Grudzień 2017

Naukowcy alarmują! W Australii tajemniczo wymierają miliony kangurów

W Australii odnotowano gwałtowny spadek liczby rudych Macropus rufus i olbrzymich kangurów Macropus giganteus. Duża śmiertelność obserwowana jest w szczególności w stanie Nowa Południowa Walia. Według ekspertów, zwierzęta zaatakowała epidemia, która powoduje ślepotę, utrudnia poruszanie się i wywołuje wewnętrzne krwotoki.

Weterynarz Greg Curran zauważa, że już w 2016 r. wiele zwierząt pasło się w okolicach jego domu, ale teraz już ich nie ma. W tej chwili naukowcy szukają wirusa, siejącego spustoszenie, ale bezskutecznie. Zatrucie roślinne lub głód są wykluczone.

 

Od 2016 roku kangury liczyły 17,4 mln osobników, podczas gdy liczba ta spadła do 10 mln. Warto zauważyć, że choroby nie tylko eliminują zwierzęta, ale także ludzi. W 2017 roku wybuchła epidemia, wobec której medycyna była bezsilna. Czy natura zdecydowała się „zrobić porządek" na Ziemi?

 




Nieudane starty rosyjskich rakiet to wina „błędu ludzkiego”

Wicepremier Rosji, Dmitrij Rogozin, powiedział, że utrata rakiety Sojuz 2.1b w listopadzie była spowodowana błędami programowymi.

Sojuz 2.1b miał wynieść na orbitę satelity z kilkunastu krajów m.in. z USA, Niemiec, Szwecji, Kanady i Japonii, jednak głównym celem było wyniesienie na orbitę rosyjskiego satelity Meteor-M. Dmitry Rogozin powiedział, że rakieta została zaprogramowany do startu z innego miejsca.

 

W przemówieniu do rosyjskiej telewizji państwowej, premier jako powód podał „ludzki błąd”.

„Rakieta została zaprogramowana tak, jakby startowała z Bajkonuru” – powiedział na kanale telewizji Rossyia 24. W rzeczywistości rakieta startowała z nowego kosmodromu Wostocznyj na wschodzie kraju.

Agencja kosmiczna Roskosmos poinformowała w zeszłym miesiącu, że straciła kontakt z satelitą wartym 2,6 miliarda rubli. Komisja badająca przyczyny tego stanu rzeczy oznajmiła, że błąd był wynikiem „niedoskonałości algorytmów w zaprogramowaniu stopnia Fregat” oraz wprowadzenia błędnych współrzędnych.

Rosja wysłała w kosmos pierwszego satelitę z kosmodromu Wostocznyj w kwietniu ubiegłego roku, lecz nastąpiło to po opóźnieniach i znacznych przekroczeniach kosztów. Start okazało się również kłopotliwy, ponieważ problem techniczny opóźnił go o jeden dzień.

 

 




Masowe protesty w wielu miastach w Iranie. Demonstranci wzywają do obalenia rządu!

Iran zaczyna popadać w chaos. Od czwartku na ulice miast wychodzi coraz więcej ludzi, aby zaprotestować przeciwko islamskiemu rządowi. Spokojne marsze szybko przekształciły się w bardziej agresywne demonstracje, na których wykrzykiwano antyrządowe slogany.

 

Pierwsze protesty w Iranie miały miejsce w czwartek. Zaczęło się od niezadowolenia z powodu trudnej sytuacji ekonomicznej, podwyżek cen i korupcji w rządzie, a także przeciwko militarnemu zaangażowaniu Iranu w Syrii. Początkowo były to setki ludzi, lecz z biegiem czasu demonstranci zaczęli organizować się i wychodzić na ulice innych miast. W bardzo krótkim czasie protesty przybrały charakter polityczny i przekształciły się w demonstracje antyrządowe.

W piątek fala protestów przetoczyła się przez liczne miasta. Uczestnicy marszów otwarcie wzywali do przewrotu i sprzeciwiali się prezydentowi Hasanowi Rouhaniemu, a nawet najwyższemu przywódcy Iranu, Alemu Chamenei. W mieście Raszt demonstranci zachęcali policję, aby przyłączyła się do protestu przeciwko władzy. W innych przypadkach ludzie zachowywali się dość agresywnie, organizowali się w grupy i atakowali policję. Jak dotąd jeszcze nikt nie zginął, ale jest wielu rannych, a kilkadziesiąt ludzi zostało aresztowanych.

Stany Zjednoczone bardzo szybko wtrąciły się i ostrzegły, że opowiadają się po stronie demonstrantów i będą przyglądać się jak irańskie władze i służby traktują mieszkańców. USA zaczęły również wzywać tamtejsze społeczeństwo do ogólnonarodowych demonstracji w sobotę. Tu można zauważyć hipokryzję Amerykanów, którzy oskarżają inne państwa o ingerencję w wybory prezydenckie i sprawy wewnętrzne, a jednocześnie same nawołują do antyrządowych manifestacji.

Obecne niepokoje w Iranie są największe od 2009 roku. Władze spodziewają się jeszcze większych demonstracji, które mogą ogarnąć nawet cały kraj i dosięgnąć samą stolicę w Teheranie. Rząd wezwał wszystkie strony polityczne do zjednoczenia w obliczu sytuacji, która poważnie naraża bezpieczeństwo wewnętrzne państwa. Zaczęto również sugerować, że za demonstracjami antyrządowymi mogą stać zagraniczni agenci, którzy próbują doprowadzić do destabilizacji.

 

Dziwnym trafem całkiem niedawno wydało się, że Izrael utrzymuje tajne kontakty z Arabią Saudyjską i podpisał właśnie "sekretną" umowę ze Stanami Zjednoczonymi w kontekście Iranu. Czy masowe protesty w Iranie mają z tym wszystkim jakiś związek? Niewątpliwie sytuacja zaczyna dobitnie przypominać to, co widzieliśmy na samym początku wojny domowej w Syrii, Libanie oraz na Ukrainie. Czyżby amerykańska demokracja zapukała właśnie do drzwi Iranu?

 




Morawiecki szokuje stwierdzając, że należy przyjąć islamskich imigrantów bo nas na to stać

Jak wiadomo fundamentem sukcesu wyborczego PiS była nieprzejednana postawa jaką jej politycy prezentowali względem planów wpływania na skład narodowościowy Polski poprzez przymusową realokację islamistów, którzy tłumnie przybyli na europejskie zasiłki czym wywołali ogólny chaos w zachodniej Europie. Teraz jednak możemy obserwować pierwszą jaskółkę zwiastującą zmianę podejścia partii rządzącej do planu przyjęcia przymusowych imigrantów w kierunku zgody na ten dyktat Brukseli.

Tak przynajmniej można odbierać wypowiedź na temat przyjęcia islamistów, którą wygłosił prorządowy polski polityk z koła sejmowego Wolni i Solidarni, Kornel Morawiecki, ojciec obecnego premiera Mateusza Morawieckiego. Jego zdaniem powinniśmy przyjąć islamskich imigrantów, bo stać nas na integrację 7 tysięcy przybyszów. Morawiecki senior zaznaczył w wywiadzie dla Radia Wnet, że nie powinniśmy islamskim imigrantom wręczać nowych smartfonów i pieniędzy tylko oczekiwać pracy, nauki i poznawania naszej kultury.

 

Trudno nie traktować wyskoku Morawieckiego inaczej niż balonu próbnego. Rzucił temat i obecnie jest mielony przez media, które odpowiednio to pokażą i zobaczy się w sondażach czy po proimigranckich wypowiedziach hierarchów kościoła katolickiego, można już wmówić zjadaczom propagandy, że właściwie to 7 tysięcy islamistów to kropelka.

Tylko, że ta kropelka przybywa tutaj z planem podboju tej ziemi dla Islamu i nikt tego nawet nie ukrywa. Oczekuje się jednak odrzucenie zdrowego rozsądku i zgody na trwającą inwazję na Europę w imię fałszywie pojmowanej chrześcijańskiej empatii i moralności. Pamiętajmy, że przyjęcie 7 tysięcy islamistów oznacza, że każdy z nich będzie miał prawo do ściągnięcia rodziny.

 

Rachunek jest prosty i osiągając całkowitą ilość tej fali tych 7 tys. można przemnożyć nawet przez 15, bo nie zapominajmy, że w islamskich społeczeństwach mamy do czynienia z wielożeństwem. To i tak niewiele w porównaniu do zalewu Polski pracownikami z Ukrainy, którzy byli potrzebni po wygnaniu młodych Polaków z ich własnego kraju. 

Tym sposobem z 7 tysięcy zaordynowanych obecnie zrobi się szybko 70 tysięcy i więcej, a pamiętajmy też, że ugięcie się teraz spowoduje, że będą zapewne kolejne transze ze świeżymi imigrantami gotowymi na "Money for nothing chicks for free". Lewacy przekonują jednak, że trzeba przyjmować nachodźców nawet jeśli niektórzy z nich będą nas chcieli zabijać jako "niewiernych" w zamachach z nieodłącznym okrzykiem "alloha snack bar", a w każdego Sylwestra będą sobie obmacywać i gwałcić nasze kobiety okazując im zupełny brak szacunku, dokładnie jak czynią to w Niemczech.

Polski sprzeciw co do przymusowych przesiedleń napływających z Afryki i Azji mas ludzkich jest uważany w Unii Europejskiej za coś niestosownego, bo niezgodnego z polityczną poprawnością i irytującego, bo wykazującego oznaki własnej podmiotowości. Pouczają nas z tego powodu (i innych) liczni niewybrani przez nikogo eurokraci rządzący Unią Europejską roszczący sobie prawa do kształtowania ustroju w podbitych gospodarczo krajach członkowskich. Robią to niemal w modelowo ten sam sposób w jaki ingerował przez tyle lat ZSRR.

Jak wiadomo obecnie Polska została wytypowana na kozła ofiarnego Unii Europejskiej i przy byle okazji czołga się nasz kraj w stylu podobnym do tego w jaki tak samo kiedyś Brytyjczycy zwykli byli czołgać marionetkowe władze w swoich imperialnych koloniach. Teraz boleśnie dowiadujemy się jakie są koszty uczestniczenia w lewicowym eksperymencie zwanym Unią Europejską gdy traktuje się nas podobnie. 

Jeśli rzeczywiście rządzący sprawdzają czy da się przehandlować bezpieczeństwo Polaków ze względu na potrzebę ułagodzenia eurokratów z Brukseli wygrażających Polsce artykułem 7 traktatu o UE podpisanego przez samego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to mamy rzeczywiście moment historii, kiedy można powiedzieć, że maski opadają. Podbudowa w postaci chrześcijańskich szantaży emocjonalnych nie powinna być skuteczna, bo rozsądni chrześcijanie powinni wiedzieć jak zacznie wyglądać ich życie, gdy będą mieszkać w zislamizowanych społeczeństwach. Przykładów przemocy jakiej wyznawcy islamu dopuszczają się względem chrześcijan jest tak wiele, że aż dziw bierze, że ich dyskryminacji nie uważa się za taki problem. 

 




W 2018 roku wystąpi najdłużej trwające zaćmienie Księżyca w ciągu najbliższych 100 lat 

W 2018 roku czeka nas cała seria zaćmień Słońca i Księżyca, w tym najdłuższe w ciągu najbliższych 100 lat całkowite zaćmienie srebrnego globu. Oprócz tego można się także spodziewać trzech komet, które będą mogli zobaczyć mieszkańcy różnych regionów świata w 2018 roku. 

 

W całym 2018 roku wystąpi więcej zaćmień Słońca i Księżyca niż zwykle, a jedno z nich - zaćmienie Księżyca w dniu 27 lipca - będzie najdłuższym takim wydarzeniem astronomicznym w ciągu najbliższych 100 lat i w fazie całkowitej potrwa aż godzinę i 43 minuty! 

Zjawisko rozpocznie się 27 lipca o godzinie 17:13 UTC fazą zaćmienia półcieniowego , a całkowita faza zaćmienia potrwa od 19:30 UTC do 21:14 UTC. Długi czas trwania tego zjawiska wynika z niemal doskonałego ustawienia Księżyca i środka cienia Ziemi.  

W czasie zaćmienia nasza planeta, Księżyc i Słońce znajdą się w jednej linii, a Ziemia będzie się znajdować pomiędzy Słońcem a Księżycem i zaćmi swojego naturalnego satelitę odcinając go od blasku Słońca. Co ciekawe w 2018 roku czeka nas również drugie, nieco krótsze zaćmienie Księżyca, które wystąpi już 31 stycznia. 

 




Na Malcie z powodu silnego wiatru samolot uderzył w budynek

Na Malcie prywatny samolot, zaparkowany na płycie lotniska, uderzył w ścianę hangaru. Zderzenie maszyny z obiektem nastąpiło na skutek silnego wiatru, podaje BBC.

 

Należy zauważyć, że samolot wbił się w ścianę budynku dziobem. W chwili wypadku na pokładzie nie było ludzi. Służby ratunkowe, które przybyły na miejsce zdarzenia, stwierdziły, że nie ma ofiar.

Wcześniej okazało się, że w Argentynie samolot zderzył się z dronem, lądując na lotnisku w Buenos Aires.

 

 




The Guardian pisze, że Polska i Węgry mogą zostać pierwszymi "państwami zbójeckimi" UE!

Szkalowania Polski ciąg dalszy. Nasze państwo jest atakowane przez Niemcy i Unię Europejską, ponieważ mieszkańcy podczas ostatnich wyborów wybrali złą partię polityczną. Mieli wygrać ci, którzy posłusznie wykonywali rozkazy i potajemnie kolaborowali z Rosją oraz zamierzali sprowadzić do nas nielegalnych islamskich imigrantów. Jak mawiał klasyk: demokracja jest dobra, dopóki wygrywają nasi. Proniemiecka opcja polityczna przegrała, a Bruksela i Berlin wspierają teraz antypolską opozycję w Polsce, którą traktowano jak kolonię.

 

Od dłuższego czasu słychać jazgot z Europy Zachodniej. Doszło już nawet do tego, że "totalna opozycja" i jej sympatycy zaczęli donosić na Polskę i z radością przyjmują krytykę Unii Europejskiej, która nieustannie wylewa się w kierunku naszego państwa. W kontekście Polski, w lewicowych mediach stale przewijają się tematy o łamaniu demokracji i wolności, naruszaniu praworządności i rzekomym rasizmie, który ma objawiać się tym, że nie chcemy w naszym kraju tzw. uchodźców wojennych, którzy zwykle preferują życie na socjalu, gwałcą Europejki, prześladują wyznawców innych religii, a w wielu przypadkach są po prostu islamskimi terrorystami.

 

Kilka dni temu, brytyjski dziennik The Guardian napisał, że Polska i Węgry sprawiają Unii Europejskiej tyle problemów, iż mogą zostać uznane za największe wyzwania w nadchodzącym 2018 roku - nawet większe niż Brexit. Co więcej, autor artykułu Jon Henley twierdzi, że rzekome naruszanie norm i wartości kultywowanych przez UE, niechęć do muzułmańskich imigrantów oraz naruszanie w naszym kraju "zasad praworządności" może oznaczać, że Polska i Węgry zostaną uznane za pierwsze "państwa zbójeckie". Artykuł o podobnym tonie i przesłaniu pojawił się niedawno również na łamach agencji prasowej Bloomberg i został opracowany przez trzech polskich dziennikarzy.

 

Zwróćmy uwagę, że Stany Zjednoczone stosują termin "państwa zbójeckie" wobec Iranu, Korei Północnej, Syrii i Wenezueli. Wcześniej zaliczano do nich także Afganistan, Irak, Jugosławię i Libię, czyli państwa, które w wyniku napaści zbrojnej i bombardowań zostały "zdemokratyzowane". Pamiętajmy, że Niemcy mają przygotowany plan na wypadek zagrożenia upadkiem Unii Europejskiej i mogą użyć sił zbrojnych w sytuacji gdy Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej zechcą wyjść z Unii celem utworzenia własnego bloku gospodarczo-polityczno-wojskowego. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że Polska jako tzw. państwo zbójeckie może zostać zaatakowana przez Niemcy, które będą chciały przywrócić u nas dawny porządek.

Na dzień dzisiejszy opcja militarna nie wchodzi w grę, ale wywierany jest coraz większy nacisk na Polskę. Przeciwko nam uruchomiono już artykuł 7 Traktatu UE, który pozwoli nałożyć sankcje na nasz kraj. Prawdopodobnie dojdzie do utraty unijnych środków finansowych. Według niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung", Polska wraz z Czechami i Węgrami mogą stracić około 12 miliardów euro.

 

Europa zmaga się dziś z islamskim terroryzmem a ludność cywilna ginie podczas zamachów, Hiszpania ma problem z Katalonią, nielegalni imigranci nadal zalewają i islamizują kontynent, Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską, ale według Brukseli to właśnie Polska sprawia największe problemy. Ostatnio przejęła się nawet losem prześladowanych przez rząd komunistów. Oczywiście byłoby inaczej, gdyby Platforma Obywatelska odzyskała władzę, co na obecnym etapie wydaje się mało prawdopodobne. Jeśli nie będzie innego wyjścia, jedynym logicznym rozwiązaniem będzie wystąpienie ze struktur Unii Europejskiej i aktywne rozwijanie projektu o nazwie Trójmorze.

 




Donald Trump oskarża Chiny o sprzedawanie Korei Północnej ropy naftowej mimo sankcji

Czy chiński statek dostarczył ropę naftową dla Korei Północnej, wbrew Radzie Bezpieczeństwa ONZ? Takiego zdania są Stany Zjednoczone oraz Korea Południowa, jednak Chiny idą w zaparte i stale wypierają się rzekomego przewinienia.

Dziś południowokoreańskie władze poinformowały, że od 24 listopada 2017 roku prowadzono śledztwo dotyczące statku bandery chińskiej, który, jak się okazuje, 19 października 2017 roku przetransportował 600 ton ropy naftowej do statku północnokoreańskiego.

Wyniki śledztwa Południowej Korei w szczególności rozsierdziły prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa, który od dłuższego czasu wywiera nacisk na Chiny, aby kraj ten zaostrzył sankcje gospodarcze wobec Korei Północnej, przede wszystkim na rzecz ograniczenia ich programów nuklearnych oraz rakietowych. W czwartek Trump zatweetował:

„Przyłapani NA GORĄCYM UCZYNKU. Jestem bardzo rozczarowany, że Chiny zezwalają na transport ropy do Korei Północnej. Nigdy nie będzie przyjaznego rozwiązania problemu Korei Północnej, jeśli tak będzie się działo”.

Tak się składa, że Chiny mogłyby być ekonomicznym kołem ratunkowym dla reżimu Kim Dzong Una, który stale przeprowadza testy międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Jednak rzecznik ministerstwa praw zagranicznych Chin, Hua Chunying, kategorycznie odpycha jakiekolwiek zarzuty, twierdząc, że zarówno USA, jak i Korea Południowa mijają się z faktami, a ich oskarżenia są nieprawdziwe i krzywdzące. 




Popularny portal społecznościowy stanie się w Chinach oficjalnym elektronicznym dowodem tożsamości

Chiny zaczynają wprowadzać nowe elektroniczne dowody tożsamości. Cały system indentyfikacyjny będzie opierał się o bardzo popularny chiński portal społecznościowy WeChat. Aplikacja w smartfonie będzie spełniać rolę dowodu osobistego.

 

WeChat to potężna i wszechstronna aplikacja, która funkcjonuje nie tylko jako komunikator internetowy i platforma społecznościowa, ale pozwala także robić zakupy i realizować płatności. Powstała w 2011 roku i na dzień dzisiejszy posiada niemal miliard aktywnych użytkowników w Chinach. Wkrótce WeChat otrzyma kolejną dodatkową funkcję.

 

Na początku tygodnia władze lokalne prowincji Guangdong powiadomiły, że mieszkańcy już wkrótce będą mogli korzystać z aplikacji WeChat tak jak z dowodu osobistego. Firma Tencent Holdings, do której należy ten serwis społecznościowy, rozpoczęła współpracę z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego. W najbliższym czasie w Guangdong rozpocznie się pilotażowy program "WeChat ID", który już na początku 2018 roku zostanie rozszerzony o kolejne prowincje aż obejmie cały kraj.

Konta założone na platformie społecznościowej mają służyć jako oficjalny elektroniczny dowód tożsamości. Dzięki zainstalowanej na smartfonie aplikacji WeChat będzie można zrobić dosłownie wszystko i załatwiać wszelkie sprawy, również w urzędach. Cały ten system będzie polegał na technologii biometrycznej - użytkownik będzie musiał potwierdzać swoją tożsamość skanując twarz aparatem umieszczonym w telefonie. Sprawdzaniem tożsamości zajmie się sztuczna inteligencja.

 

Elektroniczny dowód osobisty rozwiązuje problem kradzieży tożsamości, ponieważ sztuczna inteligencja potrafi z wyjątkową precyzją rozpoznawać i rozróżniać twarze ludzi. Jest to główna zaleta tego systemu. Ponadto, rozwiązanie to ma chronić prywatność, ponieważ użytkownicy nie będą musieli nosić ze sobą tradycyjnego dowodu tożsamości, natomiast dane osobiste na platformie WeChat są zakodowane i niedostępne dla innych. Jednak najpoważniejszym problemem tej technologii jest jeszcze większa kontrola władz nad społeczeństwem. Wystarczy wyobrazić sobie, że w hotelu czy w urzędzie musimy potwierdzać swoją tożsamość dzięki Facebookowi. Władze Chin będą posiadać wszystkie niezbędne informacje o swoich mieszkańcach na jednym serwisie społecznościowym, co w połączeniu z nadchodzącym projektem Social Credit System, czyli ocenianiem życia poszczególnych jednostek i przyznawaniem lub odbieraniem punktów życiowych wygląda wręcz przerażająco.

 




W Anglii powstaje pasażerski dwuosobowy autonomiczny dron pionowego startu

Brytyjski startup, Autonomous Flight, zaprojektował nowego pasażerskiego drona, który zdaniem firmy, jest w stanie diametralnie zmienić postrzeganie transportu publicznego. 

 

Urządzenie zwane Y6S reklamowane jest jako panaceum na zatłoczone drogi. Aby skrócić czas już teraz wielu bogatych ludzi korzysta z własnych śmigłowców. Koncept Autonomous Flight zakłada stworzenie powietrznej taksówki dostępnej dla każdego.

 

Dron jest przeznaczony dla dwóch osób, a jego prędkość maksymalna wynosi 110 km/h. Urządzenie będzie posiadać napęd elektryczny i akumulator litowo-jonowy, ładunek, który wystarcza do pokonania 130 kilometrów. Y6S mają w założeniu latać na wysokości około 500 metrów.

Oficjalnie poinformowano, że egzemplarz koncepcyjny drona zostanie stworzony do marca 2018 r. Pierwsze misje załogowe planowane są na wrzesień przyszłego roku. Autonomiczne urządzenie latające jest reklamowane jako zdolne do dotarcia w 12 minut z centrum Londynu do lotniska Heathrow.

Autonomous Flight pracuje również nad dwoma innymi dronami. Przeznaczonym dla klientów biznesowych Y6S Plus, który będzie mógł przewozić 4 osoby, oraz ośmiomiejscowy duży dron AS1. 

 

Przedstawiciele brytyjskiej firmy w wywiadzie prasowym wyrazili nadzieję, że w ciągu 10 lat zostaną opracowane specjalne prawa rządzące ruchem lotniczym autonomicznych urządzeń latających. Aby świat przyszłości z podniebnymi autostradami się ziścił, taki rodzaj transportu potrzebuje odpowiednich regulacji ustawowych, które normowałyby zasady używania dronów pasażerskich pionowego startu i lądowania.