Lipiec 2018

Czy Donald Trump dogadał się w Helsinkach z Władimirem Putinem i co to oznacza dla Polski?

Dzisiaj w stolicy Finlandii, Helsinkach, odbędzie się spotkanie prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina i prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Wszyscy analitycy zastanawiają się jakie mogą być tego konsekwencje.

 

Takie spotkania nie są zresztą wcale częste. W sumie amerykańscy prezydenci spotykali się z rosyjskimi lub radzieckimi przywódcami zaledwie czterokrotnie. Ostatni raz miało to miejsce w 1990 roku. Głównie dlatego komentatorzy i analitycy uważają szczyt w Helsinkach za historyczny. 

 

Spotkanie rozpoczęło się z 20 minutowym opóźnieniem. Donald Trump musiał poczekać na Władimira Putina. W świecie dyplomacji takie zachowanie ma znaczenie. Najwięcej Putin kazał na siebie czekać Kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, która czekała na audiencję aż 4 godziny. Za to na spotkanie z królową brytyjską Putin spóźnił się tylko 14 minut. 

Po trwających niemal 3 godziny rozmowach obaj prezydenci zjawili się na konferencji prasowej, podczas której pozwolono na zadawanie pytań dziennikarzy. Zarówno Trump jak i Putin w wielu ogólnikach opowiadali o tym, że dyskutowano "światowe bezpieczeństwo i kwestie gospodarcze". 

 

Donald Trump oświadczył, że jeszcze 4 godziny wcześniej, relacje między USA i Rosją, były najgorsze w historii, ale wszystko się zmieniło dzięki spotkaniu w Helsinkach. Trump stwierdził, że świat chce aby Rosja i Stany Zjednoczone się dogadały, bo oba te kraje posiadają 90 procent arsenału światowej broni jądrowej. 

Najciekawsza część konferencji rozpoczęła się wraz z pytaniami od dziennikarzy. Do ściany przyciskano szczególnie Donalda Trumpa, który został zaatakowany przez rosyjskich dziennikarzy w związku z jego ostatnią wypowiedzią, gdy pytał Niemców dlaczego chcą, aby USA ich broniły przed Rosją, mimo, że nie płacą na swoją armię obiecanych 2 proc. PKB, a na dodatek gaz kupują właśnie w Rosji. 

 

Trump wyjaśnił, że to kwestia gospodarcza, bo USA konkuruje z Rosją na rynku paliw kopalnych i dlatego ma prawo oczekiwać od swoich sojuszników nieco lojalności. W ten sam sposób Trump wyjaśnił swoje słowa o Unii Europejskiej, którą nazwał wrogiem. Nie wygląda to dobrze, gdy po takim stwierdzeniu amerykański przywódca spotyka się z Władimirem Putinem. 

 

Amerykańscy dziennikarze zaatakowali prezydenta Trumpa pytaniami o wpływanie Rosji na wyniki wyborów prezydenckich w USA. Trump, wyraźnie zdenerwowany, nazwał to absurdem. To samo stwierdził Putin, ale trudno było spodziewać się jakiegoś innego oświadczenia z jego strony, 

Zarówno Trump jak i Putin zgodzili się co do tego, że koniecznie trzeba zapewnić przetrwanie Izraelowi. Donald Trump podziękował Władimirowi Putinowi za wsparcie jakie udziela Izraelowi. Co ciekawe zupełnie nie wspomniano o kwestii ukraińskiej. Nie było mowy o Krymie, ani wojnie ukraińskiej. 

 

Może to świadczyć o końcu poparcia USA dla Ukrainy, tradycyjnie wspieranej przez Niemcy. Prawdopodobnie dlatego nasz warszawski kolonialny rząd zaostrzył politykę zagraniczną względem wschodniego sąsiada, przypominając sobie nagle o Rzezi Wołyńskiej i obecnej gloryfikacji ukraińskich nacjonalistów, którzy wraz z miejscowymi rodakami wymordowali ponad 100 tysięcy Polaków zamieszkujących Kresy Rzeczypospolitej.

 

Wygląda na to, że Trump montuje koalicję przeciwko Chinom, a Rosjanie są tym zainteresowani bo naturalny kierunek chińskiej ekspansji prowadzi na terytorium rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Amerykanie martwią się tym, że jedyną potęgą, ktora na poziomie gospodarczym dorównuje, a nawet przewyższa amerykańskiej, jest potęga chińska. 

Rosja mimo swojego ogromu, ma gospodarkę wielkości malutkiej Holandii i to na dodatek głównie dzięki handlowi paliwami kopalnymi. Jednak pod względem militarnym Rosja jest nadal potęgą o porównywalnej do USA sile uderzeniowej. 

 

Ewentualne porozumienie USA i Rosji, która według Trumpa tak samo gorliwie wspiera Izraelnjak ono, to prawdopodobnie droga do tego, że wkrótce może nadejść rozkaz z zagranicy, który nakaże rządzącym nami gorliwym rusofobom, aby nagle Putina pokochali. Gdy polskojęzyczni politycy zaczną tłumaczyć dlaczego Putin jest mężem stanu, jasne stanie się, że ta wajha została przedstawiona. 

 

Obecnie tkwimy jeszcze w dawnym świecie, który ulega dynamicznej redefinicji. Wkrótce może się okazać, że trzeba będzie na nowo zidentyfikować wrogów i wmawiać opinii publicznej zupełnie nowe głupoty. 

 

 

 

 

 

 

 




Większość Rosjan jest przekonanych o istnieniu globalnego rządu

Państwowa agencja badania opinii publicznej VTSIOM udostępniła wyniki specyficznej ankiety. Wynika z niej, że większość Rosjan wierzy w istnienie tajnego światowego rządu. Co więcej, część z nich jest przekonana o jego szkodliwości względem Rosji.

 

Z ankiety uwzględniającej opinie dwóch tysięcy mieszkańców dowiadujemy się, że 67% obywateli Rosji wierzy w istnienie tajnego światowego rządu. Tylko 24% neguje jego istnienie, zaś reszta pozostaje niezdecydowana. Jeszcze dwa lata temu, tylko 45% Rosjan było przekonanych, że światem rządzi garstka bogatych i wpływowych ludzi.

 

Wyniki ankiety wskazują, że większość osób wierzących w jeden globalny rząd nie potrafi udowodnić jego istnienia. Niektórzy Rosjanie argumentowali swoje stanowisko istnieniem takich organizacji jak ONZ i NATO.

Wśród wierzących w globalny rząd, 74% ankietowanych twierdzi, że jest on wrogo nastawiony do Rosji. 23% osób wskazało, że światem rządzą finansiści, bankierzy i oligarchowie. Tylko 2% uważa, że Władimir Putin jest członkiem światowego rządu.

 

W kwietniu, agencja VTSIOM przeprowadziła badania opinii publicznej, z których wynika, że 49% Rosjan postrzega swój kraj jako przyszłą światową potęgę. 33% osób uważa, że Rosja będzie wiodącym państwem świata w przeciągu 10-15 lat.

 




Brutalne zamieszki we Francji po zwycięstwie w Mundialu w Rosji

We wczorajszym finale mistrzostw świata w piłce nożnej jakie rozegrano w Rosji, okazało się, że reprezentacja Francji, składająca się w większości z afrykańskich piłkarzy, zwyciężyła w całym turnieju pokonując Chorwację. Radość z wygranej spowodowała nad Sekwaną falę brutalnych zamieszek. 

Murzyni z przedmieść, zwani we francuskich mediach "młodzieżą", mają hobby polegające na demolowaniu francuskich miast (zwłaszcza Paryża), co zwykle kończy się bandyckimi napaściami i podpalaniem setek samochodów. Nie inaczej "młodzi" zachowali się po zdobyciu mistrzostwa świata przez Francję. 

Podpalanie rozpoczęto już w święto obalenia Bastylii, czyli w nocy z 14 na 15 lipca. W samym regionie paryskim spłonęło ponad 800 samochodów. Obserwując chaos jaki zapanował po wygraniu mundialu można się było spodziewać, że ilość spalonych aut idzie na rekord. 

Gdy 20 lat temu Francja sięgnęła po tytuł mistrzów świata w piłce nożnej, po wygranej była wielka fet. Nie było zamieszek, strzelały najwyżej korki od szampana. Wczoraj w Paryżu zginęły 2 osoby, a rannych zostało 98. Jedyne co różni tamten triumf od tego aktualnego, to fakt, że wtedy nie było jeszcze masowej imigracji do Europy. 

 

Zresztą w reprezentacji Francji, aż 17 osob na 23 są właściwe imigrantami z Afryki. Gdyby patrzeć na to z tej strony można powiedzieć, że mistrzostwa świata w piłce nożnej w Rosji wygrała Afryka,która wspólnie pokonała Chorwację. 

Najczęściej to właśnie przybysze z Afryki celebrują różne wydarzenia doprowadzając do totalnego chaosu i wielkich strat materialnych. Trudno się zatem dziwić, że uczcili zwycięstwo swoich piłkarzy z Mali, Kamerunu, Gwinei i innych krajów afrykańskich. 

 

Feta szybko zmieniła się w zamieszki i nic nie zostało ze słynnej francuskiej kultury. Symbolicznie, dzień po rocznicy zdobycia Bastylii, tłum znowu zdobywał Paryż. Rezultat jest tym razem taki, że 500 osób aresztowano, a wielka akcja pacyfikacyjna zaangażowała 100 tysięcy policjantów. 

 

 

 




Blue Origin ujawnił cenę biletu za lot turystyczny w kosmos

Wkrótce loty w kosmos staną się normą. Blue Origin planuje już w przyszłym roku organizować pierwsze turystyczne loty suborbitalne. Firma podała niedawno przybliżoną cenę biletu i okazuje się, że na początku swojego wielkiego projektu będzie odnosić straty finansowe.

 

Blue Origin, którego właścicielem jest najbogatszy człowiek świata Jeff Bezos, zamierza wynieść turystykę na zupełnie nowy poziom. Jednak zanim to nastąpi, musi upewnić się, że kosmiczne środki transportu będą bezpieczne. Blue Origin przeprowadził już liczne testy z udziałem swojej rakiety New Shepard, która będzie wynosić kapsułę Crew Capsule 2.0 i wkrótce odbędą się kolejne. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwsze loty suborbitalne odbędą się w przyszłym roku.

Jednak osoby interesujące się tym tematem zastanawiały się, jaką cenę Blue Origin zażąda za taką rozrywkę. Kilka dni temu poznaliśmy przybliżoną kwotę – będzie to od 200 tysięcy do 300 tysięcy dolarów, czyli do 1,11 miliona złotych.

Źródło: Blue Origin

Cena raczej nie jest zaskakująca. Bardziej zastanawia fakt, że Blue Origin będzie na początku odnotowywał straty. Kapsuła Crew Capsule 2.0 może pomieścić do 6 osób. Jeśli każda z nich zapłaci po 300 tysięcy dolarów, to firma zarobi 1,8 miliona dolarów. Tymczasem wyliczenia specjalistów wskazują, że taki lot turystyczny w kosmos pochłonie od 5 do 10 milionów dolarów. Przynajmniej na początku, Blue Origin będzie tracił, lecz jak dobrze wiadomo, firma interesuje się także dostarczaniem ładunków na orbitę oraz przyszłymi misjami na Księżyc i Marsa, które z pewnością przyniosą ogromne zyski.

 

Choć cena może wydawać się dosyć wysoka, Jeff Bezos twierdzi, że i tak ma już wielu potencjalnych klientów. Warto wspomnieć, że są również inne firmy, które chcą oferować loty suborbitalne – Virgin Galactic sprzedał już 650 biletów po 250 tysięcy dolarów za każdy, choć nadal nie podał daty startu. Do tego dochodzi jeszcze SpaceX, który również ma wielkie plany, które jednak mogą zostać pokrzyżowane przez konkurencję.

 




Terminator coraz bliżej. Naukowcy stworzyli "serce" z ciekłego metalu

Na Uniwersytecie w Wollongong w Australii zademonstrowano niezwykłe zjawisko rodem z filmów sci-fi. Zespół badawczy uzyskał efekt „bicia serca” w płynnym metalu, który posłuży między innymi w robotyce. Co ciekawe, naukowcy wcale nie ukrywają, że byli zainspirowani robotem T-1000 z filmu „Terminator 2: Dzień Sądu”.

 

Efekt „bicia serca” uzyskano dzięki stymulacji elektrochemicznej kropli ciekłego galu. Gal jest miękkim srebrzystym metalem, który przechodzi w stan ciekły już przy temperaturze powyżej 29 stopni Celsjusza. Uzyskane zjawisko może znaleźć zastosowanie w płynnych timerach, aktuatorach dla sztucznych mięśni, miękkiej robotyce oraz w układach mikroprzepływowych.

 

Podobny efekt uzyskano wcześniej w ciekłej rtęci, lecz w przypadku tego metalu ruch staje się nieregularny i jest trudny do kontrolowania. Rtęć jest również wysoce toksyczna. Inaczej natomiast jest w przypadku nietoksycznego ciekłego galu, z pomocą którego można było w pewnym sensie naśladować pracę ludzkiego serca. Jedna kropla tego metalu, w zależności od jej wielkości oraz siły grawitacji, może wykonać od 30 do 100 uderzeń na minutę.

 

Profesor Xiaolin Wang, główny autor badania mówi o inspiracji, którą czerpał między innymi od słynnego fikcyjnego robota T-1000. Naukowiec twierdzi, że nie zamierza zbudować zmiennokształtnej maszyny z metalowym sztucznym bijącym sercem - zachowania płynnego metalu mogą znaleźć wiele zastosowań w życiu codziennym, choć wymienia się między innymi miękką robotykę.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 




Gigantyczna góra lodowa na wybrzeżu Grenlandii, zmusiła mieszkańców do ewakuacji

Internet obiegła oszałamiająca fotografia przedstawiająca olbrzymią górę lodową nad maleńką wioską z kolorowymi domami, które na jej tle przypominają małe domki dla lalek. Lokalne władze podjęły już działania mające na celu ewakuację osób mieszkających najbliżej wody w wiosce Inaarsuit.

 

Linie brzegowe przy wioskach takich, jak Inaarsuit są bardzo niestabilne i choć góry lodowe to tam dość częsty widok, to w przypadku tak wielkich brył oderwanych od lodowca, należy zachować pewne względy bezpieczeństwa.

 

W ubiegłym roku w północno-zachodniej Grenlandii zginęły 4 osoby właśnie z powodu osuwiska góry lodowej, które spowodowało falę tsunami i zatopiło wiele domów. Gdyby góra lodowa, która podpłynęła do Innarsuit, zaczęła się rozpadać, istnieje bardzo duże ryzyko spowodowania fal, które dosłownie zmyją wioskę z wybrzeża.

 

Jednym z najbardziej zaskakujących fatów na temat ludzi zamieszkujących nadmorskie tereny Grenlandii, jest fakt, że pomimo ich dużego zaangażowania w gospodarkę morską, większość z nich nie potrafi pływać. Woda oceaniczna jest po prostu zbyt zimna, by był sens wykorzystywać tę umiejętność. To istotnie zwiększa ryzyko utraty życia mieszkańców.

 

 




Afryka Południowa uruchamia nowy, potężny radioteleskop

RPA właśnie zaprezentowała światu nowy super radioteleskop, który będzie badał powstawanie galaktyk, próbując rozwikłać nieodgadnione tajemnice Wszechświata.

Teleskop MeerKAT w Prowincji Przylądkowej Północnej zostanie włączony do wielonarodowego Square Kilometre Array (SKA) – planowanej sieci radioteleskopów o całkowitej powierzchni jednego kilometra kwadratowego. Mają być one uruchomione do 2030 roku i eksplorować supernowe, czarne dziury, a także poszukiwać śladów powstania Wszechświata.

 

Jak stwierdził w piątkowym oświadczeniu David Mabuza, zastępca prezydenta RPA, po całkowitym uruchomieniu SKA ma być aż 50 razy silniejsze od teleskopów, którymi dysponujemy dzisiaj, np. od Kosmicznego Teleskopu Hubble’a.

 

Uruchomienie tak zaawansowanego tworu współczesnej technologii jest dla Afryki prawdziwym kamieniem milowym w dążeniu do wniesienia własnego wkładu do światowej cywilizacji. Panorama uchwycona w piątek przez teleskop MeerKAT pokazała najczystszy obraz czarnej dziury w centrum Drogi Mlecznej.

Źródło: Xssentials na Youtube.com

Oprócz RPA, która zainwestowała w projekt 240 mln dolarów, w ambitnym przedsięwzięciu biorą udział także Australia, Wielka Brytania, Kanada, Chiny, Indie, Włochy, Nowa Zelandia, Szwecja oraz Holandia. Inne zaangażowane kraje afrykańskie to Botswana, Ghana, Kenia, Madagaskar, Mauritius, Mozambik, Namibia i Zambia.

 




Multi-kulti vs Słowianie, czyli finał Mundialu w Rosji

Dzisiejszy mecz finałowy Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej kończących się w Rosji będzie wydarzeniem szczególnym, bo będzie to starcie nie tylko sportowe, ale też polityczne. Jest to bowiem mecz, w którym okaże się czy jednorodna narodowościowo drużyna Chorwacji zdoła wygrać z reprezentującymi Francję piłkarzami z Afryki.

Futbol jest najpopularniejszą dyscypliną sportową na świecie, a mistrzostwa świata zwane Mundialem to największa impreza na świecie oglądana przez miliardy ludzi. Umożliwia to niesamowitą promocję krajów, które zakwalifikowały się na turniej finałowy.

 

Wśród krajów, które mogły się zaprezentować światowej publiczności była też Polska. Niestety występ naszej reprezentacji okazał się blamażem. Polacy najpierw nastrzelali sobie bramek w meczu z Senegalem, w kiepskim stylu przegrali z Kolumbią i w meczu o honor z Japonią zaprezentowali kabaret w ostatnich 15 minutach, spacerując po murawie jak po parku. 

Słaba postawa reprezentacji Polski była komentowana za granicą. Wszyscy zgodnie uznali, że Polacy byli najsłabszą drużyną turnieju i przyczyn porażki upatrywano w... polskiej polityce imigracyjnej. Szwedzkie media zwracały uwagę, że w reprezentacji Polski nie ma osób o innym kolorze skóry, co rzekomo zapewniłoby lepsze rezultaty. 

 

Być może rzeczywiście udałoby się osiągnąć więcej z obcokrajowcami w składzie, ale dlaczego taka reprezentacja właściwie miałaby być nazywana Polską? Okazuje się jednak, że FIFA pozwala na takie oszustwa i dlatego czołowe drużyny przeważnie są zbieraniną z całego świata, zwaną tylko dla niepoznaki Niemcami, Anglią czy Francją.

Wielonarodowe reprezentacje osiągnęły całkiem spory sukces w kończącym się dzisiaj mundialu. W pierwszej czwórce drużyn tylko Chorwacja jest zespołem składającym się z Chorwatów. Niespełna czteromilionowy słowiański naród zdołał wystawić skład tak skuteczny, że dzisiaj spotka się w finale z reprezentacją Francji i Afryki. 

Będzie to właściwie starcie dwóch koncepcji Europy. Promowanej przez kraje słowiańskie, koncepcji narodowej i promowanej przez tak zwany zachód, koncepcji multi-kulti i rozpuszcsenia. Nawet jeśli okaże się, że reprezentacja Francji i Afryki dzisiaj wygra, Chorwaci udowodnili już poprzez obecność w finale, że obie koncepcje się bronią, przynajmniej w futbolu. Słowianie nigdy jeszcze nie zdobyli Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, czas to zmienić. 

 

 




W Nigerii trwają czystki etniczne. Muzułmanie wymordowali tysiące chrześcijan

Świat przymyka oko na masowe mordy w Nigerii, a muzułmanie pozwalają sobie na coraz więcej. W tym afrykańskim państwie, chrześcijanie są prześladowani, atakowani i zabijani za swoją wiarę. Tymczasem w Europie trzeba uważać z krytyką islamu, aby nie zostać oskarżonym o mowę nienawiści, za którą można trafić do więzienia.

 

Szacuje się, że Nigeria jest podzielona mniej więcej po połowie na chrześcijan i muzułmanów. Ci pierwsi są prześladowani od lat, lecz w tym roku, skala ataków jest nieprawdopodobna. Sytuacja przypomina wojnę religijną, choć oficjalnie nikt tego tak nie nazywa.

 

Zgodnie z oświadczeniem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Nigerii, w pierwszej połowie 2018 roku wymordowano ponad 6 tysięcy chrześcijan – głównie dzieci, kobiety i osoby starsze. Masowe mordy odbywają się między innymi w nigeryjskim stanie Plateau. Pod koniec czerwca, tylko w ciągu dwóch dni zabito 238 wyznawców chrześcijaństwa.

Muzułmanie nie tylko mordują, ale też okradają i wysiedlają chrześcijan z ich ziem, a także niszczą chrześcijańskie obiekty kultu. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Nigerii zarzuca również rządowi, że ten próbuje przedstawiać masowe mordy na tle religijnym jako walki między farmerami i pasterzami.

 

Tylko prześladowani i zabijani chrześcijanie wskazują na problem islamskiego ekstremizmu. Sytuacja w Nigerii jest kompletnie bagatelizowana i ignorowana. A skoro żaden kraj nie planuje interweniować to znaczy, że muzułmanie w tym kraju otrzymali ciche przyzwolenie na ludobójstwo.

 




Szwajcarski bank inwestycyjny stworzył cyfrową kopię swojego głównego ekonomisty

Szwajcarski bank inwestycyjny UBS sklonował cyfrowo swojego głównego ekonomistę, aby mógł on pomagać wielu klientom jednocześnie. Bank oferuje pomoc cyfrowego awatara w oddziale w Centrum Zurychu.

Cyfrowa podobizna ekonomisty Daniela Kalta powstała dzięki użyciu 120 kamer HD, które zeskanowały głowę mężczyzny. Za stworzenie cyfrowego awatara odpowiada australijska firma FaceMe, specjalizująca się w wykorzystywaniu sztucznej inteligencji.

 

Cyfrowy klon Kalta potrafi witać się z klientami oraz odpowiadać na zadane przez nich pytania. Wykorzystanie sztucznej inteligencji pozwala na konstruowanie takich odpowiedzi, których Daniel Kalt udzieliłby we własnej osobie. Dzięki temu klienci nie czują się jak w trakcie standardowej wideorozmowy, lecz stwarza to złudzenie dyskusji z prawdziwą osobą.

W ramach projektu dostępny jest także inny cyfrowy asystent o nazwie Fin, który pomaga klientom w dokonywaniu transakcji. Bank twierdzi, że nie stara się zastąpić innych ekonomistów, lecz „próbuje znaleźć najlepszą możliwą kombinację czynnika ludzkiego oraz sztucznej inteligencji.”

 

Pierwsze testy rozpoczęły się już w czerwcu, jednak bank nie zdradza jak nowa technologia przyjęła się wśród klientów

 

.