Czerwiec 2016

Susza w Kalifornii grozi wyginięciem tamtejszych lasów iglastych

Trwająca od dwóch lat susza w Kalifornii wywołuje kolejne perturbacje. Na skutek warunków pogodowych nastąpiła niespotykana ekspansja korników na miejscowe lasy sosnowe. Według NASA, sytuacja jest na tyle poważna, że wiele z nich może wkrótce zniknąć całkowicie lub zostanie znacznie uszczuplone, jeśli klimat na południu Stanów Zjednoczonych nie wróci do normy w ciągu najbliższych lat.

Jednym z najbardziej niespodziewanych i niebezpiecznych skutków zmian klimatu i wzrostu temperatury na Ziemi było to, jak globalne ocieplenie wpływa na zachowanie i aktywność owadów. Klasycznym tego przykładem jest to, co stało się w ostatnich latach z lasami iglastymi na północy Ameryki Północnej.

W tych lasach od wieków żyją korniki - Dendroctonus ponderosae, które w normalnych okolicznościach odgrywają rolę pielęgniarek lasów, ponieważ niszczą one słabe i chore drzewa. Jednak w ostatnich latach ich populacja wzrosła nadmiernie z powodu łagodnych zim i suchych miesięcy letnich, w wyniku czego insekty zaczęły niszczyć również zdrowe części lasu.

 

Proces ten postępuje w zastraszającym tempie na co widać na najnowszych zdjęciach satelitarnych. Zaobserwowano to na północy kontynentu i w lasach iglastych na południu, w Kalifornii, gdzie znajdują się tysiącletnie sekwoje i innych rzadkie gatunki drzew.

Susza w Kalifornii trwa już przez prawie siedem lat i tylko w ubiegłym roku, obszar zniszczonego przez chrząszcze z rodzaju Dendroctonus, wzrosła o 10%. Według aktualnych prognoz NASA, klimat w Kalifornii może poprawić w tym roku w wyniku zmiany El Niño na La Nina.

 

 


W Afryce odnaleziono duże złoża cennego gazu - helu

W Tanzanii, w rejonie znanym jako Wielkie Rowy Afrykańskie, odkryto duże złoża cennego gazu - helu. Może to mieć kolosalne znaczenie, ponieważ hel stanowi tylko około 0,0005% składu ziemskiej atmosfery i często ucieka w przestrzeń kosmiczną. Jest za to potrzebny do rozwoju technologii kosmicznej.

Zwykle hel wykorzystuje się do chłodzenia statków kosmicznych. Często znajduje też zastosowanie w astronomii, na przykład przy produkcji niektórych rodzajów teleskopów.

 

Hel znajduje też zastosowanie w medycynie, na przykład przy produkcji urządzeń do wykonywania rezonansu magnetycznego. Odkrycie tanzańskich złóż jest uważane, za bardzo ważne, ponieważ zapewni przetrwanie wielu branżom.

 

Niewiele osób wie, że dużym producentem helu jest Polska. Pozyskuje się go z gazu ziemnego. W przeciwieństwie do reszty Europy gdzie hel występuje w ilościach śladowych, u nas można go znaleźć nawet w 3% wydobywanego u nas gazu ziemnego.

 

 


Prądy strumieniowe w atmosferze zachowują się nietypowo i przekraczają równik

Ostatnio w wielu miejscach świata dochodzi do licznych anomalii pogodowych. Według amerykańskich klimatologów obecnie nie można już patrzeć na układy prądów strumieniowych określane jako północny i południowy, bo oba łączą się, przekraczając równik. Dzieje się tak z powodu ocieplenia, które wywołało chaos w zwykle uporządkowanym układzie oceanicznych i atmosferycznych prądów.

 

Bardzo możliwe, że za zamieszanie w atmosferze odpowiada kończące się obecnie jedno z najsilniejszych w historii El Nino, które przechodzi w zjawisko La Nina, powodujące ochłodzenie części Pacyfiku. To tam właśnie, w rejonie równika, dochodzi do mieszania się cyrkulacji obu półkul.

 

Z danych satelitarnych wynika, że do połączenia północnego i południowego prądu strumieniowego, doszło 27 czerwca bieżącego roku. Od tego momentu proces postępuje i jeśli utrzyma się taki stan rzeczy, będzie dochodziło do wymiany termicznej dążącej do wyrównania temperatury na półkuli północnej i południowej.

Zdaniem klimatologów, skutkiem tej anomalii może być nawet zanik pór roku w miejscach, gdzie dotychczas występowały. Pogoda będzie zależna od losu i tego jak zachowa się chaotyczny system prądów strumieniowych pchających masy ciepłego lub chłodnego powietrza w określone części naszej planety.

 


Islamiści znów grożą zamachem na siedzibę tygodnika Charlie Hebdo

Pracownicy satyrycznego tygodnika Charlie Hebdo znów są na celowniku terrorystów. Media podają, że wystosowano kolejne groźby pod adresem redakcji która w dość specyficzny i kontrowersyjny sposób wyśmiewa polityków oraz wyznawców religii, w tym muzułmanów i islam.

 

 

Pierwsza groźba pojawiła się na serwisie społecznościowym Facebook na stronie Charlie Hebdo, po czym została usunięta. Według śledczych, autor tej wiadomości groził atakiem na członków zespołu redakcyjnego. Informacja o podobnej treści została zamieszczona na Facebooku również kilka dni wcześniej. Śledczy rozpoczęli dochodzenie w tej sprawie w zeszłym tygodniu i próbują ustalić kto stoi za pogróżkami.

7 stycznia w 2015 roku dwóch uzbrojonych w karabiny automatyczne i zamaskowanych ludzi wpadło do redakcji magazynu Charlie Hebdo, która położona jest we francuskiej stolicy. Terroryści dokonali tam rzezi, zabijając łącznie 12 osób, w tym 9 członków redakcji. Od tamtego dnia, pracownicy redakcji mają ochronę policji.

Kilka dni po zamachu terrorystycznym we Francji odbył się marsz mieszkańców a nawet przywódców państw z całego świata, na którym potępiono ataki islamistów i głoszono poparcie dla wolności słowa. Tygodnik Charlie Hebdo zyskał na popularności i dopiero w połowie 2015 roku jeden z rysowników oświadczył że publikowanie karykatur Mahometa "przestało go już interesować".

 

 


Hugo Chávez mógł zostać zamordowany przez osobistego ochroniarza

Śmierć byłego przywódcy Wenezueli, Hugo Cháveza, wydaje się już być tematem zamkniętym. Wydarzenie miało miejsce kilka lat temu a do jego śmierci przyczynił się wyjątkowo złośliwy nowotwór. W rzeczywistości prawdziwa wersja wydarzeń prędzej czy później może wyjść na światło dzienne i wtedy dowiemy się iż Chávez został po prostu zamordowany. Kwestia ta ma istotne znaczenie w kontekście tego co dzieje się obecnie w Wenezueli, Brazylii i Boliwii.

 

Tuż po śmierci Cháveza, która według oficjalnych doniesień miała miejsce w marcu 2013 roku, do agencji CIA wystosowano oficjalne zapytanie w sprawie celowego otrucia wenezuelskiego prezydenta. Sprawa i tak została zamieciona pod dywan gdyż nie było dowodów na planowane zabójstwo. Mimo tego powszechnie uważa się że to właśnie USA, największy wróg boliwariańskich rewolucjonistów, mógł przyczynić się do jego śmierci. Jak powiedziała dziennikarka Eva Golinger:

"Wszystko co Waszyngton chciał osiągnąć za rządów Hugo Cháveza jest teraz realizowane podczas jego nieobecności. Choroba nowotworowa na którą cierpiał Chávez była niezwykle agresywna i podejrzana, a z każdym dniem pojawia się więcej dowodów wskazujących, że Chávez został zamordowany"

Pierwsze oznaki choroby zidentyfikowano w maju 2011 roku. Miesiąc później Chávez przeszedł przez dwa zabiegi chirurgiczne w Hawanie. Specjaliści zdołali usunąć nowotwór, który jednak rozprzestrzenił się mimo stosowanych środków prewencyjnych. Kolejne operacje okazały się konieczne, lecz przywódca Wenezueli, według oficjalnych wersji, zmarł w marcu 2013 roku. Według Evy Golinger:

"Wystarczy wiedzieć, że jeden człowiek, który przez kilka lat był jednym z jego [Cháveza] najbliższych współpracowników, który często przebywał z nim sam na sam i przynosił mu jedzenie, kawę i wodę, jest obecnie chronionym świadkiem w Stanach Zjednoczonych. Wkrótce tajne działania Leamsy Salazara i jego ścisła współpraca z agencjami wywiadowczymi w Waszyngtonie zostanie ujawniona"

Imię i nazwisko osobistego ochroniarza Hugo Cháveza, jeszcze za życia przywódcy Wenezueli, rzadko pojawiało się w mediach. Leamsy Villafaña Salazar starał się pozostać w cieniu. Chávez uznawał go za niezawodnego, profesjonalnie wyszkolonego boliwariańskiego oficera, co powiedział w kwietniu 2002 roku tuż po inspirowanym przez USA zamachu stanu. Jego osobistym ochroniarzem był od 1999 roku.

Po śmierci Cháveza, Salazar zapewniał ochronę przewodniczącemu Zgromadzenia Narodowego, ale Diosdado Cabello zwrócił się do Ministra Obrony o jego przeniesienie na inne stanowisko. Wtedy miały miejsce dość zaskakujące wydarzenia - były ochroniarz Cháveza ożenił się z Anabel Linares Leal, absolwentką akademii wojskowej, która przez pewien czas zajmowała się rozliczeniami finansowymi wenezuelskich sił zbrojnych co oznacza, że miała dostęp do tajnych informacji dotyczących zakupu broni za granicą. Nowożeńcy złożyli wnioskek o pozwolenie na wyjazd do Republiki Dominikany na miesiąc miodowy. Niedługo potem, Leamsy Villafaña Salazar i Anabel Linares Leal przybyli do Santo Domingo, skąd niespodziewanie wyruszyli do Hiszpanii, a samolot należący do amerykańskiej Administracji do Walki z Narkotykami (DEA) zabrał ich do Stanów Zjednoczonych.

 

Światowe media zaznaczały, że Salazar był wierny Chávezowi ale postanowił odejść po jego śmierci. Przez 13 miesięcy miał prowadzić tajne negocjacje z DEA w sprawie ucieczki i zapewnieniu bezpieczeństwa sobie, jego żonie oraz dzieciom. Mowa jest oczywiście tylko o DEA, ponieważ CIA jest agencją wywiadowczą a wenezuelski kontrwywiad natychmiast badałby powiązania między Salazarem a CIA oraz jego zaangażowanie przy zamordowaniu Cháveza.

Obecnie Salazar wraz ze swoją żoną przebywa w USA, oboje żyją pod federalną ochroną i składają zeznania między innymi w sprawie rzekomego powiązania rządu boliwariańskiego, a zwłaszcza przywódców wojskowych, z przemytem narkotyków. Gdy były ochroniarz Cháveza przebywał jeszcze w Wenezueli, amerykańskie agencje wywiadowcze składały fałszywe doniesienia o istnieniu kartelu narkotykowego, któremu miał przewodzić Diosdado Cabello i kilku generałów. Stany Zjednoczone uważały, że po śmierci Cháveza Cabello przejmie władzę w kraju, więc postanowiono w ten sposób zaszkodzić jego popularności.

 

Salazar opowiadał jak towarzyszył Cabello podczas wyprawie i był rzekomo świadkiem jak lider parlamentu brał bezpośredni udział w przemycie narkotyków na półwyspie Paraguaná w stanie Falcón. Nie potrafił jednak wyjaśnić dokąd były dostarczane te narkotyki i dlaczego przemyt miał mieć miejsce blisko wysp Aruba i Curaçao, gdzie Pentagon ma swoje bazy szpiegowskie i stacjonują tam pracownicy CIA i DEA. Salazar twierdził również że miał okazję zobaczyć jego sekretny opancerzony skarbiec wypełniony amerykańską walutą. Decyzję o ucieczce miał podjąć gdy jeden ze strażników rzekomo odmówił wzięcia udziału w przemycie narkotyków za co groziła mu śmierć.

Proamerykańskie media stale tuszują pytania jakie pojawiają się w sprawie udziału Salazara w przygotowaniach do morderstwa Cháveza. Przekonują że honorowo służył władzy i wielbił Cháveza do czasu gdy zdał sobie sprawę, że wenezuelski rząd jest wmieszany w handel narkotykami. Jednak jego działania i wypowiedzi pokazują iż żaden z niego patriota. Salazar twierdził nawet że Chávez zmarł nie w marcu 2013 roku jak podawał rząd w Wenezueli, a w grudniu 2012 roku. Władze tego kraju a także przywódca Kuby i jej kontrwywiad miały dokonać tego przekłamania aby zapewnić ciągłość władzy rządowej i frakcji Maduro, lecz każde dekrety i uchwały podpisane po grudniu można będzie uznać za oszustwa a rząd Maduro za nielegalny.

 

Oburzenie w sprawie rzekomego zaangażowania władzy w przemyt narkotyków słychać coraz głośniej. Według Evy Golinger, Stany Zjednoczone próbują w ten sposób odciągnąć globalną opinię publiczną od prawdopodobnego morderstwa. Boliwariańskie media uznają Salazara za zdrajcę a wenezuelskie agencje wciąż gromadzą dane w sprawie jego działalności przestępczej, jego tajnych spotkań z przedstawicielami CIA i DEA a także przekazaniem materiału biologicznego Cháveza. Prędzej czy później cała prawda o jego śmierci może zostać ujawniona przez jednego z demaskatorów, np. przez Edwarda Snowdena. Władze Wenezueli zaczęły proponować nawet nagrodę finansową dla każdego, kto dostarczy szczegółowe informacje na temat osób które były zaangażowane w morderstwo Cháveza.

 

 


W Danii pojawiła się pierwsza na świecie maszyna do wydawania paszportów i praw jazdy

W stolicy Danii w Kopenhadze pojawiła się pierwsza na świecie maszyna do wydawania paszportów, praw jazdy i innych dokumentów. 

 

 

Znajduje się on w jednej z bibliotek i pozwala przejść przez całą procedurę związaną z uzyskaniem dokumentów, łącznie z tworzeniem zdjęcia i oddawaniem odcisków palców.

 

Ta usługa jest dostępna dla wszystkich obywateli Danii, ale jej użycie wymaga wcześniejszej rejestracji. Trzeba w tym celu wejść na oficjalną stronę internetową ratusza, aby zarezerwować datę i godzinę wizyty. Pierwsze dokumenty zostały wydane już 24 czerwca 2016.


Rosja znosi sankcje wobec Turcji

Turecki przywódca wysłał niedawno list do Władimira Putina, w którym uznał Rosję za ważnego partnera i dał do zrozumienia że chce odbudować pozytywne relacje. Miał również wyrazić żal z powodu śmierci rosyjskiego pilota, zaoferować wsparcie finansowe dla jego rodziny i przeprosić za zestrzelenie samolotu choć niektóre media temu zaprzeczają. Bez względu na to, stosunki na linii Rosja-Turcja niemal natychmiast poprawiły się.

 

 

Dziś Recep Tayyip Erdoğan i Władimir Putin przeprowadzili pierwszą rozmowę telefoniczą odkąd doszło do zestrzelenia rosyjskiej maszyny nad turecko-syryjską granicą. Strony już zaplanowały pierwsze spotkanie. Co więcej, Putin powiadomił rosyjski rząd aby ten rozpoczął proces normalizacji sfery handlowej i gospodarczej z Turcją.

Turecki myśliwiec zestrzelił samolot Su-24 w listopadzie zeszłego roku, gdy rosyjska maszyna operowała w pobliżu Turcji i bombardowała pozycje tzw. Państwa Islamskiego. Putin nazwał wtedy Erdoğana zdrajcą i zapowiedział że będzie żałował tej agresji a w syryjskiej prowincji Latakia kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Turcją rozmieścił system rakietowy S-300.

 

Sankcje gospodarcze były dla Turcji dość uciążliwe. Rosja ujawniła również powiązania Erdoğana z Państwem Islamskim i opisała ze szczegółami jak handlował ropą naftową z terrorystami. Teraz Putin i Erdoğan poklepią się po plecach i wszystko powróci do normy, ale w zamian za zniesienie sankcji rosyjski przywódca może wymusić na Turcji rezygnację ze wspierania antyrządowych bojówek w Syrii.

 

 


Zawieszona prezydent Dilma Rousseff może odzyskać władzę w Brazylii

Przez ostatnie miesiące odbywała się potężna kampania medialna, mająca na celu zdyskredytowanie prezydent Dilmy Rousseff i przekonanie wszystkich do jej zawieszenia ze względu na "korupcję" - nikt oczywiście nie przedstawił żadnych dowodów które faktycznie mogłyby oczernić brazylijską prezydent. Kampania ta powiodła się a na jej miejsce wszedł Michel Temer, amerykański agent. Wydawałoby się że zamach stanu zakończył się powodzeniem a Rousseff nigdy nie powróci już na swoje stanowisko. Wyniki śledztwa nie oczyszczają jej całkowicie z zarzutów, ale są jej przychylne.

 

 

W poniedziałek grupa ekspertów opublikowała raport który wskazuje, że zawieszona obecnie prezydent Brazylii nie manipulowała środkami rządowymi przed wyborami prezydenckimi w 2014 roku. Należy przypomnieć że było to główne oskarżenie które doprowadziło do jej tymczasowego zawieszenia. Zespół potwierdził jednak że Rousseff podpisała nie sześć, a trzy dekrety budżetowe bez zgody Kongresu.

 

Raport głosi więc, że oskarżenia były w większości bezpodstawne co nie zmienia faktu iż brazylijska prezydent i tak została zawieszona. Niektórzy uważają że wyniki śledztwa mogą okazać się korzystne dla Rousseff gdyż nowy rząd również miał brać udział w gigantycznych korupcjach i oszutwach a prezydent Michel Temer ma bardzo niskie poparcie wśród mieszkańców.

 

9 sierpnia ma odbyć się kolejne głosowanie. Senatorzy tym razem zadecydują czy Rousseff powinna zostać trwale usunięta czy też będzie mogła wrócić na stanowisko prezydenta. Niektórzy z nich już zmienili zdanie w tej kwestii i zapowiedzieli że będą głosować za jej przywróceniem. Oznacza to, że zdobycie zdecydowanej większości głosów (2/3 wszystkich senatorów)  będzie bardzo trudne a konstytucyjny zamach stanu może jednak zakończyć się porażką.

 

 


W Walii obok budynków mieszkalnych powstała w ziemi ogromna dziura

Obok budynków mieszkalnych w Walii powstała ogromna dziura (sinkhole).

 

 

Do zdarzenia doszło w pobliżu miasta Carmarthen w południowo-zachodniej Walii, donosi WalesOnline i BBC.

 

Średnica korony dołu wynosi około 9 metrów. Miejscowi twierdzą, że rankiem 28 czerwca br. usłyszeli grzmot, a gdy wyszli zobaczyć co się stało, znaleźli głęboką dziurę. Przyczyny wypadku są obecnie badane.
 


W Tajlandii meteoryt przebił dach i wpadł do domu

Wczoraj, 28 czerwca 2016 w Tajlandii doszło do niezwykłego zdarzenia. Rano, około 7:26, w mieście Phitsanulok, rozległ się głośny huk. Jak się okazało był to meteoryt.

Obiekt uderzył w dach budynku, a następnie w ścianę, odbił się od niej i upadł na podłogę pękając na 5 części. Właściciel domu powiedział, że gdy do tego doszło, jadł śniadanie. Nagle rozległ się głośny huk, trzask i coś za nim upadło. Gdy spojrzał za siebie zobaczył dziwny kamień w kawałkach i otwór w suficie.

Ludzie mieszkający w sąsiedztwie, usłyszeli tylko odgłos przypominający eksplozję. Naukowcy badający ten kamień potwierdzili, że to meteoryt, ponieważ zawiera w swoim składzie żelazo i reaguje na magnes.

Najwyraźniej jest to tylko niewielka część większego kamiennego meteoru, który po wejściu w atmosferę eksplodował nad Tajlandią. Upadki meteorytów na zabudowania zdarzają się bardzo rzadko. Ostatnio w Polsce doszło do podobnego przypadku w 2011 roku.

 

 


Znani inwestorzy przestrzegają przed kryzysem

Brytyjskie referendum, które przesądziło o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, doprowadziło do sporego zamieszania na rynkach finansowych, czym wzmogło niepewność inwestorów. Nawet gdyby się okazało, że to dopiero początek trudnej sytuacji, która nadal będzie się pogarszała, to głównej przyczyny problemów zdecydowanie nie należy upatrywać w wynikach niedawnego głosowania.

Mamy bowiem do czynienia z sytuacją w której rynki finansowe, od dłuższego czasu, oderwane są od realnej kondycji światowej gospodarki. Sygnały wskazujące na przewartościowanie rynków (zwłaszcza w przypadku kondycji Stanów Zjednoczonych), docierają już nie tylko z danych statystycznych, ale również od doświadczonych inwestorów, którzy w przeszłości wykazywali się odpowiednim wyczuciem (szczególnie w określaniu szczytu hossy).

 

Na początku chciałbym jednak skupić się na wspomnianych danych, których opisanie pozwoli uzyskać jasny obraz kondycji amerykańskiej gospodarki i tego, co działo się z nią w ostatnim czasie, a mianowicie w okresie od ostatniego kryzysu, aż do chwili obecnej. Sytuacja finansowa USA ma istotne znaczenie, ponieważ ich giełda odpowiada za 44 procent całkowitej kapitalizacji wszystkich giełd na świecie i wyznacza trendy spadkowe. Jeśli amerykańska giełda spada, to w tym samym kierunku podążają również notowania na rynkach wschodzących. Jednym z najważniejszych wskaźników, który dobitnie pokazuje nam stan ich gospodarki, jest tempo cyrkulacji pieniądza. Kiedy podmioty gospodarcze nie odczuwają obaw o własną sytuację, chętniej i szybciej wydają fundusze, co przekłada się na lepszą cyrkulację pieniądza. Zobaczmy, jak to wyglądało w ostatnich latach:

Już na pierwszy rzut oka widać, że po kryzysie z lat 2008-2009, sytuacja znacznie się pogorszyła. Podczas oficjalnego wychodzenia z kryzysu wskaźnik cyrkulacji pieniądza przekraczał nieznacznie poziom 1,7, natomiast w pierwszym kwartale 2016 roku spadł poniżej 1,5 (dla porównania - przed ostatnim kryzysem były to jeszcze okolice poziomu 2,0). Powyższy wykres nie jest odosobnionym przypadkiem. Niskie tempo cyrkulacji pieniądza oznacza powstrzymywanie się od wydatków, a to z kolei odbija się również na wyższych poziomach wskaźnika zapasów. Poniżej zamieszczam dane dotyczące tego wskaźnika:

Źródło: alhambrapartners.com

Obecnie wskaźnik ten znajduje się na wyższym poziomie niż było to w momencie upadku Lehman Brothers. Co więcej, niewiele brakuje do rekordowych poziomów, które zanotowano w najgorszej fazie kryzysu z lat 2008-2009. Powyższe dane wskazują na znaczące zubożenie amerykańskiego społeczeństwa. Widać to również po liczbie Amerykanów posiadających nieruchomość:

W porównaniu z rokiem 2007 odsetek obywateli posiadających nieruchomość w USA spadł z 69 do 63,5 procent. Aby sprawdzić kiedy po raz ostatni notowano tak niskie poziomy w tym zakresie, należałoby się cofnąć do połowy lat 80-tych.

Mniejsza liczba Amerykanów posiadających nieruchomość nie jest niczym zaskakującym, jeśli weźmiemy pod uwagę średnie dochody gospodarstw domowych. Widać je na poniższym wykresie:

Na uwagę, z całą pewnością, zasługuje fakt, że średnia rocznych dochodów gospodarstw domowych – pomimo wielu lat hossy – nie wróciła do poziomu sprzed ostatniego kryzysu.

W tym miejscu należy  podkreślić jedną ważną kwestię, a mianowicie: powyższe dochody są zawyżone. Jak to możliwe? Przy ich obliczaniu bierze się pod uwagę oficjalny wzrost cen, który obecnie w Stanach Zjednoczonych wynosi ok. 1 procent. Tymczasem jeśli zastosowalibyśmy metodologię obliczania inflacji stosowaną w latach 80-tych, otrzymamy poziom oznaczony na poniższym wykresie kolorem niebieskim:

W porównaniu z oficjalną inflacją różnica wynosi aż 7,5 procent. To pozwala nam na przyjrzenie się i zweryfikowanie wzrostu gospodarczego Stanów Zjednoczonych, który oficjalnie wynosi 2 procent. Gdyby jednak wziąć pod uwagę realny wzrost cen prawdopodobnie okazałoby się, że  amerykańska gospodarka kurczy się o 5,5 procent rocznie. To właśnie taki wynik wydaje się być spójny z przytoczonymi wcześniej informacjami o niższych dochodach amerykańskiego społeczeństwa. Fałszowanie danych gospodarczych, z czym mamy do czynienia w przypadku Stanów Zjednoczonych, spowodowane jest dążeniem do utrzymania mitu rozwijającej się gospodarki. Z takiej samej przyczyny USA koncentrują uwagę świata na amerykańskim rynku pracy, który ich zdaniem notuje rekordowo niskie poziomy bezrobocia. Tymczasem realną sytuację w tym obszarze odzwierciedlają liczby z poniższego wykresu, które dotyczą osób aktywnych zawodowo:

I w tym przypadku notowane obecnie poziomy są bardzo dalekie od tych, z którymi mieliśmy do czynienia w 2007 roku. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat odsetek osób aktywnych zawodowo spadł z 66 do 63 procent. Wielu Amerykanów, po długim okresie ubiegania się o pracę, rezygnuje z dalszych poszukiwań. Ta grupa obywateli nie jest wówczas brana pod uwagę przy obliczaniu bezrobocia. Stąd właśnie biorą się optymistyczne informacje nie mające żadnego związku z rzeczywistą sytuacją.

Podsumowując należy podkreślić, że wysoka inflacja została połączona z zerowymi stopami procentowymi, co wyjątkowo mocno odczuwają zwykli obywatele posiadający niewielkie oszczędności. Niektórzy z nich, w obronie przed dewaluacją dolara, postanawiają przenieść kapitał na giełdę, której – od czasu ostatniego kryzysu – podniesienie się zajęło dużo czasu (od roku jednak utrzymuje podobny poziom).

 


Wzrosty bez fundamentów

Wzrosty, do których doszło w ostatnich latach na amerykańskiej giełdzie, miały tak naprawdę niewiele wspólnego z dobrymi wynikami notowanych spółek. Świadczy o tym chociażby wskaźnik P/S (price-to-sales ratio), który uzyskuje się poprzez podzielenie rynkowej ceny akcji przez sprzedaż spółki, przypadającą na jedną akcję. Już od początku 2014 roku znajduje się on na wyższym poziomie, niż w kryzysowym roku 2008. A to jednoznacznie wskazuje, że wartość obecnych przychodów generowanych przez spółki jest stosunkowo niewielka w porównaniu z ceną, jaką trzeba zapłacić za akcje.

W ostatnich latach notowania spółek w USA rosły w dużej mierze za sprawą zakupów poszczególnych banków centralnych. Przykładem może być tutaj Szwajcarski Bank Centralny, który posiada akcje wielu znaczących spółek z amerykańskiej giełdy. Poniżej dane dotyczące części z nich:

Źródło: zerohedge.com

Oczywiście Szwajcarski Bank Centralny jest tylko jednym z banków centralnych, których zakupy przyczyniły się do wzrostów na amerykańskiej giełdzie. Nie możemy zapomnieć w jakich warunkach funkcjonował w ostatnich latach rynek finansowy w Stanach Zjednoczonych. Rynki finansowe ratowane były – prowadzonym na szeroką skalę – dodrukiem dolara. Stopy procentowe, już od kilku lat, utrzymywane są tam na niemal zerowym poziomie, co pozwala przedsiębiorstwom na tanie pozyskiwanie kapitału.

Wysokie ceny akcji po części spowodowane są również buybackami, czyli wykupywaniem przez firmy własnych akcji. Temat ten został już poruszony w artykule "Czym są buyback'i i jak wpływają na rynek", jednak warto przypomnieć w tym miejscu to, co najważniejsze. Wykup własnych akcji oznacza, że przedsiębiorstwo ponosi koszty, a następnie wymazuje z rejestru nabyte akcje. Co więcej, buybacków najczęściej dokonuje się na kredyt, a to z kolei wpływa na pogorszenie sytuacji finansowej poszczególnych przedsiębiorstw. Są jeszcze inne dwie poważne konsekwencje:

a) po zniknięciu wykupionych akcji, zmniejsza się łączna liczba pozostałych walorów danego przedsiębiorstwa.. Oznacza to wzrost cen samych akcji, ale również wzrost zysków przedsiębiorstwa w przeliczeniu na jedną akcję. Z zewnątrz wygląda to naprawdę znakomicie i z pewnością wzmacnia zainteresowanie akcjami;

b) część buybacków dokonywana jest poprzez wykorzystanie wolnych środków pieniężnych, które przedsiębiorstwo przeznaczyło na zakup własnych akcji. To z kolei wiąże się z ograniczeniem nakładów inwestycyjnych. Jeśli wydatki na inwestycje zostaną ograniczone w zbyt dużym stopniu może to, w bliższej lub dalszej perspektywie, odbić się na konkurencyjności firmy i jej pozycji w branży.

Tak się składa, że wykup własnych akcji przez amerykańskie przedsiębiorstwa ponownie przybrał na sile. Jednocześnie na początku 2016 roku dostrzegalne było odwrócenie trendu.

Źródło: Marc Faber, Bloomberg

W pierwszych czterech miesiącach 2016 roku przedsiębiorstwa dokonywały wykupu własnych akcji na znacząco mniejszą skalę, niż w analogicznym okresie w roku poprzednim – spadek wyniósł ponad 37 procent. To pierwsza tak silna obniżka od 2009 roku. Jednocześnie giełda amerykańska osiągnęła swój maksymalny poziom w 2015 roku, kiedy skala buybacków była największa.


Przestrogi od inwestorów

Powyższe informacje, przytoczone z danych statystycznych, już od dłuższego czasu wskazywały, że notowane na giełdzie wzrosty nie mają żadnego uzasadnienia. Obecnie, w bardzo pesymistycznym tonie, wypowiadają się również inwestorzy, którzy w przeszłości wykazywali się dużym wyczuciem rynku.


Druckenmiller: „Rynek byka dobiega końca”

W historii amerykańskiej giełdy niewielu inwestorów notowało takie wyniki jak Stanley Druckenmiller. Podczas zarządzania funduszem Duquesne w latach 1986-2010, zdołał on wypracować zdumiewającą średnioroczną stopę wzrostu na poziomie przekraczającym 30 procent.

Podczas niedawnej konferencji w Nowym Jorku Druckenmiller stwierdził, że hossa na rynku akcji ma się ku końcowi. Przyznał również, że w chwili obecnej największą pozycję w jego portfelu stanowi złoto. W trakcie swojej wypowiedzi Druckenmiller przedstawił politykę Rezerwy Federalnej jako nieefektywną.

"Trzy lata, które cechował przede wszystkim dodruk dolara oraz dalsze zadłużanie się, jasno pokazują,że rynek byka dobiegł końca" – stwierdził Druckenmiller.

Były współpracownik George’a Sorosa w rozmowie z Bloombergiem dodał również, że przewiduje nastanie kryzysu, który "może być gorszy od tego, z którym mieliśmy do czynienia w 2008 roku". Druckenmiller odniósł się także do kwestii demograficznych przypominając, że w 2050 roku liczba Amerykanów przypadających na jednego emeryta będzie dwa razy wyższa od notowanej na początku XXI wieku.


Spitznagel: „Rynki przeszacowane o 50 procent”

Pesymistyczny ton towarzyszy również wypowiedziom Marka Spitznagela, założyciela funduszu inwestycyjnego Universa, który w 2008 roku zarobił dla swoich klientów ponad 100 procent grając na spadkach, na amerykańskiej giełdzie.

Zdaniem Spitznagela w chwili obecnej rynek nie pełni swojej tradycyjnej roli, a jest jedynie odbiciem kaprysów przedstawicieli banku centralnego. Inwestor uważa również, że w tym momencie przeszacowanie akcji na giełdzie może sięgać nawet 50 procent.

"To, co obserwujemy, to największy monetarny eksperyment w historii. Być może się mylę, ale logika podpowiada mi, że zmierzamy do największego kryzysu finansowego jaki kiedykolwiek się wydarzył" – twierdzi Spitznagel.


Soros sprzedaje akcje

Pierwsze miesiące 2016 roku przyniosły znaczącą zmianę strategii inwestycyjnej George’a Sorosa, który zmniejszył sumę pieniędzy zainwestowanych w akcje o 37 procent. Znany miliarder aż dwukrotnie zwiększył wartość opcji zakładającej spadek głównego funduszu S&P 500.

Jeszcze ciekawszy wydaje się fakt, że największą pozycję w portfelu Sorosa stanowiły akcje Barrick Gold, czyli największego producenta złota na świecie. Wartość udziałów posiadanych przez znanego miliardera wyniosła 264 miliardy dolarów. W portfelu Sorosa znalazło się również miejsce na 1,05 mln opcji kupna na fundusz ETF SDPR Gold Trust.


Gross: „Kapitalizm nie działa przy zerowych stopach procentowych”

Najlepszego zdania o obecnej sytuacji nie ma również guru rynku obligacji i współzałożyciel PIMCO, czyli Bill Gross. Jego zdaniem niemal zerowe stopy procentowe sprawiają, że inwestorzy muszą działać elastycznie, nawet jeśli miałoby to oznaczać trzymanie gotówki. Gross przestrzegł również przed nabywaniem obligacji korporacyjnych oraz ryzykownych akcji.

"Najwyższa pora aby przedstawiciele FED zdali sobie sprawę, że normalizacja polityki monetarnej jest niezbędna, aby ten system mógł normalnie funkcjonować. Kapitalizm po prostu nie może działać przy zerowych stopach procentowych i nie będzie również funkcjonował jeśli wprowadzimy ujemne stopy procentowe" – podkreślił Gross.

Kilka tygodni temu, w jednym z wywiadów, Gross przyznał również, że „inteligentni inwestorzy wiedzą, że coś złego dzieje się z systemem”. Zaznaczył jednak, że taka sytuacja jest wyjątkowo nieprzyjazna dla inwestorów, którzy starają się zapewnić zadowalającą stopę zwrotu swoim klientom.


Podsumowanie

Przez dłuższy czas zachwyty płynące z rynków finansowych w USA zagłuszały sygnały dochodzące z samej gospodarki. Różnica między nimi polega na tym, że obecnie nawet szanowani i oszczędni w swoich słowach inwestorzy nie szczędzą cierpkich słów pod adresem FED-u. Nie musi to oznaczać natychmiastowej zmiany sytuacji, jednak przytoczone wypowiedzi stanowią kolejne ostrzeżenie przed pochopnymi inwestycjami – zwłaszcza na rynkach akcji i zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, które są kompletnie oderwane od rzeczywistości.

Po tym, jak we wrześniu winą za spadki na giełdach obarczono Chiny, możemy przypuszczać, że podobna sytuacja może przydarzyć się Wielkiej Brytanii. Brexit posłużyłby wówczas jako usprawiedliwienie dla uruchomienia kolejnej rundy dodruku dolara. Będzie to oznaczało dalszą dewaluację waluty i wyższą inflację, a to pomoże w kontrolowanej redukcji długu i jednocześnie ponownie negatywnie odbije się na możliwościach finansowych amerykańskich obywateli.


Zespół Independent Trader

Źródło: Independent Trader – Niezależny Portal Finansowy

http://independenttrader.pl/znani-inwestorzy-przestrzegaja-przed-kryzysem.html


Atak terrorystyczny na lotnisku w Stambule - zamachowcy zabili 36 osób, ponad 147 jest rannych

Turcja zaangażowana w wojnę przeciwko Syrii i Kurdom znów padła ofiarą zamachu. Tym razem islamiści obrali sobie za cel ruchliwe lotnisko Ataturk w Stambule. Napastnicy byli uzbrojeni w karabiny maszynowe oraz ładunki wybuchowe, które zdetonowali na sobie gdy zostali postrzeleni przez policję.

 

 

Atak terrorystyczny nastąpił wczoraj wieczorem. Jak się potem okazało, trzech terrorystów przybyło na lotnisko taksówką. Pierwsze strzały słychać było już na zewnątrz, potem uzbrojeni mężczyźni weszli do środka i strzelali do przypadkowych ludzi. Ludzie wpadli w panikę, zaczęli uciekać i chować się tam gdzie tylko było to możliwe.

Policja zaczęła strzelać do islamistów a ci po kolei wysadzali się w powietrze. Dwie eksplozje miały miejsce w terminalu międzynarodowym a do trzeciej doszło na zewnątrz przy parkingu. Karetki pogotowia i taksówki zaczęły przewozić rannych do szpitali.

Według obecnych szacunków, terroryści zabili 36 osób a ponad 147 zostało rannych. Tureckie władze podejrzewają że liczby te mogą jeszcze wzrosnąć. Wśród zabitych jest Ukrainiec i Irańczyk. Tuż po ataku na lotnisku wstrzymano wszystkie loty ale część z nich została dziś wznowiona. Głównym podejrzanym o zamach jest organizacja zbrojna Państwo Islamskie, która w przeszłości nieraz przyznawała się do ataków na Turcję.

 

 


Wojska Unii Europejskiej będą mogły siłą ulokować uchodźców w Polsce

Powstanie Stanów Zjednoczonych Europy w miejsce Unii Europejskiej jest już pewne. Odejście Wielkiej Brytanii z UE zostało potraktowane jako zagrożenie któremu należy przeciwdziałać, ponieważ pozostałe kraje również zaczynają mówić o przeprowadzeniu własnego referendum a całej sytuacji przygląda się Władimir Putin. Rosja jest przecież uznawana jako rzekomo największe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, dlatego Niemcy już planują jak zlikwidować poszczególne państwa narodowe, członków obecnej EU, i zbudować jedno wielkie superpaństwo.

 

 

Jeszcze przed brytyjskim referendum wspomniano coś o planach budowy jednej europejskiej armii. Podobno powstał już jakiś projekt ale oczywiście nie podano żadnych szczegółów. Zapowiedziano że plan zostanie ujawniony dopiero po głosowaniu aby przypadkiem nie wzrosła liczba zwolenników Brexitu. Trudno zresztą powiedzieć czy tego rzeczywiście chcieli ludzie, czy tak po prostu miało być - wiadomo przecież że nieważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy.

Fakty są jednak takie, że Wielka Brytania może wyjść z Unii Europejskiej a ta wielonarodowa organizacja, aby nie dopuścić do kolejnych "exitów", przekształci się w Stany Zjednoczone Europy przez co jej członkowie utracą status państwa. Polska, Niemcy czy Francja mogą zostać zrównane do poziomu stanu, niczym Teksas w USA. Zamiast Polaków, Belgów czy Austriaków będziemy mieć po prostu Europejczyków.

Powstanie armii Stanów Zjednoczonych Europy będzie niosło ze sobą wiele zagrożeń. Przede wszystkim USE (United States of Europe) będzie mogła pacyfikować dowolne powstania przeciwko rządowi i przywódcy całej Europy. Władze będą miały prawo rozwiązywać "problemy" i decydować o wszystkim co dzieje się od Europy Zachodniej po Europę Wschodnią. Skoro mówimy już o tych "problemach", europejskie wojska będą mogły wreszcie rozwiązać kwestię lokowania uchodźców w krajach/stanach, które tego nie chcą.

Unia Europejska groziła Polsce że może nas po prostu zmusić do przyjęcia imigrantów. Dawniej wydawało się to raczej mało prawdopodobne, mimo kontrowersyjnej ustawy 1066 która spełnia funkcję zaproszenia dla zagranicznych sił zbrojnych. Jednak teraz groźby te nabierają zupełnie innego znaczenia - nie dość że Stany Zjednoczone Europy pod przewodnictwem Niemiec zlikwidują Polskę jako państwo, to jeszcze będą mogły wysłać do naszego kraju wojsko i siłą ulokować tu tzw. uchodźców a jednocześnie zwalczać jakikolwiek bunt ze strony mieszkańców. Miejmy nadzieję że Polska nie zniknie znów z mapy świata, choć nasz kraj już znajduje się pod zaborami i dawno utracił niepodległość.

 

 


Turecki prezydent przeprosił Putina za zestrzelenie Su-24

Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow poinformował, że turecki przywódca Recepa Tayyipa Erdogan, prezydent Turcji, w liście z 27 czerwca br. kierowanym do prezydenta Rosji Władimira Putina przeprosił za zestrzelenie bombowca Su-24, donosi Lenta.ru.

 

 

„Rosyjski prezydent Putin otrzymał wiadomość od prezydenta Erdogana, gdzie turecki przywódca wyraził zainteresowanie w rozwiązaniu konfliktu związanego z zestrzeleniem rosyjskiego samolotu wojskowego" - powiedział Pieskow. "Głowa państwa tureckiego w swoim przesłaniu wyraziła współczucie i głębokie kondolencje rodzinie zmarłego rosyjskiego pilota”.

 

W tekście padło rzekomo słowo „przepraszam”.


W Kałudze podczas upału padał śnieg

27 czerwca br. około godz. 14.00 w Kałudze spadł śnieg, podaje Komsomolskaja Prawda.

 

 

Niesamowite zjawisko, które miało miejsce w czasie upałów, mieszkańcy filmowali telefonami komórkowymi. Jedno z najciekawszych nagrań pochodzi od kobiety, mieszkającej na ósmym piętrze wielokondygnacyjnego budynku.

 

„Widziałam taki podejrzany cichy prysznic na horyzoncie przy silnym uderzeniu wiatru”- powiedziała Lilija Kałużanka. „Wyjrzałem przez okno, spojrzałam uważnie i okazało się, że to nie deszcz, a śnieg! Trwało to tylko pięć minut, a płatki śniegu topiły się, zanim dotarły do ziemi. Wówczas śnieg stopniowo przemieniał się w deszcz. Potem wszystko ustało. Niebo było czyste i zapanował kompletny spokój. Nie było wiatru! A co najważniejsze wcale nie było zimniej”.