Październik 2018

W Karolinie Północnej z nieba spadają żaby i ropuchy

Amerykański stan Karolina Północna cierpi z powodu inwazji żab i ropuch, które dosłownie spadają z nieba. Trwa tam dosłownie inwazja płazów, które według mieszkańców można znaleźć dosłownie wszędzie.

 

Od czasu do czasu na świecie dochodzi do dziwnych opadów. Niekiedy z nieba spadają ryby, pajęczaki czy robaki. Teraz katalog ten zostaje rozszerzony o żaby i ropuchy, które w USA dosłownie spadają ludziom na głowy.

 

Mieszkańcy amerykańskiego stanu Karolina Północna cierpią z powodu inwazji dziesiątków tysięcy płazów. Najeżdżają ich kuchnie i łazienki, wsiadają do samochodów i przyczepiają się na szybach i drzwiach. Niektórzy twierdzą, że znajdują żaby nawet w łóżkach.

Niektórzy piszą w portalach społecznościowych, że rok 2018 jest wyjątkowy, bo stan Karolina Północna doświadczył wielkich ulew, potem huraganu, a teraz inwazji żab. Dowodem na to co się tam dzieje jest wysyp zdjęć płazów w Internecie.

 

Biolodzy twierdzą, że pierwsza fala ropuch pojawiła się w czerwcu i lipcu, kiedy wystąpiły anormalnie ulewne deszcze. Druga fala pojawiania się "irytujących bestii" została sprowokowana przez huragan Florence. W wyniku opadów doszło do powstania licznych kałuż, w których rozmnażały się żaby, a potem dorastały kijanki. W konsekwencji dziesiątki tysięcy małych żab zaczęło poszukiwać habitatu.

 

To właśnie dlatego żaby często wspinają się w miejsca, w których zwykle nawet się nie poruszają. Czasami okazuje się, że znajdowane są dość wysoko nad ziemią i  nie są się w stanie tam utrzymać dlatego dziesiątki ludzi są obsypywane spadającymi z wysokości płazami. Niewątpliwie nie nalezy to do przyjemnych doznań. Sytuację pogarszał silny wiatr. Biolodzy ostrzegają, że mieszkańcy będą musieli współistnieć z płazami, dopóki woda z powodzi spowodowana przez nadejście huraganu, całkowicie nie zniknie.

 

W przeszłości na świecie dochodziło już do opadów z żab.Takie prawdziwe deszcze tych płazów miały miejsce na przykład w Serbii w 2005 r., w Japonii w 2009 r., lub w Chorwacji w 2010 r.

 

 




USA domagają się, aby Macedonia zmieniła nazwę państwa, mimo zbojkotowanego referendum

Pod koniec września, w Macedonii odbyło się referendum. Władze chciały dowiedzieć się, co mieszkańcy sądzą o porozumieniu z Grecją w sprawie zmiany nazwy Macedonii w zamian za możliwość przyłączenia się do NATO i Unii Europejskiej. Referendum zostało zbojkotowane, ale Stany Zjednoczone naciskają, aby politycy mimo wszystko zagłosowali za zmianą w parlamencie.

 

Podczas referendum, ponad 91% głosujących poparło zmianę nazwy Macedonii na Republikę Północnej Macedonii. Jednak frekwencja wyniosła zaledwie 36%. Nie udało się uzyskać wymaganego minimalnego progu, zatem głosowanie zostało unieważnione.

 

Propozycja zmiany nazwy Macedonii wyszła na drodze porozumienia z Grecją i mogłaby zakończyć wieloletni spór między państwami. Gdyby Macedonia zmieniła swoją nazwę, Grecja przestałaby blokować jej członkostwo w NATO i Unii Europejskiej.

Referendum zostało jednak unieważnione przez zbyt niską frekwencję, więc władze chcą spróbować przepchnąć poprawkę konstytucyjną w parlamencie. Również i tu pojawiły się problemy, ponieważ największa opozycyjna partia WMRO-DPMNE zapowiedziała sprzeciw. Stany Zjednoczone domagają się przyjęcia poprawki o zmianie nazwy państwa, zaś premier Zoran Zaew twierdzi, że jeśli umowa z Grecją zostanie odrzucona, Macedonię czeka izolacja i niepewna przyszłość.

 

Czy głosowanie za poprawką konstytucyjną nie jest przypadkiem łamaniem demokracji, którą tak zażarcie promują Stany Zjednoczone? Większość obywateli Macedonii nie poparło/zbojkotowało referendum, co wydaje się być dość jasnym sygnałem, że Macedończycy nie chcą zmiany i wolą pozostać poza NATO i Unią Europejską.

 




Miniaturowe roboty mogą być odpowiedzią na wymierające populacje owadów

Populacja owadów na całym świecie staje się coraz mniejsza. Globalny problem może okazać się niezwykle poważny, ponieważ jedna trzecia roślin, potrzebnych do przetrwania, jest zapylana przez owady. Naukowcy znaleźli rozwiązanie tego problemu – miniaturowe roboty-owady.

Latający robot DelFly został opracowany przez naukowców z Delft University of Technology w Holandii. Futurystyczny wynalazek został stworzony na podobieństwo muszki owocówki i pewnego dnia może zostać wykorzystany do zapylenia roślin tam, gdzie brakuje naturalnych alternatyw.

 

Roboty są większe od prawdziwych owadów. Większy model ma rozpiętość skrzydeł równą 33 centymetry, a mniejsza wersja 10 centymetrów. Mimo że roboty wciąż są modyfikowane i rozwijane, badacz Matěj Karásek powiedział, że zespół nie próbuje stworzyć replik owadów, a jedynie inspirować się nimi.

 

Podczas gdy nowe roboty zapewniają sprytne rozwiązanie problemu braku owadów, nie powinniśmy rezygnować z prób ochrony pożytecznych insektów. Szokujące badanie z zeszłego roku wykazało, że trzy czwarte owadów latających w Niemczech zniknęło w ciągu zaledwie 30 lat. Trend ten utrzymuje się prawdopodobnie na całym świecie.

 

Jednym z zabójczych czynników są pestycydy używane w rolnictwie na całym świecie. Unia Europejska zakazała ostatnio trzech kluczowych typów insektycydów, o których wiadomo, że szkodzą pszczołom. Jednak wciąż istnieje potrzeba gruntownych zmian jeśli chodzi o stosowanie trujących środków.

 

 




Pobieranie próbek z powierzchni z asteroidy Ryugu zostało przełożone na początek 2019 roku

Zespół misji międzyplanetarnej Hayabusa-2 postanowił odłożyć operację zbierania próbek na asteroidzie Ryugu do stycznia 2019 r., ze względu na konieczność dokładniejszego wyboru miejsca dla tej procedury ze względu na ograniczony rozmiar obiektu.

 

Automatyczna stacja międzyplanetarna Hayabusa-2 została uruchomiona pod koniec 2014 roku i jest przeznaczona do badania asteroidy (162173) Ryugu. W dniu 27 czerwca 2018 r. stacja dotarła do asteroidy i weszła na stabilną orbitę wokół niej. Program naukowy został zaprojektowany na półtora roku i obejmuje zarówno badania Ryugu z orbity, jak i na jej powierzchni.

 

Wcześniej Hayabusa-2 z powodzeniem wylądowała dwoma modułami MINERVA-II 1 i MASCOT (mobilnym planetoidowym skautem powierzchniowym), który był największym z pojazdów lądujących na powierzchni Ryugu. Moduły wysłały serię zdjęć i pokazały, że Ryugu było zaśmiecone pofałdowanymi skałami i głazami o różnych kształtach oraz rozmiarach i prawie pozbawione było rozległych nagromadzeń drobnego pyłu lub regolitu, które często znajdują się na pozbawionych atmosfery ciałach niebieskich podlegających wpływowi wietrzenia kosmicznego.

Asteroida Ryugu w porównaniu z górą Matterhorn

Jednak głównym zadaniem misji jest pobieranie próbek gleby i dostarczanie ich na Ziemię. Początkowo Hayabusa-2 zbliży się do powierzchni asteroidy i na wysokości 500 metrów uruchomi penetrator SCI (Small Carry-on Impactor) powierzchni, zawierający 2,5-kilogramową miedzianą powłokę i 4,5-kilogramowy ładunek wybuchowy. Zakłada się, że pocisk uderzy w powierzchnię Ryugu z prędkością dwóch kilometrów na sekundę, a krater uderzeniowy stanie się miejscem dalszej pracy naukowej orbitera, który najpierw będzie zdalnie badał odsłonięte warstwy podpowierzchniowe, a następnie zbliży się i pobierze próbkę gleby z krateru za pomocą specjalnego sprzętu.

 

Ponadto próbka zostanie umieszczona w kapsule zwrotnej na Ziemię. W listopadzie/grudniu 2019 r. stacja obierze kurs na Ziemię i w grudniu 2020 r. opuści kapsułę z substancją asteroidu do atmosfery.

14 października Hayabusa-2 ustawiła się na wysokości pięciu kilometrów, aby szczegółowo zapoznać się z wcześniej proponowanymi miejscami odbioru naziemnego. Ponieważ długość próbnika wynosi około jednego metra, a podczas zejścia urządzenie będzie nieznacznie przechylone, wówczas istnieje ryzyko, że jeśli na powierzchni znajdują się głazy o wysokości większej niż 50 centymetrów, mogą uderzyć w korpus statku kosmicznego lub panele słoneczne.

 

Wcześniej wybrano trzy lokalizacje, które są względnie bezpieczne do pozyskania gleby, a dalsze badania tych miejsc ujawniły najbardziej odpowiednie miejsce w obszarze tzw. L08. Zespół misji wyznaczył to miejsce jako L08-B. Nie ma w nim dużych głazów, jednak założono, że bezpiecznym obszarem do pozyskania gleby byłaby platforma płaska o promieniu około 50 metrów, a średnica L08-B wynosi tylko około 20 metrów i z tego powodu Hayabusa-2 może po prostu nie dostać się do tego miejsca podczas schodzenia. W oparciu o ostatnie spostrzeżenia i zbieżności, zespół projektowy postanowił odroczyć zbieranie gleby od końca października tego roku do stycznia następnego roku, a w tym okresie przeprowadzić kolejny test redukcji.

 

 

 




Tysiące migrantów z Hondurasu zmierza do USA. Donald Trump zagroził wstrzymaniem pomocy finansowej

Kilka tysięcy migrantów zorganizowało się i wyruszyło z Hondurasu do Stanów Zjednoczonych. W poniedziałek „karawana” wkroczyła do Gwatemali. Donald Trump domaga się, aby rządy krajów Ameryki Środkowej natychmiast zatrzymały tych ludzi.

 

Jest to już druga taka „karawana migrantów” w tym roku. Grupa emigrantów z Hondurasu liczy około 3 tysiące ludzi i stale rośnie. W poniedziałek dotarli do granicy z Gwatemalą, gdzie najpierw zostali zatrzymani przez policję, po czym pozwolono im iść dalej w kierunku Meksyku.

 

Stany Zjednoczone zaoferowały krajom tego regionu wsparcie finansowe, jeśli zatrzymają migrantów. Trump zagroził Hondurasowi zawieszeniem corocznej pomocy w postaci około 175 milionów dolarów. Co ciekawe, władze Hondurasu również są przeciwne tej emigracji do USA i nazwały ją spiskiem politycznym, który ma zakłócić relacje państw.

Stany Zjednoczone rozważają wprowadzenie nowej polityki separowania rodzin, aby odstraszyć imigrantów. Komentatorzy zwracają jednak uwagę na zupełnie inną kwestię – nieprzypadkowym zbiegiem okoliczności, „karawana migrantów” powinna dotrzeć do amerykańskiej granicy tuż przed wyborami do Kongresu USA. Najwyraźniej taki był właśnie plan. Wkrótce amerykańskie media znów będą krzyczeć, że zły Trump nie chce wpuścić do kraju biednych imigrantów. Pamiętajmy, że w polityce nie ma przypadków.

 




Potężny cyklon Luban zdewastował południową część Jemenu i Omanu

Tropikalna burza Luban uderzyła w Jemen w pobliżu granicy z Omanem, niosąc za sobą ogromne opady deszczu i powodzie. Cyklon uszkodził ogromną część infrastruktury regionu. Co najmniej jedna osoba nie żyje, a 33 zostały ranne w wyniku działania żywiołu. Tropikalny cyklon Luban powstał w zeszłym tygodniu na Morzu Arabskim w pobliżu Omanu.

Cyklon spowodował rozległe uszkodzenia domów, dróg, mostów i linii energetycznych w okręgach nadmorskich w prowincji Al Mahra. Gubernator Mahra Rajeh Bakrit powiedział w poniedziałek, że „sytuacja w prowincji jest katastrofalna i wykracza poza możliwości władz lokalnych”.

Gubernator poprosił wcześniej o pomoc w ewakuacji około 50 rodzin, które utknęły pośród powodzi i ulewnych deszczy. Szkoły w południowym Omanie zostały zamknięte już w zeszłym tygodniu z powodu narastającej siły cyklonu.

 

Prowincja Mahra na dalekim wschodzie Jemenu i sąsiedni region Dhofar w Omanie są jedynymi częściami Półwyspu Arabskiego, które mają monsunowy klimat.  W maju cyklon Mekunu uderzył w południowy Oman i jemeńską wyspę Sokotra, zabijając co najmniej 11 osób.

 

 




Turcja znalazła dowody obciążające Arabię Saudyjską. Dziennikarz Jamal Khashoggi został zamordowany w konsulacie

W tym tygodniu rozpoczęło się śledztwo w sprawie tajemniczego zniknięcia dziennikarza Jamala Khashoggi, krytyka saudyjskiego rządu. Choć Arabia Saudyjska twierdzi, że nie ma nic wspólnego z jego zaginięciem, tureccy śledczy znaleźli właśnie dowody wskazujące, że Khashoggi został zamordowany w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Stambule.

 

Rijad podobno nie ma nic do ukrycia i dlatego zezwolił Turcji na inspekcję konsulatu. Tam policja znalazła „pewne dowody”, które wskazują, że Khashoggi, który 2 października wszedł do tego budynku, został zamordowany, a jego zwłoki zostały poćwiartowane i wywiezione z kraju, aby zatrzeć ślady zbrodni.

 

Wcześniej Turcja informowała, że 2 października, czyli w dniu, w którym zaginął Jamal Khashoggi, do konsulatu w Stambule przybyło 15 Saudyjczyków - niektórzy byli powiązani z rządem w Rijadzie. Nieznani mężczyźni następnie wyjechali z Turcji.

Jamal Khashoggi – źródło: Alfagih/Arabic WikipediaCC BY-SA 3.0

Zarzuty pod adresem Arabii Saudyjskiej nie są bezpodstawne. Jamal Khashoggi był krytykiem reżimu, a wszyscy doskonale wiedzą, jak Saudowie postępują ze swoimi przeciwnikami. Zatem Arabia Saudyjska miała powody, aby uciszyć dziennikarza, a dwa tygodnie temu znalazła się ku temu odpowiednia okazja.

 

Zachód coraz bardziej otwarcie potępia królestwo Saudów za morderstwo. Amerykański senator Lindsey Graham opowiedział się dziś za nałożeniem sankcji i stwierdził wprost, że następca tronu Mohammed bin Salman „musi odejść”. Warto też dodać, że Donald Trump wysłał Sekretarza Stanu Mike'a Pompeo do Rijadu. Ten odbył długi lot, aby zobaczyć się królem Salmanem w sprawie Jamala Khashoggiego. Spotkanie trwało zaledwie 15 minut.

 

Trump już wcześniej groził „poważnymi konsekwencjami”, jeśli okaże się, że to Saudowie stoją za zniknięciem lub zamordowaniem dziennikarza. Jednak Arabia Saudyjska również wystosowała groźby. Dyrektor generalny stacji telewizyjnej Al-Arabija Turki Aldakhil powiedział, że królestwo Saudów przygotowało już 30 różnych odpowiedzi na ewentualne sankcje ze strony USA. Rijad może podjąć decyzję o drastycznym podniesieniu cen ropy naftowej, porzuceniu dolara w handlu ropą, zaproszeniu Rosji do zbudowania bazy wojskowej w prowincji Tabuk, zerwaniu kontraktów zbrojeniowych ze Stanami Zjednoczonymi, a nawet zaprzyjaźnieniu się z Iranem.

Sytuacja ewoluowała do tego stopnia, że Saudowie po zamordowaniu niewygodnego dziennikarza ewidentnie zaczęli szantażować USA. Warto zaznaczyć, że to Arabia Saudyjska jako pierwsza zagroziła zerwaniem kontraktów zbrojeniowych i zakupieniem sprzętu wojskowego np. od Rosji.

 

Swoją drogą, władze Arabii Saudyjskiej każdego roku skazują swoich obywateli na śmierć poprzez ścięcie za różne przewinienia, w tym handel narkotykami czy chociażby za krytykę rządu i króla oraz obrazę islamu. Saudowie prowadzą agresywną kampanię wojenną w Jemenie, gdzie zrzucają bomby zakupione wcześniej od Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Istnieją również dowody, które potwierdzają, że Rijad przyczynił się do wzmocnienia tzw. Państwa Islamskiego poprzez dostarczanie broni dla terrorystów. Dotychczas było to ignorowane, ale teraz, z nieznanych nam powodów, Zachód zaczął otwarcie grozić Arabii Saudyjskiej za śmierć... jednego człowieka.

 




"Witaj, śmierć" – wpadka Coca Coli w Nowej Zelandii

Coca Cola chciała wykazać się kreatywnością i zamieścić na automatach w Nowej Zelandii oryginalne pozdrowienie, napisane częściowo w języku maoryskim. Okazało się, że nie był to najlepszy pomysł...

Powszechnie uważa się, że człowiek, który przyjeżdża do innego kraju powinien starać się w miarę możliwości porozumiewać w miejscowym języku. Takie podejście nie zakończyło się jednak pomyślnie dla Coca Coli. Amerykański gigant postanowił przywitać podróżnych na lotnisku w Auckland "przyjemnym" komunikatem, zamieszczonym na jednym z automatów.

 

Na maszynie widniał napis "kia ora, mate", co miało stanowić syntezę dwóch języków: maoryskiego i angielskiego. "Kia ora" nie stanowiło problemu, gdyż jest to popularne w Nowej Zelandii pozdrowienie. Całe zamieszanie wywołało słowo "mate", które w języku angielskim oznacza oczywiście kolegę czy kumpla. Niestety dla Coca Coli okazało się, że ten sam wyraz w rdzennym języku mieszkańców Nowej Zelandii oznacza coś znacznie gorszego...

 

Na miejscowych wielbicieli coli czekała niemała niespodzianka, gdyż w bezpośrednim tłumaczeniu "mate" oznacza w języku maoryskim martwego, zmarłego, bądź zabitego. Jeden z mieszkańców zauważył wpadkę i opublikował zdjęcie na Twitterze.

 

Niektórzy internauci pochwalili pomysł Coca Coli, lecz zasugerowali, by cały zwrot przetłumaczono na język maoryski lub ewentualnie ząstąpiono słowo "mate" popularnym w Stanach Zjednoczonych "bro", które nie wywoływałoby negatywnych skojarzeń. Inni nieco prześmiewczo stwierdzili, że firma wreszcie zakomunikowała ludziom prawdę, oznajmiając, że cukier zabija. Wątpliwe jednak, by taka szczerość miała pozytywny wpływ na wyniki sprzedaży.

 

Nieco zabawna wpadka amerykańskiego giganta może stanowić dla nas wszystkich cenną lekcję. Warto próbować wypowiadać się w obcym języku, lecz najpierw należy starannie sprawdzić poprawność i kontekst danego wyrażenia...

 

 




Według Trumpa, Władimir Putin może być zamieszany w wiele zabójstw

Donald Trump przyznał w wywiadzie udzielonym amerykańskiej stacji CBS, że Władimir Putin prawdopodobnie jest zamieszany w wiele zabójstw i otruć.

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, był gościem programu telewizyjnego 60 Minutes w stacji CBS. Podczas rozmowy z dziennikarką Lesley Stahl, prezydent potwierdził, że Władimir Putin najprawdopodobniej brał udział w wielu zabójstwach i otruciach. Trump przyznał jednak, że nie przykłada do tego większej wagi, ponieważ jest przekonany, że zdarzenia nie miały miejsca na terytorium USA. Deklaracja prezydenta zaskoczyła wielu, którzy nie spodziewali się tak otwartego przekazu na temat Władimira Putina, który miał rzekomo pomóc Trumpowi w wygraniu wyborów z 2016 roku.

Warto przypomnieć, że wielu rosyjskich dysydentów, dziennikarzy lub innych osób krytykujących prezydenta Rosji, zostało otrutych lub zginęło w tajemniczych okolicznościach. Najgłośniejszym przypadkiem była sprawa Siergieja Skripala, byłego rosyjskiego szpiega, który wraz z córką został otruty w Wielkiej Brytanii. Za atak mieli być rzekomo odpowiedzialni rosyjscy agenci, lecz nasi sąsiedzi ze wschodu tradycyjnie zaprzeczyli wszelkim oskarżeniom.

 

 




USA to upadające mocarstwo? Amerykańska młodzież jest otyła, uzależniona od leków, alkoholu i internetu

Każde mocarstwo kiedyś upada, a liczne badania sugerują, że potęga Stanów Zjednoczonych chyli się ku końcowi. Dzieci i młodzież to przyszłość państwa, a amerykańska młodzież stała się leniwa, otyła, uzależniona od internetu, alkoholu i leków.

 

W najnowszym raporcie organizacji RAND wskazano, że wśród 18 tysięcy losowo wybranych uczestników ze wszystkich gałęzi sił zbrojnych, niemal 66% osób ma problem z nadwagą lub otyłością. Już w 2015 roku wskazano, że jedna trzecia młodych dorosłych jest zbyt otyła i nie nadaje się do służby wojskowej, czego konsekwencją są problemy ze znalezieniem nowych rekrutów.

USA zmagają się z prawdziwą epidemią otyłości. Głównym problemem jest tu niezdrowa żywność typu fast food, którą, według danych rządowych, opycha się co trzeci dorosły mieszkaniec Stanów Zjednoczonych, czyli około 85 milionów ludzi.

Inne badania, przeprowadzone przez naukowców z San Diego State University pokazują, że społeczeństwo jest uzależnione od internetu. W 2016 roku, przeciętny uczeń szkoły średniej poświęcał około 6 godzin dziennie na gry, serwisy społecznościowe i inne aktywności w sieci – to dwa razy więcej niż dekadę demu. Jednocześnie co trzeci nastolatek nie przeczytał ani jednej książki w ciągu 12 miesięcy od przeprowadzonego badania.

 

Najnowszy raport Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) alarmuje, że wśród mężczyzn w wieku 24-35 lat, nadużywanie leków wzrastało o ponad 25% każdego roku w latach 2014-2016, a w samym 2016 roku, niemal 50 na 100 tysięcy mężczyzn w tej samej grupie wiekowej zmarło z powodu nadużycia. Z kolei u kobiet w wieku 15-24 lat odnotowano coroczny wzrost nadużywania leków o 19% w latach 2014-2016.

Agencja CDC wskazuje, że w 2016 roku, choroba wątroby wynikająca z nadużywania alkoholu przyczyniła się do większej ilości zgonów wśród dorosłych w wieku 25-44 lat, niż HIV. Wśród mężczyzn i kobiet w wieku 25-34 lat, liczba zgonów spowodowanych chorobą lub marskością wątroby wzrastała odpowiednio o 11% i 8% rocznie na przestrzeni lat 2006-2016. Co więcej, samobójstwo jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci wśród Amerykanów w wieku 15-24 lat i trzecią wśród ludzi w wieku 25-44 lat

 

Biorąc pod uwagę, że dzieci i młodzież to przyszłość państwa, warto zastanowić się, jak będą wyglądać Stany Zjednoczone za 10 lub 20 lat. Tym bardziej, że problemy związane z otyłością, chorobami i uzależnieniami dosłownie wymykają się spod kontroli.