Sierpień 2018

Naukowcy ostrzegają! W ciągu kolejnych 5 lat czeka nas znaczne ocieplenie klimatu

Zgodnie z nowymi badaniami opublikowanymi w Nature Communications, wysokie temperatury mogą nie opuszczać nas przez następne pięć lat. Upały mają stać się częścią codziennego życia na całym świecie, co może zwiększać prawdopodobieństwo tropikalnych burz.

Antropogeniczne zmiany klimatyczne z pewnością przyczyniają się do globalnego ocieplenia, jednak nie jest to jedyna przyczyna. Naukowcy z Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS) opracowali nową metodę przewidywania globalnej temperatury poprzez śledzenie anomalii pogodowych wraz ze zmianami klimatycznymi powodowanymi przez człowieka.

 

Nowy program nosi nazwę PROCAST i uwzględnia wszystkie dostępne czynniki, aby pomóc dokładnie przewidzieć zmiany temperatury w przyszłości. W nowej metodzie wykorzystano metodę statystyczną znaną jako CMIP5, która gromadzi dane od 1880 do 2016 roku i pozwala na stworzenie dokładnego modelu.

Obecnie oczekuje się, że temperatura będzie wzrastać przez następne pięć lat, a może nawet dłużej. W nadchodzącym roku prawdopodobne jest, że ocieplenie nie tylko wzrośnie, ale zmniejszą się także mrozy, a zima będzie łagodniejsza.

 

PROCAST prognozuje jedynie średnie średnie temperatury, jednak naukowcy mają nadzieję szybko uda się rozszerzyć prognozy na opady deszczu, susze lub intensywną aktywność huraganów. Prócz tego twórcy mają nadzieję wprowadzić aplikację na telefon wykorzystującą PROCAST.

 

 

 




Zamach samobójczy w stolicy Afganistanu. Jest wiele ofiar śmiertelnych

Islamiści zorganizowali krwawy zamach w Afganistanie. Dziś w okolicach godziny 16:00 czasu lokalnego, samobójca wysadził się w powietrze w stolicy przed centrum edukacyjnym. Eksplozja wyrządziła poważne zniszczenia i przyczyniła się do śmierci wielu ludzi.

 

Do zamachu doszło w zachodniej części Kabulu – w dzielnicy, która jest w większości zamieszkiwana przez szyitów. Według najnowszych szacunków Ministerstwa Zdrowia, co najmniej 48 osób zginęło, a 67 zostało rannych. Za najnowszym atakiem najprawdopodobniej stoi sunnickie Państwo Islamskie, które w przeszłości przeprowadzało już podobne uderzenia, wymierzone w szyitów.

W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o licznych atakach ze strony Talibów, którzy w ostatnich dniach regularnie zabijają afgańskich żołnierzy i cywilów praktycznie w całym kraju. Często mówi się o możliwej cichej współpracy między Talibami i ISIS.

W mieście Ghazni, które znajduje się około 130 km na południowy zachód od Kabulu, od kilku dni trwały zacięte walki. Zmasowany atak Talibów pozwolił im zająć niektóre dzielnice. Mimo pomocy udzielanej przez NATO i Stany Zjednoczone, wojska afgańskie mają spore problemy z odzyskaniem utraconych terenów. Ogólnie rzecz ujmując, sytuacja w Afganistanie jest coraz bardziej niepokojąca.

 




Władze Australii zmuszają pielęgniarki, aby przepraszały rdzenną ludność za to, że są białe

Rząd w Australii ewidentnie cierpi na tzw. poprawność polityczną. Choroba ta objawia się urojeniami, którymi próbuje się zarazić zdrowe społeczeństwo. Zainfekowane osoby przestają myśleć racjonalnie i szukają rozwiązań dla wymyślonych problemów, które wśród zdrowych ludzi po prostu nie istnieją.

 

W zeszłym roku, rządowa Rada Pielęgniarek i Położnych wymyśliła, że pielęgniarki i położne powinny być określane nie jako kobiety, lecz jako „osoby”. W ten sposób próbowano dostosować przepisy do zmiennopłciowców. Jednak w wyniku sprzeciwu ze strony położnych, nowy kodeks postępowania i tak został przyjęty, lecz uwzględnił tylko pielęgniarki.

 

Teraz absurdy poprawności politycznej wchodzą na nowy, jeszcze wyższy poziom. Ta sama Rada Pielęgniarek i Położnych bez zapowiedzi przyjęła w marcu bieżącego roku nowy kodeks, który nakazuje pielęgniarkom i położnym, aby uznały biały przywilej i przepraszały rdzennych mieszkańców Australii i wysp w Cieśninie Torresa za to, że są białe. Dopiero potem mogą przystąpić do swoich obowiązków zawodowych.

 

W nowym kodeksie postępowania wyjaśniono, że przepraszanie za bycie białym jest troską o „bezpieczeństwo kulturowe” i elementem zwalczania rasizmu. Pielęgniarki i położne podjęły walkę i domagają się zmiany w kodeksie, lecz jak dotąd bezskutecznie.

Przepraszanie rdzenną ludność za bycie białym, za biały przywilej oraz za historię, co od kilku miesięcy jest obowiązkiem wszystkich pielęgniarek i położnych w Australii, jest skrajnym debilizmem. Przyjęty kodeks postępowania przede wszystkim wymusza na białych Australijczykach przestrzeganie poniżających zachowań i sugeruje, że wszyscy biali bez wyjątków są rasistami.

 

Ponadto, przepisy w żaden sposób nie rozwiązują błędów przeszłości. Faktem jest, że w dawnych latach, Aborygeni byli postrzegani jako półludzie, a europejscy osadnicy, w zgodzie z prawem, mogli do nich strzelać, urządzać sobie polowania i okradać ich z własności. Warto więc zadać pytanie – dlaczego pielęgniarki i położne mają dziś przepraszać za coś, co nie jest ich winą? A może to przedstawiciele rządu powinni przepraszać za dokonania swoich poprzedników?

 

Jest to kolejny przypadek, w którym antyrasiści rzekomo chcą dobrze, a wyszło tak jak zwykle, czyli źle. Obecnie na świecie panuje moda na poniżanie i oskarżanie o wszelkie zło białych ludzi. Chcąc nie chcąc, antyrasiści piętnujący białych są największymi rasistami.

 




Wiceprezydent USA ogłosił plan utworzenia wojskowej jednostki kosmicznej

Wiceprezydent USA, Mike Pence, ogłosił plany utworzenia nowego oddziału służby wojskowej – American Space Force. Kosmiczna jednostka wojenna ma powstać do 2020 roku.

Pence powiedział, że utworzenie American Space Force jest konieczne, aby zapewnić dominację Ameryki w kosmosie w obliczu zagrożenia ze strony Chin i Rosji. Wiceprezydent dodał, że obecnie przestrzeń kosmiczna staje się zatłoczona, co rodzi pewne konflikty. Stąd pomysł stworzenia specjalnej jednostki.

 

Amerykański sekretarz obrony Jim Mattis poparł plany reorganizacji wojsk kosmicznych i stworzenia nowego dowództwa, mimo że wcześniej sprzeciwiał się planowi, ponieważ niósł za sobą duże koszta.

Mike Pence powiedział w oświadczeniu: „Nadszedł czas, aby napisać kolejny wielki rozdział w historii naszych sił zbrojnych, aby przygotować się na kolejne pole bitwy, na którym najlepsi i najodważniejsi Amerykanie wezwani będą do odstraszania i pokonywania nowej generacji zagrożeń dla naszego narodu. Nadszedł czas, aby ustanowić siły kosmiczne Stanów Zjednoczonych.”

 

Amerykańskie agencje wywiadowcze doniosły na początku tego roku, że Rosja i Chiny wprowadzają „destrukcyjną” broń anty-satelitarną, która mogłaby zostać użyta podczas kolejnej wojny. Pojawiają się też rosnące obawy o ataki cybernetyczne, które mogą wiązać się z technologią satelitarną i pozostawić żołnierzy w walce bez możliwości komunikacji i nawigacji.

Wiceprezydent podkreślił, że administracja amerykańska będzie współpracować z kongresem w sprawie planu i nakreśli budżet w przyszłym roku. Nowa gałąź wojska wymagałaby warstw biurokracji, pracowników wojskowych i cywilnych, mundurów, wyposażenia itp.

 

 




Chińscy naukowcy stworzyli sztuczne drewno, które nie pali się w ogniu

Drewno jest bez wątpienia dobrym materiałem budowlanym i dekoracyjnym, ale jego zastosowanie jest związane z wagą nie najprzyjemniejszych chwil począwszy od kosztów i szkód dla środowiska naturalnego z powodu masowego wycinania lasów, a kończąc na wysokim stopniu zagrożenia pożarowego. Jednak grupa chińskich naukowców stworzyła materiał, który rozwiązuje wszystkie powyższe problemy naraz.

 

„Syntetyczne” rowki od zewnątrz i na poziomie mikroskopowym przypominają włókna naturalne drewno. Materiał posiada podobne właściwości, tj. wytrzymałość, zdolność do zatrzymywania ciepła i tak dalej, a dodatkowo jest odporny na działanie wysokich temperatur i kwasu. Według publikacji Science Advances, innowacyjny produkt stworzono w Krajowym Laboratorium Nauk Fizycznych Hefei. Głównym jego składnikiem jest syntetyczny polimer, który krystalizuje na matrycy polimerowej, wiążąc się z innymi komponentami, tworząc strukturę podobną do drewna.

 

Eksperci stosowali żywice rezolowe i melaminowo-formaldehydowe, a także mieszaninę substancji aromatycznych, z których 30% stanowią drewno twarde i iglaste. W takim przypadku wymiana elementów pomocniczych może również zmienić kolor i inne właściwości gotowego materiału. Aby stworzyć drzewo „syntetyczne", naukowcy umieścili wyżej wymienione żywice w roztworze wodnym, chitozanie i kwasie octowym.

 

Następnie wszystko przeniesiono do miedzianego pojemnika z ciekłym azotem, co pozwoliło substancjom na zbudowanie matrycy wydłużonych kanałów. Następnie suszono próżniowo i pozostawiono do zestalenia w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Otrzymany materiał wykazywał odporność na ogień, kwasy korozyjne, a także na ściskanie 45 MPa. Ponadto działanie wody nie niszczy struktury nowego materiału, ale tylko nieznacznie obniża jego właściwości mechaniczne.

 

 




Oto Ibuki – niezwykły robot o wyglądzie małego chłopca

Znany japoński konstruktor robotów – Hiroshi Ishiguro opracował humanoidalnego robota o nazwie Ibuki. Robot został wykonany z niezwykłą starannością, a co za tym idzie – przypomina prawdziwego chłopca.

Hiroshi Ishiguro jest znanym japońskim inżynierem robotyki, zajmującym się tworzeniem humanoidalnych robotów. Opracował on robotyczną kopię samego siebie, a także uczestniczył w stworzeniu robota, który naśladuje zmarłego w ubiegłym wieku wybitnego japońskiego pisarza.

 

W swoim najnowszym projekcie Ishiguro stworzył robota, który do złudzenia przypomina 10-letniego chłopca. Robot otrzymał imię Ibuki.

Cyborg posiada twarz i dłonie, pokryte imitacją skóry stworzoną z elastycznego materiału i porusza się na kolistej platformie. Robot może mrugać, a także nieznacznie poruszać głową i oczami, co nadaje niezwykłego realizmu mimice.

 

Ibuki to kolejny niezwykle realistyczny robot stworzony w ostatnim czasie. Inżynieria coraz bardziej skłania się ku jak najlepszemu odwzorowaniu rzeczywistości, co coraz mocniej kształtuje przyszłość robotyki.

 

 




Superwulkan Long Valley może być równie niebezpieczny jak Yellowstone

Nowe badania sugerują, że kalifornijski superwulkan, który wybuchł setki tysięcy lat temu, posiada ogromny zbiornik mogący pomieścić oszałamiającą ilość biliona hektolitrów magmy. Ilość magmy w Long Valley – kalderze superwulkanu jest tak duża, że ​​mogłaby wywołać erupcję podobną do tej, która miała miejsce 767 000 lat temu.

Kaldera Long Valley jest jedną z największych na świecie kalder i mierzy ponad 30 kilometrów długości, niemal 20 kilometrów szerokości, a jej głębokość wynosi 910 m. Po czterech silnych trzęsieniach ziemi, które wstrząsnęły obszarem Long Valley w 1980 roku, naukowcy z USGS wykryli również dowody na odnowienie się aktywności wulkanicznej w tym regionie. Odkryto również, że centralna część kaldery zaczęła się podnosić.

Geolodzy odkryli, że po gigantycznej erupcji 760 000 lat temu, klastry mniejszych erupcji wulkanicznych pojawiły się w kalderze w około 200 000-letnich odstępach czasu. Około 100 000 lat temu, ostatnie z tych erupcji utworzyły „Mammoth Knolls”, niskie wzgórza na północ od miasta Mammoth Lakes.

„Mammoth Mountain” to młody wulkan znajdujący się na obrzeżach kaldery Long Valley. Został on stworzony przez serię erupcji, które miały miejsce między 220 000 a 50 000 lat temu. Oprócz tego, na południe od „Mammoth Mountain” znajduje się łańcuch kraterów, które często wybuchały w ciągu ostatnich 40 000 lat.

Ostatnia, niewielka erupcja miała miejsce około 250 lat temu na wyspie Paoha w Mono Lake. Oprócz tego mniej więcej 600 lat temu miał miejsce łańcuch niewielkich erupcji w całym paśmie wulkanicznym.

 

Duża erupcja w ciągu następnych 100 lat jest wyjątkowo mało prawdopodobna, jednak istnieje ponad 50 procent szans na poważną erupcję w ciągu następnych kilkuset tysięcy lat. Jak podkreślają naukowcy – obecnie nie ma żadnych podstaw do paniki.

 

 




Rak politycznej poprawności niszczy kulturę. Nadchodzi czarnoskóry James Bond

Pod koniec 2019 roku w kinach pojawi się kolejna część przygód najsłynniejszego agenta na świecie. W rolę Jamesa Bonda po raz piąty wcieli się Daniel Craig, lecz prawdopodobnie będzie to jego pożegnanie z serią. Media szeroko rozpisują się na temat potencjalnego nowego agenta 007 i nie wykluczają, że może dojść do historycznej zmiany.

Sean Connery, George Lazenby, Roger Moore, Timothy Dalton, Pierce Brosnan, Daniel Craig – co łączy te nazwiska? Każdy fan kinematografii bez trudu odpowie, że wyżej wymienieni wcielali się w postać Jamesa Bonda na przestrzeni ostatnich sześciu dekad. Niektórzy pojawili się na ekranach tylko raz (jak Lazenby), inni zaś dostąpili tego zaszczytu aż siedmiokrotnie (Roger Moore). Nie ulega jednak wątpliwości, że wszyscy z nich zapewnili sobie wieczną sławę i najprawdopodobniej ich nazwiska pozostaną w pamięci widzów jeszcze przez długie lata. 

 

Pomimo niewątpliwego prestiżu, z jakim wiąże się możliwość zagrania w filmie o najsłynniejszym agencie świata, aktorzy wcielający się w Jamesa Bonda często przyznawali, że po pewnym czasie pojawiają się problemy. Daniel Craig otwarcie przyznał, że nie podoba mu się utożsamianie go tylko i wyłącznie z postacią brytyjskiego szpiega, marginalizując tym samym jego role w innych (jego zdaniem równie dobrych) filmach. Aktor powinien jednak pogodzić się z faktem, że już nigdy nie odklei się od niego łatka agenta 007, a reakcje widzów na jego występy w innych produkcjach zawsze będą mniej więcej takie: "W tym filmie gra Bond!".

Daniel Craig (źródło: Pixabay)

Już zakończenie filmu Spectre z 2015 roku sugerowało nam, że Craig porzuci rolę agenta, ale ostatecznie producentom po usilnych staraniach udało się namówić aktora na jeszcze jedną część. Wydaje się jednak, że jest to jedynie opóźnianie nieuchronnego i już niebawem wytwórnia będzie zmuszona poszukać nowej twarzy dla Jamesa Bonda.

 

Media z całego świata sugerują, że seria skorzystałaby na odświeżeniu nieco wyblakłej (również w znaczeniu dosłownym) formuły. Niezwykle popularna w sieci jest kandydatura czarnoskórego aktora, Idrisa Elby. Kilka dni temu Daily Star poinformował nawet, że Elba osiągnął już z porozumienie z reżyserem nowych przygód agenta 007. Informacje te zostały jednak szybko zdementowane przez rzecznika, który oświadczył, że żadne wiążące decyzje nie zostały jeszcze podjęte.

Idris Elba (źródło: Jeff Spicer/Getty Images)

Środowisko podzieliło się na zwolenników i przeciwników Elby jako nowego Jamesa Bonda. Entuzjaści talentu aktora zwracają uwagę na jego doskonały warsztat i nienaganną urodę, dzięki czemu wielokrotnie znajdował się wysoko w rankingach na najprzystoniejszych ludzi ze świata kina.

 

Z kolei sceptycy podkreślają, że pomimo iż nie są w żadnym wypadku rasistami, zwyczajnie nie wyobrażają sobie takiego oblicza brytyjskiego szpiega i na pewno nie ustawiliby się w kolejce po bilety na seans. Sam Elba już w 2016 roku został zapytany o ewentualny angaż w serii o agencie 007. Wówczas aktor odpowiedział: "Bieganie dookoła za kobietami, pościgi samochodowe, picie Martini, kto by tego chciał w moim wieku? To brzmi okropnie". Jego wypowiedź należy oczywiście traktować z przymrużeniem oka, jako że Elba jest młodszy od Daniela Craiga o 4 lata...

 

Dwa dni temu aktor, znany m.in. z roli w serialu Luther, ponownie podgrzał atmosferę, publikując w sieci interesującego tweeta:

Szybko jednak okazało się, że Elba zażartował sobie z internautów, podkreślając, by nie wierzyli zbytnio w plotki udostępniane przez media. Warto wspomnieć, że w sieci pojawiają się również jeszcze bardziej zaskakujące teorie, wedle których nowy Bond mógłby być homoseksualistą lub... kobietą. Czyżby Krystyna Bonda?

 

Na chwilę obecną mimo wszystko trudno uwierzyć w tak radykalne zmiany w scenariuszu, ale niczego nie można całkowicie wykluczyć. Producenci przy wyborze nowej twarzy powinni jednak pamiętać, by swoją decyzją nie sprawić, że James Bond wyprzedzi Johnny'ego Englisha w rankingu na najbardziej absurdalnego brytyjskiego szpiega. 

 

 




Od optymizmu do depresji – emocje inwestorów

Trader21

Psychologia jest jednym z kluczowych elementów inwestowania. Można popsuć nawet najlepszą inwestycję kierując się emocjami, a nie chłodną kalkulacją. Najczęściej dzieje się tak ponieważ z góry zakładamy, że aktywa, które zyskują od dłuższego czasu będą zyskiwać wiecznie.

Jesteśmy chciwi. Inwestujemy coraz więcej, zapożyczamy się pod inwestycje itp. W momencie, w którym dochodzi do spadku notowań (zazwyczaj znacznie gwałtowniejszego niż wzrosty) chciwość zastępuje strach. Sprzedajemy aktywa ze stratą byle tylko zapobiec wyczyszczeniu konta. Jeśli inwestowaliśmy na kredyt pozycje zamyka nam broker zakładając (zazwyczaj słusznie), że jesteśmy niewypłacalni.

Powyższy schemat oczywiście nie dotyczy nas wszystkich, ale większości. W długim, 20 letnim okresie (1998 – 2017) poszczególne klasy aktywów przyniosły średnioroczny zwrot w wysokości (dane z JP Morgan Asset Management):

- REIT’y 9,1%

- Złoto 7,8%

- S&P 7,2%

- Ropa naftowa 6,4%

- Obligacje skarbowe USA 5%

Jak na tym tle wypada przeciętny inwestor … zaledwie 2,6% średniorocznego zwrotu z inwestycji. Nieco więcej niż oficjalny wskaźnik inflacji CPI. Innymi słowy, gdyby ów przeciętny inwestor po zajęciu pozycji w dowolną z wymienionych klas aktywów nic więcej nie robił, wyszedł by na tym znacznie lepiej niż aktywnie inwestując.

Dlaczego tak się dzieje? Wszystkiemu winne są emocje, które wyłączają w naszych mózgach racjonalne myślenie, a promują pierwotne instynkty typu „walcz lub uciekaj”. Na poniższej grafice widzimy jak inwestorzy reagują w różnych etapach cyklu koniunkturalnego.

 


Źródło:mindfulsharetrader.com

 

Zawsze zaczyna się od optymizmu, który z biegiem czasu i wzrostem notowań przekształca się ekscytację i wreszcie w euforię. Pod koniec zeszłego roku z takim stanem mieliśmy do czynienia choćby w przypadku bitcoina. Czas gdy absolutna większość inwestorów jest pozytywnie nastawiona do rynku jest jednocześnie najgroźniejszy.

Gdy pojawiają się pierwsze spadki, wywołane np.: wzrostem stóp procentowych albo protekcjonizmem gospodarczym emocje inwestorów zaczynają zmieniać się o 180 stopni. Pojawia się niepokój, który szybko przemienia się w strach i desperację. To właśnie w tym okresie indeksy giełdowe tracą najmocniej.

Gdy już notowania spółek są na ekstremalnie niskich poziomach zdecydowana większość inwestorów jest w stanie graniczącym z depresją. Nikt nie kupuje akcji, wszyscy są zrażeni do giełdy i stanu gospodarki. W myśl sentencji „kupuj gdy krew się leje” to właśnie jest najlepszy okres by ponownie nabyć akcje wartościowych spółek.

Oczywiście optymizm w końcu wraca na giełdę, ale zazwyczaj dopiero po silnych wzrostach, gdy okazje inwestycyjne przeszły nam już koło nosa. Warto wyciągnąć wnioski z przebiegu cyklu koniunkturalnego i nie podążać ślepo za masami inwestorów.

Często dzieje się tak, że panika jest bardzo gwałtowna i to co przez długi okres czasu przynosiło zyski nagle staje się bezwartościowe. Przykładem, który w ekstremalnym stopniu to potwierdza są notowania ETF’u XIV. Wspomniany fundusz shortuje „indeks strachu” czyli VIX.

Przez ostatnie 3 lata notowania indeksu VIX praktycznie bez przerwy malały, ponieważ era dodruku i niemal zerowych stóp procentowych utrzymywała rynek akcji we względnym spokoju. Zmienność była minimalna.  Inwestujący w fundusz XIV założyli, że notowania funduszu mogą tylko rosnąć. W XIV inwestowano coraz więcej, również na kredyt. Wszystko zmieniło się w lutym 2018 gdy doszło do krótkotrwałego załamania notowań wszystkich głównych indeksów. VIX na fali paniki zyskał ponad 260% w przeciągu kilku dni.

 

 

Cena funduszu XIV spadła z 99$ do 7$ w zaledwie kilka godzin (!). W sieci pojawiły się historie zrozpaczonych ludzi , którzy stracili oszczędności całego swojego życia, a często również środki pożyczone od swoich znajomych, banków, brokerów itp.

 

Źródło: Zerohedge.com

 

Na powyższym wykresie uderza jednak nie skala spadków notowań, lecz fakt, że kilka dni wcześniej fundusz odnotował największy napływ kapitału w swojej historii. Podczas załamania XIV skupiał ponad 3,2 mld $. Ostatecznie jego notowania zawieszono.

Przykład XIV pokazuje, że nie powinniśmy podążać za tłumem. Gdy jesteśmy w tłoku jest spora szansa, że zostaniemy zadeptani gdy wybuchnie panika.

 

Podsumowanie

Giełda to bardzo specyficzne miejsce, w którym ludzie przestają myśleć racjonalnie. W normalnych warunkach gdy widzimy bardzo drogi produkt to zastanowimy się trzy razy zanim zdecydujemy się go kupić, chyba że jakość produktu uzasadnia taką cenę. Gdy coś jest tańsze lub na promocji najprawdopodobniej wyląduje w naszym koszyku. Na giełdzie ludzie zachowują się odwrotnie. Kupują drogie akcje, a pozbywają się tanich. Często nie zwracają szczególnej uwagi na jakość produktu i kupują akcje zadłużonych spółek, które generują straty. Stąd takie, a nie inne wyniki inwestycyjne.

Kupujmy akcje gdy są tanie, sprzedajmy je gdy są bardzo drogie. To takie proste, a mimo to rzadko komu udaje się tak właśnie postępować.

 

Zespół Independent Trader

www.IndependentTrader.pl




Tragedia w Genui. Zawalił się wiadukt na autostradzie, zginęło ponad 35 osób

We wtorek w godzinach południowych, we włoskiej Genui zawalił się fragment wiaduktu. Ekipy strażackie natychmiast wyruszyły na miejsce, aby pomóc ludziom, którzy utknęli pod gruzami. Według najnowszych szacunków, zginęło 35 osób. Jest również wielu rannych i zaginionych.

 

Wielki fragment mostu, który jest częścią autostrady A10, spadł między innymi na domy mieszkalne. Ratownicy przeszukują gruzowiska i wydobyli już pierwszych rannych. Jednak przed nimi jeszcze sporo pracy – kilkadziesiąt ton betonu spadło na domy, samochody i ludzi, natomiast w momencie katastrofy, na wiadukcie znajdowało się ponad 30 pojazdów.

W chwili obecnej nie wiadomo, co mogło być przyczyną tragedii. Wskazuje się na burze i ulewy, możliwy zły stan techniczny mostu oraz błędy konstrukcyjne. Z kolei świadkowie twierdzą, że w wiadukt trafił piorun.

Most zawalił się w godzinach szczytu, dlatego liczba ofiar śmiertelnych może być znacznie większa. Sporym wyzwaniem będzie szybkie dotarcie do ludzi, którzy utknęli pod gruzami mostu.