Marzec 2018

Według włoskiej prasy Papież Franciszek stwierdził, że piekło nie istnieje

Katolicy muszą się nieźle nagimnastykować aby jakoś objaśnić dziwne teorie obecnego papieża Franciszka. Najnowsza z nich, że piekło nie istnieje, została wypowiedziana w wywiadzie jakiego udzielił włoskiemu dziennikarzowi Eugenio Scalfariemu, założycielowi gazety La Repubblica.

 

Wywiad stał się na tyle popularny, że do sprawy w oficjalnym oświadczeniu odniósł się nawet Watykan. Stwierdzono, że to co napisano nie stanowi "wiernej transkrypcji słów Ojca Świętego". Scalfari twierdzi, że rozmawiał z papieżem o potępieniu dusz.

"Dusze nie są karane. Ci, którzy okażą skruchę, otrzymają wybaczenie i zajmą miejsce pośród kontemplujących Boga, natomiast ci, którzy nie wyrażą żalu, nie będą mogli otrzymać przebaczenia i znikną. Piekło nie istnieje, istnieje unicestwianie grzesznych dusz"-miał powiedzieć papież

Jezuita na tronie piotrowym, Jorge Maria Bergoglio zwany papieżem Franciszkiem, już od pięciu lat sieje spustoszenie w kościele katolickim i prowadzi go ku ewidentnej schizmie, której jak sam mówi nie wyklucza. Wcześniej zasłynąl twierdzeniami, że ateiści również pójdą do nieba, bo nie trzeba wierzyć w Boga. Teraz dowiadujemy się, że według niego Piekła nie ma.

 

Kilka dni temu papież ten wydał polecenie, aby księża rozgrzeszali "grzech aborcji". Papiez ten wielokrotnie wypowiadał się przeciwko nauce kościoła i jego katechzmowi. Jego adhortacja Amoris Laetitia doprowadziła do konsternacji w zakresie rozumienia nauki papieskiej odnośnie sakramentów dla rozwodników. Można powiedzieć, że papież Franciszek cały czas konsekwentnie redefiniuje pojęcie grzechu dopuszczając kolejno jako akceptowalne takie rzeczy jak aborcja, środki antykoncepcyjne czy homoseksualizm.

 

Można odnieść wrażenie że misję papieża Franciszka jest przeoranie całego kościoła i zmodyfikowanie go w kierunku jakiejś nowej postępowej religii. Obecny Ojciec Święty raz za razem szokuje katolików, którzy nie rozumieją dlaczego odrzuca nauczanie wszystkich swoich poprzedników. Z tego powodu dla coraz większej ilości ludzi identyfikujących się jako katolicy, jest coraz trudniej zrozumieć intencje i sens słów papieża Franciszka, negującego tradycję i wcześniejsze nauczanie kościoła.

 

 



Sól kuchenna może okazać się receptą na globalne ocieplenie

Amerykański klimatolog zaproponował rozpylanie soli w powietrzu, co miałoby spowolnić globalne ocieplenie. Naukowiec uważa, że samoloty mogłyby rozpylać sól w atmosferze, a w efekcie jej cząsteczki odbijałyby promienie słoneczne.

Pomysł, którzy został zaproponowany przez klimatologa Roberta Nelsona, starszego badacza w US Planetary Science Institute, opiera się na idei, że sól będzie odbijać promienie słoneczne z powrotem w kosmos.

Niektórzy naukowcy sugerują, że taka technologia może być wykorzystywana w celu obniżenia temperatury na Ziemi. Inni uważają jednak, że takie działanie może prowadzić do szybkiego globalnego ocieplenia za sprawą zjawiska znanego jako „szok końcowy”.

 

Szok końcowy to stan, w którym wiatr słoneczny rozprasza się, a jego prędkość spada do wartości poddźwiękowych. Odbijanie cząsteczek, mogłoby spowodować ich spowolnienie, a w efekcie mogłoby to spowodować pewne anomalie pogodowe.

Nelson uważa jednak, że chlorek sodu – czyli po prostu sól kuchenna – jest bezpieczny, łatwo dostępny i nie miałby negatywnego wpływu na pogodę.

„Chociaż wyniki naszych eksperymentów są bardzo obiecujące, jesteśmy na początku badań, które są konieczne, aby zrozumieć, w jakim stopniu można uzyskać pożądany efekt w atmosferze.” – powiedział klimatolog.

Badania dotyczące rozpylania soli w atmosferze trwają, nie uwzględniono jednak jaki wpływ będzie to miało na środowisko naturalne. Część badaczy sądzi, że chlor zawarty w soli może uszkodzić warstwę ozonową. Wcześniejsze podobne pomysły mówiły bowiem o tlenku glinu i dwutlenku siarki, jednak te związki niszczą płuca i powodują kwaśne deszcze.

 

 



Dwa samoloty pasażerskie zderzyły się na lotnisku w Tel Awiwie

Dwa samoloty pasażerskie zderzyły się na drodze kołowania na lotnisku im. Ben Guriona w Izraelu. W wyniku zdarzenia nikt nie ucierpiał, informuje The Jerusalem Post.

 

Według publikacji, niemiecki samolot Germanwings podczas holowania dotknął ogona maszyny izraelskich linii lotniczych El Al, który przygotowywała się do wylotu do Rzymu. Po kolizji wszyscy pasażerowie z obu samolotów zostali ewakuowani w trybie pilnym poprzez rampy. W wyniku wypadku nikt nie został ranny.

 

Jeden ze świadków, w wywiadzie udzielonym w radio armii izraelskiej, powiedział, że po wypadku wszyscy pasażerowie byli zdezorientowani i poddenerwowani. Trwa śledztwo, mające na celu wyjaśnienie przyczyn zdarzenia, a w sieci opublikowano film, dokumentujący moment kolizji dwóch samolotów.

 



Arabia Saudyjska zbuduje największy na świecie park solarny

Arabia Saudyjska, która jest największym eksporterem ropy naftowej, zamierza postawić na energię odnawialną. Następca tronu Mohammed Bin Salman podpisał w Nowym Jorku dokument mówiący o współpracy monarchii z japońskim przedsiębiorstwem SoftBank Corporation. Ich wspólnym celem będzie zbudowanie gigantycznego parku solarnego.

 

W Arabii Saudyjskiej ma powstać największy na Ziemi park solarny o ogromnej mocy 200 GW - to jest 100 razy więcej od drugiego największego projektu Solar Choice Bulli Creek PV Plant, który aktualnie powstaje w Australii. Ta niezwykła inicjatywa pochłonie 200 miliardów dolarów, ale utworzy 100 tysięcy nowych miejsc pracy.

 

Monarchia Saudów aktywnie poszukuje alternatywnych źródeł energii i chce zmniejszyć swoją zależność od ropy naftowej. W 2016 roku, państwo posiadało zdolność do produkcji 77 gigawatów energii elektrycznej, która pochodziła przede wszystkim z gazu naturalnego i ropy.

Park solarny to ogromne przedsięwzięcie, które pozwoli zwiększyć możliwości produkcji energii niemal czterokrotnie, a także zwiększyć eksport surowców, takich jak ropa naftowa i gaz. Ponadto, w ciągu kolejnych 25 lat, Arabia Saudyjska zamierza również postawić przynajmniej 16 reaktorów jądrowych o łącznej wartości ponad 80 miliardów dolarów. Jeśli uda się zrealizować te wszystkie projekty, Rijad nie będzie już musiał polegać na ropie naftowej i zwiększy swoje bezpieczeństwo energetyczne.

 



Odkryto nowy, nieznany dotychczas organ człowieka - Interstitium

To niesamowite, ale w 2018 roku odkryto nowy, nieznany dotychczas organ w ciele człowieka. Na dodatek jest on jednym z największych organów i pełni szereg ważnych funkcji życiowych. Jak to możliwe, że do tej pory naukowcy nie mieli o nim pojęcia?

 

Interstitium, bo tak nazwano ten nowy organ, to struktura podobna do elastycznej sieci składającej się z połączonych włóknami kolagenowymi niewielkich przestrzeni wypełnionych specjalnym płynem, który od nazwy organu jest określany mianem interstycjalnego.

 

Nowy organ występuje między warstwami skóry i w tkankach układu oddechowego, pokarmowego oraz moczowego. Wykrywa się też jego ślady w mięśniach i naczyniach krwionośnych. Gdy podsumuje się gdzie występuje interstitium okazuje się, że jest to jeden z największych ludzkich organów. Nikt nie wie jak to możliwe, że pozostawał tak długo niezauważony?

Okazuje się też, że jest on bardzo ważny, bo pełni istotne funkcje, na przykład wywołuje właściwości amortyzujące powodując, że tkanki pozostają w dobrej formie i nie uszkadzają się pod wpływem pracy innych organów, na przykład pompującego krew serca. Uwagę badaczy zwrócił zwłaszcza płyn interstycjalny, który rozprzestrzenia się po całym organizmie. Zwrócono uwagę, że może o pełnić ważną rolę w szybkim rozprzestrzenianiu się komórek nowotworowych.

 

Za odkrycie interstitium odpowiadają naukowcy z USA (NYU School of Medicine, University of Pennsylvania) oraz z Izraela (Mount Sinai Beth Israel Medical Center). W trakcie badania endoskopowego u jednej z pacjentek, wśród pobranych od niej próbek różnych tkanek zauważono taką, która wyglądała na uszkodzoną ze względu na obecność niezidentyfikowanych malutkich pustych przestrzeni. Okazało się, że to pozostałości interstitium, które później badacze wiedzący czego szukać, odkryli również w innych pobranych wcześniej próbkach.

 

To niezwykłe, że do tej pory nie ustalono istnienia tego organu. Eksperci sugerują, że jest to możliwe, ponieważ podczas konwencjonalnych badań bazuje się na analizach wyciętych tkanek, które są martwe, a to oznacza, że płyn interstycjalny nie jest już w nich obecny, a przestrzeń gdzie się znajdował zapada się pozostając niezauważona. Obecność interstitium odkryto tylko dzięki zastosowaniu zaawansowanego endoskopu laserowego, który pozwala wiernie obrazować żywe tkanki.


 

 



Największa na świecie drukarka 3D będzie produkować rakiety nośne

Pochodząca z Los Angeles firma Relativity Space zamierza drukować w gigantycznych drukarkach 3D praktycznie całe rakiety nośne. Z ich pomocą będzie można wynosić satelity na orbitę okołoziemską przy stosunkowo niskich kosztach. Wielkie korporacje rakietowe zyskały poważnego konkurenta.

 

Relativity Space planuje wykorzystać technologię druku przestrzennego do produkcji rakiet nośnych. Mówiąc dokładniej – rakiety te będą się składać z elementów drukowanych w 95%. Firma chce tego dokonać z pomocą największej na świecie drukarki 3D o nazwie Stargate.

Źródło: Relativity Space

Zarówno firma SpaceX, jak i agencja kosmiczna NASA zainteresowane są technologią druku 3D, lecz Relativity Space zamierza drukować niemal całe rakiety, a także zmniejszyć liczbę potrzebnych komponentów ze 100 tysięcy do zaledwie jednego tysiąca. Dzięki temu produkcja rakiet będzie znacznie szybsza i o wiele prostsza.

 

Firma zebrała właśnie 35 milionów dolarów inwestycji i planuje przeznaczyć te pieniądze na zakup kolejnej gigantycznej drukarki oraz powiększenia liczby pracowników. Jeszcze w tym roku odbędą się pierwsze testy wydrukowanych w drukarce 3D silników Aeon. Relativity Space zamierza umieścić dziewięć takich urządzeń na pokładzie rakiety Terran 1. Jej pierwszy lot testowy może odbyć się w 2020 roku.

Źródło: Relativity Space

Start rakiety Terran 1 powinien kosztować około 10 milionów dolarów, zaś wydrukowanie poszczególnych elementów wraz z montażem i przygotowaniem rakiety do startu powinno zająć około 60 dni. Z jej pomocą będzie można dostarczać na niską orbitę okołoziemską ładunek o masie 1.250 kg – dla porównania, rakieta Falcon Heavy należąca do SpaceX potrafi wynieść aż 64 tony ładunku.

 

Jednak Relativity Space posiada bardzo ambitne plany. Początkowo zamierza wynosić komercyjne satelity telekomunikacyjne na niską orbitę, a z biegiem czasu chce także brać udział w misji kolonizacyjnej Marsa. Ciekawostką jest, że firmę Relativity Space założyło dwóch inżynierów, którzy pracowali wcześniej dla SpaceX i Blue Origin.

 



Ludzkość czekają potężne migracje ludności. Nawet 700 mln ludzi będzie musiało uciekać, aby przeżyć

Według najnowszych badań aż 40% ludności świata jest zagrożone skutkami degradacji gleby. Przyczyny stanowią przede wszystkim zanieczyszczenia środowiska, ekstremalne warunki pogodowe, postępujące wylesianie oraz nadmierna eksploatacje gleb na potrzeby rolnictwa. Już dziś eksperci ostrzegają, że nawet 700 mln ludzi może być w niedalekiej przyszłości zmuszonych do migracji z powodu pogorszenia się właściwości fizycznych, biologicznych oraz chemicznych ziemi.

Naukowcy stworzyli raport, który informuje o tym, że dzisiejszy stan gleb nieustannie wykorzystywanych do rolnictwa jest wyjątkowo niepokojący. Zdaniem ekspertów, w miarę wzrostu naszej populacji, a zatem także zwiększonej konsumpcji, degradacja gleb może doprowadzić do szóstego masowego wymierania gatunków.

 

Konsumpcja prowadzona przez kraje wysoko rozwinięte, a także rozwój państw mniej zamożnych dotkliwie obciąża zasoby naszej planety. Ludzie stale potrzebują coraz więcej paliwa, materiałów budowlanych, żywności oraz przestrzeni, aby się pomieścić. W efekcie, do 2050 roku tylko nieco poniżej 10 % Ziemi zostanie nietknięte przez działalność człowieka – póki co jest to mniej niż 25 %.

 

Grunty najbardziej narażone na degradację znajdują się w Ameryce Środkowej, Ameryce Południowej, Afryce Subsaharyjskiej oraz w Azji. Najgorszy scenariusz, przewidywany przez naukowców, zakłada, że nawet 700 mln ludzi zamieszkujących te obszary, będzie zmuszonych do migracji z powodu niedostatku żywności oraz wody.

Każdego roku około 12 mln ha ulega degradacji. Ma to wpływ na co najmniej na pogorszenie warunków bytowych 3,2 mld ludzi na świecie. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dziesięcioleci straty w bioróżnorodności mogą wynieść aż 38-46 %.

 

Coraz więcej mówi się o lawinowym ginięciu gatunków – gdy śmierć jednego elementu łańcucha pokarmowego pociąga za sobą kolejny. Wiadomo już, że w latach 1970-2012 średnia wielkość populacji dziko żyjących kręgowców lądowych spadła o 38 %, a gatunków słodkowodnych aż o 81 %. Jednak najbardziej dotknięte wyginięciem zostały gatunki żyjące na obszarach bagiennych, gdzie w ciągu 300 lat utracono aż 87 % bioróżnorodności, z czego 54 % od 1900 roku.

 

Naukowcy sądzą, że podstawowym czynnikiem degradacji środowiska jest brak świadomości człowieka na temat konsekwencji swoich działań. Mimo to badacze nie tracą nadziei i są przekonani, ze proces ten można jeszcze zatrzymać, choć wymaga to natychmiastowej i konsekwentnej współpracy.

 

 



Samochody autonomiczne mogą być niebezpieczne przez aktywność słoneczną

Chociaż od lat mówi się, że przyszłość transportu to pojazdy autonomiczne, wciąż nie rozwiązano wielu problemów, które uniemożliwiają ich niezawodne działanie. Jedną z takich przeszkód są awarie spowodowane promieniowaniem słonecznym.

Burze magnetyczne, czyli nagłe i intensywne zmiany pola magnetycznego, spowodowane przez koronalne wyrzuty masy ze Słońca, które wywołują zmiany parametrów fizycznych wiatru słonecznego, mogą prowadzić do zaburzenia połączeń między satelitami a nawigacją GPS używaną w samochodach autonomicznych. Wówczas powstają błędy w informacjach o położeniu pojazdu, które zakłócają jego ruch.

 

Dyrektor Narodowego Centrum Badań Atmosferycznych, Scott McIntosh, sądzi, że systemy pojazdów bezzałogowych nie mogą być zależne wyłącznie od systemu nawigacji satelitarnej GPS. Chociaż obecnie Słońce wykazuje mniejszą aktywność, to najpotężniejsze burze magnetyczne zrywają połączenia z satelitami. Ostatnie intensywne zmiany pola magnetycznego miały miejsce w kwietniu 2014 roku, a kolejne przewiduje się 11 lat później, czyli w 2023 roku.

Dziś twórcy zautomatyzowanych pojazdów głowią się nad tym, jak przechytrzyć Słońce i stopniowo odchodzą od nawigacji GPS. Wprowadzono już udoskonalenia, dzięki którym systemy nawigacyjne dronów opierają się głównie na czujnikach z impulsami laserowymi, które rejestrują najbliższe otoczenie i komunikują się bezpośrednio z systemem komputerowym. Z kolei informacje na temat tras coraz częściej przechowuje się w regularnie aktualizowanych mapach o wysokiej rozdzielczości.

 

Póki co naukowcy opracowali systemy zabezpieczające, które w razie wzmożonej aktywności słonecznej będą zatrzymywać pojazdy bezzałogowe. Chociaż twórcy systemów sztucznej inteligencji dla Uber Inc. informują, że ich pojazdy poradzą sobie z burzami magnetycznymi, to jak się to będzie miało do rzeczywistości przekonamy się za 5 lat.

 

 



Zapadliska stały się typową konsekwencją przemysłu górniczego w USA

Raport stworzony kilka tygodni temu wykazał realne zagrożenie dla milionów Amerykanów. Zachodni Teksas obfituje w duże złoża ropy naftowej oraz gazu ziemnego, które są intensywnie wydobywane. Działanie to niesie za sobą niebezpieczne konsekwencje – powstawanie lejów krasowych, które mogą dosłownie pochłonąć część stanu.

Deformacje gruntów wokół miejsc wydobywania ropy oraz gazu nie są nowym zjawiskiem. W 2008 roku na południowym Teksasie tuż obok odwiertu wydobywczego pojawiły się ogromne leje, z czego jeden jest wielkości stadionu. Od tamtego czasu mieszkańcy miast Wink oraz Kermit przyzwyczaili się do ogromnych dziur między ich miasteczkami. Niestety, zapadliska te zwiększają swoją objętość, a grunt w ich pobliżu jest coraz bardziej niestabilny.

 

Geofizycy z Uniwersytetu Southern Methodist postanowili użyć jednego z satelit Sentinel do pomiaru zmian topograficznych Teksasu w celu zbadania wypiętrzania się oraz zapadania ziemi, a także tak zwanych mikro-trzęsień, które im towarzyszą. Nie ma już wątpliwości, że są one wywołane bezpośrednio przez działalność człowieka. Jednak jakie zagrożenia może to za sobą nieść?

Część gruntów wybrzeża Zatoki Meksykańskiej jest podatna na osiadanie z przyczyn naturalnych. Jednakże zmiany topograficzne wywołane przez człowieka zachodzą od 10 do 100 razy szybciej, czasem jest to nawet kilkadziesiąt centymetrów w skali roku. Dodatkowo, zapadanie się gruntów występuje na znacznie mniejszym obszarze.

 

Zdaniem specjalistów, władze lokalne Teksasu są zupełnie nieprzygotowane do nadchodzącego niebezpieczeństwa. W samej tylko zachodniej części Teksasu znajdują się złoża wielkości 20 miliardów baryłek ropy. Dalsze wydobycie ropy może skutkować nie tylko powstawaniem kolejnych zapadlisk, ale również uszkodzeniami infrastruktury, a nawet zwiększoną aktywnością sejsmiczną obszaru.

 

 



Wielkie manewry na Morzu Południowochińskim. Chiny ogłosiły przygotowania do wojny

Na Morzu Południowochińskim doszło do kolejnej prowokacji. Pod koniec zeszłego tygodnia, amerykański niszczyciel USS Mustin demonstracyjnie zbliżył się do spornych wysp. Reakcja Chin była natychmiastowa i stanowcza – rozpoczęto wielkie manewry wojskowe, których celem jest ochrona interesów w tej części świata.

 

Chiny natychmiast zorganizowały ćwiczenia sił powietrznych na Zachodnim Pacyfiku i rozpoczęto patrole na Morzu Południowochińskim. Co więcej, niedaleko spornych wysp aktualnie odbywają się manewry morskie na niespotykaną dotąd skalę.

Wykonane przez amerykańską firmę Planet Labs zdjęcia satelitarne ujawniły, że w manewrach na morzu bierze udział przynajmniej 40 okrętów wojennych. Wśród nich są korwety, niszczyciele i okręty podwodne, a na ich czele stoi lotniskowiec Liaoning. Zachodni eksperci mówią jednogłośnie, że jest to niespotykany dotąd pokaz siły ze strony Chin.

Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza nazwała te manewry przygotowaniami do wojny. Na łamach dziennika rządowego Global Times pojawiła się wypowiedź eksperta ds. wojskowości, Songa Zhongpinga, który stwierdził, że Morza Południowochińskie oraz Wschodniochińskie będą głównymi polami przyszłych bitew i Chiny powinny się do nich przygotować. Ogłoszono również, że od teraz manewry morskie będą organizowane każdego miesiąca.

 

W tle wydarzeń na Morzu Południowochińskim obserwujemy również konflikt między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, który może doprowadzić do wojny handlowej. Amerykanie postrzegają Chiny jako zagrożenie dla swojej dominacji nad światem, dlatego w kolejnych miesiącach i latach napięcie będzie cały czas rosnąć.