Lipiec 2016

Z powodu GMO Rosja zakazała importu pasz z Ukrainy

Rosyjski Rosselchoznadzor wprowadza ograniczenia, dotyczące importu pasz, które będą obowiązywać od 1 sierpnia br.

 

 

Władze wprowadzają tymczasowy zakaz importu pasz dla zwierząt z terytorium Ukrainy.

 

Wynika to z faktu, że w partii pasz z tego kraju kilkakrotnie wykryto genetycznie modyfikowane składniki. Wcześniej Rosselchoznadzor sugerował ukraińskim przedsiębiorcom, aby do 15 lipca br. wstrzymać import produktów konkretnego zakładu Katerinopilskiy Elevator.

 

Zdaniem celników, w ubiegłym roku zaimportowano z Ukrainy do Rosji 404,883 tys. ton paszy o wartości 560,49 mln dolarów. 




Niemcy i NATO przygotowują się na wojnę z Rosją

Wzmożona obecność wojsk NATO w Europie Wschodniej oraz przy granicach Rosji jest dla nas wielkim zagrożeniem. Podczas II wojny światowej mieliśmy identyczną sytuację - Niemcy zgromadziły swoje wojska i niespodziewanie zaatakowały Związek Radziecki. Teraz mamy podobną sytuację, lecz tym razem wojna może rozpocząć się od prowokacji która zmusi Rosję do ataku.

 

Na chwilę obecną widać przygotowania do wielkiego konfliktu. 6 czerwca gazeta Deutsche Wirtschafts Nachrichten (DWN - German Economic News) opublikowała raport według którego niemiecki rząd przygotowuje się na wojnę z Rosją i chce oficjalnie uznać ją za swojego wroga. Rosyjskie tajne służby prawdopodobnie już zapoznały się z dokumentem. Szef Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej Aleksiej Puszkow stwierdził, że działania Angeli Merkel pokazują jej wasalstwo wobec Stanów Zjednoczonych. 17 lutego ta sama gazeta powiadomiła, że kanclerz Niemiec chce opracować nową doktrynę wojenną w której uzna przejęcie Krymu przez Rosję jako podstawę interwencji zbrojnej przeciwko temu państwu.

 

Niedawny szczyt NATO, który odbył się w Warszawie, miał istotne znaczenie. Zdecydowano że w Europie Wschodniej będzie jeszcze więcej żołnierzy i uznano że budowa tarczy antyrakietowej w Polsce jest koniecznością. Rosja protestuje i odpowiada podobnymi działaniami zachowując spokój, lecz prędzej czy później może dojść do niebezpiecznej eskalacji napięcia.

Im więcej wojsk NATO, tym bardziej Europa narażona jest na wojnę. Nie można przecież wzmacniać potencjału wojskowego w nieskończoność, zwłaszcza gdy wielu rosyjskich polityków porównuje obecną sytuację do przygotowań do inwazji III Rzeszy na ZSRR z 1941 roku. Hitler również zaczął od wzmacniania tzw. frontu wschodniego.

 

Wspomniał o tym niedawno Władimir Żyrinowski, lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji oraz wiceprzewodniczący Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej. Bez owijania w bawełnę powiedział: "Im więcej żołnierzy NATO będzie na waszych terytoriach, tym szybciej umrzecie. Do ostatniego człowieka". Znany z ostrych przemówień polityk oświadczył, że Niemcy sprowokują Rosję do ataku prewencyjnego po którym nie zostanie ani jeden niemiecki czy natowski żołnierz. Nietrudno się domyślić co w takiej sytuacji czeka Europę Wschodnią, w tym Polskę.

 

 



Próba samobójcza może odebrać Bradleyowi Manningowi szansę na zwolnienie warunkowe

5 lipca w mediach pojawiła się dość okrojona wiadomość na temat próby samobójczej szeregowca Bradleya Manninga, amerykańskiego demaskatora który został wydalony ze służby i zamknięty w więzieniu za ujawnienie tajnych dokumentów. Urzędnicy wojskowi rozważają jakie kroki należy podjąć przeciwko byłemu żołnierzowi.

 

Jest to dość zaskakujące ale Manning, za nieudaną próbę samobójczą, może zostać dodatkowo ukarany. Demaskator został poinformowany o śledztwie jakie toczy się przeciwko niemu. Oskarżono go o stawianie oporu w celi, posiadanie niedozwolonych przedmiotów oraz "działania zagrażające".

 

Manning został zatrzymany i umieszczony w więzieniu w stanie Wirginia w 2010 roku a trzy lata później otrzymał karę 35 lat pozbawienia wolności. Już w 2011 roku pojawiły się doniesienia, że skazaniec jest wyjątkowo źle traktowany, każdej nocy musiał rozbierać się w swojej celi pod okiem strażników, był zmuszany przebywać w odosobnieniu i odmawiano mu podstawowych przedmiotów, np. okularów.

 

Śledztwo w tej sprawie wykazało, że amerykański rząd przetrzymuje Manninga w nieludzkich warunkach które negatywnie wpływają na jego stan psychiczny. Jego próba samobójcza mogła mieć związek z pogarszającymi się stanami depresyjnymi. Teraz urzędnicy wojskowi mogą zadecydować czy należy go trzymać w odosobnieniu, np. w izolatce. Nie wiadomo czy chęć odebrania sobie życia nie wpłynie również na warunkowe zwolnienie o które starał się Manning, ale wydaje się to dość prawdopodobne.

 

 



Histeria globalistów – powodem Donald Trump

Światowa polityka, zwłaszcza ta z USA i UE robi się coraz bardziej żałosna, pomimo tego, że z „poprawnych rozgłośni” dowiadujemy się o dzielnie walczącej z teroryzmem zachodniej cywilizacji. W Stanach Zjednoczonych sponsorowany przez Sorosa ruch „Czarne Życie ma Znaczenie” (Black Lives Matter) morduje policjantów, natomiast w niemieckiej Europie dalej upycha się tzw. „emigrantów”. Projektowane w ten sposób zdarzenia prowadzą do wywołania społecznej zawieruchy, a kto wie, może i globalnej ?!

 

Coraz bardziej widoczna w cenzura potwierdza poglądy mediów niezależnych o tym, że znajdujemy się w przededniu rewolucji. W wirtualnie wykreowanych przestrzeniach UE i USA czuć ją wszędzie, nachalnie ją nam wciskają, i to na każdym społecznym szczeblu. Propaguje się jeden ważny przekaz „jak najdalej od chrześcijaństwa, jak najbliżej islamu, elity mają rację” !

Na przeszkodzie nowego porządku stoi przede wszystkim chrześcijaństwo oraz prawdziwa, to znaczy uczciwa demokracja, widzieliśmy to na przykładzie sfałszowanych wyborów w Austrii, gdzie prawda nie miała znaczenia. Liczyła się tylko realizacja lewicowego planu globalistów-rewolucjonistów.  Uczciwi Amerykanie obawiają się podobnej sytuacji w wyborach prezydenckich 2016. Pamiętajmy o głosowaniu i liczeniu głosów na Florydzie w wyborach prezydenckich w USA w 2000 roku.

 

Po pierwsze, amerykańska karta do głosowania była tak skonstruowana, że wprowadzała w błąd zwolenników kandydata demokratów Ala Gora; część głosów oddanych korespondencyjnie z hrabstw tradycyjnie preferujących demokratów nie dotarła na czas do komisji wyborczych; co skutkowało uzasadnionym kwestionowaniem poprawności liczenia głosów – amerykańskie „dziadki leśne z PKW” zadecydowały, że minimalne zwycięstwo należy się Georg’owi Bush’owi Juniorowi – zarządzono ponownie liczenie głosów, ale je przerwano, gdy „szala zwycięstwa" zaczęła przechodzić na demokratę Ala Gora. Warto przypomnieć, że wybory prezydenckie na Florydzie decydowały o tym kto zostanie prezydentem USA !

Niezależni redaktorzy z USA jak Alex Jones, czy George Noory obawiają się powtórki z Florydy, w roku 2016, a przecież tym razem to nie jest to frakcyjna przepychanka, wewnątrz cyrkla i kielni, tym razem rewolucja jest zagrożona naprawdę. Donald Trump oficjalnie głosi, że rozwali ustrojstwo TPPI w pył, że liczy się „amerykanizm” a nie „globalizm”, a Chiny nie będą już nigdy więcej niszczyć amerykańskiej gospodarki. Z kolei znany chrześcijański badacz starożytności Steve Quayle, w niedawnym wywiadzie twierdzi, że Trump może jedynie kupić Ameryce trochę czasu, zanim ta zamieni się w nowe państwo hitlerowskie. Stąd też stara zasada w nowym brzmieniu mówi, że nie ważne kto liczy głosy, ważne kto kontroluje serwery, a technik fałszowania wyborów jest kilka.

Głosowanie korespondencyjne może sprzyjać fałszerstwom wyborczym i między innymi dlatego w 1975 roku we Francji odstąpiono od tego sposobu głosowania. W Belgii wskutek nadużyć i zbyt powolnej procedury również zniesiono ten sposób głosowania. Przy głosowaniu korespondencyjnym można naruszyć co najmniej kilka procedur wyborczych: „dosypania" głosów przez centralną komisję wyborczą oraz możliwość unieważnienia i usunięcia głosu na każdym poziomie (od listonosza po centralną komisję wyborczą). W Wielkiej Brytanii kupowano karty do głosowania przy głosowaniu korespondencyjnym.

 

W kontekście głosowania elektronicznego wymienia się cały katalog zagrożeń: zhakowanie komputerów zliczających głosy; uzyskanie kodu dostępu do systemu komputerowego, co umożliwia „dosypanie" głosów; podrobienie kart chipowych umożliwiających dostęp do maszyn do głosowania; część głosów może zostać utracona w momencie awarii systemu; brak dokumentacji głosowania w formie wydruków; niepoprawne zarejestrowanie się lub „zgubienie" głosów; brak możliwości weryfikowania danych głosowania, wystarczy przypomnieć co się działo w polskim systemie liczenia głosów z roku 2014. Najpoważniejszą sprawą było włamanie hakerów do serwerów Państwowej Komisji Wyborczej. 

 

Grupa speców nazywających siebie Pendolino Team nie tylko z dziecinną łatwością weszła do tzw. „zabezpieczonych serwerów”, ale po prostu kombinowali z wynikami wyborów ! Mogli  w ten sposób dopisywać nie tylko głosy poszczególnym kandydatom, ale i samych kandydatów (do czego zresztą się przyznali!). Już we wtorek przed północą po raz kolejny ośmieszona PKW zmuszona była o włamaniu zawiadomić ABW.

Nadzorowany przez globalistów system wydaje się być mocno nadwątlony. Czy społeczeństwa upadającej cywilizacji zachodniej oddadzą resztki wolności ateistom i globalistom należącym do imperium gejowskiego, czas pokaże. Nie licząc powtórki w Austrii, najważniejszy sprawdzian będzie mieć miejsce podczas amerykańskich wyborów 2016. Gdyby udał się „serwerowym ludzikom” przekręt, to USA, a z nią resztka chrześcijańskiej UE zatopi się w odmętach lewackiego szaleństwa. Możemy rozważać dla Europy i świata przeróżne scenariusze, ale nie zapominajmy, że nasze państwo może się stać silne i bezpieczne tylko dzięki Królowi Polski, którym jest Jezus Chrystus.

 

George Noory Predicts Trump Presidency

https://www.youtube.com/watch?v=xLo1vkGkA2k

Robert Winnicki Fałszowanie Wyborów, Protest Przed PKW

https://www.youtube.com/watch?v=9WTBh9KzvBA

Paul Joseph Watson: Media "coverage" of terror attacks is more like a "cover up"

https://www.youtube.com/watch?v=x491yo7cJSs

 

 



Chiny i Rosja przeprowadzą wspólne manewry wojskowe na Morzu Południowochińskim

Minister Obrony Chin zapowiedział manewry wojskowe na spornym Morzu Południowochińskim. Ćwiczenia morskie odbywały się tam wielokrotnie, lecz tym razem po raz pierwszy weźmie w nich udział również rosyjska marynarka wojenna.

 

Rosja jak dotąd ograniczała się do wyrażania poparcia dla Chin w kwestii Morza Południowochińskiego i krytykowania Stanów Zjednoczonych za plany rozmieszczenia tarczy antyrakietowej w Korei Południowej. Lecz tym razem oba państwa mają zamiar przeprowadzić pierwsze wspólne manewry morskie w regionie o który toczy się spór. Wydarzenie które zaplanowano na wrzesień będzie mieć równie istotne znaczenie co ćwiczenia rosyjsko-chińskie, które odbyły się w zeszłym roku na Morzu Śródziemnomorskim i Morzu Czarnym.

 

Konflikt o Morze Południowochińskie jest niebezpieczny ze względu na zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, które najwyraźniej gotowe są wywołać nawet wojnę aby Chiny nie kontrolowały całego regionu. Pozwoli to osłabić przeciwnika który stanowi realne zagrożenie dla amerykańskich imperialistów.

 

 



Ponura wizja islamskiej Europy z 2029 roku zaczyna się realizować na naszych oczach

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że każdy kto przestrzega przed nieuchronną islamizacją Europy, po prostu przesadza. Jednak wtedy nie było jeszcze ISIS i masowego najścia milionów islamistów ciągnących do Europy po zasiłki, które oni sami nazywają dżizją, czyli podatkiem niewiernych na muzułmanów. Wraz z nimi przeniknęły tysiące terrorystów islamskich, którzy mają jeden cel - przenieść wojnę do Europy i pomóc w jej przymusowej islamizacji. Proces ten przyspieszył tak bardzo, że ponure wizje przyszłości zaczynają się realizować.

Poniższy film powstał w 2010 roku i przedstawia wizję naszego kontynentu rzekomo w 2029 roku. Autorzy zakładali już wtedy, że w ciągu najbliższych dwóch dekad dojdzie do wielkiej wojny religijnej w Europie. Za jej wybuch ich zdaniem będą odpowiadać nieintegrujący się islamiści. Chyba jednak nawet oni nie zdawali sobie sprawy jak szybko do tego dojdzie.

Po sześciu latach większość z prognoz zawartych w tym wideo niestety się sprawdziła. I można tylko przyjąć, że na skutek wielkiej fali migracji nielegalnych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy, obrazki takie jak mieliśmy obserwować w 2029 zaobserwujemy przynajmniej o dekadę szybciej.

Nie brzmi już też absurdalnie twierdzenie, że Polska i inne homogeniczne narodowościowo kraje Europy Wschodniej, mimo starań lewackich władz UE, staną się bastionem normalności i cywilizacji europejskiej. Jeszcze trochę i nasz kraj zacznie przyjmować uchodźców, ale będą to skazani na zagładę przez swoje rządy, mieszkańcy Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii.

 



Kto stał za przewrotem w Turcji?

W połowie lipca w Turcji próbowano przeprowadzić zamach stanu. Po kilku dniach walk władzę nad krajem odzyskał urzędujący prezydent Erdogan i sytuacja powoli wraca do normy. Mimo iż media znalazły już tematy zastępcze, to ostatnie wydarzenia w Turcji mają ogromne znaczenie geopolityczne.

 


Rola Turcji na arenie międzynarodowej.

Wiele osób traktuje Turcję, jako jeden ze średniej wielkości krajów. W praktyce jej rola jest ogromna. Kraj ten, ze względu na położenie geograficzne, jest łącznikiem pomiędzy Europą, Azją oraz Afryką. Strategiczną rolę bardzo podkreślał Zbigniew Brzeziński w „Wielkiej Szachownicy”. Bardzo istotną funkcję pełni cieśnina Bosfor, przez którą Rosjanie uzyskują dostęp do Morza Śródziemnego, skąd mogą kontrolować sytuację w Syrii oraz innych krajach na Bliskim Wschodzie.

 

Turcja jest także członkiem NATO z bazą wojskową w Incirlik wyposażoną w broń atomową, zlokalizowaną najbliżej rosyjskiej granicy. Można otwarcie powiedzieć, że jest to wschodnia flanka sojuszu północno-atlantyckiego. Z bazy w Incirlik przeprowadzane są misje militarne oraz wywiadowcze od Libii po Pakistan.

 

Turcja odegrała także ogromną rolę w destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Większość broni, która trafiała „przypadkowo” w ręce ISIS przechodziła przez Turcję. Później była oczywiście wykorzystywana do walki z siłami Assada w Syrii. Głównym beneficjentem nieformalnej współpracy z ISIS był syn prezydenta Erdogana. Pośredniczył on w sprzedaży ropy wydobywanej na terenach Iraku oraz Syrii, a kontrolowanych przez ISIS.

 

Dzięki współpracy z rządem Turcji oraz kontroli pól roponośnych, ISIS zapewniło sobie stałe źródło finansowania, dzięki czemu w ciągu zaledwie roku stało się organizacją terrorystyczną nr 1 na świecie. Taka sytuacja była na rękę zachodowi, gdyż przy pomocy „zewnętrznego wroga” można było destabilizować sytuację w Syrii oraz szachować Irak, który zdążył się już pozbyć większości wojsk USA.

 

Dzięki zakulisowym działaniom wspierającym ISIS, Erdogan otrzymywał stałe poparcie ze strony USA oraz NATO, w zamian za co zachód przymykał oczy na ogromną korupcję, łamanie praw człowieka oraz tragiczną sytuację Kurdów. Sytuacja gospodarcza kraju jednak pogarszała się z miesiąca na miesiąc. Kraj dotknął problem imigrantów na skalę dużo większą niż w Europie. Co więcej, Turcja tuż za swoją granicą miała otwarte konflikty zbrojne w Iraku i Syrii, podczas gdy wewnątrz kraju nasiliły się walki z Kurdami.


Problemy Turcji

Turcja ślepo wykonując polecenia Waszyngtonu lub raczej Langley, wpadała w coraz to większe problemy. Kryzys imigracyjny, można powiedzieć, że sama na siebie sprowadziła, pozwalając na destabilizację regionu. Dążenia do zdominowania Bliskiego Wschodu, poprzez destabilizację konkurentów uderzyły w samą Turcję. Dodatkowym problemem stał się ISIS, nad którym tracono kontrolę. Zachód, co prawda, oficjalnie walczył z organizacją, ale brakowało rzeczywistych wyników.

 

Po kilku miesiącach do walki z terrorystami włączyła się Rosja. W pierwszej kolejności Putin na forum G20 obnażył źródła finansowania ISIS oraz rolę, jaką odgrywał syn Erdogana.

 

Następnie rozpoczęto ataki powietrzne na transporty ropy. Chodziło o odcięcie ISIS od pieniędzy. Cała operacja trwała nieco ponad miesiąc i kosztowała 600 mln USD (drobne, jeżeli chodzi o budżety militarne). Efekt był taki, że zarówno ISIS, jak i syn prezydenta Erdogana zostali odcięci od dochodów z ropy.

 

Na odpowiedź Turcji nie trzeba było długo czekać. W listopadzie zeszłego roku Turcja zestrzeliła rosyjski samolot, zginął przy tym rosyjski pilot. Do eskalacji działań militarnych na szczęście nie doszło, ale władze Rosji uderzyły w Turcję od strony ekonomicznej.

 

Rosjanom, ze względu na „ogromne zagrożenie” wskazano, aby omijali Turecką Riwierę, planując wakacje. Zakazano także importu żywności z Turcji. Co ważne, nie chodziło wyłącznie o żywność turecką, ale i o pośredników, którzy importowali produkty z objętej sankcjami UE, a następnie odsprzedawali je Rosji. Ankara w odwecie próbowała zablokować cieśninę Bosfor, ale bez żadnych rezultatów. W każdym razie stosunki między krajami drastycznie się pogorszyły. Turcja, członek NATO z potencjałem nuklearnym oraz Rosja praktycznie stanęły na skraju otwartego konfliktu zbrojnego.


Reset stosunków na linii Turcja - Rosja

Po kilku miesiącach wzajemnej agresji nagle doszło do drastycznego zwrotu w relacjach Turcja - Rosja. Prezydent Erdogan oficjalnie przeprosił Rosję, jak i rodzinę zabitego pilota. Zapewne wszystkie formalne działania zostały wcześniej uzgodnione na najwyższych szczeblach władzy.

 

W odpowiedzi Rosja zniosła wszelkie sankcje. Powrócono także do prac nad budową gazociągu Turk Stream, którym docelowo ma popłynąć gaz z Rosji, przez Turcję (dno Morza Czarnego) do Grecji. Oba kraje wróciły także do rozmów nt. budowy elektrowni atomowych.

 

Wg Irańskich źródeł Ankara wycofała także większość agentów wywiadu z Aleppo, skąd wcześniej wspierano działania mające na celu pozbycie się Assada. Kilka tygodni temu Turcja nie zgodziła się na ustanowienie permanentnej obecności floty NATO na swoich wodach terytorialnych na Morzu Czarnym, co miałoby stanowić przeciwwagę dla rosyjskiej bazy na Krymie. Z jakiejś przyczyny w ciągu bardzo krótkiego czasu Turcja bardzo zbliżyła się do Rosji, jednocześnie izolując się od USA i NATO.

Na reakcję długo nie trzeba było czekać.


Pucz w Turcji 

Piętnastego lipca świat obiegła informacja o przewrocie w Turcji. Wojskowi próbowali przejąć kontrolę nad krajem, podczas gdy urzędujący prezydent znajdował się za granicą. W krótkim czasie opanowano media oraz internet odcinając społeczeństwo od dostępu do informacji. W wielu miejscach doszło do starć sił lojalnych prezydentowi z wojskowymi stojącymi za przewrotem.

 

Zamieszanie trwało kilkanaście godzin. W pewnym momencie przez Apple Face Time oraz stacje, nad którymi odzyskano kontrolę, wyemitowano przemówienie Erdogana, w którym nawoływał ludzi do wyjścia na ulice, aby udaremnić próbę przewrotu zbrojnego. W pewnym momencie padły słowa „They can not run this country from Pensilvania” (Nie będą rządzić tym krajem z Pensylwanii), co miało wskazać na fakt, iż za przewrotem stał turecki miliarder, duchowny Gulen, który od 1999 roku przebywa w USA.

 

Wpływy Gulena na media oraz sądownictwo w Turcji nie są zresztą żadną tajemnicą. Efekt był natychmiastowy. Ludzie wyszli na ulice skandując poparcie dla Erdogana i rebelię udało się opanować. W odpowiednim pokierowaniu społeczeństwem pomogły analogie do Libii, Iraku, Egiptu, Syrii czy Ukrainy, w których podobne rewolucje kończyły się tragicznie dla ogółu społeczeństwa.

 

W ostatecznym rozrachunku zginęło 180 osób, 1470 zostało rannych, aresztowano ponad 3000 osób. Obecnie przeprowadza się czystki w systemie sądowniczym, mediach oraz armii. Erdogan, uzasadniając działania eliminacją obcych sił, zdobywa władzę absolutną. Formalnie wystąpiono także do USA o ekstradycję Gulena, który ma stanąć przed sądem w Ankarze. Jest to jednak zabieg PR bez realnych szans na powodzenie.


Moje przemyślenia

Zbieżność przewrotu ze zmianą polityki o 180 stopni raczej nie jest przypadkowa. USA oraz NATO kontrolowały Erdogana przez lata, po czym nagle ten się od nich odwrócił. Być może zdawał sobie sprawę, że dalsze ślepe wspieranie zachodu doprowadzi do destrukcji gospodarki i ludzie sami wyjdą na ulicę, żądając zmiany władzy.

 

Na duży udział USA i Gulena wskazują masowe aresztowania tureckich oficerów w bazie w Incirlik. Frakcja stojąca za puczem otwarcie przyznała, że otrzymała pomoc z bazy NATO. Teorii, kto stał za zamachem stanu jest wiele, od bezpośredniego zaangażowania osób z otoczenia fundacji Clintonów, po zorganizowanie zamachu przez samego Erdogana, tylko po to, by przejąć władzę absolutną i pozbyć się opozycji.

 

W mojej ocenie należy odrzucić skrajne teorie i przyjrzeć się faktom. Przewrót był przygotowany nieudolnie. Bez udziału wojsk naziemnych (piechoty) nie miał dużych szans na powodzenie. Wiele wskazuje na to, że Erdogan został poinformowany przez Rosjan o przygotowaniach do puczu, po czym pozwolił na jego rozpoczęcie. Ostatecznie miał wielu współpracowników, zarówno we frakcji, która pozostała mu wierna, jak i w zbuntowanej części. Być może wyjechał z kraju, obawiając się aresztowania czy zabójstwa, jak w przypadku Kadaffiego i wrócił do kraju, gdy sytuacja była już pod kontrolą. Szczegółów zapewne nigdy nie poznamy.

 

Śmieszą mnie natomiast informacje, wg których Erdogan miał ubiegać się o azyl w Niemczech, ale ten został odrzucony. Czemu akurat Niemcy (wasal USA), a nie Rosja czy dziesiątki innych krajów? Bardzo ciekawy jest natomiast fakt, że w momencie, kiedy doszło do puczu, w Moskwie przebywał akurat amerykański sekretarz stanu John Kerry. Przypadek? Raczej nie. Być może w USA nasila się walka pomiędzy Langley (CIA), a Waszyngtonem (Konstytucjonaliści)?


Wnioski na przyszłość 

Widząc przebieg małej rewolucji, uważam, że w najbliższych miesiącach Turcja zacznie traktować NATO, tak jak Wielka Brytania przez ostatni rok traktowała Unię Europejską. Od pewnego czasu dochodzi do bardzo poważnych starć wewnątrz sojuszu. Mimo protestów Stanów Zjednoczonych, Niemcy oraz Francja pomogły Rosji w przeprowadzeniu nalotów na ISIS, mających na celu odcięcie ich od źródeł finansowania.

 

Po ostatnich wydarzeniach NATO najprawdopodobniej dozna małego paraliżu decyzyjnego. Być może pierwsze kraje, jak np. Austria, Czechy czy Węgry zaczną rozmowy nt. opuszczenia struktur lub zmian w sposobie wykorzystania wojska.

 

Docelowo uważam, że władze Turcji będą szachować NATO wizją wyjścia ze struktur sojuszu i przyłączenia się do SCO (Shanghai Cooperation Organization), w skład którego wchodzą Chiny, Rosja, Kazachstan, 3 mniejsze dawne republiki ZSRR oraz docelowo Indie i Pakistan.

 

Prawdziwym asem w rękawie Turcji jest jednak baza wojskowa w Incirlik. NATO czy USA będzie robiło wszystko, aby ją utrzymać. Rosja oraz Chiny wręcz przeciwnie. W mojej ocenie Turcja będzie wykorzystywała walkę potęg militarnych, aby ugrać dla siebie możliwie jak najwięcej.

 

Na gruncie gospodarczym bardzo zacieśni się współpraca z Rosją, Chinami, Iranem. Turcja najprawdopodobniej stanie się częścią Euroazjatyckiej Strefy Handlowej. Ostatecznie o akces do bankrutującej UE Turcja przestała już się starać.

 

Jeżeli mam rację i Rosjanie rzeczywiście ostrzegli Erdogana przed planowanym puczem, to dni ISIS są policzone. Stracili bowiem większość dochodów z ropy wydobywanej na terenach Iraku oraz Syrii. Ankara najprawdopodobniej odetnie także wsparcie logistyczne, o ile jeszcze tego nie zrobiła. Generalnie ISIS narobił sobie śmiertelnych wrogów w Syrii, Iraku, Iranie oraz Rosji. Pytanie, czy w efekcie normalizacji relacji na linii USA - Rosja, zwłaszcza w sprawie Syrii, ktokolwiek zaoferuje im wsparcie?

 

Z inwestycyjnego punktu widzenia akcje tureckie stały się bardzo ciekawym aktywem, z CAPE oraz P/E poniżej 10 i P/BV na poziomie 1,2. Na wykładach organizowanych przez Saxo i ASBIRO wspominałem, iż obserwuję Turcję, ale nie zajmuję pozycji, gdyż obawiam się odwetu ze strony Rosji, w związku z zestrzeleniem samolotu sprzed kilku miesięcy. Odwet owszem przyszedł, ale zupełnie z innej strony. Ostatecznie ceny akcji znalazły się na poziomach na tyle niskich, że poważnie zastanawiam się nad zajęciem pozycji. Problemem, jaki widzę, jest duży udział sektora finansowego oraz ogólnie bardzo niesprzyjająca sytuacja na światowych rynkach akcji.

 

Powyższy artykuł powstał w oparciu o materiały, pochodzące zarówno ze stron publikowanych w Europie, USA, Rosji, Turcji oraz Iranie. Ze względu na ogromną ilość wykluczających się danych zawiera sporo spekulacji.

 


Trader21

Źródło: Independent Trader – Niezależny Portal Finansowy

http://independenttrader.pl/kto-stal-za-przewrotem-w-turcji.html



Ukraińcy twierdzą, że wschodnia Polska to okupowana zachodnia Ukraina

Jak wiadomo bezkrytyczne uwielbienie do Ukrainy urosło obecnie do oficjalnego stanowiska państwa polskiego. Objawia się to tym, że o Ukrainie i Ukraińcach wolno się wypowiadać tylko pozytywnie, a kto powie coś krytycznego jest od razu stygmatyzowany jako "ruski troll". Doprowadziło to do tak wielkiego rozzuchwalenia tego narodu, że zaczynają agresywnie domagać się oddania im we władanie sporej części terytorium naszego kraju.

 

Nie jest to nowa sprawa, ale bezczelność strony ukraińskiej doprawdy poraża. Nie dość, że nie uznają oni swojej winy w zakresie bestialskiego wymordowania ponad 100 tysięcy Polaków zamieszkujących terytorium Rzeczpospolitej, to jeszcze w myśl zasady "łap złodzieja" sami oskarżyli Polaków o ludobójstwo. Pisał o tym publicznie Ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca.

 

Była to jego reakcja na uchwałę polskiego parlamentu w sprawie oddania hołdu ofiarom ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu. Zapowiedział, że w odpowiedzi na to ukraińscy politycy i parlamentarzyści będą udowadniać, że to Polacy mordowali Ukraińców. Gdyby ktoś pozwolił sobie na takie kłamstwa w kontekście holokaustu już miałby spore kłopoty, ale na wypowiedzi pana Deszczycy nie było nawet żadnej reakcji naszego MSZ.

 

Trudno się dziwić, że przy takiej kapitulacji Polaków, strona ukraińska pogrywa sobie z nami coraz ostrzej. Ostatnio znany kijowski adwokat, Ołeksij Kurinnyj, sympatyzujący z otwarcie banderowską partią Swoboda, oświadczył, że rozpoczynają się prace nad specjalną ustawą, która wyliczy wszystkie roszczenia terytorialne względem Polski. Z zapowiedzi wynika, że władze w Kijowie będą zobligowane do wystąpienia o zwrot terytorium określanego przez nich jako "Księstwo Halico-Wołyńskie" albo "Zakierzoński Kraj". W jego skład wchodziły okolice Chełma, Przemyśla, Jasła, Rzeszowa, aż do Białej Podlaskiej. Ukraińscy politycy określają ten obszar "ukraińskimi ziemiami etnicznymi".

W tym kontekście zaplanowano też przygotowanie projektu ustawy stwierdzającej, że wysiedlenia Ukraińców z Chełmszczyzny było przestępstwem Polski przeciwko ludzkości. To paradne, że w ukraińskich głowach powstała alternatywna rzeczywistość, w której bestialskie mordowanie tysięcy Polaków, w tym kobiet i dzieci, urasta do rangi walki narodowo-wyzwoleńczej Ukrainy, a powojenne przesiedlenia spowodowane przebiegiem linii Curzona określają jako coś zbrodniczego.

 

Doprawdy trudno zrozumieć zupełną ciszę w polskich mediach na ten temat. Jest to przecież potencjał nawet na konflikt zbrojny, ale potencjalnym agresorem na nasz kraj może być ukochana przez rządzących Ukraina, a jej konstruktorem mogą być nacjonalistyczne partie wspierane podczas awantury na kijowskim Majdanie, między innymi przez rządzącego obecnie w Polsce Jarosława Kaczyńskiego. Wszak jakoś trzeba będzie zrekompensować utratę Krymu i Donbasu.

 

 

 

 

 

Na podstawie:

http://svoboda.org.ua/news/events/00109741/
http://reporters.pl/1632/na-ukrainie-zadaja-od-polski-zwrotu-ziem-ambasador-oskarza-polako...



Papież Franciszek nadal namawia do przyjmowania islamistów

Pełniący obowiązki papieża argentyński jezuita Jorge Bergoglio, używający pseudonimu "Franciszek" przyjechał do Polski na katolicki festiwal zwany Światowymi Dniami Młodzieży. W przemówieniu powitalnym nie odniósł się oczywiście do prześladowań chrześcijan przez muzułmanów, tylko zaznaczył, że trzeba przyjmować uchodźców.

 

Aż trudno uwierzyć, że trwająca w Europie czarna seria islamskiego terroru nie wywołała refleksji u Franciszka. Nawet poderżnięcie gardła księdzu w trakcie mszy świętej nie spowodowało, aby pełniący obowiązki papieża otrzeźwiał i ocenił prawidłowo sytuację w jakiej znalazła się Europa. A jest to ewidentna wojna religijna, w której spirala śmierci niewinnych dopiero się rozkręca.

„Potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu. Solidarność z osobami pozbawionymi swoich praw podstawowych, w tym do swobodnego i bezpiecznego wyznawania swojej wiary” – powiedział Franciszek podczas wystąpienia w Krakowie.

Wszystko to bardzo ładnie brzmi w ustach tego lewicowego papieża, ale łatwo się mówi, a dużo trudniej to robi. Podstawowym problemem jest odróżnienie tego kto jest potrzebującym pomocy uciekinierem z terenu wojny, kto jest leniem liczącym na darmowe pieniądze, a kto po prostu żołnierzem ISIS. Jak słusznie zauważył poseł Robert Winnicki, "Pasterze nie powinni prowadzić swoich owiec na rzeź."

Ostatnie wydarzenia wskazują na to, że w tej inwazji dominują młodzi islamiści oczekujący zasiłków. Część z nich przybywa do Europy tylko po to, aby aby wywoływać strach, poprzez bestialskie ataki na cywilów. Łatwo zatem mówi się aby wpuścić wszystkich, ale potem, gdy każdego dnia giną przez to ludzie okazuje się, że bezpieczeństwo obcych dla decydentów w Europie jest więcej warte niż bezpieczeństwo ich obywateli.

Oczywiście lewicowe media jak zwykle, z zachwytem przyjmują to, co mówi Bergoglio. Potem chętnie chłostają jego opiniami chrześcijan wskazując, że nie słuchają swojego papieża. Co ciekawe te same środowiska polityczne walczą zaciekle o rozdział kościoła od państwa i o nie wtrącanie się hierarchów do polityki. Tym razem jednak okazuje się, że dla lewaków, wykonywanie wytycznych Watykanu przez władze naszego kraju jest czymś nie tylko dopuszczalnym, ale też bardzo pożądanym.

 

 



Bawarska policja przyznała, że zamachowiec - samobójca z Ansbach otrzymał konkretne instrukcje z Bliskiego Wschodu

Sprawca, który wysadził się w niemieckim mieście Ansbach, otrzymał instrukcje od nieznanej osoby z Bliskiego Wschodu. Tak wynika z oświadczenia ministra spraw wewnętrznych Bawarii Joachima Hermanna, podaje Euronews.

 

 

„Rozmówca dokładnie wiedział, co się dzieje" – powiedział  Hermann. Poinformowano, że terrorysta miał koordynatora, który był doskonale zorientowany w sytuacji. Kazał on samobójcy znaleźć jakąś lukę w celu obejścia ochrony na lokalną imprezę. Hermann nie podał, z jakiego kraju kierowane były instrukcje.

 

Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Bawarii, domniemany koordynator i wykonawca komunikowali się na czacie internetowym tuż przed atakiem. Dane uzyskano na podstawie wyników analizy zawartości smartphone przestępcy.

 

Pochodzący z Syrii uchodźca spowodował 24 lipca br. wybuch w centrum Ansbach, choć planował zrobić to przy wejściu na odbywający się tego dnia festiwal muzyczny. Napastnik został zabity, ale rannych zostało piętnaście niewinnych osób – gości jednej z miejscowych restauracji.