Marzec 2015

Powodzie i osunięcia ziemi w indyjskim stanie Dżammu i Kaszmir

Sześć osób nie żyje, a dziesięć uważa się za zaginione. Ulewne deszcze spowodowały powodzie i osunięcia ziemi w indyjskim stanie Dżammu i Kaszmir.



Huragan Niklas dociera do Polski - czekają nas wichury i trąby powietrzne

Trwa poważne załamanie pogody na zachodzie Polski. Europa centralna, w tym Niemcy i Polska, są pod wpływem niżu zwanego już przez niektórych huraganem Niklas, który wywołał porywisty wiatr wiejący momentami z prędkościami powyżej 130 km/h. W Wielkopolsce pojawiło się tornado, a na Dolnym Śląsku silny wiatr wywrócił tira.

 

Dzisiaj na zachodzie Polski można było doświadczyć wszystkich rodzajów pogody. Padał deszcz, grad, śnieg były huraganowe porywy wiatru i słońce, które przeświecało przez bardzo szybko poruszające się chmury. W wielu miejscach na Dolnym Śląsku wiatr wyrządził spore zniszczenia. We Wrocławiu łamało drzewa, w niektórych miejscach fruwały niezabezpieczone elementy i liche dachy.

Z doniesień medialnych wynika, że trąba powietrzna, która zeszła w Wielkopolsce trwała stosunkowo krótko. Całe zjawisko trwało najwyżej 30 sekund. Mimo tornado zdołało zerwać dach z kilkunastu zabudowań.

Źródło: TVP INFO

Według synoptyków z IMGW (Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej) niebezpiecznie może być praktycznie na terenie wszystkich województw. Najsilniej może wiać w pasie nadmorskim, na zachodzie kraju i w centrum. Wszędzie tam w porywach wiatr może przekraczać prędkość 100 km/h.

Wszystko wskazuje na to, że wietrzna pogoda może z nami pozostać nawet przez kilka dni, dlatego należy zwrócić uwagę na to, aby zabezpieczyć wszystko co może zostać porwane przez wiatr. Należy również unikać parkowania w okolicy drzew, czy ulicznych latarni.

 

 





Rosyjski analityk zasugerował atak nuklearny na superwulkan Yellowstone i uskok tektoniczny San Andreas

Szef rosyjskiego Think Tanku, Akademii Problemów Geopolitycznych - Konstantin Sivkow, opublikował intrygującą analizę geopolityczną. Padają w niej sugestie, że Rosja powinna brać pod uwagę celowe wywołanie erupcji superwulkanu Yellowstone, co spowodowałoby degradację pozycji USA na świecie i zapewniło przewagę Rosji.

 

Analityk określił postawę zachodu jako "pchanie się w kierunku granic Rosji". Zdaniem Sivkowa atak na amerykański słaby punkt, za jaki uważa tykającą bombę wulkaniczną na terenie parku narodowego Yellowstone, to racjonalne posunięcie pozwalające na wyeliminowanie sporej ilości przeciwników.

 

Rosjanin dowodzi w artykule opublikowanym w rosyjskiej prasie, że superwulkan Yellowstone i tak jest na krawędzi erupcji. Według niego istnieje wiele przesłanek wskazujących, że w obrębie tej wielkiej kaldery cały czas rośnie aktywność i w takich okolicznościach erupcję mogłaby wyzwolić detonacja nawet ładunku jądrowego o wielkości do megatony. Konsekwencje takiego ataku byłyby niszczące dla dużej części Ameryki Północnej.

Na dodatek rosyjski analityk wskazuje kolejne miejsce do ataku - uskok San Andreas. Podwodna detonacja w tamtym miejscu może wywołać konsekwencje w postaci potężnego trzęsienia ziemi, zdolnego do wytworzenia fal tsunami, które mogą zniszczyć całe pacyficzne wybrzeże USA.

Radykalne wypowiedzi kolejnego rosyjskiego analityka w krótkim czasie idealnie opisują atmosferę jaka panuje na linii NATO-Rosja. Prowokacyjne wypowiedzi i szokujące perspektywy planowanych ataków mają wywołać strach i zmusić do myślenia. Rosja wymachuje nuklearnym straszakiem i ktoś w końcu może oberwać.

 

 

Źródło:

http://vpk-news.ru/articles/24405

http://www.smh.com.au/world/russian-analyst-urges-nuclear-attack-on-yellowstone-national-park-and-san-andreas-fault-line-20150331-1mbl14.html





Japonia przygotowuje się do silnego trzęsienia ziemi z epicentrum w Tokio

Rząd Japonii zatwierdził we wtorek plan przygotowań na wypadek trzęsienia ziemi, którego epicentrum się znaleźć pod Tokio. Celem jest zmniejszenie o połowę liczby ewentualnych ofiar śmiertelnych w japońskiej metropolii.

 

Skomplikowana budowa sejsmiczna obszaru na którym zlokalizowano Tokio to zapowiedź potencjalnych kłopotów. Miasto przecina kilka uskoków tektonicznych, a naukowcy przewidują, że silne trzęsienie ziemi o magnitudzie przewyższającej 7 stopni w skali Richtera, może się tam przydarzyć w ciągu najbliższych 30 lat z prawdopodobieństwem aż 70%.

 

Eksperci sugerują, że po takim wstrząsie może być nawet 23 tysiące ofiar, a ponad 600 tysięcy budynków zostanie zniszczonych. Zgodnie z przyjętym planem w ciągu najbliższych 10 lat, zostaną przeznaczone środki w celu poprawy odporności sejsmicznej budynków, oraz ich bezpieczeństwa pożarowego. Ma to zmniejszyć skalę zniszczenia i ofiar aż o połowę.

 

Jako konkretne środki mające na celu zwiększenie poziomu stabilności sejsmicznej budynków podano wzrost ich ilości. Do 2020 roku planowane jest przede wszystkim zmniejszenie liczby starszych, zwartych osiedli mieszkaniowych, które są najbardziej niebezpieczne gdy po trzęsieniu ziemi dochodzi do pożarów. Szczególna uwaga zostanie zwrócona na większe wykorzystanie niepalnych materiałów budowlanych. Doświadczenia po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 roku pokazały, że ludzie często nie stawali się ofiarami zawalonych budynków, ale ginęli na skutek ognia, który trawił dom po domu.

 

Zatwierdzony plan przewiduje utworzenie tymczasowych miejsc zarządzania, które mogłyby przejmować obowiązki urzędów, które mogłyby zostać zniszczone. Planuje się również przygotowanie tygodniowego zapasu wody i żywności w dużych firmach, wielorodzinnych budynkach mieszkalnych i urzędach administracji lokalnej.

 

Japończycy słyną z dobrego przygotowania do klęsk żywiołowych. Po gigantycznym trzęsieniu ziemi i tsunami, które w marcu 2011 roku zdewastowało dużą część wyspiarskiego kraju, to właśnie dzięki planom i wcześniejszym treningom, udało się tak znacznie zminimalizować liczbę ofiar tamtej strasznej katastrofy.

 

 

 

 





Klimatolodzy przekonują, że globalne ocieplenie powróci i trzeba z nim walczyć

Amerykańscy naukowcy nic sobie nie robią z oficjalnych danych wskazujących, że od przynajmniej 15 lat średnia temperatura na Ziemi ustabilizowała się. Ten kłopotliwy dla propagandystów global warming okres miał być tylko przejściową "pauzą", a potem ocieplenie miało wrócić ze zdwojoną siłą. Zdaje się ten powrót zapowiadają teraz eksperci z za Atlantyku.

 

Naukowcy zadali sobie to samo pytanie, które zszokowanym aktywistom z Greenpeace zadawał niegdyś brytyjski Lord John Mockton, czyli jaka jest właściwa temperatura na Ziemi. Tamci delikwenci nie zdołali na nie odpowiedzieć, ale amerykańscy specjaliści postanowili to ustalić.

Przede wszystkim spróbowano wyliczyć czy możliwe jest w ogóle zatrzymanie globalnego ocieplenia i to mimo, że pomiary tak wskazują. Można powiedzieć - tym gorzej dla pomiarów. Rozważano też czy wzrost globalnej temperatury do 2 stopni powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej jest zbyt wysoki czy też zadziwiająco niski stosownie do oczekiwań.

 

Uznano, że konieczne jest obniżenie globalnej temperatury o 1,5 stopni. Ma się to odbywać poprzez horrendalne opodatkowanie przedsiębiorstw emitujących gazy cieplarniane. Rozkręciło to wielki biznes handlu emisjami i spowodowało, że setki milionów ludzi zostanie okradzionych podatkami wymyślonymi przez pseudoekologiczną mafię. Wkrótce odczują to wszyscy Polacy gdy lawinowo zaczną rosnąć koszty prądu elektrycznego, a polityka dekarbonizacji, którą zaakceptowali nasi namiestnicy do tego doprowadzi.

 

W październiku 2014 roku amerykańscy klimatolodzy, David Victor i Charles Kennel zasugerowali w pracy badawczej, że zatrzymanie globalnego ocieplenia jest możliwe z naukowego punktu widzenia, ale wyrzeczenia byłyby tak duże, że jest to niemożliwe do realizacji z przyczyn politycznych. Jednocześnie zwracają oni uwagę, że podnoszenie się temperatury o 1,5 stopnia, z czym mamy do czynienia obecnie, to bardzo dużo, a 2 stopnie to wartość graniczna dla możliwości przetrwania danego gatunku o ile nie zmieni siedliska na bardziej sprzyjające klimatycznie.

 

Nic nie wskazuje na to, aby przemysł globalnego ocieplenia miał się zakończyć. Wręcz przeciwnie wygląda na to, że to lobby polityczne staje się jeszcze bardziej wpływowe. Mówi się o dołączeniu do polityki klimatycznej USA i o wywieraniu presji na Chiny oraz Indie.

 

 

 





Ukraińska schizofrenia - polska armia szkoli swoich potencjalnych przeciwników?

W ciągu ostatnich 10 lat Polska przechodziła z pozycji rusofilnych na rusosceptyczne i odwrotnie. Zaraz po katastrofie w Smoleńsku kochaliśmy Rosjan, którzy jawili się jako jedyni sprawiedliwi "druzja". Ostatnio jednak ktoś przestawił wajchę i znowu Rosji nie lubimy za to staliśmy się przesadnie ukrainofilni. W polskich mediach jeszcze do niedawna nawet nie wspominało się o rosnących w siłę nacjonalistach ukraińskich, którzy otwarcie wzywają do rewizji granicy z Polską.

 

Jeśli ktoś nie chce narazić się na epitety w stylu "ruski agent" nie powinien już przypominać o Wołyniu i 140 tysiącach zarżniętych tam rodaków. Nie mogą go też oburzać faszystowskie manifestacje neobanderowców na zachodniej Ukrainie, w tym we Lwowie. Nie może go dziwić to, że ludobójcom w stylu Bandery stawia się tam pomniki. Wyhodowani przez zachodnią propagandę ukrainofile często twierdzą, że naród ukraiński nie ma innej historii i obecną państwowość musi opierać na pamięci o UPA i ONA.

Źródło: Twitter

Zwolennicy Ukrainy często zwracają uwagę, że Polacy doświadczyli bestialstwa również ze strony rosyjskiej, a właściwie NKWD, dość wspomnieć przypadek Operacji Polskiej, czyli wymordowania ponad 200 tysięcy Polaków, którzy mieli nieszczęście mieszkać na terenie ZSRR. To wszystko prawda, ale czy ktoś kto potępia odradzający się antypolonizm na Ukrainie jest od razu zwolennikiem Rosji? To dziecinne propagandowe uproszczenie.

Źródło: Twitter

Polska potrzebuje nowoczesnej broni w tym satelitów wojskowych i obrony przeciwrakietowej. Musimy się uzbroić teraz już, a nie za 3 lata. W 1938 roku też rozpoczęto wielki plan modernizacji polskiej armii, która miała się zakończyć w 1944 roku. Plany MON, który podpisuje obecnie kontrakty na dostawy sprzętu za kilka lat mocno krytykują polscy dowódcy.  Już teraz powinniśmy rozpocząć budowę własnej broni jądrowej i środków jej przenoszenia. Trzeba się wzrować na Izraelu, który czuje się zagrożony ze strony Arabów, więc zbudował potężną armię i rozwija liczne technologie w tym rakietowe i nuklearne.

Test systemu rakietowego Wisła - foto: DGT

Nasza armia powinna przede wszystkim rozwijać własną broń. Ta amerykańska, którą najczęściej kupujemy nie jest pełnowartościowa, ponieważ już dawno została przez Rosjan rozpracowana. Na dodatek nigdy nie będziemy dysponowali kodami źródłowymi czy to do myśliwców F-16 czy też podwieszanych pod nie nowoczesnych rakiet. Oznacza to, że nawet jeśli sobie kupimy te pociski, to USA będzie decydowało w co możemy z nich strzelać.

 

Promowany obecnie w mediach pomysł, aby uzbrajać rozpadającą się armią ukraińską, a nawet ruszyć z nią na wojnę z Rosją trudno uznawać za rozsądny. Jak już wielokrotnie na tych łamach pisaliśmy jeśli Putin będzie chciał zniszczyć NATO po prostu dokona ataku jądrowego z wykorzystaniem małych ładunków jądrowych. Takie swoiste "sprawdzam" w stosunku do zachodnich sojuszników Polski jest bardzo prawdopodobne, a zachód raczej na pewno nic z tym nie zrobi.

Wyobraźmy sobie, że mała bomba jądrowa spadła na Litwie - i co? Czy podobałaby nam się perspektywa ruszenia na wojnę z Rosją czy też wszyscy poparliby próby uspokojenia sytuacji, bo nikomu nie zależy na wojnie atomowej i wymianie ciosów przez Rosję i USA. Atak na słabeuszy takich jak kraje bałtyckie i Polska to doskonały sposób na pokazanie dobitne tego o czym od dawna wie większość ludzi - NATO jest sojuszem papierowym. Poza tym udzielenie pomocy członkowi Paktu musi być uzgodnione z wszystkimi, na przykład z prorosyjską ostatnio Grecją.

 

Jednak nawet jeśli przyjmiemy, że scenariusz z rosyjskim atakiem jest mało prawdopodobny, to hodujemy sobie przy granicy kolejny problem w postaci odradzającego się zbrodniczego banderyzmu. Jeśli Rosja będzie dalej skubała Ukrainę, konsumując ją po kawałku, to prędzej czy później nacjonaliści ukraińscy mogą wpaść na pomysł, aby zbrojnie najechać Przemyśl, Lublin i Podkarpacie. Taki scenariusz jest całkiem prawdopodobny, bo jak widzimy Ukraina upada i jest rozszarpywana przez oligarchów. Grozi to zatem kolejnymi zamachami stanu, a nawet podziałem kraju i redefinicją politycznych priorytetów.

Źródło: Twitter

Gdy już do tego dojdzie, że zaprawione w boju watahy neobanderowców wrócą z frontu wschodniego, to bardzo szybko mogą się pojawić pomysły wykorzystania tych ludzi do kolejnej wojny, której celem będzie na przykład przesunięcie zachodniej granicy Ukrainy, kosztem Polski, czyli lokalnego słabeusza. W międzyczasie nasz kraj uzbraja się w takim tempie jakby to wiara w sojusznicze zobowiązania zapewniała bezpieczeństwo a nie własne dywizje pancerne, skuteczna artyleria i wojska rakietowe.

 

Atak ze strony Rosji, jeśli nastąpi, to raczej dla nas beznadziejna sprawa. Rakiety typu Iskander dolatują z Obwodu Kaliningradzkiego do celów w Polsce w około 4 minuty. Żadna bateria antyrakiet nie poradzi sobie z takim zagrożeniem, zwłaszcza, że gdy zostanie uruchomiona, będzie już zniszczona. Jeśli dojdzie do takiego ataku trzeba to przetrwać i celem powinna być minimalizacja strat na terenie Polski, co zaprezentowały nam wszystkie rozsądne narody podczas II wojny światowej.

 

Nie wolno też uzbrajać naszych potencjalnych wrogów na Ukrainie. Prowadzone obecnie szkolenia oficerów i podoficerów ukraińskiej armii, które prowadzi między innymi nasza armia to wielki błąd, który może się na nas zemścić. Tajemnicą poliszynela jest też udział polskich żołnierzy w walkach na wschodzie Ukrainy. Oficjalnie ich tam nie ma, ale oczywiście są tylko poubierani w ukraińskie mundury. Przyjdzie czas, gdy wyjdzie to na jaw, tak jak wyszły tajne więzienia CIA na Mazurach.

 

Polska nie powinna pchać palców między drzwi i futrynę, a na czyjś rozkaz tak właśnie uczyniliśmy najpierw szkoląc majdanowców a potem wspierając pełzający zamach stanu poprzez liczne pielgrzymki do Kijowa polskojęzycznych polityków wykrzykujących banderowskie hasła. Miejmy nadzieje, że sytuacja międzynarodowa ułoży się dla nas jednak pomyślnie i nie będziemy się musieli obawiać zmasowanego ataku rakietowego ze strony Rosji, ani wojny z nacjonalistami ukraińskimi wysuwającymi roszczenia terytorialne względem Polski.

 

 

Źródła:

http://swiat.newsweek.pl/ukrainscy-nacjonalisci-chca-nam-odebrac-podkarpacie,71842,1,1.html

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/mon-w-polsce-beda-szkoleni-ukrainscy-instruktorzy/zg2hbf

 

 





Miliony mieszkańców Wenezueli podpisuje antyamerykańską petycję

Władze Wenezueli zachęcają mieszkańców do podpisywania specjalnej petycji, która potępia ostatnie działania Stanów Zjednoczonych wobec tego kraju. Ostatecznym celem jest uzbieranie ponad 10 milionów podpisów i wręczenie petycji amerykańskiemu prezydentowi Barackowi Obamie.

 

Prezydent Nicolas Maduro jest przekonany, że trudna sytuacja w Wenezueli została spowodowana przez działania USA. Rząd oskarża również Amerykanów o ingerowanie w sprawy wewnętrzne kraju, wspieranie opozycji i nawoływanie do zamachu stanu. Barack Obama nałożył niedawno sankcje na niektórych polityków w Wenezueli, oskarżając ich o łamanie praw człowieka i korupcję. Jednak najbardziej oburzający jest dekret amerykańskiego prezydenta, według którego Wenezuela stanowi "nadzwyczajne zagrożenie" dla bezpieczeństwa narodowego USA.

 

W związku z czym władze Wenezueli od niedawna zachęcają mieszkańców do podpisywania się pod petycją, w której potępia się "amerykańską agresję" i wzywa się Baracka Obamę do odwołania od dekretu. W bardzo krótkim czasie udało się uzbierać ponad 5 milionów podpisów, a gdy pod petycją podpisze się 10 milionów osób, Nicolas Maduro wręczy ją Obamie 10 kwietnia w Panamie podczas Szczytu Ameryk.

 

 

Na podstawie: RT.com





Eksplozje w Jemenie - samoloty mogły ostrzelać magazyn z rakietami Scud

W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo zdjęć, przedstawiających eksplozje tuż obok jemeńskiej stolicy Sana. Podejrzewa się, że siły lotnicze, które atakują szyickich rebeliantów, mogły uderzyć w magazyn gdzie przechowywano między innymi rakiety balistyczne R-17 Scud-B.

 

Interwencja zbrojna w Jemenie trwa już prawie od tygodnia. Arabia Saudyjska i inne kraje arabskie atakują z powietrza szyickich rebeliantów, którzy kontrolują część kraju i prowadzą walkę z tamtejszą armią. Prezydent Jemenu postanowił wcześniej uciec drogą morską. W regionie pojawiły się również okręty wojenne, które blokują ruch statków w jemeńskich portach, aby rebelianci nie otrzymali przypadkiem wsparcia.

Źródło: Twitter

Atak na wspomniany magazyn miał miejsce minionej nocy. Również wczoraj, arabskie siły uderzyły w kontrolowany przez szyickich bojowników obóz dla uchodźców. Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, w wyniku ataku zginęło 45 osób a kilkadziesiąt kolejnych zostało rannych. Uważa się, że nalot na obóz był zupełnie przypadkowy a celem były instalacje wojskowe, znajdujące się w pobliżu.

 

W niedzielę siły lotnicze zbombardowały magazyn broni w mieście Aden. Śmierć poniosło 14 osób. Arabia Saudyjska powiadomiła, że rozpoczęto negocjacje ze wszystkimi stronami tego konfliktu. Jeśli nie zostanie on zażegnany drogą pokojową, wojna w Jemenie może potrwać kolejne miesiące.

 

 





Naukowiec twierdzi, że mięso laboratoryjne stanie się "luksusem"

Profesor Mark Post, naukowiec który stworzył pierwsze na świecie mięso in vitro twierdzi, że żywność tego typu stanie się w przyszłości bardzo popularna - stanie się wręcz luksusem. Już w ciągu 10 lat może nawet zastąpić naturalne mięso w sklepach.

 

W 2013 roku, Mark Post z holenderskiego uniwersytetu w Maastricht oświadczył iż hoduje pierwszego na świecie "laboratoryjnego hamburgera". Ten nienaturalny twór powstał z komórek macierzystych, które zebrano z odpadów z rzeźni. Post dodawał do nich substancje spożywcze, co doprowadziło do ich wzrostu do tkanki mięśniowej, a następnie umieścił je na specjalnych rusztowaniach z rozpuszczalnych cukrów.

 

Dzięki aplikowanym impulsom elektrycznym, komórki zmuszano do kurczenia się i rozkurczania. Chodziło o to aby hodowane przez nich mięso było aktywne fizycznie, podobnie jak w przypadku zwierząt hodowlanych które są codziennie w ruchu. Uczeni izolowali również komórki macierzyste tkanki tłuszczowej hodując je na pożywce, uzyskując coś w rodzaju smalcu in vitro.

Stworzone przez Marka Posta laboratoryjne mięso, które wyceniono na ponad milion złotych, zostało następnie spożyte w Londynie przez naukowca ds. żywienia Hanni Rutzler i pozytywnie ocenione. Badania wskazują, że mięso produkowane sztucznie może doprowadzić do rewolucji żywieniowej, pozwoli zmniejszyć zużycie energii oraz znacznie zredukować emisję gazów cieplarnianych i zapotrzebowanie na tereny hodowlane.

 

Co ciekawe, nad sztucznym mięsem pracuje dziś wiele zespołów badawczych a każdy z nich ma swój pomysł na tworzenie laboratoryjnej żywości. Przykładowo profesor Mitsuyuki Ikeda z Environmental Assessment Center w Okayamie twierdzi, że żywność można tworzyć ze składników odżywczych z ludzkich odchodów. Opracowane przez niego mięso przeszło nawet przez wstępne testy.

 

Dziś, Mark Post w dalszym ciągu uważa że mięso in vitro podbije świat i zastąpi jego naturalny odpowiednik. Jego zdaniem może do tego dojść już w ciągu 10 lat. W tym czasie naukowiec wciąż ulepsza swój wynalazek, aby jego mięsne twory były lepsze w smaku. Post uważa, że sztuczne mięso ma szansę na sukces, może powstrzymać masową rzeź zwierząt i zapewnić żywność dla stale powiększającej się liczby ludności, ponieważ z jednej komórki macierzystej można stworzyć aż 10 tysięcy kilogramów mięsa.

 

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 

 

Źródło: http://tylkonauka.pl/wiadomosc/mieso-laboratorium-moze-zastapic-naturalne-w-ciagu-10-lat





Osuwisko w Indonezji pochłonęło 12 osób

Osuwisko w miejscowości Sukabumi w indonezyjskiej prowincji Jawa Zachodnia pochłonęło dwanaście ofiar, podaje Krajowe Biuro Zarządzania Katastrofami  (BNPB).