Czerwiec 2018

BBC uważa, że Monty Python jest zbyt biały i w dzisiejszych czasach nie miałby szans na sukces

Szefostwo BBC uderzyło w komików legendarnej grupy Monty Pythona, uznając ją za zbyt białą i męską. Brytyjski publiczny nadawca radiowo-telewizyjny uznaje, że w dzisiejszych czasach, skecze i seriale z kolorowymi aktorami są bardziej pożądane.

 

Shane Allen, szef działu komediowego BBC powiedział, że gdyby dziś miała powstać grupa Monty Pythona, z pewnością nie składałaby się z sześciu białych mężczyzn z Oxbridge – w przeciwnym wypadku, ich skecze w ogóle nie pojawiłyby się w telewizji. Allen stwierdził, że dziś liczą się programy cechujące się różnorodnością i nawiązał między innymi do serialu „Czarny Jezus” czy „Famalam”, który składa się praktycznie z samych czarnoskórych aktorów.

 

W ten sposób BBC po raz kolejny pokazuje swoją niechęć wobec białych. Teraz stacja promuje seriale z aktorami pochodzącymi z mniejszości etnicznych, a wcześniej prowadziła rekrutacje na nowych dziennikarzy. BBC wyraźnie zaznaczyła, że nie będzie przyjmować zgłoszeń od białych, a tym samym narusza ustalone przez siebie zasady, gdyż dyskryminuje osoby ze względu na kolor skóry.

John Cleese z grupy Monty Pythona odpowiedział, że BBC prowadzi inżynierię społeczną, a członkowie jego grupy satyrycznej byli wielokulturowi na swój sposób - Graham Chapman jest gejem, a Terry Gilliam to Amerykanin, natomiast w przeważającej większości przypadków, skecze uderzały w mężczyzn, co zapewne zadowalało sufrażystki.

 

Grupa Monty Pythona zasłynęła z oryginalności i angielskiego humoru. Rzecz w tym, że ich humor był zbyt mało poprawny politycznie jak na obecne czasy – ich żarty dotyczyły między innymi homoseksualizmu, religii i polityki. John Cleese zauważył, że słynny skecz o Ministerstwie Głupich Kroków mógłby dziś zostać uznany za obraźliwy wobec niepełnosprawnych. Można byłoby wymienić wiele podobnych przykładów.

 

W dzisiejszych czasach, dobra komedia musi najpierw przejść przez sito cenzury i zostać sprawdzona pod kątem poprawności politycznej – ale przede wszystkim, musi przedstawiać wielokulturowość. To są nowe standardy BBC i innych zachodnich stacji telewizyjnych.

 




Włochy zapowiadają masowe czystki na imigrantach!

Włochy wysłały jasny sygnał, że nie przyjmą już do siebie ani jednego nielegalnego imigranta, ale za to chętnie zaczną ich „oddawać”. Podczas gdy statki organizacji pozarządowych nie wiedzą, do którego państwa mają dostarczać tzw. uchodźców, MSW Włoch stwierdził, że w kraju i całej Unii Europejskiej potrzebne są masowe czystki.

 

Wicepremier i Minister Spraw Wewnętrznych Matteo Salvini powiedział wprost, że Włochy nie mogą przyjmować imigrantów, choć zdaje sobie sprawę z tego, iż jego stanowisko może zagrozić władzy Angeli Merkel. Włochy faktycznie były przez ostatnie lata traktowane jak wielki obóz dla uchodźców, ale teraz sytuacja uległa zmianie i otwarcie mówi się o masowych deportacjach. Salvini mówił nawet, że potrzebne są masowe czystki - „ulica po ulicy, dzielnica po dzielnicy”, gdyż niektóre regiony pozostają „poza kontrolą”.

Tymczasem na Morzu Śródziemnym dryfuje kolejny statek z ponad 200 nielegalnymi imigrantami. Jednostka należąca do organizacji pozarządowej Lifeline nie może płynąć do Włochy, ponieważ rząd zagroził konfiskatą statku. Okazuje się, że Malta również nie ma zamiaru zabierać imigrantów do siebie, dlatego statek pozostaje na morzu, a załoga nie wie co dalej robić.

 

Nowe władze Włoch od początku zapowiadały masowe deportacje setek tysięcy nielegalnych imigrantów. Na początku miesiąca Matteo Salvini powiedział, że Włochy są atakowane, ale nie ze wschodu, nawiązując do Rosji, lecz z południa i potrzebują pomocy ze strony NATO. Sugeruje to, że pozbycie się rzeszy imigrantów będzie bardzo trudne i może wymagać użycia siły.

 




W Arabii Saudyjskiej, kobiety mogą od teraz prowadzić samochody

W dniu dzisiejszym, w ultrakonserwatywnej Arabii Saudyjskiej nastąpiła historyczna zmiana. Zgodnie z dekretem, który został wydany w zeszłym roku przez króla Salmana, od 24 czerwca wszystkie kobiety mają prawo prowadzić samochody.

 

Saudyjskie kobiety świętują sukces. Przez ostatnie dekady nie było im wolno zasiadać za kierownicą jakiegokolwiek pojazdu i musiały polegać wyłącznie na mężczyznach. Niektóre kobiety buntowały się, zamieszczając w sieci filmy lub zdjęcia, na których prowadzą samochód, tym samym łamiąc zasadę.

 

Jednak dziś nastąpiła długo oczekiwana zmiana, a w ostatnich tygodniach zaczęto wydawać kobietom pierwsze prawa jazdy. Rewolucja kulturowa w Arabii Saudyjskiej przede wszystkim ułatwi życie codzienne – kobiety będą miały większą swobodę działań, ale rząd oczekuje, że w ten sposób zmniejszy bezrobocie, które w 2017 roku wyniosło 12,8%.

Kobiety otrzymają możliwość zatrudnienia się na nowych stanowiskach, które dotychczas były dla nich niedostępne. W ostatnich miesiącach, władze Arabii Saudyjskiej po trzech dekadach zaczęły przywracać kina. Kobietom zaś pozwolono zakładać firmy bez zgody mężczyzn.

 

Królestwo Saudów wprowadza przełomowe zmiany, skupiając się przede wszystkim na wzmocnieniu gospodarki. Swego czasu ograniczono władzę tzw. policji religijnej, zaś przyszły król Muhammad ibn Salman ogłosił, że Arabia Saudyjska powróci do „umiarkowanego islamu”. W ten sposób państwo stanie się bardziej przyjazne dla turystów. Jednak nie wszystkim podobają się te zmiany – konserwatywna część społeczeństwa, przyzwyczajona do surowych zasad religijnych, otwarcie sprzeciwia się „amerykanizacji” państwa, a niektórzy grozili nawet atakami na kobiety, które zechcą prowadzić samochody.

 




Ognista tęcza na niebie nad Massachusetts

W zeszłą środę w amerykańskim stanie Massachusetts zaobserwowano niezwykłe zjawisko optyczne. Na niebie pojawiła się niezwykła tęczowa chmura.

Zjawisko wzbudziło wielkie zainteresowanie i było szeroko komentowane. Większość ludzi widziała coś takiego po raz pierwszy w życiu.

W meteorologii taka niezwykła ognista tęcza nazwya się łukiem okołohoryzontalnym. Jest to jeden z gatunków halo słonecznego. Efekt taki powoduje iryzacja i powstaje on wtedy gdy silne źródło światła trafi na fragment chmury zawierający dużo kryształków lodu, działających jak miniaturowe pryzmaty.

 

 

 




Dziesiątki ludzi aresztowanych na Hawajach, z powodu robienia sobie selfie z lawą

Niektórzy ludzie są w stanie sporo zaryzykować dla zrobienia imponującego zdjęcia w nietypowych warunkach, a wszystko tylko po to, aby móc pochwalić się w Internecie. Przykładem może być niedawna „moda” na selfie z lawą wulkaniczną, która zapanowała na Hawajach.

Dziesiątki ludzi na Hawajach spotkały się z karą finansową lub nawet aresztowaniem z powodu niepowstrzymanej chęci zasłynięcia w sieci. Od czasu wybuchu wulkanu Kīlauea co najmniej 40 turystów oraz mieszkańców Hawajów zostało aresztowanych, ponieważ chcieli zrobić sobie zdjęcie „ze specjalnymi efektami”.

 

Według Departamentu Zasobów Ziemskich i Naturalnych (DLNR) w ciągu ostatnich 10 dni kilkunastu ludzi włóczyło się w strefach lawy, zwyczajnie robiąc sobie zdjęcia. Aby chronić nierozsądnych „łowców sławy”, ale także ich potencjalnych ratowników, zmodyfikowano prawo, stosując nowe, surowsze kary.

 

Gubernator Hawajów ogłosił politykę „zerowej tolerancji” dla każdego, kto wkracza na niebezpieczne obszary, zamknięte z powodu erupcji wulkanu. Osoby, które złamią zakaz mogą liczyć na grzywnę w wysokości 5 tysięcy dolarów, a nawet na rok więzienia.  

Źródło: instagram.com/wanderwife/

 

Podczas patrolowania obszarów funkcjonariusze muszą nosić maski przeciwgazowe, aby chronić się przed szkodliwymi gazami wulkanicznymi. Szybko płynące i nieprzewidywalne strumienie lawy osiągają prędkość do 27 km/h. Zdarzały się już przypadki, gdy po ryzykantów trzeba było wysyłać helikopter.

 

 




Na wybrzeżu Tajlandii bez powodu cofnął się ocean. Ludzie obawiali się, że to zapowiedź tsunami

Kilka dni temu do dziwnej anomalii doszło w Zatoce Tajlandzkiej. Na wybrzeżu nagle cofnął się ocean i odsłonił dno na dużym obszarze. Nie był to na pewno odpływ, a przyczyna tego zjawiska pozostaje nieznana.

 

Miejscowi początkowo patrzyli na to zjawisko w przerażeniu, obawiając się, że nadejdzie niszczące tsunami jak to z 2004 roku. Jednak gdy fale nie nadeszły, wiele osób wybrało się na spacery po zwykle przykrytym wodą dnie zatoki. 

W niektórych miejscach morze cofnęło się nawet o 2 km! Według mieszkańców wybrzeża, taki fenomen nie wystąpił tam od 20 lat. 

Naukowcy sugerują, że dziwne cofnięcie się morza ma związek z burzą tropikalną, która miała przemieścić dużą ilość wody, co doprowadziło do efektu podobnego do odpływu. Ta hipoteza nie zyskała jednak popularności u miejscowych, którzy widzieli wiele burz nie wywołujących tskich anomalii. 

 

Trzeba przypomnieć, że zjawisko w Zatoce Tajlandzkiej nie jest wyjątkiem i w ostatnich miesiącach do podobnego niewytłumaczalnego cofnięcia oceanu dochodziło wielokrotnie i w różnych miejscach świata. Większość tych anomalii nie została wyjaśniona. 

 




Do 2050 roku energia odnawialna może zasilić połowę świata

Od lat 70. XX wieku paliwa kopalne stanowią zdecydowaną większość źródła energii elektrycznej, którą dysponujemy. Jednak wszystko wskazuje na to, że mamy już w zasięgu ręki znacznie tańsze i wydajniejsze alternatywy, które zrównają się z paliwami kopalnymi już w połowie bieżącego wieku.

 

Naukowcy stworzyli raport, który zakłada, że do 2050 roku około 11,5 biliona dolarów zostanie zainwestowane w energie odnawialne – w większości w energię wiatrową, ale także w energią wodną i jądrową.

 

Badacze sądzą, że największe znaczenie w popularyzacji energii odnawialnych będą miały tanie akumulatory, aby zaspokoić popyt nawet wtedy, gdy wiatr nie wieje, a słońce nie świeci. Wówczas rynek ulegnie zmianie, a konsumenci coraz chętniej będą odsuwać się od paliw kopalnych.

Według przewidywań największym konkurentem czystej energii ma być gaz ziemny, który będzie magazynowany jako ostatnia deska ratunku w czasach skrajnych niedoborów. Eksperci twierdzą, ze przemysł węglowy będzie stanowił do 2050 roku jedynie 11 % całej światowej produkcji energii elektrycznej. Co ciekawe, Chiny oraz Indie wciąż opierają swoją gospodarkę przede wszystkim na węglu – czy zdążą to zmienić przez 32 lata?

 

 




Imigranci gwałcą niemieckie staruszki

Wśród tzw. pokojowych imigrantów, którzy przybyli do Niemiec z Afryki i Bliskiego Wschodu, panuje bardzo dziwna „moda”. W ostatnich latach odnotowuje się częste przypadki napaści na tle seksualnym na starsze kobiety. Ostatnie takie zdarzenie miało miejsce w zeszłym miesiącu.

 

Lokalne media podają, że 26 maja w godzinach porannych, 21-letni Gambijczyk, który ubiega się o azyl, włamał się do domu opieki dla starców w mieście Wendlingen am Neckar w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia. Imigrant wszedł do pokoju 90-letniej kobiety i usiłował ją zgwałcić. Jednak młody i silniejszy napastnik nie poradził sobie ze staruszką, więc próbował ukraść jej obrączkę – również bezskutecznie. Ostatecznie Gambijczyk złapał za telewizor i rzucił się do ucieczki. Personel domu opieki zdążył zrobić mu zdjęcie i dzięki temu, niemiecka policja schwytała przestępcę.

 

Ataki na tle seksualnym na Niemki, do których dopuszczają się imigranci, stały się jakby czymś normalnym. Agresorzy wybierają sobie zwykle młodsze ofiary, które najpierw gwałcą, a następnie zabijają i ukrywają zwłoki. Jednak co powoduje, że młodzi imigranci decydują się napadać na staruszki?

Zdarzenie, które miało miejsce w maju w Wendlingen am Neckar, nie jest odosobnionym przypadkiem. Ataki na tle seksualnym zdarzały się nawet w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach. Przykładowo w maju bieżącego roku w mieście Kempen w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia, policja otrzymała kilka zgłoszeń o molestowaniach seksualnych starszych kobiet, do których dochodziło na lokalnym cmentarzu.

 

W lutym 2017 roku, młody imigrant brutalnie napadł i próbował zgwałcić 60-latkę na podjeździe w mieście Jena w kraju związkowym Turyngia. Kobieta zdołała wyrwać się napastnikowi i uciekając na ulicę, niemal wpadła pod samochód. Z kolei 2 października 2016 roku, 19-letni imigrant z Maroka napadł na 90-latkę w Düsseldorfie w Nadrenii Północnej-Westfalii, która wracała z kościoła. Początkowo chciał ją okraść, ale gdy dowiedział się, że kobieta nie ma pieniędzy, zaciągnął ją do jednej z uliczek i tam ją zgwałcił.

 

Tak właśnie wygląda ubogacanie kulturowe niemieckiego społeczeństwa, które zapewniła Angela Merkel, przy okazji sprowadzając do Niemiec i całej Europy islamski terroryzm. Polityka otwartych drzwi wywołuje coraz większy sprzeciw i przyniosła poważne kłopoty dla jej rządów.

 




Specjalna dieta krów ma doprowadzić do redukcji emisji gazów cieplarnianych

Zastąpienie niewielkiej porcji żywności dla zwierząt gospodarskich, trzody chlewnej i kur produktami mikrobiologicznymi, opartymi na białkach, pomoże zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych w rolnictwie o siedem procent – piszą naukowcy w Environmental Science & Technology. Do takich wniosków doszli na podstawie symulacji komputerowej.

 

Głównymi sprawcami globalnego ocieplenia są dziś gazy cieplarniane. Wzrost ich koncentracji w atmosferze w ciągu ostatniego stulecia doprowadził do zauważalnych zmian klimatu - miniony rok 2017 był jednym z trzech najgorętszych w historii. Jednym ze źródeł emisji gazów cieplarnianych jest rolnictwo. Wylesianie w celu zwiększenia powierzchni użytków rolnych prowadzi do zanikania pochłaniaczy dwutlenku węgla, a w wyniku nawożenia azotem powstaje tlenek azotu i amoniak, które mogą powodować smog troposferyczny lub zubożenie warstwy ozonowej.

 

Autorzy nowej pracy pod przewodnictwem Ilje Pikaara postanowili dowiedzieć się, w jaki sposób zmniejszenie ilości paszy dla bydła, kur i świń wpłynie na emisję gazów cieplarnianych. W tym celu zaproponowali zastąpienie zbóż (roślin oleistych i roślin strączkowych) białkiem z organizmów jednokomórkowych. Są to produkty białkowe, które są wytwarzane przez monokulturę mikroorganizmów, na przykład drożdże, bakterie lub grzyby i są stosowane jako dodatki do żywności do racji dla zwierząt. Do ich wytworzenia można wykorzystać dwutlenek węgla, metan, a także cukier i skrobię.

 

Naukowcy przeprowadzili symulację komputerową, w której część paszy dla zwierząt została zastąpiona białkami jednokomórkowymi. W badaniu skupiono się na okresie do 2050 r. Aby wyprodukować 2-4 kilogramy białka na metr sześcienny na godzinę, naukowcy sugerowali stosowanie bioreaktorów, podobnych do tych stosowanych w przemyśle spożywczym. Ogółem zespół Pikaara przeanalizował 48 scenariuszy, w których rozważano różne pożywki dla mikroorganizmów i rozmaite warunki - na przykład całkowite lub częściowe zastąpienie zbóż białkami.

 

Według obliczeń, do 2050 r., możliwe będzie usunięcie 10-19 proc. pokarmu roślinnego na rzecz białka organizmów jednokomórkowych, co zmniejszy emisję gazów cieplarnianych do atmosfery o siedem procent. Emisja metanu zostanie zredukowana o osiem procent, a powierzchnia użytków rolnych o 6 procent. Autorzy zauważają, że dziś istnieją technologie umożliwiające wytwarzanie białka na skalę przemysłową. Badacze mają nadzieję, że korzyści dla klimatu białek bakteryjnych zmuszą państwa do zwrócenia uwagi na tę technologię.

 




Chińscy naukowcy odnaleźli szczątki starożytnej pandy

W sierpniu 2014 r., w prowincji Guangxi, paleoantropolog Yingqi Zhang wraz ze swoim zespołem odnalazł w zapadlisku szczątki gigantopiteka, największej w historii małpy człekokształtnej. Wraz z nią znaleziono szczątki innych zwierząt żyjących w tym okresie, w tym szczękę starożytnej pandy.

Odkrycie to wprawiło naukowców w prawdziwe osłupienie. Badacze sądzili, że jest to szczęka małpy, jednak badania DNA potwierdziły zgodność z genomem pandy.  Jedna skamielina to zbyt mało, by nazwać stworzenie nowym gatunkiem. Dowody genetyczne wskazują jednak, że kość należy do wcześniej nieznanej linii gigantycznej pandy, która następnie podzieliła się na inne gatunki około 183 000 lat temu.

Współczesne pandy występują na niewielkim obszarze w zaledwie trzech prowincjach środkowych Chin: Sichuan, Shaanxi i Gansu. Najprawdopodobniej w przeszłości występowały one na o wiele większym obszarze. były kiedyś szeroko rozpowszechnione. Naukowcy odkryli szczątki pand w Chinach, Birmie, północnym Wietnamie, a także Węgrzech, a nawet w Hiszpanii.

 

Po odnalezieniu, skamielina spędziła półtora roku w Chińskiej Akademii Nauk w Pekinie, owinięta papierem toaletowym i schowana w plastikowym pudełku. Ciepło i wilgotność południowych Chin rozbija delikatne łańcuchy DNA, co utrudnia odczytanie genotypu. Pierwsza próba analizy skamieliny zakończyła się więc niepowodzeniem. Zespół badaczy wykonał więc tomografię komputerową, która pozwoliła uporządkować kompletny genom mitochondrialny.

Wyniki porównano z kolejnymi badaniami DNA pand, pobranymi z dwóch południowochińskich skamielin. Pierwsza z nich liczy około 5000, a druga prawie 8500 lat. Najstarsza z nich wydaje się być „siostrą” współczesnych pand i należy do gatunku, który powstał około 62 000 lat temu.

 

Naukowcy mówią o kolejnych badaniach w tym kierunku oraz o porównywaniu skamielin pand znalezionych w różnych okresach. Badacze pragną analizować DNA w nadziei na odkrycie całej historii tego gatunku.