Grudzień 2017

Amerykański raper Eminem oświadczył, że wstydzi się, że jest biały i ma z tego powodu myśli samobójcze

Znany amerykański raper Eminem stał się wojownikiem sprawiedliwości społecznej mocno zaangażowanym w realizacje marksistowskiej linii ideologicznej dzisiejszej lewicy. Ludzie ci ulegają licznym obsesjom i jedna z ostatnich zakłada modę na nienawidzenie za kolor skóry wszystkich z białej rasy, uważanej za coś gorszego w stosunku do innych ras. Eminem w tym szaleństwie posunął się już tak daleko, że oświadczył, iż wstyd mu, że jest biały i chce się z tego powodu zabić!

Dziwne opowieści amerykańskiego białego rapera są z pewnoscią w jakimś stopniu spowodowane trwającą trasą promocyjną jego nowego albumu rap „Revival”. Eminem mówi na nim wprost, że to "żenujące” być białym i jest mu tak z tym źle, że myśli o „sprawdzianie na życie” co jest odbierane jako zapowiedź popełnienia z tego powodu samobójstwa, bo „nie może wyjść z tej sytuacji.” 

Najnowsze wydawnictwo Eminema zostało słabo ocenione przez najważniejszych krytyków i to mimo jego anty-białych tekstów i ataków na Donalda Trumpa, które w tym środowisku zostały przyjęte z aprobatą. Jednak poza nienawiścią do Trumpa i białej rasy oraz pochwał innych ras oraz nużących opowieści o ich problemach, muzycznie całość wypada bardzo słabo.

 

W dawnych czasach, przed tym szaleństwem, było zupełnie inaczej i nawet mega gwiazda muzyki pop, Michael Jackson pragnął zostać białym człowiekiem. Teraz być może doczekaliśmy się trendu odwrotnego, gdy na skutek powszechnie dozwolonego anty-białego rasizmu i mowy nienawiści z powodu przynależności do białej rasy, ludzie wstydzący się swojego rasistowskiego, białego koloru skóry, będą ją teraz ściemniać za pomocą jakichś zastrzyków. Takie radykalne rozwiązanie powinno zakończyć ból egzystencji takich "myślicieli" z powodu zbyt białej skóry więc można je polecić Eminemowi jako idealnie równościowe. 

 

 



Arktyka ogrzewa się tak szybko, że komputery uznały pomiary meteorologiczne za błędy

Najdalej znajdująca się amerykańska stacja pomiarowa umieszczona na Alasce w kole podbiegunowym, w miejscowości Ukpiagvik (dawniej Barrow), zbiera dane na temat temperatury w tej części świata od 1920 roku. Podczas przygotowywania raportu na temat klimatu USA, eksperci zauważyli coś dziwnego. Nie było wystarczającej  ilości danych ze stacji Ukpiagvik  za cały 2017 rok i za część 2016.

 

Rozwiązanie zagadki okazało się banalne. Temperatura rejestrowana w tym okresie, w tej stacji pomiarowej była wyższa niż kiedykolwiek wcześniej. Skomputeryzowany automatyczny system pomiarowy zainstalowany do zarządzania danymi i usuwania ich niespójności, oznaczył te dane temperaturowe jako nierealne i wykluczył je z raportu.

 

Według ekspertów z amerykańskiej agencji NOAA to niezwykłe wydarzenie jest oznaką gwałtownych zmian klimatycznych zachodzących w Arktyce. Średnia temperatura w Ukpiagvik  zmieniła się tak bardzo, że algorytm uznał wyniki ze stacji pogodowej za nieprawdopodobne dane i wykluczył je uznając to za błędy pomiaru lub efekt kalibracji wykonywanych przez personel stacji meteorologicznej. Ostatecznie dane z Barrow, odrzucone przez komputer, przywrócono do zbiorów.  Statysty musieli zbudować nowy algorytm, który zapobiegnie usuwaniu anomalii temperaturowych w przyszłosci. 

 

W ostatnim raporcie NOAA można przeczytać, że "obecnie obserwowane tempo spadku lodu morskiego i ocieplenie temperatury jest wyższe niż w jakimkolwiek innym momencie w ciągu ostatnich 1500 lat, a może dłużej”. Zmiany w Arktyce to nie tylko ciepło rozpuszczające pokrywę lodową, to też roztapiająca się ciągle wieczna zmarzlina, która poprzez emisje metanu powoduje, że klimat w tej części świata zmienia się ekstremanie szybko.

 

 



W wodach Atlantyku pływa ponad 500-letni rekin polarny

Może się to wydawać niewiarygodne, ale w tym samym czasie co my, żyje na Ziemi przynajmniej jedno stworzenie, które urodziło się około 1505 roku, czyli mniej więcej wtedy gdy na tron Króla Polski wstępował Zygmunt I Stary. Naukowcy szacują, że rekin polarny, zwany też rekinem grenlandzkim, który został odnaleziony w północnym Oceanie Atlantyckim, ma ponad 500 lat. 

 

Podczas gdy przez pół tysiąclecia, na powierzchni ziemi wybuchały kolejne wojny, dochodziło do licznych kataklizmów, ale też niezwykłych odkryć, które w końcu pomogły rozwinąć naukę na tyle, aby zainteresować się podwodnymi potworami, które cicho miną w zimnych głębinach Arktyki.

 

Średni wiek rekina grenlandzkiego wynosi 272 lata. Jest to absolutny rekord dla kręgowców. Są one znane z tego, że rosną o jeden centymetr rocznie. Rekiny złowione w Atlantyku osiągnął 5,5 m długości i ważył więcej niż tonę. Za pomocą prostych obliczeń możemy zatem stwierdzić, że ma nawet więcej niż 500 lat. 

Jednak analiza radiowęglowa wykazała inny wynik. Według tej metody rekordowy rekin ma 392 lata. Według naukowców, ta metoda jest bardziej precyzyjnym określeniem wieku, ale nie wyklucza potencjalnego błędu, który rozkłada się między 272 a 512 lat.

 

Sekret długowieczności rekina grenlandzkiego nie został jeszcze poznany. Zakłada się, że ich otoczenie ze względu na zimno, spowalnia ich metabolizm, a wraz z nim procesy starzenia. Te tajemnicze zwierzęta są często porównywane do żarłaczy białych ze względu na podobne rozmiary, ale do tej pory nie zaobserwowano żadnego polowania tego drapieżnika. Jego dieta składa się głównie z ryb, chociaż na podstawie badań szczątków w ich żołądkach odnajdywano również pływającą padlinę taką jak resztki reniferów, niedźwiedzi polarnych, łosi i fok. 

 

Aby uporać się z życiem w głębokiej wodzie, żywe tkanki rekina grenlandzkiego zawierają wysoki poziom N-tlenku trimetyloaminy, co powoduje, że ich mięso jest toksyczne. Jednak, gdy jest ono fermentowane odpowiednio długo, to może być spożywane. Dzieje się tak na przykład na Islandii gdzie rekiny polarne spożywa się w potrawie znanej jako Kæstur hakarl.

 

 

 



W Indiach znaleziono zwłoki istoty przypominającej dinozaura żyjącego w naszych czasach

Do dziwnej sytuacji doszło niedawno w Indiach. Odnaleziono szczątki stworzenia, które jest zaskakująco podobne do dinozaurów, które oficjalnie wymarły 65 milionów lat temu. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to skamieniały szkielet, tyko całkiem świeże kości, pokryte jeszcze kawałkami mięsa! 

 

Według brytyjskiego The Mirror, ciało zostało znalezione w miejscowości Jaspur, w stanie Uttarakhand. Zwłoki zostały znalezione przez elektryka, który porządkował opuszczoną podstacji, która została zamknięta 35 lat temu. Odnalezienie tych pozostałości doprowadziło do powszechnej konsternacji. Wszyscy, którzy widzieli te zwłoki twierdzili, że nie są podobne do jakiegokolwiek znanego zwierzęcia, z wyjątkiem dinozaura.

 

Ten "dinozaur" mógł być dość mały, może wielkości średniego ptaka. Wygląda na to, że stworzenie biegało na dwóch silnych tylnych nogach i prawdopodobnie było drapieżnikiem. Z wyglądu jest podobny do wymarłego teropoda zwanego dromeozaurem. Długość znalezionego stworzenia to tylko 28 cm.

Dromeozaur - źródło: wikipedia

Teraz zwłoki zostały wysłane do naukowców, którzy zajmą się ich identyfikacją i datowaniem. Hinduscy eksperci przyznają, że nikt jeszcze nie wie jakie to zwierzę, ale jest bardzo podobne do dinozaurów. Specjaliści stwierdzili jednak, że nie można powiedzieć obecnie nic pewnego i odniosą się do tego znaleziska po otrzymaniu wyników badań.

Paleontolog Aaryan Kumar z University of Delhi, z kolei kategorycznie odrzuca sugestię, że może to być dinozaur. Jest on przekonany, że wszystkie teropody wymarły 65 milionów lat temu, a ich pozostałości nie mogły być utrzymane w takim stanie do dnia dzisiejszego, nawet z kawałkami tkanki na kościach. 

Jednak w wywiadzie przyznał, że na zewnątrz przypomina dinozaura z podrzędu teropodów. Teropodów to drapieżne dinozaury, którzy chodzą na dwóch nogach, najbardziej znany z nich to oczywiście Tyranozaur, ale występowały też niewielkie Deinonychus o długości do 3 metrów. Na jednym krańcu tego podrzędu są giganty w postaci wspomnianego Tyranozaura lub bardzo małe osobniki jak Anchiornis, który osiągały długość 30-40 cm i są uważane za możliwych przodków dzisiejszych ptaków.

 

Szczątki z Jaspur zostały wysłane do identyfikacji przez paleontolog Uniwersytetu Kumaun w stanie Uttarakhand.  Według krytyków na zdjęciach przedstawiono prawdopodobnie mumię kota lub jakieś zmutowane zwierzę. Nikt raczej nie zadaje tam pytania czy po Indiach w naszych czasach nadal biegają niewielkie teropody.

 

 



Nagły wzrost aktywności wulkanicznej na całym świecie może mieć związek z perygeum Księżyca

Obecnie na świecie trwa kilkanaście erupcji wulkanicznych jednocześnie. W samej Indonezji wybuchają aż 3 wulkany. Zjawiska te występują również na Filipinach w Gwatemali, w Kolumbii, w Japonii, a nawet w Etiopii.

Wzmożenie aktywności wulkanicznej jest obecnie ewidentne. December 14 2017. By Nachelle Homestay Zdecydowanie rekordowa ilość erupcji wulkanicznych ma miejsce w Indonezji. Jednocześnie dochodzi do sporej aktywności wulkanów Sinabung, Merapi i Agung. Wulkan Sinabung wybucha od 14 grudnia. Nad kraterem unosi się kilkukilometrowy pióropusz pyłu i gazów wulkanicznych.

Niespokojnie pozostaje w okolicy wulkanu Agung na Bali. Cały czas dochodzi do licznych zjawisk sejsmicznych w obrębie jego kaldery i okazjonalnie pojawiają się spektakularne emisje popiołu.

Chmura nad kraterem ma momentami ponad 1,5 km wysokości. Wulkanolodzy twierdzą, że ilość magmy w kraterze zmniejsza się w porównaniu do poziomu jaki obserwowano w listopadzie.

W Azji trwa rownież erupcja filipińskiego wulkanu Kanalon. Cały czas dochodzi tamm do licznych rojów trzęsień ziemi. W ciągu zaledwie 24 godzin doszło tam do 1217 wstrzasów! To zwiastuje spory potencjał tego wulkanu. Na kontynencie azjatyckim dużą aktywność utrzymuje też jak zwykle wulkan Sakurajima z Japonii. Żywioł ten jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie.

Podobna obfitość erupcji występuje w Ameryce Środkowej, a konkretnie w Gwatemali, gdzie trwają erupcje dwóch wulkanów Santiaguito i Fuego. Ten pierwszy cały czas kontynuuje spore emisje gazów wulkanicznych i pyłu. Stale notuje się tam aktywność sejsmiczną, a nad kraterem unosi się kilkukilometrowa chmura.

Taka sama sytuacja występuje w obrębie wulkanu Fuego. Pióropusz gazów i popiołu wznosi się tam do wysokosci 5 km.

Spora aktywność wulkaniczna występuje też we włoskim wulkanie Stromboli. Ten żywioł należy jednak do najaktywniejszych wulkanów świata i wszelkei wzmożenia jego działallności nie są niczym zaskakującym.

Wulkany pozostają też aktywne w Afryce. Warto wspomnieć o Erta Ale z Etiopii. Na jego szczycie powstały już trzy jeziora lawy, które są ze sobą w różny sposób połączone. Zdjęcia satelitarne z 10 grudnia wskazują na obecność wielu miejsc gdzie dochodzi do licznych emisji gazów wulkanicznych.

Tak masowe wzmożenie aktywności wulkanicznej, jakie obserwujemy obecnie, może być związane z trwającym obecnie perygeum księżycowym. Jak wiadomo w tym okresie, który potrwa jeszcze przynajmniej do końca stycznia przyszłego roku, można się spodziewać większego niż zwykle wpływu grawitacyjnego naszego satelity. Skutkuje to przeważnie wyższymi niż zwykle falami pływowymi na oceanach, ale też wzrostem aktywności wulkanicznej na całym świecie, co właśnie obecnie obserwujemy.

 

 



SpaceX wysłało na ISS używaną kapsułę Dragon dzięki rakiecie z odzysku

Korporacja SpaceX osiąga kolejne wielkie sukcesy. W piątek po raz pierwszy użyła rakiety z odzysku Falcon 9, aby wynieść używaną już wcześniej kapsułę Dragon. Wszystko to odbyło się w jednej misji zaopatrzeniowej na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

 

Rakieta wielokrotnego użytku Falcon 9 wraz z ładunkiem została odpalona z przylądka Canaveral na Florydzie. Następnie pierwszy człon rakiety dokonał udanego lądowania na platformie w Cape Canaveral Air Force Station, zaś kapsuła Dragon wraz z ponad 2-tonowym ładunkiem zmierza obecnie w kierunku stacji ISS. Gdy sprzęt trafi w ręce załogi stacji, Dragon zostanie odesłany na Ziemię i wyląduje z pomocą spadochronów.

Wykorzystana podczas obecnej misji zaopatrzeniowej NASA rakieta była już używana w czerwcu przy podobnej okazji, zaś kapsuła Dragon po raz pierwszy została wysłana na Międzynarodową Stację Kosmiczną w 2015 roku. Zatem SpaceX wykorzystał wiele używanych elementów i jak widać odniósł sukces w tym dosyć ryzykownym przedsięwzięciu.

Firma należąca do Elona Muska zdołała już w sumie 20 razy odzyskać pierwsze stopnie swoich rakiet Falcon 9. To udowadnia, że rakiety wielokrotnego użytku SpaceX zostały opracowane prawdopodobnie do perfekcji, co wiąże się z wielkimi oszczędnościami jeśli chodzi o misje kosmiczne. Dzięki temu posiadamy łatwiejszy dostęp do przestrzeni kosmicznej, zaś SpaceX pozostawia swoją konkurencję daleko w tyle.

 



W Szkocji odkryto ślady po upadku meteorytu sprzed 60 milionów lat

Geolodzy badający skały wulkaniczne na szkockiej Wyspie Skye przypadkiem odnaleźli materiał skalny, pochodzący z nieznanego wcześniej uderzenia meteorytu. Jest to pierwsze tego typu odkrycie w obszarze brytyjskiego płaszcza magmowego i rodzi tym samym wiele interesujących pytań.

 

Prowadzący badania Simon Drake, pracownik Brikbeck University of London przyjrzał się metrowej grubości warstwie podłoża, o której myślano, że jest pochodzenia wulkanicznego. Kiedy jednak przeanalizowano próbki za pomocą sondy elektronowej okazało się, że zawierają one minerały bogate w pierwiastki rzadko występujące na Ziemi: wanad i niob.

W takiej konfiguracji minerały te nie zostały jeszcze odnotowane na Ziemi. Znamy je jednak z misji NASA, kiedy to w ramach Stardust Comet Sample Return Mission zebrano je z warkocza komety Wild 2. Minerały te nie uległy stopieniu, co może sugerować, że pochodziły z wnętrza meteorytu. Naukowcy odkryli również niezwykle rzadką formę cyrkonu, która powstaje pod wpływem ogromnego ciśnienia i jest jednoznacznie kojarzona z uderzeniami meteorytów.

 

Drugim stanowiskiem badawczym, oddalonym o 7 kilometrów, jest dwumetrowej grubości warstwa materiału wyrzuconego. Zawiera ona takie same minerały, można zatem wnioskować, że warstwa ta powstała na skutek upadku meteorytu. Wiek odkrytych minerałów ocenia się na od 60 do 61.4 miliona lat.

W tym miejscu pojawia się wiele pytań, które interesują naukowców. Czy podobne rzadkie pierwiastki można znaleźć na całym obszarze brytyjskiego płaszcza magmowego? Gdzie dokładnie nastąpiło uderzenie? Czy meteoryt mógł przyczynić się do wielkiego wypływu magmy na powierzchnię Ziemi, które również miało miejsce 60 milionów lat temu? Czy może był jakoś powiązany z ożywieniem wulkanizmu w rejonie Oceanu Atlantyckiego?

 



W najnowszym eksperymencie kwantowym zdołano odwrócić termodynamiczną strzałkę czasu

Międzynarodowy zespół naukowców przeprowadził ciekawy eksperyment, który wydaje się łamać zasady termodynamiki. Udało się dokonać spontanicznego przepływu ciepła z zimnego systemu do gorącego. Badacze zrobili to nie naruszając praw fizyki.

 

Ciepło zawsze przechodzi z gorącego systemu do zimnego. Mówi o tym druga zasada termodynamiki i każdy z nas przekonuje się o tym każdego dnia. Gdy wrzucimy lód do szklanki z wodą sprawimy, że woda ochłodzi się, a nie nagrzeje. Podczas tej wymiany ciepła następuje wzrost entropii systemu. Jest to najprostszy przykład, który wyjaśnia tę zasadę.

Aby ciepło mogło przepływać z gorącego systemu do zimnego, muszą one być nieskorelowane. Nie może być żadnych specjalnych połączeń między tymi dwoma konfiguracjami. Jednak w świecie kwantowym nie jest to tak oczywiste - można stworzyć skorelowane stany kwantowe, w których nagle można odwrócić kierunek termodynamicznej strzałki czasu. Naukowcy twierdzili dotychczas, że coś takiego jest teoretycznie możliwe, lecz w najnowszym badaniu wykazano, iż można to udowodnić eksperymentalnie.

 

Międzynarodowy zespół naukowców stworzył dwa skorelowane systemy termiczne, w których obserwowano przejście ciepła z zimnego systemu do gorącego. Badacze twierdzą, że istnieje kompromis między korelacją kwantową a entropią systemu, który pozwala odwrócić przepływ ciepła. Termodynamiczna strzałka czasu jest silnie uzależniona od początkowego stanu układu.

 

Zdaniem naukowców, odwrócenie przepływu ciepła nie jest ograniczone tylko do mikroskopijnych systemów. Zespół ma zamiar eksperymentować z większymi układami, aby potwierdzić swoją teorię. Szczegóły eksperymentu zostały udostępnione w archiwum elektronicznym arXiv.

 



Głośny wybuch wstrząsnął domami w Kanadzie. W okolicy autostrady odnaleziono pozostałości po meteorycie 

Głośny wybuch wstrząsnął domami w pobliżu kanadyjskiego miasta Thunder Bay środę, 13 grudnia 2017 roku. Wszystko wskazuje na to, że był on spowodowany przez upadek meteoru. Jego fragmenty dotarły do powierzchni ziemi i spadły w pobliżu autostrady 61.

Meteoryt zostawił po sobie krater o średnicy 75 cm. Prawdopodobnie był to jeden z fragmentów rozpadu planetoidy Phaeton, przez co regularnie 13 grudnia dochodzi do deszczu meteorów, geminidów. Prawdopodobnie jeden z takich większych szczątków wszedł w atmosferę i rozpadł się na fragmenty. Jeden z nich uderzył w ziemię przy drodze.

Krater w okolicy autostrady 61 w Thunder Bay, w prowincji Ontario / Źródło: CBC

Jak donosi kanadyjski portal CBC, miejscowa policja skontaktowała się w sprawie krateru z Lakehead University, który z kolei wysłał tam emerytowanego profesora geologii Stephena Kissinna, który dotarł na miejsce w czwartek rano.

 

Zdaniem naukowca ktoś zabrał ze sobą meteoryt. Kissin przyznał też, że miejsce to rzeczywiście wygląda tak, jakby spadł tam niewielki fragment kosmicznej skały. Zasugerował również, że w okolicy może być więcej meteorytów i należy rozpocząć poszukiwania.

 

Geolog w rozmowie z kanadyjską prasą wyraził nadzieję, że ktoś kto zabrał meteoryt, który upadł przy drodze, zgłosi się z nim do uniwersytetu, aby można było go zbadać. Być może jego apel spotka się z odzewem. Według Kissina upadek fragmentów na ziemię nie zdarza się często i był to jedyny znany mu przypadek takiego zdarzenia w prowincji Ontario.

 



Silne trzęsienie ziemi 6,7 stopni, na wyspie Jawa w Indonezji. Wystąpiło ryzyko tsunami

Wczoraj w Indonezji doszło do bardzo silnego trzęsienia ziemi. Wystąpiło ono w prowincji Zachodnia Jawa i osiągnęło magnitudę 6,7 stopni w skali Richtera. Wstrząs był mocno odczuwalny na powierzchni, ogłoszono również ostrzeżenie przed tsunami.

 

Głębokość wstrząsu oszacowano na około 110 km pod powierzchnią. Wstrząsy były odczuwalne przez około 20 sekund. W promieniu 100 km od epicentrum mieszka aż 13 milionów ludzi. Trzęsienie było też odczuwane w stolicy Indonezji, Dżakarcie.

Władze wystosowały ostrzeżenie przed tsunami, które mogło uderzyć w wybrzeże Jawy. Spodziewano się fal w wysokości od 30 do 50 cm. Ostatecznie po paru godzinach ostrzeżenie zostało odwołane. Potwierdzono liczne uszkodzenia budynków w wielu miejscach  w okolicy epicentrum.

Źródło: Twitter