Wrzesień 2018

Politycy PiS przysięgają, że Polska nie przyjmuje nielegalnych imigrantów i mają rację, bo przyjmujemy legalnych uchodźców z Azji

Społeczeństwo zaczyna to dostrzegać dlatego partia rządząca rozpoczęła festiwal kłamstw na temat imigrantów w Polsce. Większość Polaków, nawet nie sprzyjających Prawu i Sprawiedliwości, przyznawała, że wybór tej partii w 2015 ma jeden pozytywny aspekt - głoszony oficjalnie sprzeciw wobec masowej imigracji z Afryki i z Azji. Po trzech latach z tych zapewnień nie zostało już prawie nic.

 

PiS przyzwyczaił nas już do tego, że co innego mówią i co innego robią. Nie inaczej jest w przypadku migracji i uchodźców. Oficjalnie ich nie ma, ale fakty są takie, że żadna władza nie ściągała do Polski takich ilości obcokrajowców. Nie chodzi tylko o ukochanych przez nich Ukraińców, ale o Hindusów, Pakistańczyków, Filipińczyków i wiele innych nacji. 

Polacy zaczynają się już orientować, że ich kraj jest po cichu zalewany uchodźcami. Po prostu widać to obserwując ulice miast, które nagle się nimi zapełniły. Trudno się zatem dziwić, że zaczynają się pytania zdezorientowanego elektorstu o to co się dzieje. A to z kolei zapala alarmową lampkę w głowach polskojęzycznych polityków, bo nie ma dla nich większego koszmaru niż suweren, który się połapał, że jest oklamywany, no chyba, że w sytuacji gdy jest jeszcze uzbrojony. 

 

Nasza władza, widząc społeczne oburzenie najpierw z kamienną twarzą zignorowała pytania o to dlaczego na ulicach polskich miast pojawiło się tylu obcokrajowców. Udając, że nie ma takiego tematu tylko pogorszyli sytuację. Szybko jednak politycy i medialni funkcjonariusze PiS, zorientowali się, że to może być dla nich wielki problem, bo zostaną za to ukarani przy urnach wyborczych. Rozpoczęto zatem akcję dezinformacyjną przeciwdziałającą w dotarciu Polaków do prawdy na temat migrantów w Polsce. 

 

Niemal na rozkaz rozpoczęło się ocieplanie wizerunku imigrantów z Azji i Afryki. Pisowcy zaczęli dodawać w mediach społecznościowych dziwne zdjęcia typu selfie z obcokrajowcami, opatrzone komentarzami w stylu, że nie ma się czego obawiać. W ten sposób PiS usiłuje zmienić wizerunek muzułmanów, kojarzonych z terroryzmem. W jakim celu? Można się tylko domyślać. 

Obecna strategia partii rządzącej zakłada użycie wszelkich metod, aby polskie społeczeństwo nie zorientowało się w tym co się dzieje. Podobnie wpuszczono wielomilionową diasporę ukraińską. Nikt z nas nie wie kiedy to się stało, że Ukraińcy są już wszędzie. Prawdopodobnie podobnie będzie z Azjatami i Afrykanami. Są oni jednak znacznie bardziej widoczni na ulicach miast, dlatego trudniej to ukryć.

 

Jak nasza władza zamierza to ukryć? Wiedzą, że się nie da dlatego rozpoczęli karkołomną próbę ocieplania wizerunku uchodźców. Oprócz tego mają w zanadrzu kłamstwa i manipulacje medialne. Zapewne już niedługo TVP dołączy do polskich lewackich telewizji i będzie nadawać programy takie jak w konkurencyjnym TVN o "pokojowych" muzułmanach i biednych "uchodźcach" potrzebujących naszefo socjalu, którzy oczywiście są w większości lekarzami i inżynierami.

 

Premier Mateusz Morawiecki, zapytany przez Dominikę Ciosic z TVP o podpisanie przez Polskę proimigracyjnej deklaracji z Marakeszu, stwierdził, że dokument ten nie dotyczy migracji tylko odsyłania imigrantów do Afryki. Liczni politycy PiS jak mantrę cały czas powtarzają w mediach hasła wskazujące, że rzekomo PiS jest przeciwko przyjmowaniu imigrantów i wszystkich, którzy uważają inaczej określają kłamcami, a doniesienia o ich wyczynach na tym polu standardowo już określają jako "fake news". 

 

W tym samym czasie gdy trwała ta zmasowana akcja duraczenia polskiego społeczeństwa, pani kanclerz Niemiec, Angela Merkel, publicznie pogratulowała polskiemu rządowi, że wreszcie zmienił politykę i zaczął przyjmować imigrantów. O zmianie podejścia polskiego rządu do masowej imigracji informują też liczne media zagraniczne, ale nie polskie. Panuje w tym zakresie zgodne milczenie od TVP do TVN i od Gazety Polskiej do Gazety Wyborczej. 

Strona migracje.gov.pl przed tym gdy została wyłączona

W zakresie migracji, wszystkie te środowiska, pozornie tak odległe, mówią jednym głosem. Zaniepokojonym Polakom wmawiają one, że to nie imigranci tylko ... turyści. Gdy zwykli Polacy zaczęli to weryfikować i dotarli do rządowej strony internetowej https://migracje.gov.pl i zaczęli dyskutować o szokującej skali wzrostu azjatyckiej imigracji do Polski, po prostu stronę wyłączono. 

Mianowano też kozła ofiarnego po stronie rządowej. Zwolniono wiceministra Pawła Chorążego, który w debacie zorganizowanej przez Klub Jagielloński, szczerze wyznał, że Polska powinna przyjmować jeszcze więcej imigrantów i w tym zakresie w rządzie istnieje konsensus. Premier Morawiecki dymisjonując go stwierdził, że wiceminister się zagalopował. Czyżby?

Szef Chorążego, minister inwestycji i rozwoju, Jerzy Kwieciński, również publicznie reprezentował opinię, że będzie brakować rąk do pracy i migracja musi rosnąć. Zresztą to samo mówiła minister Rafalska. Jednak gdy okazuje się, że wyborcy są wściekli, zaczyna się festiwal kłamstw. 

 

 

 




Odkryto, że komary przenoszą plastik z wody na ląd

Komary mogą być nie tylko nosicielami chorób, ale także tworzyw sztucznych - pisze Biology Letters. W larwach zwykłego komara plastikowe mikrocząsteczki, zjadane podczas rozwoju w fazie wodnej, utrzymują się w przewodzie pokarmowym także na etapie dorosłym. W ten sposób plastik „wydobywa się" ze środowiska wodnego na ląd i również go zanieczyszcza.

 

Podczas cyklu życia zwykły komar (Culex pipiens) przechodzi przez kilka etapów. Samica komara składa 200 jajek na powierzchni wody, które łączą się ze sobą w postaci tratw i unoszą się na powierzchni, z której wylęgają się larwy. Larwy żyją w wodzie, żywią się mikroorganizmami i resztkami organicznymi.

Na tym etapie owady wzrastają i po każdym przyroście zwiększają swoją wielkość, aż zamieniają się w poczwarkę. Na etapie poczwarki owad nic nie je i przez około dwa dni zamienia się w dorosłego osobnika.

 

Ekolodzy Rana Aljaibachi, Ross Cuthbert, Amanda Callaghan z Reading University w Wielkiej Brytanii zasugerowali, że komary mogą przenosić mikroplasty z wody na ląd. Ponieważ mikrocząstki z tworzywa sztucznego są prawie wszędzie w wodzie, larwy komarów prawdopodobnie je jedzą. Pytanie brzmiało, czy plastik pozostaje wewnątrz organizmu owada w innych stadiach rozwoju.

Autorzy badania karmili 150 larw zwykłego komara z cząstkami polistyrenu o wymiarach dwóch i 15 mikrometrów, które pomalowali farbą fluorescencyjną. Grupie kontrolnej owadów podano granulowany pokarm dla świnek morskich. Badacze czekali aż larwy poczwarki się przekształcą, a następnie będą dorosłe. Na każdym etapie sprawdzano 15 losowo wybranych owadów, czy utrzymują się w ich wnętrzu cząstki tworzywa sztucznego.

 

Okazało się, że plastikowe mikrocząstki zatrzymują się w komarach zarówno w okresie na etapie płodowym oraz w stadium dorosłym. W tym przypadku mniejsze cząstki są absorbowane znacznie lepiej niż duże cząstki (p <0,001). Ilość plastiku zmniejszała się u owadów z etapu na etap. Warto zwrócić uwagę na fakt, że dorosłe komary stanowią pożywienie dla ważek, ptaków, etc., które także w ten sposób stają się nośnikami plastiku.

 

Niedawno naukowcy wyjaśnili, w jaki sposób lekkie mikrocząstki z tworzywa sztucznego mogą dostać się na dno zbiorników wodnych i tam pozostawać. W laboratorium plastik przywierał do cząstek biogennych w grudkach (na przykład martwego planktonu) i tonął.

 




Donald Trump poleca budowę muru w poprzek Sahary by zatrzymać migrację!

Prezydent Stanów Zjednoczonych twierdzi, że zna sposób na powstrzymanie masowej migracji Afrykańczyków na socjal do Europy. Amerykanin, w swpim stylu, zalecił budowę ogromnej bariery w północnej Afryce. , podobnej do tej stojącej na granicy USA z Meksykiem! Biegnący w poprzek Sahary płot miałby na celu zatrzymanie napływu uchodźców.

Jak twierdzi hiszpański minister spraw zagranicznych Josep Borrell, podczas dyplomatycznego spotkania z prezydentem Donaldem Trumpem oświadczył on, że jego podejście mogłoby rozwiązać także problemy europejskie. Niestety, byłby on bardzo kosztowny.

 

Bazując obliczenia na cenie meksykańskiej bariery, mur o długości 3200 mil (prawie 5200 kilometrów) pochłonąłby aż 85 miliardów dolarów. W jego tworzeniu musiałoby wziąć udział 90 tysięcy robotników, co pozwoliłoby zakończyć budowę w niecałe 4 lata. Prezydent zaproponował to rozwiązanie już w czerwcu, choć do tej pory wzmianka o tym była ukrywana przed opinią publiczną.

Projekt afrykańskiego muru jest dużo trudniejszy do realizacji od swojego amerykańskiego odpowiednika. Problemem nie jest tylko większa skala projektu. Trudności może też powodować osadzenie fundamentów budowli na piasku. Jest to duże wyzwanie dla architektów.

 

Poza tym zgodę na budowę muszą wyrazić wszystkie kraje, przez których terytorium ma on przebiegać. Musiałyby one także zapewnić strażników, bo bez nich bariera będzie stanowić jedynie dekorację. Ponadto, wielu imigrantów pochodzi z Tunezji i Maroka, które znajdowałyby się już za murem, po "europejskiej" stronie Afryki, więc nie rozwiąże to całkowicie problemu masowej migracji. 

Źródło: Provided by the Institut Barcelona d'Estudis Internacionals (IBEI)

Oczywiście hiszpański minister Borrel podkreślił, że nie zgadza się z propozycją prezydenta Trumpa, ale przyznaje, że konieczne jest znalezienie innego rozwiązania problemu migracji. Tylko w sierpniu, według agencji Frontex, na wybrzeża półwyspu iberyjskiego przybyło 6500 migrantów.

 

W efekcie Hiszpania stała się głównym celem podróży dla tak zwanych "uchodźców". Mur, nawet gdyby był skuteczny, najpewniej i tak nie pomoże, a zanim zostałby skończony, cała populacja Afryki będzie już u nas w Europie.

 

 




Facebook i Twitter na celowniku Komisji Europejskiej

Komisja Europejska poinformowała, że Facebook i Twitter mogą spodziewać się sankcji, jeśli do końca roku ich regulaminy nie będą zgodne z europejskimi przepisami dotyczącymi praw konsumenta. Podstawowym zarzutem wobec platform internetowych jest niedostateczna troska o prywatność użytkowników.

Komisja Europejska ogłosiła, że pomimo iż siedem miesięcy temu poproszono Facebooka i Twittera o dostosowanie swoich warunków użytkowania do obowiązujacych unijnych przepisów, to w dalszym ciągu wszystkie problemy nie zostały rozwiązane. Komisja zarzuca firmom brak odpowiedzialności i niedostateczne informowanie użytkowników o przysługującym im prawom. 

Facebook broni się przed oskarżeniami, przekonując, że odpowiednie zmiany zostały już wprowadzone i regulamin jest już całkowicie przejrzysty dla wszystkich mieszkańców Europy. Inne zdanie ma jednak Vera Jourova, unijna komisarz ds. sprawiedliwości, która zapowiedziała, że Komisja nie będzie czekać w nieskończoność i w nabliższym czasie posypią się kary, jeśli progres nie będzie zauważalny.

Dla porównania Jourova podała przykład popularnego serwisu Airbnb, który wprowadził niezbędne zmiany w ciągu trzech miesięcy od momentu otrzymania unijnych dyrektyw. Zmiany w Airbnb obejmują informowanie o całkowitej cenie rezerwacji pokoju wraz z dodatkowymi i ukrytymi opłatami, dzięki czemu nie będzie już dochodziło do potencjalnego naciągania klientów.

 

 




Podczas gdy mieszkańcy Wenezueli nie mają co jeść, prezydent Nicolas Maduro stołuje się w drogiej restauracji

Kryzys nie opuszcza Wenezueli. Nowe plany rządu miały przynieść ulgę społeczeństwu i poprawić sytuację gospodarczą państwa. Już w bardzo krótkim czasie okazało się, że lepiej już nie będzie i może być tylko gorzej. Jakby tego było mało, prezydent Nicolas Maduro rozwścieczył głodujących Wenezuelczyków wizytą w ekskluzywnej restauracji.

 

Mimo przyjętej w zeszłym miesiącu reformie walutowej, sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Nowa waluta, którą powiązano z kryptowalutą Petro, szybko traci na wartości. Natomiast drastyczna podwyżka płacy minimalnej o niemal 3500% wyrządziła poważne szkody – przedsiębiorcy zaczęli zwalniać pracowników, których nie są w stanie utrzymać. Wyższa płaca minimalna zresztą nie poprawia sytuacji zatrudnionych, ponieważ w kraju brakuje pieniędzy. Z bankomatów w ciągu jednej doby można wybrać jedynie przysłowiowe grosze.

 

Nie pomogła podwyżka podatków oraz zwiększenie cen paliwa dla „bogaczy”. Sklepy dotychczas zmagały się z kwestią dostosowania do nowej waluty i poważnymi niedoborami podstawowych produktów, takich jak żywność, ale teraz pojawił się nowy problem – rząd zdelegalizował inflację. Sprzedawcom nie wolno podnosić cen swoich produktów pod groźbą więzienia, dlatego wielu zbankrutowało. „Rewolucyjny” pomysł złodziejskiego rządu sprawił, że niemal 40% sklepów zostało zamkniętych. Ktoś by pomyślał – po co Wenezueli sklepy, skoro i tak świecą pustkami?

Wenezuela stała się państwem pełnym absurdów. Rząd swoimi decyzjami sprawił, że wszyscy stali się multimilionerami, ale haczyk jest taki, że ich majątek nie posiada praktycznie żadnej realnej wartości. Tamtejsza władza ustawowo chce zlikwidować hiperinflację i biedę, dlatego coraz więcej zabiera „bogaczom” i rozdaje biednym. Będzie to trwało tak długo, aż socjaliści ogłoszą sukces – nie będzie już podziału na biednych i bogatych. Wszyscy będą mieć po równo, czyli gó*no.

 

A co w tym czasie robi szef państwa? Po wizycie w Pekinie, Nicolas Maduro poleciał do Stambułu, gdzie zatrzymał się w jednej z najdroższych restauracji świata, prowadzonej przez znanego kucharza o ksywie „Salt Bae”.

 




Czy Wielkiej Brytanii może grozić tsunami? Według ekspertów ryzyko jest o wiele większe niż dotychczas sądzono

Najnowsze badania ujawniły, że ostatnie tsunami, które uderzyło w Wielką Brytanię, mogło wydarzyć się stosunkowo niedawno. Oznacza to, że pojawianie się gigantycznych fal w tym regionie świata może być o wiele powszechniejsze niż dotychczas sądzono.

Do tej pory uważano, że ostatnie wielkie tsunami, które spustoszyło wybrzeże Wysp Brytyjskich, uderzyło 10 tys. lat temu. Nastąpiło wtedy ogromne podwodne osunięcie ziemi – znane jako Storegga. Spowodowało to utworzenie się potężnej fali w stronę Szetlandów, a także części Szkocji, Norwegii i Grenlandii.

Biorąc pod uwagę, jak dawno temu miało miejsce ostatnie tsunami, naukowcy od dawna odrzucali możliwość wystąpienia tej katastrofy współcześnie. Jednak obecnie znaleziono nowe dowody sugerujące, że zjawisko to mogło występować o wiele częściej.

 

Sue Dawson z University of Dundee powiedziała: „Znaleźliśmy piasek na wysokości 13 metrów nad poziomem morza, który liczy odpowiednio 5000 i 1500 lat w wielu miejscach na Szetlandach. Skały te wykazują podobne właściwości do tych z osuwisk Storeggi i dlatego można je powiązać z tsunami.”

Odkrycie wskazuje, że tsunami mogą pojawiać się w regionie Wielkiej Brytanii znacznie częściej niż dotychczas sądzono. Jeśli ostatnie tsunami nastąpiło około 1500 lat temu, kolejne stanowi realne zagrożenie i może pojawić się w stosunkowo niedługim czasie.

 

 




Stworzono nowatorskie roboty-meduzy, które będą badać rafy koralowe

Grupa meduz-robotów została zaprojektowana do monitorowania delikatnych ekosystemów, w tym raf koralowych. Podwodne drony stworzyli inżynierowie z Florida Atlantic University. Roboty poruszają się dzięki pierścieniom imitującym macki.

Według prof. Erika Engeberga z Florida Atlantic University projekt ma być przyjazny dla środowiska dzięki minimalnej ingerencji technologii. „Używane dotychczas niewielkie łodzie podwodne używają śmigieł do poruszania się, a to może uszkadzać delikatną rafę koralową. Nowatorskie mini-roboty mogą temu zapobiec dzięki swojej niekonwencjonalnej budowie.”

Roboty używają ośmiu silikonowych gumowych macek napędzanych pompami hydraulicznymi do poruszania się. Woda wpływa do macek, napełniając je, po czym zostaje wypompowana. Tworzy to pulsacyjny ruch przypominający sposób, w jaki poruszają się meduzy.

 

Zdaniem prof. Johna Turnera, biologa morskiego z Uniwersytetu w Bangor, oparcie projektu robota na prawdziwym organizmie jest strzałem w dziesiątkę. Pulsacyjny ruch robotów może przysparzać nieco kłopotów przy nagrywaniu wideo lub dźwięki, jednak sprawdzi się doskonale do obserwacji raf koralowych z bliska.

 

Problemem okazało się podobieństwo robotów do morskich stworzeń. Zdaniem naukowców, drony mogą zostać połknięte przez większe stworzenia takie jak żółwie czy ssaki morskie. Obecnie projektanci pracują nad dodaniem sygnału dźwiękowego, który odstraszałby potencjalne drapieżniki.

 

 




W Arkansas pojawił się dziwny płonący krater

W poniedziałek rano, niedaleko autostrady w Arkansas zaobserwowano płonący krater, z którego strzelały płomienie. Ogień unosił się na wysokość prawie trzech metrów przez około 40 minut. Obecnie władze regionu próbują dowiedzieć się czym była ta anomalia.

Najbardziej prawdopodobne teorie dotyczące tego zjawiska to upadek meteorytu, uderzenie pioruna lub podziemny wybuch. Na całym świecie znane są płonące kratery, które osiągają o wiele większe rozmiary niż ten, który pojawił się w Arkansas.

 

Kilku geologów twierdziło, że nie wierzą, aby było to spowodowane przez meteoryt lub uderzenie pioruna. Jeden z naukowców powiedział: „Nie mogę wymyślić żadnego zjawiska geologicznego, które mogłoby być za to odpowiedzialne. Z pewnością nie w tej okolicy. Nie ma tutaj żadnych złóż gazu ziemnego, ropy naftowej lub innych paliw kopalnych, które mogłyby wytworzyć tego typu krater.”

 

Aby wyjaśnić przyczynę powstania krateru, prawdopodobnie konieczne będzie rozpoczęcie wykopalisk w miejscu zdarzenia. Płonący otwór może być jedynie zapowiedzią poważniejszych zmian geologicznych w regionie.

 

 




Cyfrowa dyktatura w Chinach. Miliony ludzi ma zbyt mało punktów, aby móc prowadzić normalne życie

„Wielki Czerwony Brat” już działa. Chiny bardzo aktywnie wprowadzają system oceniania życia obywateli, któremu towarzyszy totalna inwigilacja. Najbardziej przerażający jest fakt, że niewielka grupka ludzi, która rządzi krajem, będzie mogła przyglądać się, dogłębnie analizować każde zachowanie każdej jednostki i nakładać kary według uznania. Pomoże jej w tym sztuczna inteligencja oraz sieć kamer, rozmieszczonych po całym kraju.

 

Social Credit System będzie w pełni funkcjonalny najpóźniej w 2020 roku. To oznacza, że ponad 1,4 miliarda mieszkańców Chin znajdzie się pod stałym nadzorem. Kilkaset milionów kamer z systemem rozpoznawania twarzy, niczym w tragikomedii: „Truman Show”, będzie spoglądać na każdy aspekt życia każdego obywatela. Co więcej, każdy mieszkaniec będzie posiadał specjalne konto, na którym będzie mógł zbierać „punkty życiowe” i równie dobrze będzie mógł je stracić.

 

Social Credit System nie obejmuje jeszcze całego kraju, ale już działa i analizuje zachowania części społeczeństwa. Za każde „dobre” zachowania przyznaje punkty, a za „złe” odbiera je. Przykładowo gdybyśmy zbyt często chodzili do sklepu po alkohol, obijali się w pracy, osiągali słabe wyniki w nauce, przeglądali w internecie „niestosowne materiały” lub nie spłacali długów, system zacząłby zabierać nam punkty, ale równie dobrze moglibyśmy zostać ukarani za niewłaściwe zachowania kogoś z najbliższego otoczenia.

 

Gdyby nasz znajomy zaczął publicznie krytykować partię rządzącą, system odebrałby punkty jemu i nam. My możemy wyjść z tej sytuacji z twarzą, jeśli zerwiemy z nim kontakt. W przeciwnym wypadku, mówiąc wprost, stoczymy się na dno, choć nie z naszej winy.

Ogólnokrajowy projekt totalnej inwigilacji już ukarał miliony ludzi za różne „złe zachowania”, np. zakazując podróżowania szybkimi kolejami czy samolotami pasażerskimi. Im mniej punktów na koncie, tym trudniej jest zdobyć pracę i otrzymać pożyczkę, a rząd może ograniczyć lub nawet zablokować dostęp do internetu. W najgorszym przypadku może dojść do całkowitej izolacji danej osoby, która w takiej sytuacji straci dosłownie wszystko – nawet rodzinę, przyjaciół i znajomych. Jednak z drugiej strony, ci najbardziej „praworządni” obywatele mogą cieszyć się różnymi udogodnieniami, np. dobrze płatną pracą, lepszymi ofertami pożyczek oraz lepszym traktowaniem na lotniskach i w hotelach, a ich potomstwo może edukować się w najlepszych uczelniach w kraju.

 

Nawet w tak „sprawiedliwym” projekcie, jakim jest Social Credit System, pojawiają się absurdy. System promuje bowiem szczerość i uczciwość, ale karze, jeśli ktoś ujawni nieuczciwość w kręgach rządowych. Dziennikarz Liu Hu za ujawnienie korupcji musiał zapłacić karę finansową i stracił „punkty życiowe”. System postrzega go jako obywatela gorszej kategorii, dlatego otrzymał zakaz korzystania z komunikacji kolejowej i lotniczej, zawieszono jego konta na serwisach społecznościowych i uniemożliwiono mu ubieganie się o pracę na stanowiskach rządowych. W chwili obecnej, Liu Hu nie może znaleźć zatrudnienia w jakimkolwiek zawodzie.

 

Chiny wkraczają właśnie w erę cyfrowej dyktatury. Rząd będzie się wspomagał sztuczną inteligencją, aby monitorować życie każdego obywatela Chin i niszczyć nieposłuszne jednostki. Gdy Social Credit System stanie się w pełni funkcjonalny, społeczeństwo będzie mogło zapomnieć o wolności. Jedynym rozwiązaniem będzie już tylko ucieczka z kraju.

 




W Polsce rozpocznie się budowa toru testowego Hyperloop

W kolejnych latach, Polska będzie mogła dołączyć do grona państw, które rozwijają u siebie technologię Hyperloop. Jest to superszybka kolej, z pomocą której będziemy mogli podróżować w odległe regiony Polski i Europy szybciej niż samolotem pasażerskim. Pierwszy odcinek toru testowego dla Hyperloop powstanie w Łodzi.

 

Hyperloop to bardzo interesująca alternatywa dla szybkich kolei i komunikacji lotniczej. Jest to kolej magnetyczna, osiągająca prędkość zbliżoną do prędkości dźwięku, czyli około 1100 km/h. Dzięki niej moglibyśmy pokonać trasę Warszawa-Paryż w ciągu 90 minut. Wyobraźmy sobie również, że mieszkańcy Górnego Śląska mogliby dotrzeć nad Morze Bałtyckie w zaledwie 30 minut.

Źródło: Hyper Poland

Rozwojem tej futurystycznej formy transportu w naszym kraju zajmuje się polska spółka Hyper Poland, która chce wybudować w Łodzi na przełomie 2019 i 2020 roku tor testowy o długości 500 metrów. W tym celu, Hyper Poland uruchomi zbiórkę pieniędzy na brytyjskiej platformie crowdfundingu udziałowego Seedrs.

 

Projekt zakłada stopniowe wprowadzanie technologii Hyperloop i uwzględnia trzy etapy. Pierwszy zakłada modernizację istniejących odcinków kolejowych bez wykorzystania próżni, a pociąg będzie mógł osiągać prędkość do 300 km/h. Drugi etap to budowa kolei próżniowych, które pozwolą na transport towarów z prędością do 600 km/h. Ostatni trzeci etap zakłada udostępnienie superszybkiej kolejki do transportu ludzi.

 

Zespół pracujący nad polskim Hyperloopem zyskał już poparcie licznych firm z całego świata. Co ważne, prace polskiego zespołu są wspierane przez rząd. Istnieje zatem duża szansa, że nowa forma transportu, prędzej czy później, zawita również do Polski.