Styczeń 2019

Zmiany klimatu powodują zwiększenie fal oceanicznych

Klimatolodzy wykazali, że z powodu zmian klimatycznych, wzrasta wielkość i siła oddziaływania fal oceanicznych.  Jest to szczególnie niebezpieczne w wodach wokół Antarktyki. 

 

Fale na powierzchni oceanu powstają na skutek oddziaływania wiatru, który z kolei wynika z różnicy temperatur pomiędzy różnymi warstwami powietrza. Jeśli w atmosferze gromadzi się więcej dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych klimat się podgrzewa a to stymuluje powstawanie wiatru. Gdy robi się chłodniej zachodzi odwrotne zjawisko.

 

Na podstawie badań specjaliści z Hiszpanii zdołali udowodnić, że siła fal na świecie wzrasta. Konkluzję opublikowano w magazynie Nature. Zaobserwowany wzrost jest to ich zdaniem skutek przetwarzania energii wiatru w ruchu falowy na powierzchni oceanu. Zauważono, że zjawisko to w skali globalnej postępuje w różnym stopniu na wszystkich oceanach.

 

Szacuje się, że w okresie od 1948 do 2008, siła fal na powierzchni oceanu wzrastała średnio o 0,41 procent rocznie. Najintensywniej proces ten ujawnił się na Oceanie Południowym, gdzie wzrost był większy niż 2 procent.


 
Wzrost siły i wysokości fal ma wpływ na wiele działalności człowieka. Przede wszystkim wzmocnienie siły burz wpływa na przemysł rybny, który i bez tego jest nadal jednym z najbardziej niebezpiecznych i śmiertelność jest tam dziesięciokrotnie wyższa niż średnia dla całej populacji. 

 

 



Odkryto bakterie wytwarzające energię elektryczną

Naukowcy z Massachusetts Insititute of Technology odkryli, że bakterie ciężko pracują, produkując energię elektryczną, która pozwala im na przetrwanie w środowiskach o niskiej zawartości tlenu.

Małe i naturalne wytwórnie energii zostały wykorzystane przez naukowców w szeregu eksperymentów. Badacze wyrażają nadzieję, że pewnego dnia bakterie mogą zasilać wszystko, począwszy od baterii do zegarka, a skończywszy na całych domach.

 

Wiele gatunków bakterii jest zdolnych do wytwarzania elektryczności, jednak niektóre z nich są bardziej wydajne od innych. Główny problem polega na tym, że hodowla bakterii w warunkach laboratoryjnych jest dość trudna i kosztowna, co znacząco spowalnia zdolność naukowców do opracowywania nowych technologii. Mimo wszystko nowa technika opracowana przez badaczy z MIT umożliwia łatwiejszą identyfikację prądotwórczych bakterii.

 

W jaki sposób bakterie są w stanie produkować energię elektryczną? Stworzenia wytwarzają elektrony w swoich komórkach, a następnie uwalniają je małymi kanałami w błonach komórkowych. Naukowo ten proces nazywany jest pozakomórkowym przeniesieniem elektronu. Dotychczasowe procesy identyfikacji zdolności produkcyjnych bakterii obejmowały pomiar aktywności ich białek, ale jest to dość zniechęcające i czasochłonne zadanie.

Źródło: MIT

Czasami naukowcy korzystają z procesu zwanego dielektroforezą, aby oddzielić od siebie dwa rodzaje bakterii na podstawie ich właściwości elektrycznych. Proces ten można wykorzystać chociażby do rozróżnienia dwóch rodzajów komórek, np. komórek żaby od komórek ptaka. Badacze z MIT oddzielili jednak komórki w oparciu o znacznie istotniejszą różnicę, a mianowicie ich zdolność do wytwarzania energii elektrycznej.

 

Na podstawie obserwacji napięcia potrzebnego do manipulowania bakteriami, naukowcy byli w stanie obliczyć polaryzowalność każdej z nich. Mówiąc wprost udało im się ustalić, jak łatwo jest danej komórce wytwarzać energię w polu elektrycznym. Badania wykazały, że bakterie o wyższej zdolności do polaryzacji były również bardziej aktywnymi producentami elektryczności.

 

Następnym krokiem dla naukowców będzie testowanie bakterii, które zostały już zweryfikowane jako zdolne do potencjalnej pryszłej produkcji energii. Jeśli ich obserwacje na temat polaryzowalności okażą się prawdziwe, nowa technika może sprawić, że już niebawem bakterie zrewolucjonizują przemysł elektryczny.

 

 



Naukowcy stworzyli prototyp statku kosmicznego, napędzanego parą

Naukowcy z Uniwersytetu Centralnej Florydy uważają, że opracowana dawno temu technologia może zrewolucjonizować misje kosmiczne. We współpracy z prywatna firmą Honeybee Robotics, specjalizującą się w technologii kosmicznej i wydobywczej, zbudowano prototyp statku kosmicznego z napędem parowym.

 

Konstruktorzy twierdzą, że ich wynalazek pozwoli wykonywać loty kosmiczne z jednego ciała niebieskiego do drugiego, a misja nie będzie ograniczona czasowo. Zakłada się, że na asteroidach, księżycach i planetach może znajdować się woda. Naukowcy chcą wykorzystać ją jako paliwo.

 

Zespół zaprojektował i zbudował statek kosmiczny wielkości mikrofalówki o nazwie WINE (World Is Not Enough). Urządzenie zostało już przetestowane w warunkach symulujących powierzchnię asteroidy i wykazano, że statek kosmiczny potrafi wydobyć z gleby wodę, przekształcić ją w paliwo i unieść się nad powierzchnią z pomocą małych silników, napędzanych parą.

Wizualizacja

Naukowcy uważają, że ich wynalazek mógłby wylądować na dowolnym obiekcie kosmicznym, cechującym się obecnością wody i niskiej grawitacji. Phil Metzger, planetolog z Uniwersytetu Centralnej Florydy powiedział, że taki statek kosmiczny mógłby eksplorować kosmos praktycznie bez końca.

 

Prace nad tą technologią trwają od trzech lat. Agencja NASA wykazuje zainteresowanie tym rozwiązaniem, dlatego pomogła sfinansować wstępne badania. Zespół naukowców poszukuje teraz nowych partnerów, którzy pomogą wynieść statek kosmiczny WINE z laboratorium i wysłać go w kosmos.

 



Cenzura internetu w Unii Europejskiej nadchodzi, wkrótce ostateczne głosowanie

Zawsze najbardziej ciekawe jest to o czym w mediach się nie mówi. W tej chwili najbardziej ukrywana informacja jest taka, że już 21 stycznia bieżącego roku zostanie uzgodniona ostateczna forma cenzury w Internecie.

 

Informacja to siła w epoce Internetu. Tak jak każda siła, władza chce mieć na nią monopol. Skoro media stały się siłą oddziaływania w społeczeństwie, to władza musi podporządkować sobie media, aby prowadzić w nich określone działania za pomocą propagandy. Jeśli będzie decyzja, że coś ma zostać ukryte, jest ukrywane, jak alkoholowe wyskoki Aleksandra Kwaśniewskiego. Ekspansja Internetu spowodowała, że ich szczelna osłona medialna się posypała.

Nagle okazało się, że wyniki wyborów programowane za pomocą sondaży i propagandy, nie są już takie oczywiste i Internet wprowadza element losowości. Władza poczuła, że traci kontrolę nad społeczeństwem i dlatego włodarze Unii Europejskiej postanowili dołączyć do grona krajów z cenzurą Internetu, aby kształtować dowolnie to co wolno pokazywać w sieci.

 

Aby jakoś objaśnić ludziom potrzebę zamordyzmu i utratę wolności słowa, wymyślono, że zrobi się to w imieniu twórców i prawa autorskiego. Nowe unijne prawo jest przedstawiane jako coś oczekiwanego przez twórców, podczas gdy w rzeczywistości jest to tylko pretekst do kontroli zawartości Internetu.

Wejście w życie ACTA2 oznacza, że wydawcy będą musieli zainwestować gigantyczne pieniądze w technologie cenzurujące, których nie posiada jeszcze nawet Google. Widząc jak działają automaty cenzurujące serwisu YouTube zdajemy sobie sprawę jak niedojrzała jest ta technologia. Tak się też składa, że częściej automaty cenzurują treści nie zawierające niewłaściwych poglądów, na podstawie zupełnie bzdurnych przesłanek. To będzie nas czekać już na stałe w tym nowym europejskim internecie budowanym na wzór chińskiego.

Internauci zaczynają się dopiero skrzykiwać na protest, który zaplanowano na 19 stycznia bieżącego roku. Ma to być protest ogólnoeuropejski. Problem w tym, że ustalenia międzyrządowe zostały już niemal zakończone chyba jest już za późno. Decydujące głosowanie w Parlamencie Europejskim odbędzie się dopiero w marcu, ale do końca stycznia uzgodnione zostanie ostateczne brzmienie przyszłych przepisów. 

To właśnie dlatego wszyscy otrzymują już maile z Google informujące o zmianie warunków świadczenia usług od 22 stycznia bieżącego roku. Korporacja Google nie będzie już funkcjonowała od tego dnia w sposób podobny do obecnego.

 

Google już teraz zastrzega sobie możliwość zablokowania każdego nawet jeśli prowadzone jest tylko wewnętrzne postępowanie sprawdzające co do zgodności treści z zasadami regulaminu. Gdy wejdzie nowe prawo hejterzy będą mieli pole do popisu poprzez zgłaszanie czego się da. Niewątpliwie nowe prawo będzie miało wielki wpływ na wszystkie sieci społecznościowe w tym Facebook, Twitter, Instagram i inne. 

 

Fakt, że Google i inne korporacje przygotowują się na cenzurę Internetu w Unii Europejskiej, świadczy o tym, że to wynik ostatecznego głosowanie w tej kwestii jest już tylko formalnością. Porozumienie właściwie zawarto i Internet wkrótce przestanie być wolnym medium.

 

Decydenci, którzy za to odpowiadają mają nadzieje, że tak szybkie przepchnięcie cenzury sieci pozwoli im zachować stołki po nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego, które są już w maju. Stawką dla nich jest aby wszystko pozostało po staremu, a dla nas jest nią utracona wolność słowa.

 

 



Na nocnym niebie pojawią się wielkie świecące billboardy reklamowe

Wszechobecne reklamy stały się plagą naszych czasów. Jednak w Rosji, mieszkańcy już wkrótce będą musieli je oglądać nawet na nocnym niebie. Lokalna firma zamierza wysłać na orbitę wielkie świecące billboardy, które będą łatwo dostrzegalne z powierzchni naszej planety.

 

Firma StartRocket planuje rozmieścić na orbicie miniaturowe satelity, tzw. cubesat, które nocą będą wyświetlać loga znanych korporacji. Wyobraźmy sobie tylko, że McDonald's, KFC lub Coca-Cola będą się reklamować z poziomu orbity. Czy może być coś bardziej irytującego?

 

Lider projektu, Wład Sitnikow uważa, że świecące billboardy na nocnym niebie są następnym logicznym krokiem w świecie reklam. Firma StartRocket chce umieścić miniaturowe satelity do 2020 roku. Pierwsze reklamy mają być widoczne na rosyjskim niebie najpóźniej w 2021 roku.

 

Satelity te będą znajdować się na wysokości 400-500 km i będą świecić tylko przez kilka minut. Tak przynajmniej ma wyglądać początek tej mało fascynującej działalności.

Eksperci wskazują, że orbitalne billboardy są jak najbardziej możliwe do wykonania pod względem technicznym, lecz sprawa wygląda znacznie gorzej od strony prawnej. Co więcej, reklamy tego typu będą zanieczyszczać nocne niebo światłem, co na pewno zirytowałoby naukowców i amatorów nocnego nieba. Z drugiej strony, komercjalizacja przestrzeni kosmicznej niestety jest nieunikniona.

 



Odkryto najjaśniejszy kwazar we wczesnym Wszechświecie

Naukowcy powiadomili o odkryciu najjaśniejszego kwazara z wczesnego Wszechświata. Dokonano tego z pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a i efektu soczewkowania grawitacyjnego. Ten unikalny obiekt kosmiczny daje nam wgląd w narodziny galaktyk, gdy Wszechświat miał około miliard lat.

 

Kwazary to ekstremalnie jasne jądra aktywnych galaktyk. Potężny blask kwazara tworzy supermasywna czarna dziura, która otoczona jest dyskiem akrecyjnym. Gaz opadający na czarną dziurę uwalnia ogromne ilości energii, którą my możemy zobaczyć na wszystkich długościach fal elektromagnetycznych.

 

Kwazar J043947.08+163415.7, który właśnie został odkryty, emituje aż 600 bilionów razy więcej światła niż Słońce, a zasilająca go czarna dziura ma masę kilkuset milionów mas naszej gwiazdy.

Źródło: NASA, ESA, X. Fan (University of Arizona)

Naukowcy odkryli superjasny kwazar, stosując efekt soczewkowania grawitacyjnego, wywołanego przez galaktykę, która znajduje się między Ziemią a kwazarem. Światło emitowane przez kwazar zostało zaburzone, przez co odległy obiekt wygląda tak, jakby był 3 razy większy i 50 razy jaśniejszy.

Z przeprowadzonej analizy danych, pozyskanych przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a wynika, że supermasywna czarna dziura bardzo intensywnie akreuje materię, a kwazar „produkuje” do 10 tysięcy gwiazd rocznie. Kwazary tego typu istniały w erze rejonizacji we wczesnym Wszechświecie, gdy promieniowanie pochodzące od młodych galaktyk i kwazarów ponownie podgrzało wodór, który ostygł zaledwie 400 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu. Wciąż nie wiadomo, które obiekty kosmiczne zainicjowały ten proces, ale nowo odkryty kwazar być może pozwoli rozwiązać tę tajemnicę.

 



W Australii do 2030 roku będzie jeździło ponad 9 milionów autonomicznych samochodów

Narodowa Komisja Transportu Australii prognozuje, że na krajowych drogach będzie pojawiać się coraz więcej autonomicznych samochodów osobowych. Już w 2020 roku, ich liczba może wynieść nawet 1,7 miliona i wzrośnie kilkakrotnie w ciągu dekady.

 

Australia przygotowuje się na rozpowszechnienie samojeżdżących pojazdów. Do 2020 roku, na krajowych drogach pojawi się od 740 tysięcy do 1,7 miliona autonomicznych samochodów od 5 różnych producentów. Po dwóch latach, w kraju będą jeździć samochody 14 różnych marek. Będą to pojazdy z 3 i 4 poziomem jazdy autonomicznej.

 

Narodowa Komisja Transportu przewiduje, że do 2030 roku, liczba samochodów autonomicznych w kraju wzrośnie nawet do 9,5 miliona. W większości będą to pojazdy z 3 stopniem autonomii, które potrafią jeździć samodzielnie, ale za kierownicą musi znajdować się człowiek gotowy w każdej chwili przejąć kontrolę nad maszyną.

W drugiej połowie lat 20., po ulicach Australii będzie jeździć niewielka liczba samochodów z 4 poziomem jazdy autonomicznej, w których obecność kierowcy nie jest już obowiązkowa. Jeszcze przed rokiem 2030 mogą pojawić się również pierwsze w pełni zautomatyzowane samochody osobowe, posiadające 5, czyli najwyższy stopień autonomii, które potrafią wykonywać wszystkie czynności samodzielnie i nie będą nawet potrzebowały kierownicy czy pedałów.

Autonomiczne samochody mają domyślnie zwiększyć bezpieczeństwo i komfort jazdy oraz zminimalizować ryzyko wypadku. W Australii pojawią się także autonomiczne ciężarówki i inne pojazdy, które zapewnią większą wydajność, ale mogą też zapoczątkować falę bezrobocia.

 



Paweł Adamowicz nie żyje - teraz czas na wojnę polsko-polską

Po zabójstwie prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, Polska znalazła się w niebezpiecznym momencie. Wiadomo, iż zabójcą jest były więzień, który wykrzyczał do mikrofonu, że zabił Adamowicza z zemsty na PO, która wsadziła go do więzienia. Mimo to opozycja usiłuje stworzyć wrażenie, że za morderstwo odpowiada PiS. Rozkręcane są bardzo niebezpieczne emocje. Głównie nienawiść do siebie nawzajem, prezentowaną przez oba zwaśnione polskie plemiona.

 

Po zabójstwie prezydenta Gdańska opozycja domaga się końca wolności słowa, co jest nazywane walką z "mową nienawiści". Usiłuje się przekonać opinię publiczną, że zabójstwo Adamowicza jest wynikiem jakichś wypowiedzi stosowanych w ostatniej samorządowej kampanii wyborczej. Innymi słowy postanowiono odegrać polityczny teatr na grobie nieszczęsnego Pawła Adamowicza i coś na tym ugrać.

 

Zasugerowano, że winne są wpisy w internecie! Polska policja zaczęła już nawet ścigać tych, którzy pisali nie to co powinni, a groził im w swoim wpisie sam minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. Okazuje się, że w Polsce mamy osobliwe pojęcie wolności słowa, jako czegoś co jest domyślnie ograniczone i tylko definiuje się kolejne zakazane poglądy przyklejając im łatkę mowy nienawiści. Symptomatyczne jest też to, że postulat ograniczenia wypowiedzi jest stawiany na 8 dni przed przyjęciem cenzury Internetu w Unii Europejskiej - zwanej ACTA 2.

 

Cyniczne jest to, że ludzie, którzy z nienawiścią rzekomo walczą, są też mistrzami we wzbudzaniu jej u jednych względem drugich. Może być to niestety taktyką skutecznie cementującą tak zwany żelazny elektorat. U rozchwianych emocjonalnie, zmobilizowanych do walki wyznawców, minimalizuje to bowiem ryzyko wybrania na karcie wyborczej innych opcji niż PO lub PiS, a przecież dwóm głównym partiom własnie o to chodzi.

 

Trudno powiedzieć do czego to doprowadzi jeśli ludzie się nie opamiętają, a fakt, że wybory są w tym roku dwa razy, nie nastawia pozytywnie, bo mimo tak dramatycznych okoliczności trudno liczyć na refleksję i opanowanie. Wręcz przeciwnie, emocje będą rosnąć aż do października i kto wie co jeszcze może się wydarzyć.

 

Symptomatyczne jest też to, że lewica nie wspomina o potrzebie kary śmierci dla morderców takich jak Stefan W. Postępowcy uważają, że to niehumanitarna kara ostateczna, której nie można cofnąć i jest to zemsta na sprawcy. To nie prawda, bo kara śmierci to podstawa sprawiedliwości. Sprawca wczorajszego zamachu zasłużył na nią jak nikt inny.

 

Kontrowersyjne jest również zachowanie guru WOŚP, Jerzego Owsiaka, który tylko na chwile zatrzymał finał "orkiestry" w momencie tragedii, a potem kontynuował jakby nic się nie stało. Dzisiaj z kolei, gdy było już wiadomo, że Paweł Adamowicz nie żyje, Jerzy Owsiak zrzekł się pozycji prezesa Fundacji WOŚP i oświadczył, że czuje się jakby był w Auschwitz ponieważ obraziły go "plastusie" w TVP Info. Trudno to nawet skomentować.

Być może to dziwne zachowanie szefa WOŚP i emocjonalna rezygnacja ma jakiś związek z obawami odnośnie ewentualnych prokuratorskich zarzutów dla organizatorów 27 finału WOŚP ze względu na niewłaściwe zabezpieczenie imprezy na której doszło do zamachu. Wszystko jednak wskazuje na to, że organizatorem feralnego koncertu, za pieniądze podatników, było miasto Gdańsk, zatem obawy zarządu WOŚP o pociągnięcie do odpowiedzialności, wydają się przesadzone. 

To bardzo smutne gdy życie człowieka zostaje przerwane tak brutalnie. Paweł Adamowicz przeżył zaledwie 53 lata. Jego morderca będzie żył nadal i w więzieniu będzie się cieszył statusem wybitnej jednostki. Z tym chyba najtrudniej się pogodzić w dniu takim jak dzisiaj.

 

 



Pokrywa antarktycznego lodu morskiego osiągnęła rekordowo niski poziom

Według amerykańskiego centrum NSIDC, obszar antarktycznego lodu morskiego, 1 stycznia 2019 roku, osiągnął 5,47 miliona kilometrów kwadratowych. Jest to najniższa wartość w tym dniu w historii obserwacji satelitarnych. 

 

Eksperci wyjaśniają, że jest to o 30 tysięcy kilometrów kwadratowych mniej niż poprzedni rekordowo niski poziom z 1 stycznia 2017, oraz o 1,88 mln kilometrów kwadratowych mniej niż średnia dla lat 1981-2010.

W grudniu 2018 roku antarktycznego lód morski topniał znacznie szybciej niż zwykle. W Antarktyce lód topnieje przeważnie przez półtora lub dwa miesiące w roku i jego minimalna wielkość zwykle jest notowana na przełomie grudnia i stycznia.

Jednak mimo rekordowego uszczuplenia, zdaniem naukowców, jest jeszcze za wcześnie aby wyciągać wnioski dotyczące przyczyn tak znacznej redukcji lodu morskiego na skutek wpływu zmian klimatycznych. Antarktycznego lód często zachowuje się bardzo chimerycznie i na przykład, w latach 2007 i 2014 jego powierzchnia w grudniu osiągała wartości maksymalne.


 



Stworzono skuteczne lekarstwo zwalczające wszystkie szczepy wirusa Ebola

Rewolucyjne lekarstwo na Ebolę jest w zasięgu ręki. Znany wirusolog, dr Thomas Geisbert z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin i jego zespół stworzył skuteczne lekarstwo na wszystkie szczepy zabójczego wirusa Ebola.

 

Obecne terapie najczęściej polegają na zastosowaniu jednego leku na każdy szczep wirusa. Lecz dr Geisbert, światowej sławy naukowiec zajmujący się walką z Ebolą powiadomił, że opracował eksperymentalne lekarstwo, które zapewnia skuteczną ochronę przez wirusem.

 

Lek o nazwie MBP134 zawiera dwa koktajle przeciwciał. Podczas eksperymentów na małpach i fretkach wykazano, że nowa terapia chroni przed szczepami Bundibugyo, Sudan i Zaire. Ten ostatni odpowiada za epidemię w zachodniej Afryce w latach 2013-2016 oraz obecnej epidemii w Demokratycznej Republice Konga.

Wystarczyła tylko jedna dawka wspomnianego leku, aby zwierzęta otrzymały kompletną ochronę przed Ebolą. Kolejne badania będą skupiały się na zmniejszeniu dawki, wymaganej dla zapewnienia ochrony przed niebezpiecznym wirusem. Dzięki temu, lek będzie można podać za pośrednictwem ampułkostrzykawki, co znacznie ułatwi walkę z Ebolą. Wyniki badań pojawiły się na łamach czasopisma Cell Host & Microbe.