Marzec 2018

Neuralink Elona Muska testuje interfejs mózg-komputer na zwierzętach

Elon Musk jest zwolennikiem transhumanizmu – idei, która postuluje wykorzystanie nauki i technologii do „ulepszania” człowieka pod każdym względem. W 2016 roku, miliarder założył firmę Neuralink, która zajmuje się szeroko rozumianą neurotechnologią. Musk jest zaangażowany między innymi w prace nad funkcjonalnym interfejsem mózg-komputer, który pozwoli na bezpośrednią komunikację pomiędzy mózgiem a dowolnym urządzeniem zewnętrznym.

 

Urządzenie to zapewniłoby człowiekowi zupełnie nowe możliwości. Elon Musk chce sprawić, abyśmy mogli np. pobierać wiedzę bezpośrednio z internetu i zapisywać ją w mózgu. Choć brzmi to dość nieprawdopodobnie, wielu naukowców uważa, że jest to jak najbardziej możliwe do osiągnięcia. Taki interfejs pozwoliłby również zasymulować telepatię. Interfejs mózg-komputer, jeśli powstanie, będzie posiadał ogrom zastosowań między innymi medycznych i edukacyjnych, ale także militarnych.

 

Szczegóły prac firmy Elona Muska są owiane tajemnicą. Jednak jak podaje portal Gizmodo, Neuralink przez pierwszy rok swojego istnienia prowadził badania na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis i zamierzał zbudować swoje własne laboratorium. W specjalnej placówce badawczej, Elon Musk chce produkować implanty mózgowe i prowadzić eksperymenty na zwierzętach – konkretniej na myszach i szczurach, a w przyszłości także na większych osobnikach. Nie wiadomo jednak, czy takie są zamiary, czy też firma już jest zaangażowana w jakieś testy.

 

Powyższe informacje nie zostały w żaden sposób skomentowane przez firmę Neuralink. Również Elon Musk nie udziela żadnych odpowiedzi w tej kwestii. Z jednej strony wydaje się to zrozumiałe, że nową technologię trzeba testować w odpowiednich warunkach i najlepiej na jakimś organizmie żywym, aby sprawdzić jej skuteczność. Lecz z drugiej strony chęć przeprowadzania eksperymentów na mózgach zwierząt, w dodatku w tajemnicy przed społeczeństwem, brzmi co najmniej niepokojąco.

 

Należy dodać, że korporacja Facebook również nie ujawnia szczegółów swoich prac nad interfejsem mózg-komputer. Oczywiście gdyby firmy wyjaśniły na czym będą polegać eksperymenty i jak będą one wyglądać, końcowy produkt będzie bardziej kojarzył się z testami na zwierzętach i cierpieniem, niż z innowacyjnością, a wiemy przecież, że tak nie może być. Postępy w nauce są raczej bardzo trudne do zatrzymania, więc miejmy nadzieję, że z neurotechnologii będzie więcej pożytku niż szkody.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 



Czy Polska stanie się żydowskim Disneylandem?

Filosemityzm jest obecnie oficjalną ideologią państwową. Wysmagany na arenie międzynarodowej, pod zarzutem antysemityzmu i współsprawstwa w holokauście, polski rząd, padł przed swoimi mądrzejszymi szefami z Izraela, już nie tyle na kolana, co na twarz. Teraz trwa licytowanie się polskich polityków o to kto jest bardziej prożydowski i przybiera to groteskowe formy.

 

Można już chyba ogłosić całkowitą kapitulację polskiego rządu w sporze o nowelizację ustawy o IPN. Ustawa właściwie nie działa, a polskojęzyczni politycy wdzięczą się do środowisk żydowskich zapewniając, że można pluć bezkarnie na Polaków i nikomu nic nie grozi, tak jak nic nie groziło przed jej przyjęciem. 

 

Dodatkowo puszcza się oko w stronę tych właśnie środowisk zwracając uwagę, że przepisy te wciąż są właściwie w zawieszeniu, bo przecież zostały skierowane do Trybunału Konstytucyjnego przez polskojęzycznego prezydenta Andrzeja Dudę, a taki stan może trwać odpowiednio długo. Jeśli przyjdzie rozkaz z zagranicy, przepisy ustawy o IPN zostaną zdmuchnięte w jednym momencie a wszelkie polskojęzyczne media nie spoczną zanim tego nie objaśnią tubylcom z kraju nad Wisłą.

 

Zresztą po ostatnim wezwaniu senatorów USA wystosowanym do premiera Morawieckiego, można stwierdzić, że media czeka wkrótce objaśnianie czegoś znacznie bardziej oburzającego. Trzeba będzie wytłumaczyć Polakom dlaczego organizacje żydowskie domagają się odszkodowań od Polski za skutki II wojny światowej!

Wiadomo, że coś jest na rzeczy, bo trwa zagadkowe milczenie w polskich mediach w sprawie słynnej ustawy act 447, procedowanej w Senacie USA. Ta szykowana właśnie za oceanem kontrowersyjna ustawa ma umożliwiać naciski na kraje, które sprzeciwiają się wypłata haraczu dla środowisk żydowskich. Innymi słowy Amerykanie zostaną wykorzystani jak windykatorzy.

 

Aż 59 senatorów USA ze stuosobowej izby napisało do polskiego premiera, aby zadośćuczynił żądaniom dotyczącym bezspadkowego mienia po ofiarach holokaustu. Ostatnie szacunki wskazują, że wyciągnięto ręce po mienie wartości 300 mld dolarów, a skoro ich nie mamy możemy oddać w zamian cześć Polski. 

 

Zresztą za rządów poprzedników podjęto taką próbę. Podczas nocnego głosowania próbowano sprzedać lasy państwowe w celu zyskania pieniędzy na wypłaty rekompensat dla Żydów. Działo się to wtedy gdy media rozpisywały się o tym, że jedna z posłanek jadła sałatkę na sali sejmowej. Tak właśnie odwraca się uwagę od rzeczy istotnych kierunkując ją na totalne gówna.

 

Wygląda na to, że miały być reparacje wojenne dla Polski, ale zamiast będzie bezprawna restytucja mienia dla wybrańców wskazanych z zagranicy. USA de facto domagają się od Polski "zadośćuczynienia" za II wojnę światową. Od nas, od ofiar wojny, której przecież nie wywołaliśmy, a która zrujnowała nasz kraj, a naród postawiła na krawędzi biologicznej zagłady. Trudno to nazwać inaczej jak wstyd i żenada.

 

Na dodatek rządząca polską partia PiS potwierdziła plan budowy dwóch dodatkowych muzeów żydowskich. Po sfinansowanym przez Polaków muzeum Polin, które okazuje się być teraz niemal izraelską eksterytorialną antypolską instytucją, zapowiedziano już budowę nie jednego, a dwóch kolejnych żydowskich muzeów. Chodzi o muzeum getta warszawskiego i muzeum chasydów.

 

Tak właśnie objawia się chorobliwy filosemityzm. Nie ma jeszcze ani Muzeum Kresów Wschodnich, ani Muzeum Narodów Rzeczpospolitej, a nawet Muzeum Historii Polski, ale będzie za to seria muzeów żydowskich. Zresztą i bez tego już teraz można spokojnie nazywać Polskę żydowskim "Disneylandem".

 

Izrael posiada przecież właściwie na naszym terytorium Muzeum w Auschwitz, które jest odwiedzane przez eksterytorialne wycieczki młodzieży żydowskiej, która separuje się od młodzieży polskiej i jest strzeżona przez uzbrojonych w broń automatyczną agentów Mossadu, którzy pozwalają sobie często na obezwładnianie Polaków, co miało miejsce wielokrotnie na przykład na krakowskim Kazimierzu.

 

Nie ma chyba co liczyć na to, że polskojęzyczne władze w naszym kraju zdobędą się na normalną propolską politykę. Musimy się chyba pogodzić z rolą narodu skolonizowanego, utrzymywanego w letargu dzięki propagandzie medialnej. W sposób dla większości niezauważalny Polska zmienia się w park rozrywki dla Żydów,usłany kolejnymi antypolskimi w wydźwięku muzeami.

 

 

 



Donald Trump niespodziewanie zapowiedział wycofanie wojsk z Syrii

Stany Zjednoczone wkroczyły do Syrii pod przykrywką ochrony tamtego społeczeństwa przed „złym reżimem” i zniszczenia terroryzmu. Teraz gdy większość kraju jest poważnie zniszczona w wyniku działań wojennych, USA ogłaszają zamiar wycofania się.

 

W czwartek Donald Trump wydał zaskakujące oświadczenie, zgodnie z którym amerykańskie siły zbrojne już wkrótce opuszczą Syrię. Prezydent USA stwierdził, że dojdzie do tego zaraz po całkowitym zniszczeniu ISIS. Niedługo potem Trump nakazał zamrozić 200 milionów dolarów z funduszy na odbudowę zniszczeń w Syrii, spowodowanych okupacją Państwa Islamskiego.

 

Komunikat ten wydaje się dość nieprawdopodobny biorąc pod uwagę dotychczasowe stanowisko rządu USA, zgodnie z którym Assad powinien odejść. Jednak w wyniku wieloletniej wojny okazuje się, że obalenie rządu w Damaszku nie jest takie łatwe i wygląda na to, że Stany Zjednoczone zamierzają zmienić strategię lub po prostu opuścić zniszczoną Syrię. Trump stwierdził, że USA wydały na Bliskim Wschodzie 7 miliardów dolarów i teraz nic z tego nie mają.

Zapowiedź wycofania wojsk amerykańskich z Syrii naturalnie nie spodobała się Arabii Saudyjskiej i z pewnością nie spodoba się także Izraelowi. Skorzysta na tym przede wszystkim Iran, który pozbędzie się przeciwnika i wzmocni swoją obecność w regionie. Zadowolona będzie również Turcja, ponieważ Kurdowie bez kluczowego wsparcia Stanów Zjednoczonych będą skazani na unicestwienie.

 

Biorąc pod uwagę to, że Trump mianował niedawno Johna Boltona na nowego doradcę ds. bezpieczeństwa, który jest zwolennikiem wojny z Iranem nie można wykluczyć, że USA wycofają się z Syrii, aby skupić się na tajnej działalności bezpośrednio na terytorium Iranu. To właśnie John Bolton ogłosił w zeszłym roku, że rząd w Iranie zostanie obalony jeszcze przed 2019 rokiem.

 



Totalna inwigilacja w Chinach. System rozpoznawania twarzy wystawia automatycznie mandaty dla pieszych

W Chinach nie unikniesz mandatu za przechodzenie na czerwonym świetle – wszystko rejestruje system inteligentnego rozpoznawania twarzy. Miasto Shenzen niedawno wprowadziło takie rozwiązanie i do dziś złapano na gorącym uczynku aż 13 tysięcy ludzi. To jednak nie koniec kontrolowania chińskiego społeczeństwa.

Chińskie miasto Shenzen posiada aż 12 milionów mieszkańców. Ze względu na tak duże zaludnienie, lokalne władze znalazły nowy sposób na zmuszenie przechodniów do przestrzegania prawa. Przy pasach dla pieszych zamontowano kamery, które rejestrują każdą osobę, która przejdzie na czerwonym.

Oprócz dostania mandatu, wizerunki osób podlegających grzywnie zostają także udostępnione na specjalnej stronie internetowej. Dodatkowo zostają podane ich szczegółowe dane: imiona, nazwiska, a nawet fragmenty numerów dowodów osobistych.

Obecnie władze współpracują z lokalną firmą telekomunikacyjną, która będzie wysyłać powiadomienia o mandacie w smsie, do każdej osoby, która dopuściła się przejścia na czerwonym świetle.

 

Jakby tego było mało, w przyszłości przekroczenie określonej liczby tego rodzaju wykroczeń będzie skutkowało trafieniem na czarną listę w państwowym systemie zaufania społecznego, która pozbawia obywateli Chin praw choćby takich, jak swobodne podróżowanie po kraju.

 

 



Na Księżycu odnaleziono ponad 6 tysięcy nowych kraterów

Sieć neuronowa odkryła sześć tysięcy nieznanych dotąd kraterów na Księżycu, poinformowano na stronie Arxiv.org. Odkrycie pomoże lepiej zrozumieć pochodzenie satelity.

 

W przeciwieństwie do Ziemi, Księżyc nie ma atmosfery, więc lecące do niego niebiańskie ciała nie płoną w skorupie gazu, ale uderzają bezpośrednio w powierzchnię, pozostawiając ślady, które różnią się rozmiarem. Jednocześnie, z powodu braku atmosfery kraterowej, prawie nie ulegają erozji i pozostają widoczne przez setki tysięcy lat. Dzisiaj naukowcy znają ponad 10 tysięcy kraterów i ciągle szukają nowych. Takie wyszukiwania są zwykle wykonywane ręcznie przez astronomów, co zajmuje dużo czasu, dlatego naukowcy zaproponowali zautomatyzowanie procesu za pomocą systemu sztucznej inteligencji.

 

Zespół programistów prowadzony przez Ari Silburt z University of Pennsylvania użył splotowej sieci neuronowej do wykrywania kraterów. Dane do badań zostały wygenerowane na podstawie mapy elewacji zebranych przez stację orbitującą Lunar Reconnaissance Orbiter. Zdaniem naukowców jest to wygodniejsze niż zwykłe fotografie, ponieważ w przypadku mapy elewacji kąt promieni słonecznych nie wpływa na wygląd krateru. Do analiz wykorzystano obrazy o rozdzielczości 256 × 256 pikseli.

 

Testowanie obrazów nowego odcinka Księżyca wykazało, że komputer był w stanie wykryć 92 procent kraterów w zbiorze danych ludzi. Ręczna weryfikacja danych wykazała, że udział fałszywego rozpoznania sygnału wynosi 11 procent. Ponadto sieć neuronowa odkryła około sześciu tysięcy wcześniej nieznanych kraterów. Nowe dane pomogą lepiej poznać historię powstania układu słonecznego i satelity Ziemi.

 

Algorytmy sztucznej inteligencji są coraz częściej wykorzystywane przez astronomów. Na przykład dzięki ich pomocy naukowcy zaproponowali przewidywanie orbit potencjalnie niebezpiecznych komet. Ponadto komputer są już wykorzystany do określenia składu atmosfery egzoplanet i śledzenia ruchu gwiazd w galaktyce.

 



Czarne chmury nad Facebookiem. Kurs akcji pikuje w dół, a Mark Zuckerberg został wezwany przed komisję senacką

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Facebook stał się dominującym portalem społecznościowym świata i nigdy się to nie zmieni, ale wydarzenia ostatnich miesięcy wskazują na to, że zmierzch dominacji portalu Zuckerberga właśnie nadchodzi.

 

Wszystko przez ostatnie skandale z wykorzystaniem Facebooka do kreowania decyzji w procesach wyborczych. Do tego dochodzi szok jaki przeżyło wiele osób sprawdzając jakie dane personalne gromadzi ta amerykańska platforma społecznościowa. 

W dużym skrócie jeśli ktoś ma zainstalowaną aplikacje Facebook na swoim telefonie z systemem Android, to prawie na pewno pan Zuckerberg mógł czytać wasze SMSy. To nie podoba się wielu osobom i decyzje o zakończeniu lub zawieszeniu swojej aktywności na Facebooku stają się dla wielu osób oczywiste. 

Niektórzy dopiero odkrywają co się stało z ich prywatnością i właśnie na temat tego aspektu zamierzają rozmawiać z Markiem Zuckerbergiem przedstawiciele amerykańskiego Senatu. Niewykluczone, że konsekwencją ostatniego skandalu będzie wprowadzenie za oceanem prawa wzorowanego na wdrażanej właśnie w Europie dyrektywie GDPR zwanej u nas RODO, która ma unormować wykorzystanie danych osobowych.

 

Biorąc pod uwagę dominującą pozycję Facebooka amerykańskie władze mogą zainteresować się tą korporacją. Może nawet dojść do tego, że Facebookiem zainteresuje się urząd antymonopolowy, który może nakazać nawet podział firmy na kilka mniejszych, tak jak w przeszłości zrobiono z gigantem telekomunikacyjnym AT&T. Wszystko wskazuje na to, że Facebook znalazł się w kluczowym momencie, który zdeterminuje przyszłość tego portalu.

 

 



W Chinach powstał hotel, w którym trzeba dopłacić za czyste powietrze w pokoju

Nie od dziś wiadomo, że Chiny borykają się z problemem silnie zanieczyszczonego powietrza. Nikogo nie dziwią tam przechodnie, którzy noszą maski filtrujące, a także Hotel Cardis w Szanghaju, który oferuje swoim odwiedzającym dość nietypową usługę, polegającą na oddychaniu wyjątkowo czystym powietrzem.

 

Hotel Cardis wyposażono w podwójne filtrowanie powietrza, a każdy z pokoi posiada własny czujnik zanieczyszczeń. Można więc przyjąć, że w dzisiejszych czasach oddychanie czystym powietrzem to już prawdziwy luksus, za który się dopłaca. Taka rzeczywistość istnieje przynajmniej w miastach pokroju Szanghaju, Pekinu czy Delhi.

W 2014 roku Światowa Organizacja Zdrowia sporządziła raport, który informuje o tym, że każdego roku około 7 mln ludzi przedwcześnie umiera z powodu chorób wynikających z zanieczyszczeń powietrza, takich jak rak płuc i zawał serca.

 

Jak widać nie brakuje chętnych do zarabiania na tego typu statystykach. Czyste powietrze zyskuje już miano żywności „bio” oraz „eko”, kilkakrotnie droższej od standardowych produktów na półkach. Póki co przykładem jest hotel z Chin, ale za jakiś czas może okazać się to normą dla większości zurbanizowanego świata.

 

 



W jaskini lodowej obok wulkanu Öræfajökull wykryto zapach siarki. Czy ten islandzki wulkan może rozpocząć erupcję?

Wulkan Öræfajökull jest najwyższym szczytem na Islandii, otoczonym trzema lodowcami: Vatnajökull, Skeiðarárjökull, Skaftafellsjökull. Od 290 lat wulkan tkwił w uśpieniu, jednak bardzo prawdopodobne jest to, że właśnie obudził się do życia, a Europie może grozić z tego powodu prawdziwy kataklizm.

 

W islandzkiej jaskini lodowej, znanej turystom jako Kristallinn, wykryto nietypowy zapach siarki. Informację tę powinno się powiązać z faktem, że jaskinia znajduje się nieopodal wulkanu Öræfajökull, w obrębie którego zidentyfikowano w tym roku aktywność sejsmiczną. Obecnie jaskinia badana jest sprzętem do pomiaru dwutlenku siarki.

 

W listopadzie 2017 roku pewien pilot przelatujący nad wulkanem Öræfajökull zaobserwował nowy stożek wulkaniczny w kalderze wulkanu. Następnie badania wykazały, że kaldera wulkanu pogłębiła się o 20 m, a szczeliny lodowców, które otaczają wulkan, znacznie się rozszerzyły.

 

Na początku lutego 2018 roku w obrębie wulkanu odnotowano najsilniejsze jak dotąd trzęsienie ziemi (dokładne obserwacje rozpoczęto od 1976 roku), o magnitudzie 3,6. Warto dodać, że ostatnia aktywność tego wulkanu rozpoczęła się w sierpniu 1727 roku i zakończyła w maju 1728 roku.

 

Wiadomo już, że wybuchy Öræfajökulla zachodzą regularnie co 300 lat, więc obecny bieg zdarzeń jest nie do uniknięcia – jednak czy nadchodząca erupcja będzie tak niszczycielska, jak poprzednie? Informacje o dawnych erupcjach wulkanu świadczą o tym, że wydarzenia te były katastroficzne. W  1362 roku wiązało się to z największą erupcją oraz wylewami lawy w historii Islandii, a w 1727 roku z powodziami spowodowanymi przez topnienie lodowców otaczających wulkan.

 

W 2010 roku erupcja mniejszego wulkanu Eyjafjallajökull spowodowała ewakuację mieszkańców 2 islandzkich miast, a także paraliż ruchu lotniczego, gdy odwołano aż 100 tysięcy lotów. Tak więc perspektywa tego, że wulkan Öræfajökull jest znacznie potężniejszy, może być silnie martwiąca.

 

 



Chiny wprowadzają juana w rozliczeniach za ropę naftową. Co zrobi USA?

W Szanghaju wprowadzono na rynek długo oczekiwane kontrakty terminowe na ropę naftową. Handel nowymi kontraktami rozpoczął się na Shanghai International Energy Exchange. Cena wyniosła 440,20 juanów (69,70 dolarów) za baryłkę. Jak dotąd sprzedano i kupiono około 18 540 baryłek.

Ten krok wywołał wzrost globalnych cen ropy naftowej. Benchmark Brent Crude osiągnął 71 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od 2015 r., a West Texas Intermediate (WTI) osiągnął najwyższy poziom od trzech lat z ceną 66,55 dolarów za baryłkę.

Eksperci postrzegają chińskie kontrakty, które wykorzystują walutę jaką jest juan, jako przyszłość rynku światowego. Przez ten krok Chiny mogą stać się silnym partnerem gospodarczym.

 

Wykorzystanie petrojuana jest postrzegane jako cios w dolara amerykańskiego, który słabnie w ostatnich miesiącach. W poniedziałek wartość dolara w stosunku do japońskiego jena znacząco spadła. Wobec sześciu pozostałych, wiodących walut jego wartość pozostała taka sama.

Chińskie władze miały przyspieszyć start akcji w związku z rosnącym zapotrzebowaniem na import ropy. W ubiegłym roku kraj ten wyprzedził Stany Zjednoczone jako największy na świecie importer ropy naftowej. Dzięki temu kontrakty mogą nie tylko wpłynąć na kontrolę nad światowymi cenami nafty, lecz także skutecznie wypromować wykorzystanie chińskiej waluty w handlu światowym.

 

Skutkiem decyzji wykorzystania juana jako waluty rozliczeniowej w handlu międzynarodowym, może być znaczne osłabienie dolara. Waluta amerykańska musi zacząć słabnąć, gdy tylko inne kraje będą miały mocną alternatywę walutową.  Trudno powiedzieć jak na to zaregaują Stany Zjednoczone. Kraj ten zwykł doprowadzać do wojny w krajach, które miały plany porzucenia dolara w rozliczeniach za ropę. Przykładem niech będzie Irak czy Libia. jednak spacyfikowanie Chin nie będzie już dla USA takie łatwe i można się raczej spodziewać innego rodzaju retorsji na skutek decyzji stworzenia petrojuana.



W żeńskej szkole w USA zabroniono używania słowa "kobieta"

Władze żeńskiego koledżu Mount Holyoke w Massachusetts zasugerowały swoim nauczycielom, aby nie zwracali się do uczennic w formie żeńskiej. Zamiast tego zaproponowano, aby zwracać się do wszystkich „uczniowie”.

Nauczyciele zostali poinstruowani, aby nie używać określeń „My kobiety z koledżu…” lub innych, podobnych odnoszących się do płci.

Dyrektor placówki, Sonya Stephens powiedziała: „Takie działanie staje się coraz popularniejsze w całym kraju. Każda z naszych uczennic jest kobietą, jednak nasz koledż daje możliwość wyrażania siebie w dowolny sposób. Chcemy, aby atmosfera w naszej szkole była przyjazna dla wszystkich osób, niezależnie od wyznania, czy preferencji.”

W szkole wydano podręcznik, który wspiera studentów transpłciowych oraz osoby bez określonej tożsamości płciowej. Władze uczelni uważają to za sposób na tworzenie przyjaznego środowiska dla uczniów. W koledżu utworzono również specjalną grupę wsparcia, która ma pomóc osobom zmagającym się z identyfikacją swojej płci.

Ponieważ szkoła jest żeńska, każda kobieta może ubiegać się o przyjęcie do szkoły. Co ciekawe, składać swoje podanie mogą również mężczyźni, którzy czują się kobietami, bądź utożsamiają się z inną z płci oprócz męskiej.

Szkoła uważa jednak, że do uzyskania pełnej neutralności dzieli ich jeszcze daleka droga. „Sale lekcyjne nie są nigdy neutralnymi przestrzeniami i charakteryzują się tymi samymi nierównościami, które istnieją na całym świecie.” – mówi podręcznik dotyczący szkoleń integracyjnych. – „Chodzi jednak o to, by nasi studenci czuli się równi w każdej możliwej sytuacji.”