Kwiecień 2017

Oliver Stone opowiedział o swoim nowym filmie o Putinie

Reżyser Oliver Stone udostępnił nowe szczegóły na temat filmu, który opowiada o rosyjskim prezydencie Władimirze Putinie.

 


 
„To nie jest film dokumentalny, ale rozmowa w formie pytań i odpowiedzi. Putin to jeden z najważniejszych światowych przywódców, a ponieważ Stany Zjednoczone uważają go za wroga, myślę, że ważne byłoby, aby usłyszeć, co ma do powiedzenia” – powiedział hollywoodzki reżyser w wywiadzie udzielonym The Sydney Morning Herald.


 
Film będzie opowiadał, jak Putin postrzega wydarzenia na świecie po dojściu do władzy w 2000 roku. Stone obiecał, że jego film „ukaże zupełnie nowy punkt widzenia, którego Amerykanie nie znali.” Reżyser tłumaczy również swoje wrażenia z komunikowania się z rosyjskim przywódcą.


 
„On wyrażał się bardzo prosto. Myślę, że dobrze zrobił, przedstawiając swoje uwagi na tle zachodniej retoryki. Wyjaśnił swój punkt widzenia”- powiedział reżyser.


 
Oliver Stone jest znany z takich filmów jak Last Year in Vietnam, Ręka, Pluton, Urodzony 4 lipca, The Doors, JFK etc. W 2016 roku ukazał się film dokumentalny „Ukraina w ogniu” o wydarzeniach w tym kraju z 2014 roku (wywiad z byłym prezydentem Wiktorem Janukowyczem).


Naukowcy przepowiadają los tropikalnych lasów deszczowych

Lasy deszczowe są często nazywane płucami naszej planety, dzięki zastępowaniu tlenem atmosferycznego dwutlenku węgla. Naukowcy martwią się, co stanie się z lasami, gdy nastąpi wzrost temperatury oraz opadów.

 

Przez długi czas ekolodzy wierzyli, że do pewnego stopnia wzrost opadów prowadzi do lepszego wzrostu lasów, jednak w przypadku 2438 mm opadów na rok może wystąpić ryzyko zalania ekosystemu oraz spowolnienia tempa wzrostu roślin.

 

Pracując na półwyspie Osa w Kostaryce, badacz Philip Taylor zaczął kwestionować to założenie. Odnotował 4,877 mm opadów rocznie na terenie jednego z najbardziej produktywnych lasów na Ziemi, co wyraźnie przeczy wcześniejszym koncepcjom. 

Zaintrygowany Taylor spędził cztery lata syntezując dane na temat temperatury, wzrostu drzew oraz składu gleby w lasach tropikalnych na terenie 42 krajów. Badania wykazały, że lasy o temperaturze poniżej 20 stopni Celsjusza stanowią jedynie 5 % biomu tropikalnego.

 

Badacz nie neguje jednak negatywnego wpływu zmian klimatycznych na lasy tropikalne. W krótkim okresie czasu, badania wykazały, że susze w dorzeczu Amazonki spowodowały już dużą śmiertelność drzew. Konsekwencje tych zmian wymagają jeszcze zbadania, jednak las reaguje na zmiany w opadach w sposób niejednoznaczny.

 


Prezydent Islandii to najbardziej wyluzowana głowa państwa na świecie

Prezydent Islandii, Guðni Th. Jóhannesson został w sieci okrzyknięty najbardziej wyluzowanym szefem państwa na świecie. Stało się to dzięki podwiezieniu dzieci z basenu Laugardalslaug w Reykjaviku. 

 

13-letni koledzy Sölvi Reyr Magnússon i Tristan Marri Elmarsson czekali na mamę Tristana, by odebrała ich z pływalni, lecz ona nie przyjechała na czas. Chłopacy byli zniecierpliwieni dalszym czekaniem, Tristan spostrzegł prezydenta wychodzącego z obiektu. Był tam, ponieważ wręczał nagrodę pływacką. Tristan zadał mu niespodziewane pytanie o możliwość podrzucenia ich do domu. Guðni Th. Jóhannesson powiedział, że nie ma żadnego problemu i zabrał dzieci pod sam dom prezydenckim samochodem.

Rakel Ósk – mama Tristana dodała poruszający wpis na Facebooku: "Mój syn, Tristan Marri to bardzo rozgadany i śmiały chłopak. Zadzwonił do mnie 15 minut temu i powiedział, że nie muszę przyjeżdzać, ponieważ spotkał prezydenta Guðniego i powiedział mu, że się spóźnię, bo muszę zajmować się młodszą siostrą i dlatego spytał się go o podwózkę" Rakel myślała, że to żart, ale kiedy zobaczyła swojego syna wysiadającego ze swoim przyjacielem z prezydenckiego samochodu nie mogła uwierzyć własnym oczom: "Gdzie indziej na świecie jest to możliwe oprócz Islandii z prezydentem  Guðnim?" – dodaje.

 


W Wielkiej Brytanii ma powstać dom publiczny z robotami

Firma LumiDolls planuje otworzyć w Wielkiej Brytanii dom publiczny z seks-robotami. Twórcy zapewniają, że ich „LumiDolls” spełniają wszelkie warunki higieniczne, po właściwej dezynfekcji specjalnymi mydłami antybakteryjnymi.

 

Lalki mają posiadać szeroki zakres poruszania się, jednak nie jest jasne, czy są to urządzenia autonomiczne. Roboty mogą zostać ubrane przez obsługę w dowolny strój, a godzina spędzona z „lalką” ma kosztować około 128 dolarów.

Twórcy twierdzą, że ich przedsięwzięcie może pomóc w ograniczeniu zachowań takich, jak wykorzystywanie seksualne oraz przemoc wobec prostytutek. Uważają także, że technologia oraz handel seksem mogą współistnieć i wzmacniać się nawzajem, tworząc większy popyt.

 


Chcesz ocalić planetę? Martw się o dżdżownice, a nie o pandy

„Można wątpić, czy istnieje wiele innych zwierząt, które odegrały tak ważną rolę w historii świata, jak te ukochane stworzenia" – pisał w 1881 roku Charles Darwin w swojej ostatniej książce pt. O tworzeniu się gleby w następstwie działania dżdżownic oraz obserwacje nad ich zachowaniem się (org. The Formation of Vegetable Mould through the Action of Worms), pisze The Conversation.

 

 

Działalność nie wszystkich zwierząt widoczna jest gołym okiem. Weźmy na przykład dżdżownice, których ludzie nie darzą wielką sympatią w porównaniu na przykład do charyzmatycznych goryli, groźnych tygrysów, czy uroczych pand. Nigdy nie uzyskają one tak silnego wsparcia w obliczu prowadzeniu kampanii ekologicznych.

 

Miłośnikom pandy nie przeszkadza ich widok. Inaczej jest z dżdżownicami, które trzeba chronić z uwagi na to, co nazywamy „usługami ekosystemowymi”, które mają zasadnicze znaczenie dla przetrwania człowieka. Darwin poświęcił 39 lat na badanie pierścienic. W rankingu są one nawet jednym z najbardziej ważnych gatunków w dziejach planety - ponad dinozaurami i ludźmi.


Dlaczego trzeba się o nie troszczyć? Dobrze wykształceni ekolodzy uważają dżdżownice za „kluczowy gatunek”, który wpływa na właściwości fizyczne, chemiczne i biologiczne gleby.

 

1) Dżdżownice zapewniają „recykling”. Odgrywają kluczową rolę w rozkładaniu materii organicznej i w nawożeniu gleby przez stałe odżywianie i wytwarzanie koprolity (wydalają one dziennie około 1,5 razy więcej niż wynosi ich masa ciała). To, co wychodzi na końcu zawiera wiele składników odżywczych i bakterii, które są korzystne dla roślin, a niektóre mają dla nich kluczowe znaczenie.

 

Badania na Hawajach wykazały, że zastąpienie części standardowego nawozu kompostem z kompresji tych pożytecznych bezkręgowców zwiększa plony takich roślin, jak pomidory i truskawki o 30%. Trudno jest wytworzyć przemysłowe ilości Lumbricidae, ale ich nawóz jest droższy niż nawozy komercyjne. To intrygujący przykład, w jaki sposób dżdżownice pomagają ludziom.


2) Dżdżownice są wielkimi inżynierami gruntów. Podczas poruszania się po glebie, dżdżownice spulchniają ją i mieszają, pomagając w wietrzeniu i drenowaniu. Efekt jest taki, że składniki odżywcze trafiają na powierzchnię, czyniąc glebę bardziej żyzną i odporną na erozję.


3) Dżdżownice to barometry zdrowia i toksyczności gruntów. Są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia gleb, takie jak pozostałości pestycydów lub niepożądane metale ciężkie (cynk, ołów itp.). Dzięki nim zmiana użytkowania gruntów, tj. na przykład wylesienie, umożliwia prowadzenie intensywnego rolnictwa. Zdrowie lokalnych dżdżownic okazuje się użytecznym narzędziem do oceny zanieczyszczeń.


4) „Tłuste robaki” są ważnym źródłem pożywienia. Dżdżownice są bogate w białko i stanowią karmę dla wielu zwierząt, tak jak na np. borsuki.

 

5) Dżdżownice mogą przyczynić się do naprawy uszkodzonej gleby i mogą stanowić rozwiązanie problemów spowodowanych przez człowieka. Badania wykazały, że dżdżownice mogą pomóc w oczyszczaniu terenów skażonych toksycznymi metalami ciężkimi, takimi jak ołów.


W innych badaniach udowodniono, że dżdżownice mogą przyspieszyć odtworzenie zdegradowanych gruntów w tropikach. W północnym Wietnamie zaobserwowano, że zmniejszenie różnorodności dżdżownic z powodu zmian w użytkowaniu gruntów miało znaczący wpływ na żyzność gleby, drenaż wody i erozję gleb.


Tak więc dżdżownice są naszymi podziemnymi sojusznikami, jeśli traktujemy je dobrze. Dzięki dżdżownicom możliwe jest życie na naszej planecie. Stworzenia te jedzą, przetwarzają, wydalają i przy okazji nawożą ziemię.

 

Zmiany klimatu i działanie człowieka powodują szybką utratę różnorodności biologicznej. Problemy tygrysów w Indiach, czy orangutanów w Indonezji są dobrze znane, ale eksperci są także zaniepokojeni dżdżownicami i innymi zwierzętami, z którymi rzadziej obcujemy, ale nie możemy sobie pozwolić na ich stratę. Jeśli wymrą pandy, pozostanie smutek. A jak będzie wyglądał świat bez dżdżownic? Prawdopodobnie życie w glebie zaniknie wówczas dość szybko. Mielibyśmy mniej jedzenie, więcej zanieczyszczeń i powodzi. Niezależnie od tego, jak ładna jest panda, ukochane dżdżownice Darwina wykonują brudną, ale niezmiernie ważną robotę pod powierzchnią Ziemi.


Tegoroczne spotkanie Grupy Bilderberg odbędzie się od 1 do 4 czerwca w USA

Zbliża się czas kolejnego spotkania nieformalnego rządu światowego - Grupy Bilderberg. W zeszłym roku najbardziej wpływowi ludzie świata dyskutowali na spotkaniach w Dreźnie, we wschodnich Niemczech. W roku 2017 spotkanie Grupy Bilderberg prawdopodobnie zawita do USA.

 

 

Z ostatnich informacji wynika, że tegoroczne spotkanie Grupy Bilderberg będzie miało miejsce od 1 do 4 czerwca, w Westfields Marriott Hotel w miejscowości Chantilly, w stanie Virgina, w USA. Nie należy traktować tej lokalizacji ostatecznej, bo nie została jeszcze potwierdzona. Jednak data wydarzenia wydaje się prawdopodobna, bo koresponduje z poprzednimi.

Nie wiadomo  jeszcze kto będzie uczestniczył w tegorocznym spotkaniu, ale o ile słuchać plotek polskiej prasy prawicowej, to ze strony Polski, reprezentantami w tym tajemniczym gremium będą ponownie Radosław Sikorski i Anne Applebau, czyli były szef polskiego MSZ wraz z żoną, jednocześnie znaną dziennikarką lewackiego The Washington Post. 

Ewentualną lokalizację spotkania zdaje się potwierdzać brak możliwości rezerwacji pokoi w hotelu Westfields Marriott Hotel w dniach 1-4 czerwca. Poza tym dokładnie w tym hotelu odbyły się już trzy spotkania Grupy Bilderberg, w 2002, 2008 i w 2012 roku. Nigdzie więcej obrady nie odbywały się tak często więc kto wie, może w tej plotce jest ziarnko prawdy i w 2017 roku lokalizacja Westfields Marriott Hotel w Chantilly znowu się potwierdzi.

 

 


Kościół Anglii chce zmuszać dzieci do nauki islamu

To zdumiewające, że nawet Kościół Anglii zdaje się popierać islamizację Wielkiej Brytanii. Wielu rodziców nie dopuszcza swoich dzieci na lekcje nauki o islamie. Derek Holloway, który kieruje biurem edukacji religijnej w Kościele Anglii twierdzi, że jest to "niebezpieczne" i należałoby zmusić je do edukacji.

 

Holloway wyraził przekonanie, że wielu rodziców wykorzystuje prawo do odwołania swoich dzieci z lekcji aby nie dopuścić ich do nauki o islamie. Kościół Anglii utrzymuje, że obecne przepisy mogą zostać wykorzystane przez ludzi, którzy chcą "podżegać do nienawiści religijnej". Młodzi mieszkańcy Wielkiej Brytanii "muszą" edukować się o innych religiach i światopoglądach aby byli bardziej ogarnięci w relacjach z osobami o obcej kulturze i poglądach.

 

Derek Holloway twierdzi, że nauka islamu jest dla dobra dzieci i pozwoli zwalczać ekstremizm. Jest to kolejny przykład, który dobitnie pokazuje jak Europa Zachodnia sama dobrowolnie przymyka oko na islamizację tej części kontynentu, podczas gdy w państwach arabskich chrystianizacja jest oczywiście karana śmiercią.

 

Dzieci w Wielkiej Brytanii od wczesnych lat życia są wystawiane na islamską indoktrynację. Sytuacja nie jest lepsza w tamtejszych więzieniach, gdzie skazańcy narażeni są na islamskie gangi. Co najmniej od kilku lat mówi się o tym, że wyznawcy "religii pokoju" zmuszają innowierców do przyjęcia islamu lub płacenia tzw. dżizji a na terenie niektórych obiektów funkcjonuje prawo szariatu. Więcej na ten temat: 

 

http://news.sky.com/story/inmates-bullied-into-converting-to-islam-10430958

http://www.dailymail.co.uk/news/article-3447159/The-Muslim-extremists-taking-British-jails...

http://www.telegraph.co.uk/news/uknews/law-and-order/7428933/Muslim-gangs-imposing-sharia-...

http://www.express.co.uk/news/uk/616260/Britain-Prisons-Category-A-Michael-Gove-Steve-Gill...


W zachodniej części Attyki odkryto grób z okresu Mykenów

Archeologowie w mieście Salamis, w zachodniej części Attyki, znaleźli miejsce pochówku z okresu mykeńskiego. Pochówek posiada doskonale zachowaną ceramikę, informuje agencja prasowa w Atenach.

 

Grób został odkryty w centrum miasta, podczas prac przy podłączaniu domu do centralnej kanalizacji. Acheolodzy szacują pochodzenie znaleziska na okres pomiędzy XIII a XI wiekiem przed naszą erą. Jest to trzeci grób w tym obszarze, pozostałe dwa zostały odkryte w 2009 roku, również podczas niepowiązanego wykopu.

 

Komora grobowa jest wytłoczona w skale i posiada rozmiar 2,60 m na 2,90 m oraz wysokość 1,50 m. Archeolodzy twierdzą, że jest mniejsza od dwóch poprzednich odkryć, które posiadały rozmiar 3 m na 3 m.

W grobowcu, oprócz szkieletowych szczątków pięciu osób, znaleziono także 41 nienaruszonych naczyń, typowych dla epoki. Badacze twierdzą, że identyfikacja znalezionego grobu pomoże w ukończeniu planu cmentarza mykeńskiego w mieście Salamis.

 


Na Bliskim Wschodzie odkryto ślady starożytnego wina

Dzięki „pamięci” gliny można dowiedzieć się, co pito w odległej przeszłości. Wpływa na to porowata struktura gliny, która doskonale absorbuje ciecz. Eksperci amerykańskiego projektu archeologii biomolekularnej studiują skład starych naczyń glinianych, w wyniku tego odkryto najsłynniejsze wino na Bliskim Wschodzie.

 

Naukowcy, zajmujący się badaniami napojów alkoholowych popularnych w starożytności, śledzili ślady związków zawartych w cieczy, przy zastosowaniu nowoczesnej technologii. Ponoć dowiedziano się w ten sposób jakie wino pito podczas ostatniej wieczerzy. Miał być to napój z suszonych na słońcu winogron, z dodatkiem owoców oraz przypraw: granatu, szafranu oraz cynamonu.



Ślady najstarszego wina na Bliskim Wschodzie znaleziono na terenie współczesnego Iranu. Sześć dziewięciolitrowych naczyń glinianych, które zakonserwowały ślad starożytnego napoju datuje się na rok 5400 przed naszą erą.

 


Marine Le Pen zyskuje w sondażach i może zostać nowym prezydentem Francji

Zaczyna się ostatni tydzień prezydenckiej kampanii we Francji i coraz więcej wskazuje na to, że zwycięstwo Emmanuela Macrona wcale nie jest takie pewne. Marine Le Pen zyskuje w sondażach i rośnie zniechęcenie do polityków, co sugeruje słabszą frekwencję, a to premiuje ją ze względu na zdyscyplinowany elektorat.

O dziwo wszystko wskazuje na to, że Macron najwięcej stracił (-4pkt w sondażach) po słownym ataku na Polskę, gdy "kolonizator" oburzył się, że w kolonii jest tańsza siła robocza i domagał się za to sankcji nie na korporacje, korzystające z tego, a na kraj, który te korporacje wybierają. Zresztą polityk ten tak na prawdę po prostu udawał, że jest radykalny jak Marine Le Pen, ale wyszło jak wyszło.

 

Do tego dochodzi szereg niewygodnych informacji z przeszłości Emmanuela Macrona jak romans z nauczycielką gdy miał 14 lat, notabene obecną żoną polityka. Nie każdemu podoba się to, że prezydent będzie miał 25 lat starszą pierwszą damę, która ana dodatek w niektórych krajach świata byłaby nazywana po prostu pedofilką.

Źródło: Twitter

Nie bez znaczenia jest też fakt, że przedstawiany przez media jako kandydat antysystemowy Macron okazał się być byłym pracownikiem banku inwestycyjnego Rotschildów, a gdy przeanalizowano to co mówił w kampanii, okazało się, że jego linia polityczna niemal w całości pokrywa się z tą, którą forsuje od dawna słynny spekulant George Soros. Dla wielu Francuzów to dowód, że Emmanuel Macron jest kandydatem wielkiej finansjery, pacynką banksterów. 

 

Oczywiście francuskie lemingi i tak na niego zagłosują, bo tak nakazuje im propaganda medialna. Ale zastanawiające jest to, że tak jak kiedyś wszystkie środki masowego przekazu, wieszczyły kolejno zwycięstwa Bronisława Komorowskiego w Polsce i Hillary Clinton w USA, tak teraz wieszczą wygraną Macrona we Francji. 

Dodatkowo spadki w sondażach, które zaliczył ostatnio, mogą być po prostu tak zwanym "urealnieniem sondaży", czyli procesem, który pozwala na osiągnięcie wrażenia, że coś się zmieniło, a de facto obliczonym na zbliżenie wyników do prawdziwych, aby się zbyt dużo "nie pomylić", co bywało już przyczyną licznych skandali.

 

Nie można tez zapominać, że swoistym "pocałunkiem śmierci" dla Emmanuela Macrona była deklaracja obecnego, rekordowo niepopularnego w społeczeństwie, prezydenta Francois Hollande'a , który w emocjonalnym wystąpieniu oświadczył, że Marine Le Pen trzeba zatrzymać "za wszelką cenę". Po takiej wypowiedzi urzędującej głowy państwa, wielu Francuzów poprze mu na złość Marine Le Pen, a jeszcze więcej nie pójdzie na druga turę, co jeszcze zwiększy szansę zwycięstwa byłej szefowej Frontu Narodowego.


 


Nowy syntetyczny materiał może pomóc w oczyszczaniu powietrza

Nowy materiał syntetyczny wykazuje właściwości fotosyntezy, usuwając z atmosfery dwutlenek węgla oraz tworząc paliwo słoneczne. Materiał może stać się ważnym czynnikiem w zmniejszaniu ilości gazów cieplarnianych.

MOF, syntetyczny materiał wykonany z tytanu oraz N-akilo-2-aminotereftalanu, jest przykładem dostrojenia przez naukowców części organicznej do użycia światła niebieskiego. Główny autor badania, profesor Fernando Uribe-Romo z Uniwersytetu Centralnej Florydy, twierdzi że „stworzenie materiałów pochłaniających określony kolor światła jest, z naukowego punktu widzenia, bardzo trudne, jednak jest również bardzo istotne dla rozwoju technologii, które mogą pomóc w redukcji gazów cieplarnianych”.

Materiał przekształca dwutlenek węgla w dwie zredukowane formy wegla, które można stosować jako paliwo. Naukowcy planują dostroić MOF w taki sposób, by mógł przekształcić znacznie więcej dwutlenku węgla. Gdy cel zostanie osiągnięty, mają powstać specjalne stacje wychwytujące duże ilości CO2, na przykład w pobliżu elektrowni. Gaz zasysany na stację ma przechodzić przez proces recyklingu, wytwarzając energię, która wróci do elektrowni.

 

 


Naukowcy chcą rozszerzyć ludzką pamięć za pomocą sztucznej inteligencji

Tom Gruber, twórca oprogramowania Siri dla Apple, podzielił się ostatnio swoimi przemyśleniami na temat korzystania ze sztucznej inteligencji w celu rozszerzenia możliwości ludzkiej pamięci. Użycie sztucznej inteligencji ma umożliwić pokonanie niektórych niedociągnięć spowodowanych przez ludzką fizjologię, ma być także wielką pomocą dla ludzi cierpiących na utratę pamięci.

 

Gruber uważa, że z powodu szerokiego rozpowszechniania różnych technologii internetowych, również smartfonów i tabletów, Internet posiada wiele informacji dotyczących każdej osoby. Utworzenie wyspecjalizowanego systemu sztucznej inteligencji pomoże zebrać wszystkie dane o każdej osobie i ma stanowić rodzaj „kopii zapasowej pamięci”.


Mężczyzna uważa, że systemy sztucznej inteligencji, działające jako pomocnicy, powinny być całkowicie bezpieczne. Z jednej strony wydaje się być to dużą kontrowersją, jednak z drugiej strony interakcje człowieka z komputerem narastają.

 

Maszyny stworzone przez człowieka stają się coraz bardziej inteligentne. Trudno jednak przewidzieć, kiedy nastąpi całkowita symbioza sztucznej inteligencji oraz człowieka. Wydaje się za to, że moment ten nadejdzie nieuchronnie.

 

 


Czy Prezes Związku Ukraińców w Polsce grozi nam drugim Wołyniem?

Rozbiórka nielegalnego pomnika sławiącego UPA w podkarpackich Hruszowicach, wzbudziła wściekłość Ukraińców. Represje zapowiedział już ukraiński IPN, który zamierza zabronić poszukiwania kolejnych mogił Polaków zamordowanych na Wołyniu. Na dodatek prezesowi Związku Ukraińców w Polsce, Piotrowi Tymie wymsknęła się na Facebooku wypowiedź nosząca znamiona groźby powtórki zbrodni Wołyńskiej.

 

Polskojęzyczne media kształtują obraz Ukrainy jako bohaterskiego państwa walczącego z Rosją, a samych Ukraińców przedstawiają jako polskich przyjaciół. Rzeczywistość jednak wygląda inaczej, a Ukraińcy są względem nas raczej wrogo nastawieni. Co więcej nikt tam mnie ma poczucia winy za to co stało się w latach czterdziestych ubiegłego wieku, gdy we wschodnich polskich województwach wchodzących dzisiaj w skład Ukrainy, wymordowano bestialsko setki tysięcy kobiet, dzieci i mężczyzn, tylko za to, że byli Polakami.

 

Ukraińcy nie dość, że nie czuja za to winy jako naród, to jeszcze gloryfikują morderców i ludobójców. Powstają nowe pomniki, imieniem zbrodniarzy z OUN - UPA nazywa się szkoły i ulice. Przez długi czas polskie władze w ogóle na to nie reagowały. Brak było również reakcji na kolejne niszczenie polskich miejsc pamięci na dzisiejszej Ukrainie, a nawet po kolejnych atakach na polskie placówki dyplomatyczne. Jak mantrę powtarzano, że za wszystkim stoi Rosja, aby skłócić miłujące się narody. Jednak ostatnie wydarzenia pokazały jak jest naprawdę.

 

Polacy po prostu zdemontowali nielegalnie postawiony w 1994 roku pomnik UPA znajdujący się na naszym terytorium, na cmentarzu komunalnym w Hruszowicach koło Przemyśla. Decyzję o rozbiórce pomnika poparło polskie Ministerstwo Kultury, ale oczywiście oburzenie wyraziło ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, co tylko potwierdza, że kult zbrodniarzy jest tam sankcjonowany przez państwo.

 

Niektórzy Ukraińcy są oburzeni, a niektórzy, jak prezes Związku Ukraińców w Polsce, Piotr Tyma, pozwalają sobie nawet na pogróżki względem Polaków, które zostały przez niektórych odebrane jako groźbę kolejnej rzezi Wołyńskiej.

„Oczywiście zapomnieli czym skończył się polski triumf w 1938r. nad cerkwiami Chełmszczyzny.” napisał Tyma na portalu Facebook

Potem wpis został usunięty, ale wielu internautów uchwyciło go i wedle zasady, że gdy coś raz trafi do Internetu, to już nie znika, tak i ta hipotetyczna groźba przetrwała. Tyma jednocześnie zdradził się ze swoim myśleniem. Człowiek ten rzeczywiście uważa, że istnieje jakaś równowaga między tym jak z Ukraińcami postępowało na przestrzeni wieków państwo polskie i traktuje rzeź wołyńską jako odwet i usprawiedliwiony historycznie akt sprawiedliwości. 

To bardzo ważne, żeby sobie to uzmysłowić, bo prawdopodobnie tak myśli zdecydowana większość Ukraińców włącznie z dwoma milionami żyjącymi już w Polsce. To niesamowite, że Polska popełnia błąd Zachodu sprowadzając do siebie miliony obywateli obcego państwa, na dodatek nieprzyjaznych ich aktualnym mieszkańcom. To niemal identyczna sytuacja co we Francji z milionami islamistów.

 

Może jeszcze nie doczekaliśmy takich ekstremistów wśród naszych imigrantów, ale toczący się na wschodzie Ukrainy konflikt zbrojny z pewnością wygenerował odpowiednio dużo zwyrodnialców wśród wojskowych, którzy już zapewne niejedno dzięki tej wojnie widzieli i skoro pan Tyma ostrzega, to może jakiś batalion Azow czy Ajdar szykują się już do jakichś akcji na terenie naszego kraju. Ostatnie doniesienia o przypadkach szmuglowania do naszego kraju z Ukrainy broni, i to czasem nawet ciężkiej w postaci działka przeciwlotniczego, to w tym kontekście coś bardzo niepokojącego.

W sumie nawet gdyby do czegoś doszło, na przykład jakiegoś zamachu, ukraińskie służby mogą być pewne, że nasze władze od razu obwinią Rosję. To może nawet zachęcać do takich akcji. Jesteśmy trochę jak gotująca się żaba. Z dnia na dzień zorientowaliśmy się, że wszędzie dookoła nas są obcokrajowcy o śpiewnym akcencie, a gdy w czerwcu zostaną otworzone granice z UE i rozpocznie się era ruchu bezwizowego, możemy się spodziewać kolejnych milinów imigrantów i sytuacja zrobi się jeszcze groźniejsza. W erze wojen hybrydowych nie wolno zapominać o tym, że miliony obcych obywateli coraz bardziej nieprzyjaznego nam państwa sąsiedzkiego to poważny problem i realne ryzyko wojny.

 

 

 

 


Etycy twierdzą, że prawo powinno zabraniać hakowania umysłów

Najnowsze osiągnięcia naukowe przyczyniają się do powstania systemów z pomocą których człowiek może kontrolować dowolne urządzenie dzięki swoich myśli. Elektroencefalografia daje nam możliwość odczytywania bioelektrycznej aktywności mózgu i przekształcanie jej w konkretne komendy. W ten sposób możemy np. uruchomić telewizor, sterować samolot a nawet prowadzić samochód.

 

Każda nowa technologia ma swoje dobre i złe strony. Nie inaczej jest w tym przypadku - początkowo sporo mówiło się o korzyściach płynących z obsługi komputera wyłącznie z pomocą mózgu. Coraz częściej wskazuje się również na potencjalne zagrożenia. Skoro dziś potrafimy odczytywać aktywność mózgu danej osoby i wyciągać ze zdobytych danych daleko idące wnioski, warto się zastanowić co będzie jutro.

 

Dwaj etycy, Marcello Ienca i Roberto Andorno, wyrażają swoje obawy na łamach czasopisma Life Sciences, Society and Policy. Zwracają oni uwagę, że szybko rozwijająca się neurotechnologia wywiera pozytywny wpływ na medycynę lecz stwarza również nowe zagrożenia w kwestii ludzkiej prywatności. Ienca i Andorno wskazują na możliwość manipulowania ludzkim umysłem oraz odczytywania myśli.

"Sugerujemy aby w odpowiedzi na pojawiające się możliwości związane z neurotechnologią, prawo do integralności umysłowej nie ograniczało się wyłącznie do gwarancji zapewnienia ochrony przed chorobami psychicznymi lub urazami, ale także przed nieuprawnionym wtargnięciem w dobre samopoczucie osoby dokonywane z użyciem neurotechnologii, zwłaszcza jeśli takie wtargnięcia powodują fizyczne lub psychiczne szkody."

Etycy proponują zatem aby wprowadzić nowe prawa człowieka, które mogą mieć duże znaczenie w nadchodzących dekadach. Wymieniono prawo do wolności poznawczej, prawo do prywatności mentalnej, prawo do integralności umysłowej oraz prawo do ciągłości psychologicznej. Ich zdaniem nowe przepisy mogą w sposób istotny chronić ludzkie umysły przed odczytem lub stymulacją bez ich zgody.

 

Dla wielu ludzi może to oczywiście brzmieć wręcz nieprawdopodobnie, lecz czasy się zmieniają, a wraz z nimi ludzie i technologia. Czytanie ludzkich myśli jest już praktycznie w zasięgu ręki - wszystko teraz zależy od tego w jakim celu zostanie to wykorzystane.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 


Donald Trump chce aby Korea Południowa zapłaciła miliard dolarów za system THAAD

Najpierw prezydent Donald Trump chciał żeby Meksyk zapłacił za budowę muru na wspólnej granicy a teraz wyraził nadzieję, że Korea Południowa zechce zapłacić za dostawę rakietowego systemu antybalistycznego THAAD. Przywódca USA wystawił swojemu sojusznikowi rachunek w wysokości 1 miliarda dolarów.

 

Oświadczenie amerykańskiego prezydenta jest poniekąd zaskakujące. Z jednej strony USA od zawsze utrzymują, że będą strzec swoich sojuszników w każdej części świata. Jednak Trump cały czas twierdził, że ochrona ma swoją cenę. Według niego, zapłata za system THAAD byłaby "stosowna".

 

Korea Południowa oczywiście nie zgodziła się na to. Minister Obrony Han Min-koo ogłosił w piątek, że kraj zapewnia miejsce oraz infrastrukturę dla tarczy antyrakietowej zaś USA pokrywają wszelkie koszty związane z dostawą, uruchomieniem i konserwacją systemu. Niektórzy eksperci stwierdzili, że pomysł Trumpa jest kompletnie nie na miejscu.

Kwestia tarczy antyrakietowej THAAD poważnie pogorszyła relacje między Chinami a Koreą Południową i USA. Teraz mamy wewnętrzny spór między amerykańskim a południowokoreańskim rządem. Trump powiedział, że chce renegocjować lub nawet całkowicie odejść od umowy handlowej, znanej pod nazwą KORUS, która została podpisana za rządów Baracka Obamy - tak jak z umową dotyczącą dostarczenia systemu THAAD.