałaby zapewnić narodzonym dzieciom odporność na wirusa HIV. He Jiankui dokonał tego stosując „nożyczki molekularne” Crispr-Cas9. Jest to narzędzie, które pozwala dowolnie edytować geny.

 

W wyniku prowadzonych badań narodziły się bliźniaczki Lulu i Nana, a trzecie „zmodyfikowane dziecko” wkrótce przyjdzie na świat. He Jiankui uodpornił je na wirusa HIV, edytując gen CCR5. Bliźnięta podobno urodziły się zdrowe, ale nikt tak naprawdę nie wie, czy taka ingerencja w ludzkie geny nie będzie miała poważnych konsekwencji w przyszłości.

He Jiankui

Chińskie media potwierdziły, że eksperymenty te faktycznie miały miejsce, zaś rząd podobno zamierza ukarać naukowca. Dowiadujemy się, że He Jiankui, który przynależy do Uniwersytetu w Shenzhen, prowadził wszystkie badania w tajemnicy. Dodajmy również, że modyfikowanie ludzkich genów jest w Chinach zakazane.

 

Oczywiście możemy wierzyć w oficjalną wersję, ale wydaje się ona raczej mało prawdopodobna. W pierwszej kolejności weźmy pod uwagę, że władza w Chinach kontroluje każdy aspekt życia wszystkich mieszkańców. Kontrowersyjne eksperymenty nie mogłyby więc nie zostać zauważone przez wszystko widzące oko.

Co więcej, gdyby ktokolwiek dowiedział się nad czym pracuje He Jiankui, jego badania zostałyby natychmiast zawieszone, a sam naukowiec zostałby ukarany. Władza sprawuje przecież kontrolę nad mediami, więc gdyby tylko chciała, Jiankui zostałby ocenzurowany i nigdy nie dowiedzielibyśmy się o jego osiągnięciu.

 

Mimo tego, chiński naukowiec mógł pochwalić się wynikami swoich kontrowersyjnych eksperymentów. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, Chiny jako jedyny kraj na świecie zastosował terapię genową do uodparniania człowieka na wirusa HIV. Po drugie, władza bada reakcję chińskiego społeczeństwa i całego świata.

 

Nie od dziś wiadomo, że Chiny chcą przedstawiać się jako światowa potęga z silnie rozwiniętymi gałęziami nauki. Jest to zarazem kraj, w którym poszanowanie dla życia zwierząt i ludzi jest praktycznie zerowe.

Ujawniając kontrowersyjny eksperyment He Jiankui, Chiny pokazują, do czego są już zdolne i powoli lecz konsekwentnie przesuwają barierę moralności. Pamiętajmy, że klonowanie zwierząt stało się w tym kraju czymś zupełnie normalnym i obecnie służy np. do badań w transplantologii oraz do celów spożywczych. W Chinach powstaje również największa na świecie fabryka klonów, która będzie masowo „produkowała” bydło. Xu Xiaochun, dyrektor generalny Boyalife Group zapowiedział, że gdy społeczeństwo będzie gotowe, to fabryka zajmie się również klonowaniem ludzi.

 

Brzmi to oczywiście niewiarygodnie. Jednak wraz z uprzedmiotowieniem życia ludzkiego i zwierząt spada również wrażliwość naszej cywilizacji. Wykorzystanie inżynierii genetycznej na szeroką skalę oraz klonowanie ludzi jest już tylko kwestią kilku lat, a Chiny będą oczywiście pełnić rolę przewodnią.

 



Wielka Brytania została oskarżona o budowę dronów podejmujących autonomiczne decyzje o zabijaniu

Jak wynika z doniesień prasowych, władze Wielkiej Brytanii inwestują w rozwój w pełni autonomicznych dronów bojowych zdolnych do zabijania.  Maszyny te mają mieć zdolność do samodzielnego wybierania i eliminowania celów.

 

Organizacja pozarządowa Drone Wars UK ujawniła, że departament DASA (Defense and Security Accelerator) finansuje badania i rozwój systemów zbrojeniowych, które potrafią zabijać bez ingerencji człowieka. Raport pt.: „The Development of Autonomous Military Drones in the UK” opisuje prace nad w pełni autonomicznym dronem Taranis. Maszyna ta jest rezultatem prac koncernu zbrojeniowego i lotniczego BAE Systems oraz Ministerstwa Obrony, które trwały ponad 10 lat i pochłonęły ponad 200 milionów funtów.

Źródło: BAE Systems

Grupa Drone Wars UK ujawniła również szereg innych projektów, skupiających się na zabójczych robotach, które finansuje rząd. Autorzy raportu z zaniepokojeniem komentują prace nad technologią o militarnym zastosowaniu, które przynajmniej oficjalnie są sprzeczne z polityką Ministerstwa Obrony.

Tzw. zabójcze roboty to nic innego, jak maszyny wojskowe, które potrafią podejmować wszystkie najważniejsze decyzje, dotyczące operacji zbrojnych. Mowa w szczególności o lokalizowaniu celów i używaniu broni pokładowej bez udziału operatora.

 

Większość państw świata domaga się przyjęcia międzynarodowego zakazu dla rozwoju i wdrażania autonomicznych robotów. Ostatnio w podobnym tonie wypowiedziała się Unia Europejska. Jednak największe mocarstwa, które przewodzą w tej technologii, nieustannie blokują wprowadzenie zakazu i torpedują dalsze rozmowy w tej sprawie.

 

 

 



Kapsaicyna chroni przed rakiem i pomaga poprawić metabolizm

Dzięki swojemu ostremu wyrazistemu smakowi papryka chili jest popularnym składnikiem w wielu kuchniach świata. Warto jednak wiedzeć, że papryka chili zawiera bioaktywny związek roślinny, zwany kapsaicyną. To właśnie ten związek nadaje papryczkom ich ostry smak, ale także oferuje kilka konkretnych właściwości zdrowotnych.

 

Kapsaicyna posiada właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne, co daje jej potencjał w leczeniu chorób zapalnych oraz raka. Na przykład badania opublikowane w czasopiśmie naukowym Future Oncology informują, że spożywanie kapsaicyny może hamować wzrost komórek raka prostaty.

 

Do kolejnych właściwości kapsaicyny można zaliczyć jej działanie przeciwbólowe, odchudzające (zwiększone spalanie tkanki tłuszczowej) oraz poprawiające samopoczucie (stymulacja produkcji endorfin w organizmie).

Źródło: pixabay.com

Papryczki chili są bogate w beta-karoten, który nasz organizm przekształca w witaminę A. Jest ona niezbędna do utrzymania w zdrowiu błon śluzowych, dzięki czemu nasz organizm jest chroniony przed różnego rodzaju wirusami. Chili posiada także sporą zawartość witaminy C, która stymuluje produkcję białych krwinek, walczących z zarazkami.

 

Badania dowodzą, że spożywanie papryki chili może pomóc w ustabilizowaniu poziomu cukru we krwi u osób zmagających się z insulinoopornością lub cukrzycą. To nie wszystko, jedząc paprykę chili chronimy także nasze serce – zmniejszając poziom cholesterolu we krwi.

Źródło: pixabay.com

Niewielu bierze to pod uwagę, ale spożywanie kapsaicyny może być prostą metodą na udrożnienie zatkanego nosa podczas kataru. Oprócz tego jej właściwości antybakteryjne mogą pomóc w walce z przewlekłymi infekcjami zatok.

 



Co powinieneś wiedzieć na temat geoinżynierii

Nie ma na świecie takiej osoby, która nie słyszała jeszcze o globalnym ociepleniu. Niemal codziennie mówi się o zachodzących zmianach klimatycznych, które mogą być spowodowane działalnością człowieka. Naukowcy alarmują, że już w kolejnych dekadach, nasza planeta może zmienić się nie do poznania i stanie się mniej przyjazna do życia.

 

Geoinżynieria polega zastosowaniu dowolnej metody, która pozwoli zmienić globalny klimat. Zmiana ta może wyjść nam na dobre, lub na złe. Globalny klimat można zmienić na wiele różnych sposobów – do najpopularniejszych z nich można zaliczyć sadzenie drzew, ograniczenie wycinki lasów czy przejście na odnawialne źródła energii.

Według raportów Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), już w ciągu 10 kolejnych lat, globalna temperatura może wzrosnąć nawet o 1,5 stopnia Celsjusza. Nie pozostanie to bez wpływu na naszą planetę – topnienie lodowców przyspieszy, a fale upałów staną się jeszcze bardziej nieznośne. Nastąpi utrata raf koralowych, a ludzie zaczną migrować do miejsc, w których będą panować bardziej sprzyjające warunki.

Organizacja IPCC wskazuje, że trzeba działać już dziś, aby zapobiec niekorzystnym zmianom klimatycznym. Tak narodził się pomysł, aby zastosować geoinżynierię.

 

Tak naprawdę istnieje wiele metod geoinżynieryjnych. Możemy je rozróżnić na lokalne i globalne. Lokalne działania polegają np. na malowaniu dachów budynków białą farbą, aby zwiększyć odbijalność promieni słonecznych. Jednak pojawia się również coraz więcej zwolenników rozwiązań o charakterze globalnym.

Jedna z propozycji zakłada symulowanie działalności wulkanów. Z pomocą odpowiednio przystosowanych samolotów można byłoby rozpylać związki siarki do stratosfery, aby odbić jeszcze więcej promieni słonecznych, a co za tym idzie – obniżyć globalną temperaturę.

Inna mniej radykalna propozycja polega na rozpylaniu wody morskiej w atmosferze, aby wytworzyć grubsze chmury. Możemy także przechwytywać dwutlenek węgla z atmosfery i przechować go w podziemnych magazynach, lub dostarczyć duże ilości żelaza do mórz i oceanów, aby drastycznie przyspieszyć rozkwit fitoplanktonu, który potrafi absorbować CO2 z powietrza.

 

Wszystkie powyższe rozwiązania są mniej lub bardziej kosztowe i tak samo mogą być mniej lub bardziej skuteczne. Jednak największym problemem nie jest samo wprowadzenie tych rozwiązań, lecz przewidzenie ich rzeczywistego wpływu na klimat. Skuteczne obniżenie globalnej temperatury będzie wymagało ciągłego kontynuowania programu geoinżynieryjnego, lecz wtedy klimat stanie się bardziej nieprzewidywalny.

 



Rzadkie zjawisko lodowego tsunami zarejestrowano również w Kanadzie

Kilka dni temu światowe agencje informowały o lodowym tsunami w USA. Okazuje się, że to niesamowite wystąpiło również w kanadyjskiej cześci Jeziora Eire. Fala lodu parła wzdłuż koryta rzeki Niagara w prowincji Ontario.

Miejscowi funkcjonariusze policji umieścili w sieci nagranie, które sami opisali jako "lodowe tsunami". Do tego rodzaju anomalii dochodzi wówczas, gdy silne wiatry będą wypychać lód z powierzchni wody na ląd.

W momencie rejestrowania filmu, wiatr nad rzeką Niagara wiał z prędkością ponad 96 km/h, przez co ogromne kawałki lodu były wyrzucane na brzeg, gdzie tworzyły duże zwałowiska. Zjawisko zmusiło lokalne władze do tymczasowego zamknięcia ruchu ulicznego, by chronić kierowców przed konsekwencjami kaprysów natury.

 

 



Nanotechnologia sposobem na radykalny dobrobyt ludzkości?

Wpływ  nanotechnologii na przyszłość ludzkiej cywilizacji może  być  niewyobrażalnie  wielki.  W  książce  Radical  Abundance, Kim Eric Drexler, pierwszy naukowiec, który uzyskał doktorat z tej dziedziny opisuje,  jak  może  wyglądać życie w świecie nanomaszyn.

Drexler widzi przyszłość w tworzeniu tzw. nanofabryk – makroskopowej wielkości urządzeń, które syntetyzowałyby z atomów dowolne struktury (łącznie z własnymi kopiami). W  jego  wizji  w  pomieszczeniu  rozmiarów  przeciętnego  garażu  maszyny  stałyby  wzdłuż  poruszającej  się platformy. 

 

Na  tylnej  ścianie  znajdowałyby się  komory  będące  miniaturową  wersją  hali produkcyjnej.  Z  kolei  każda  komora  zawierałaby  też  mniejszą  wersję  samej  siebie.  Razem z nimi zmniejszałyby się maszyny, od normalnego rozmiaru, aż po nanoskalę, gdzie pojedyncze atomy  ułożone  byłyby w molekuły.  Produkcja  zaczynałaby  się  od  poziomu  molekularnego, a następnie  szybko  się  powiększała,  gdyby  każdy  kolejny  poziom  dodawał własne  materiały.

 

Drexler sądzi, że możliwości takiej fabryki byłyby praktycznie nieograniczone. Można by na  przykład  w  zaledwie  kilka  chwil  wyprodukować  samochód.  Albo  zbudować  podobny zakład,  który  dla  odmiany  rozkładałby  części  gotowego  produktu  na  mniejsze  materiały, które  następnie  można byłoby poddać  recyklingowi.  Stworzenie  molekularnych  maszyn składających,  oznaczałoby  koniec  znanego  nam  przemysłu  produkcyjnego,  a  także  całych sektorów  gospodarki  skupionych  na  sprzedaży,  dystrybucji  i  gospodarce  odpadami,  nie wspominając  już  o  ich  wpływie  na  zatrudnienie. 

 

Jednocześnie  spadłyby  ceny  wielu wytwarzanych w ten sposób przedmiotów. Podręczna wersja maszyny produkcyjnej Drexlera, mogłaby kiedyś osiągnąć  możliwości  replikatora  z  serialu  „Star  Trek”. Molekularna maszyna produkcyjna mogłaby tworzyć wszystko  to,  czego  zapragniemy. Molekularny  recykling  i  ogromne  pokłady  czystej  energii,  mogłyby rozwiązać wszystkie  problemy  związane  z  brakiem  surowców.  Gospodarka  rynkowa  przestałaby istnieć, co spowodowałoby, że (tak jak w „Star Treku”) nikt nie potrzebowałby pieniędzy.

 

Należy jednak pamiętać o tym, że nasza planeta nie powiększy się.  Trudno  sobie  w tym momencie wyobrazić, gdzie  jeszcze  będzie  można  zbudować mieszkania lub stworzyć możliwości rozwoju ekonomicznego dla ludzi pozbawionych pracy. Nie  wiadomo  też,  co  miałoby  skłonić  ludzkość  do  dalszych  postępów,  skoro  zniknie gospodarka rynkowa.

 

Futurolog Paul Mason uważa, że społeczeństwo musi nadać większą wagę takim procesom, jak tworzenie wolnego oprogramowania, różne kooperatywy, akcje crowdfundingowe, przedsięwzięcia całkowicie oparte na wolontariacie, takie jak np. Wikipedia. Musimy docenić ich znaczenie i zmienić sposób myślenia o technologii, własności i pracy. Musimy udowodnić, że potencjał monopoli gospodarczych uległ wyczerpaniu i nie można już na nich zarabiać.

 

Społeczeństwo, w którym pracy dla ludzi jest niewiele lub nie ma jej wcale jest złą perspektywą tylko wtedy, jeśli system ekonomiczny jest zorientowany na dystrybucję dóbr wyłącznie poprzez „pracę”. Mason nawołuje do szukania alternatyw. Musimy swoje wysiłki skupić na sztuce zagospodarowania wolnego czasu, który stanie się udziałem przyszłych pokoleń. Jeśli przyjmiemy, że czas wolny sprzyja tworzeniu pięknych i wartościowych rzeczy, a my nie będziemy już musieli tracić energii na pracę, być może uzyskamy wgląd w nieodkryte do dzisiaj horyzonty rozwoju.