Październik 2017

Ofiara samospalenia spod Pałacu Kultury nie żyje. Czy trafi teraz na sztandary opozycji?

Piotr S. zmarł w warszawskim szpitalu na skutek odniesionych ran po samospaleniu, którego dokonał 19 października. Zanim zdobył się na ten rozpaczliwy akt samobójstwa, rozrzucił dookoła siebie na Placu Defilad ulotki, informującej o przyczynach jego targnięcia się na swoje życie. Z lektury tego "manifestu" wynika, że nieszczęśnik uwierzył w opozycyjną propagandę i postanowił umrzeć jako męczennik w walce z "kaczyzmem".

 

Teraz podstawowe pytanie brzmi czy opozycja rzeczywiście potrzebuje takiego męczennika. Bo czy nie zaczną się zaraz pytania odnośnie tego jakie są konsekwencje szczucia Polaków na siebie nawzajem? Przecież już kilka lat temu doszło do morderstwa politycznego w Łodzi, które było wynikiem dokładnie tego samego procesu tym razem jednak mężczyzna targnął się nie na życie znienawidzoneg "pisowca", tylko na własne, ale dramat pozostaje dramatem.

Informowanie o przypadku Piotra S. nie jest zbyt wdzięcznym zajęciem dla tych, którzy przyczynili się do tego, że uznał, iż nie ma innego wyjścia jak tylko się zabić w proteście. Media, które doprowadziły do tego, że w głowie tego człowieka dominował nieprawdziwy obraz wydarzeń w naszym kraju, zachowują się obecnie w różny sposób. Znane antyrządowe telewizje informują o tym przeważnie w sposób zdawkowy. Rządowa TVP również nie ma politycznego powodu aby nagłaśniać zbyt mocno taki niewygodny fakt jak samospalenie obywatela z przyczyn politycznych.

Niektóre media papierowe i internetowe, zwłaszcza te kierowane przez redaktorów naczelnych organicznie nienawidzących Prawa i Sprawiedliwości, niestety nie mają wstydu i próbuję jednak coś ugrać na śmierci 54 latka. Już zaczynają ogłaszać go patriotą, który umarł za sprawę w czasach mrocznego reżimu PiS. Nie słychać z tamtych środowisk żadnej refleksji. Zamiast chwili zastanowienia i Mea culpa, jest próba zyskania czegokolwiek na tym strasznym samobójstwie.

 

Jest to po prostu obrzydliwe, bo śmierć tego człowieka powinna być przestrogą, ale nie dla "kaczystów" tylko przede wszystkim dla szczujni medialnych, bo trudno o lepszy dowód na to, że ich mowa nienawiści kierowana stale w stronę ludzi o przekonaniach prawicowych, może zabijać nawet ludzi lewicy. A panu Piotrowi S. można tylko współczuć i niech mu ziemia lekką będzie ...

 

 




Iracki Kurdystan stracił prezydenta. Pogrzebane marzenia o niepodległości

W niedzielę prezydent Irackiego Kurdystanu Masud Barzani niespodziewanie ogłosił swoją rezygnację. Jego decyzja o odejściu wywołała wielkie niezadowolenie wśród Kurdów. Autonomiczny region stracił przywództwo w kluczowym momencie - po zorganizowaniu referendum niepodległościowego, konflikcie z Irakiem i zdradą sojuszników.

 

W oświadczeniu telewizyjnym Masud Barzani powiadomił o swojej rezygnacji, która została przyjęta przez parlament większością głosów i wejdzie w życie już 1 listopada. Lider Irackiego Kurdystanu zaproponował podział władzy prezydenckiej pomiędzy rząd lokalny, parlament i sądownictwo. Zarzucił również swoim sojusznikom zdradę.

Decyzja ta wywołała niepokój na ulicach stolicy Irbil. Przed parlamentem zgromadzili się ludzie uzbrojeni w broń palną i kije, którzy następnie wdarli się na teren obiektu. Zwolennicy Barzaniego z Demokratycznej Partii Kurdystanu (KDP) podpalili kilka biur w miastach Dahuk i Zachu, należących do Patriotycznej Unii Kurdystanu (PUK), co może wyglądać na początek wewnętrznego konfliktu.

Wśród Kurdów panuje przekonanie, że zostali zdradzeni przez Stany Zjednoczone. Po zorganizowaniu referendum niepodległościowego, Irak postanowił odebrać swoje terytoria, które utracił kilka lat temu podczas inwazji ISIS. Siły zbrojne wyruszyły na bogaty w ropę naftową region Kirkuk. Tysiące uzbrojonych Kurdów miało zamiar bronić Kirkuk przed nacierającym wojskiem z nadzieją na pomoc ze strony USA, lecz w pewnym momencie z nieznanych do końca przyczyn postanowiono wycofać się bez walki.

Peszmergowie nie spodziewali się, że w najbardziej kluczowym dla nich momencie Stany Zjednoczone nagle zaczną popierać zjednoczony Irak. To prawdopodobnie całkowicie podkopało ich morale, przez co zrezygnowali z walki i przystali na żądania Bagdadu - zgodzili się oddać sporne terytoria, a teraz zmuszani są do odrzucenia wyników referendum niepodległościowego.

 

Głosowanie, które odbyło się 25 września, miało zapewnić Kurdystanowi pełną niezależność od Iraku i było popierane przez Izrael, lecz nie przez Stany Zjednoczone. Zamiast uzyskać niepodległość, wywołano dokładnie odwrotny efekt. Na 1 listopada planowano wybory prezydenckie i parlamentarne, lecz ze względu na napiętą sytuację w całym kraju zostały przełożone o osiem miesięcy. W tym czasie autonomiczny region pozostanie bez lidera i w skrajnym przypadku może to doprowadzić do chaosu, co pozostaje na rękę Irakowi, Iranowi i Turcji.

 

Źródła:

http://www.rudaw.net/english/kurdistan/291020176

http://www.middleeasteye.net/news/barzani-stepping-down-kurdish-leader-iraq-2030080665

http://www.aljazeera.com/news/2017/10/masoud-barzani-step-krg-president-171029161347180.html




Czy USA znów planują zamach stanu na Kubie?

Przez ostatnie dekady, stosunki dyplomatyczne między Kubą a Stanami Zjednoczonymi były bardzo skomplikowane. Pierwsze pozytywne zmiany odnotowano za rządów Baracka Obamy - pod koniec 2014 roku nastąpił przełom, gdy ówczesny prezydent USA niespodziewanie zapowiedział chęć poprawy wzajemnych relacji. Rok później odbyło się ważne spotkanie Obamy i Raula Castro, które miało charakter wręcz historyczny. Jednak zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich automatycznie pogrzebało wszelkie szanse na rozwiązanie wieloletniego konfliktu.

 

Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że wzajemne relacje między Kubą a USA cofną się do czasów sprzed 2014 roku. W przeciwieństwie do Obamy, Donald Trump cały czas był przeciwnikiem zbliżenia politycznego. Do tego dochodzi tajemniczy "atak soniczny" na amerykańskich dyplomatów w Hawanie, który miał wywołać poważne problemy zdrowotne u części z nich. Władze USA zadecydowały o wycofaniu większości pracowników z Kuby i zagroziły zamknięciem ambasady, która została otwarta w 2015 roku.

 

Wspomniany atak soniczny sprawił, że ponad 21 pracowników amerykańskiej ambasady na Hawanie doznało przede wszystkim łagodnych uszkodzeń mózgu i utraty słuchu. Dyplomaci twierdzą, że słyszeli dziwne dźwięki, które pojawiały się tylko w konkretnych miejscach w danych pomieszczeniach. Sytuacja była ponoć poważna do tego stopnia, że pracownicy ambasady zostali odesłani do Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie USA wydaliły ze swojego kraju 15 kubańskich dyplomatów.

Szczegóły tych ataków sonicznych owiane są tajemnicą. Powyższe nagranie przedstawia dźwięki, które mieli słyszeć dyplomaci. Zdaniem analityków z USA, pracownicy ambasady w Hawanie padli ofiarą ataku akustycznego, z kolei Kuba odrzuca zarzuty i zasugerowała, że wysokie dźwięki mogą raczej przypominać odgłos świerszczy. Stany Zjednoczone jeszcze nie wystosowały formalnego oskarżenia, lecz domniemany atak już poważnie zaszkodził wzajemnym relacjom. Amerykanie żądają, aby Kuba zbadała źródło tych dźwięków, lecz z drugiej strony utrudniają śledztwo blokując dostęp do świadków i dokumentacji medycznej. W skrajnym przypadku można byłoby powiedzieć, że cały ten atak soniczny został zmyślony.

 

W latach 60. XX wieku, agencja CIA proponowała szereg tajnych operacji, których cel był tylko jeden - obalenie komunistycznego rządu na Kubie. Brzmi jak teoria spiskowa, lecz informacje te zostały zawarte w dokumentach nawiązujących do zamachu na Johna F. Kennedy'ego. Gdy tzw. inwazja w Zatoce Świń zakończyła się porażką, CIA próbowała licznych operacji sabotażowych oraz wojskowych, w tym także zamachów na życie kubańskich polityków oraz samego Fidela Castro - tzw. Operacja Mangusta. Gdy wszystkie akcje zawiodły, agencje rządowe zaplanowały operację fałszywej flagi. Zakładała ona organizację zamachów terrorystycznych na terenie Miami, Florydy i Waszyngtonu - kontrolowaną eksplozję kilku ładunków wybuchowych, "schwytanie" kubańskiego agenta i spreparowanie dowodów. Operacja Northwoods z 1962 roku miała umożliwić wypowiedzenie wojny i inwazję na Kubę, jednak została odrzucona przez Kennedy'ego, który rok później został zabity w tajemniczych okolicznościach. Innym przykładem nieudanego zaprowadzenia rewolucji był tajny program z 2009 roku - tym razem USA chciały posłużyć się "turystami" z Ameryki Łacińskiej, którzy mieli prowadzić rekrutację i sprowokować zmiany polityczne na Kubie.

 

Czy ten domniemany atak soniczny nie jest przypadkiem zaplanowaną przez amerykańskie służby operacją false flag? Nawet jeśli Stany Zjednoczone nie przygotowują się do inwazji zbrojnej na Kubę, podejrzany atak na amerykańskich dyplomatów pozwala nie tylko zepsuć obecne stosunki polityczne, ale może także służyć jako operacja zaczepna, która daje teraz służbom szerokie pole do popisu - w tym również do przeprowadzenia kolejnych operacji i zorganizowania zamachu stanu na Kubie. Lata lecą, a metody CIA nie uległy zbyt wielkiej zmianie.

 

Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_w_Zatoce_%C5%9Awi%C5%84

https://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_Kuba

https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods

https://www.archives.gov/files/research/jfk/releases/docid-32112987.pdf

http://www.breitbart.com/national-security/2017/10/27/cuba-sonic-attacks-u-s-diplomats-cri...

https://qz.com/1113692/cuba-sonic-attacks-havana-blames-crickets-and-cicadas-for-injuries-...




We Włoszech powstanie Zgromadzenie Islamskie, które będzie domagało się równych praw dla muzułmanów!

Włochy islamizują się w niezwykle szybkim tempie. Po osiedleniu się na terytorium obcego państwa, muzułmanie mają zamiar przystąpić do kolejnej ofensywy. Tym razem ogłaszają powstanie Zgromadzenia Islamskiego, które będzie naciskać na rząd i domagać się, aby muzułmanie posiadali takie same prawa jak Włosi.

 

Na terenie tego kraju już od 1990 roku funkcjonuje Unia Społeczności i Organizacji Islamskich (UCOII), która jest częścią Federacji Islamskich Organizacji w Europie (FIOE). UCOII to prawdopodobnie największa organizacja muzułmańska we Włoszech, która reprezentuje większość wyznawców islamu żyjących w tym państwie. Kontroluje część meczetów, prowadzi działalność edukacyjną i wydaje książki o tematyce islamskiej. Organizacja ta miała duży wkład w powstanie włoskiego przekładu Koranu.

 

Społeczność muzułmańska rozrasta się w bardzo szybkim tempie, dlatego znany wydawca, pisarz i działacz lokalnych muzułmańskich stowarzyszeń Roberto Hamza Piccardo ogłosił w Imperii plan utworzenia Zgromadzenia Islamskiego. Instytucja ma powstać w 2018 roku i w bardzo krótkim czasie zyska wielu zwolenników ze względu na swoje postulaty. Zgromadzenie Islamskie będzie prowadzić negocjacje z włoskim rządem, aby ten wyraził zgodę na budowę jeszcze większej ilości meczetów i cmentarzy dla muzułmanów, uznania mięsa z uboju halal i przede wszystkim przyznania równych praw.

Roberto Hamza Piccardo twierdzi, że we Włoszech żyje już 2,7 miliona muzułmanów. Do 2030 roku liczba ta ma wzrosnąć do 5 milionów, natomiast Włosi mają poważny problem demograficzny. Z biegiem lat liczba muzułmanów dorówna i ostatecznie przewyższy liczbę rodowitych Włochów.

 

Co się stanie, gdy władze odrzucą postulaty muzułmanów? Czy Włochom grozi islamski terroryzm? Zgromadzenie Islamskie nie będzie partią polityczną, na którą będzie można zagłosować co kilka lat. Będzie to potężna instytucja reprezentująca interesy wszystkich wyznawców islamu, którzy żyją na terenie państwa. Rząd może odmówić im równych praw, ale z biegiem lat i tak osiągną sukces - jeśli władze nie zmienią zdania, muzułmanie po prostu zmienią rząd. Celem jest oczywiście islamizacja Włoch, która zostanie dokonana podstępem.

 




Katar ujawnił całą prawdę o wojnie w Syrii! Arabia Saudyjska i USA od samego początku chciały obalić Assada

Wszystko co dotychczas wmawiano nam w kwestii Syrii było kłamstwem. Z biegiem lat wyszło na jaw, że w 2011 roku w Syrii wcale nie miała miejsce rebelia - bunt mieszkańców przeciwko dyktaturze Baszara Assada. Wojna domowa w Syrii była w rzeczywistości zaplanowaną akcją przeciwko rządowi i obcemu państwu, za którą stoi między innymi Arabia Saudyjska, Katar, Stany Zjednoczone i Turcja. Kolejna teoria spiskowa okazała się prawdą.

 

Istnieje wiele dowodów wskazujących na to, że wymienione wcześniej kraje zachodnie wspierały finansowo i militarnie różne ugrupowania zbrojne, od "umiarkowanych" po te najbardziej radykalne. Wiemy, że agencja CIA brała bezpośredni udział w organizowaniu przewrotu w Syrii, zaś rząd Stanów Zjednoczonych miał pełną świadomość, iż dostarczana broń trafiała również w ręce członków al-Kaidy i Państwa Islamskiego. Powstanie samozwańczego kalifatu we wschodniej Syrii i zachodnim Iraku zostało po prostu przewidziane i najwyraźniej zaplanowane, co miało osłabić wpływy Iranu na Bliskim Wschodzie.

Teraz pojawiają się kolejne ważne dowody. Są to nie tylko dokumenty amerykańskiej agencji wywiadowczej NSA, ale również samo oświadczenie byłego premiera oraz Ministra Spraw Zagranicznych Kataru. W środę podczas wywiadu telewizyjnego Hamad ibn Dżasim ibn Dżabr Al Sani powiedział publicznie, że jego kraj wraz z Arabią Saudyjską, Stanami Zjednoczonymi i Turcją dostarczał uzbrojenie dla islamistów już od samego początku wojny.

Tłumaczenie:

"Gdy wydarzenia rozpoczęły się w Syrii wyjechałem do Arabii Saudyjskiej i spotkałem się z królem Abdullahem. Zrobiłem to na polecenie Jego Wysokości, mojego ojca. On [Abdullah] powiedział, że jest z nami - możesz iść na przód z tym planem a my będziemy koordynować, ale Ty powinieneś stać na jego czele. Nie będę wchodził w szczegóły, ale mamy wszystkie dokumenty a wszystko co zostało wysłane [do Syrii] przeszło przez Turcję i było koordynowane przez wojska USA. Wszystko było dostarczane przez Turków i wojska USA. My i pozostali byliśmy zaangażowani. Mogły tam pojawić się błędy a wsparcie mogło trafić do niewłaściwych frakcji, ale nie do Daesh [ISIS], przesadzają gdy o tym mówią. Być może był tam jakiś związek z Nusrą, to jest możliwe ale ja nic o tym nie wiem. Mogę powiedzieć, że nawet jeśli tak było to gdy nie zaakceptowano Nusry, wsparcie dla nich zostało zawieszone i koncentrowano się na wyzwoleniu Syrii. Walczyliśmy ze zdobyczą, teraz zdobycz uciekła a my nadal walczymy, Baszar wciąż tam jest. Jeśli mówisz, że Baszar może zostać, nam to nie przeszkadza, nie odczuwamy potrzeby zemsty na nim ale wy [Arabia Saudyjska i USA] byliście z nami w jednym okopie. Jeśli zmieniliście zdanie, my też mogliśmy to zrobić. [...] Nie mam zastrzeżeń wobec zmiany, jeśli on uzna, że był w błędzie, ale mógł przynajmniej powiadomić partnera [...] ale doszło do takiej sytuacji, która nigdy nie pozwoli na jakiekolwiek postępy w GCC (Radzie Współpracy Zatoki Perskiej), lub na jakiekolwiek inne postępy, jeśli nadal będziemy ze sobą otwarcie walczyć."

Były premier Kataru opowiedział o broni dostarczanej dla "umiarkowanych rebeliantów", która mogła również wejść w posiadanie al-Kaidy oraz o dokumentach potwierdzających, że wojna w Syrii została zaplanowana. Katar kontynuował wsparcie dla islamistów, podczas gdy pozostałe kraje częściowo wycofały się z tego procederu. Ostatecznie przewrót w Syrii nie powiódł się a Arabia Saudyjska zaczęła oskarżać Katar o wspieranie terroryzmu. W rzeczywistości to te dwa państwa razem brały udział w spisku przeciwko Syrii, ale Katar jako pierwszy oficjalnie przyznaje się do tego.

W tym samym czasie Edward Snowden ujawnił tajne dane agencji NSA, które wyjaśniają, że państwa zachodnie blisko współpracują ze sobą przeciwko Syrii a uzbrojone rebelie od samego początku były kierowane przez rządy innych państw. W marcu 2013 roku, "umiarkowana opozycja" przeprowadziła zmasowany atak na pałac prezydencki i lotnisko w Damaszku na rozkaz wydany przez saudyjskiego księcia i byłego Wiceministra Obrony Salmana bin Sultana. Zginęło wtedy około 60 osób. Prawdopodobnie w ramach tej operacji Arabia Saudyjska dostarczyła wcześniej islamistom 120 ton broni.

Wyciek informacji poważnie uderza w Stany Zjednoczone, rzekomych piewców demokracji i wolności, a także w Arabię Saudyjską, Katar i Turcję oraz sojusz zawarty między tymi państwami. Wybuch wojny w Syrii nie miał związku ze spontaniczną akcją mieszkańców. W rzeczywistości była to walka prowadzona przez najemników kierowanych bezpośrednio przez inne kraje. Zachodnia propaganda kreująca rzeczywistość zaczyna upadać, choć wiele osób i tak uzna to za teorię spiskową - termin, który w 1967 roku został oficjalnie przyjęty przez CIA, aby ośmieszać każdego kto kwestionuje oficjalną wersję wydarzeń Smile

 

PS: Jest to swoją drogą interesujące, że kraje arabskie wzajemnie obrzucają się oskarżeniami ale nikt nie odważył się wciągnąć w to Izrael, który jak wiadomo również angażował się w konflikt syryjski - nie tylko udzielając pomocy medycznej tzw. rebeliantom, ale także dostarczając im uzbrojenie, wysyłając wojsko do tajnych operacji i bombardując pozycje wojsk rządowych.

 

Źródła:

https://theintercept.com/2017/10/24/syria-rebels-nsa-saudi-prince-assad/

https://medium.com/insurge-intelligence/secret-pentagon-report-reveals-west-saw-isis-as-st...

https://www.alternet.org/grayzone-project/us-and-gulf-allies-supported-islamist-extremists...

http://www.zerohedge.com/news/2017-10-28/shocking-viral-interview-qatar-confesses-secrets-...

http://www.zerohedge.com/news/2017-10-24/bombshell-nsa-memo-saudi-arabia-ordered-attack-da...




Niebezpieczne anomalie pogodowe w Argentynie! W ciągu 15 minut z nieba spadło nawet półtora metra gradu

Argentyna jest ostatnio atakowana przez ekstremalne gradobicia. W ostatnią środę, 25 października, potężne gradobicie z gradzinami wielkości piłek tenisowych wystąpiło w miejscowości Formosa na północy kraju.  Dzień potem zaatakowana została prowincja Cordoba. W niektórych miejscach drogi zostały zupełnie zasypane lodem uniemożliwiając uwięzionym w autach ludziom, kontynuowanie podróży.

Gradobicie w mieście Formosa było wyjątkowe ze względu na wielkość gradzin, przekraczających niekiedy średnicę 8 centymetrów. Ponad 1000 budynków zostało poważnie uszkodzonych. Ekstremalnie duży grad wybijał szyby w autach. Nie wiadomo jeszcze ile pojazdów zostało uszkodzonych. 

Gwałtowne gradobicie zaskoczyło też wiele osób , które podróżowały korzystając z rzeki Paragwaj. Docierają informacje o licznych uszkodzeniach łodzi. Oprócz tego grad zniszczył większość plantacji w okolicach Formosy.

Następnego dnia niezwykle intensywne gradobicie wystąpiło w argentyńskiej prowincji Cordoba. Najsilniejszy opad miał miejsce w miejscowościach Almafurt, Embalse, La Cruz i Rio Tercero, na południowym zachodzie prowincji. Tym razem gradziny były mniejsze, ale za to było ich niesamowicie dużo.

Po zaledwie 15 minutach opadu, w niektórych miejscach było nawet 1,5 metra pokrywy lodowej. Gradobicie unieruchomiło wiele samochodów podczas jazdy. Tam gdzie grad miał nieco większe średnice wystąpiły liczne uszkodzenia dachów w domach oraz samochodów. 

Nie stwierdzono na szczęście urazów ani wypadków drogowych na skutek tego zjawiska. W niektórych obszarach skumulowany grad zalegający na drogach musiał zostać usunięty za pomocą ciągników i koparek.

 

 

 




Nadchodzi przełom w medycynie! Już w grudniu dojdzie do pierwszego przeszczepu głowy

Znany włoski neurochirurg dr. Sergio Canavero ogłosił, że w grudniu tego roku zostanie podjęta próba pierwszego w historii przeszczepu głowy. Brzmi to co prawda jak scenariusz jakiegoś horroru, ale nie jest to fikcja, ale rzeczywistość. Ochotnikiem, który zgodził się na podjęcie ryzyka takiej operacji jest 30-letni Rosjanin, Walery Spiridonow.

 

Pacjent ten od dawna cierpi na chorobę Werdniga-Hoffmann, powodującą pogorszenie zdolności przekazywania sygnałów neurologicznych, co prowadzi do atrofii mięśni, kłopotów z oddychaniem i przełykaniem. Obecnie nie ma kuracji pozwalających nawet an poprawienie komfortu życia takich chorych.

 "Jedyną rzeczą, którą czuję, jest poczucie przyjemnego zniecierpliwienia, podobnie jak przygotowywałem się na coś ważnego przez całe moje życie i to się zaczyna." - powiedział Spiridonow

Oczywiście pacjent ma świadomość, że procedura, której zamierza się poddać, niesie za sobą liczne zagrożenia. Lekarze ją wykonujący będą musieli zdołać ponownie podłączyć rdzeń kręgowy, co może być bardzo trudne, o ile w ogóle wykonalne.

Walery Spiridonow - źródło: TACC

Nie wiadomo też czy głowa nie odrzuci nowego ciała. Odrzuty są bardzo częstym skutkiem przeszczepów, więc to ryzyko istnieje również w tym przypadku. Spiridonow twierdzi, że zdaje sobie sprawę z ryzyka tej procedury, ale i tak zamierza ją przejść.

 

W przeszłości próbowano już dokonywać przeszczepów głowy u zwierząt. Najbardziej obiecujące eksperymenty wykonywano na małpach. W zeszłym roku, Sergio Canavero wraz z dr. Xiaoping Renem, neurochirurgiem z chińskiego uniwersytetu medycznego Harbin i jego zespołem, dokonali przełomu eksperymentując na małpach. Wykonano udany przeszczep głowy, a zwierzę przeżyło przez 20 godzin po czym zostało uśmiercone. Przedtem stwierdzono jednak, że mózg zwierzęcia nie uległ żadnemu uszkodzeniu. Chińscy naukowcy, w ramach przygotowań do pierwszej operacji na człowieku, prowadzili również testy na ludzkich zwłokach.

Wspomniany Xiaoping Ren, ma spore doświadczenie przy przeszczepach głowy, ponieważ wykonał procedurę na 1000 różnych myszy. Po 10-godzinnej procedurze myszy potrafiły oddychać, napić się, a nawet widzieć. Niestety żadna z myszy nie przeżył dłużej niż kilka minut.

 

Wielu specjalistów medycznych uważa, że Canavero z tą procedurą medyczną posuwa się za daleko. Opisuje się ją jako niemożliwą do przeprowadzenia. Rzeczywiście przeżycie tak skomplikowanej operacji jest bardzo mało prawdopodobne, ale ewentualny sukces oznaczałby przełom w medycynie, na miarę tego jaki spowodował pierwszy udany przeszczep serca. 

 

Jeśli uda się opracować skuteczną metodę łączenia rdzenia kręgowego, może to pomóc przywrócić niezależność osobom niepełnosprawnym. A niektórzy ludzie, tak jak Spiridonow, czują, że jest to warte ryzyka. Sergio Canavero twierdzi, że jeśli zabieg zakończy się powodzeniem, to w ciągu kilku następnych lat będzie można przeprowadzić pierwszy przeszczep samego mózgu.

 

 




Sąd w islamizowanej Francji nakazał usunięcie krzyża z pomnika Jana Pawła II

Ploërmel to niewielkie miasteczko we francuskiej Bretanii, które stało się niedawno sławne z powodu pomnika Jana Pawła II, który zaczął przeszkadzać miejscowym masonom. Francuski sąd nakazał usunięcie krzyża, którego obecność w przestrzeni publicznej jest podobno pogwałceniem ustawy o laickości państwa z 1905 roku.

 

Donos na pomnik złożyło tak zwane "stowarzyszenie wolnomyślicieli" (Libre Pensée du Morbihan), które uznało, że krzyż, znajdujący się na szczycie pomnika stanowi "ostentacyjny symbol religijny". Ta grupka ateistów usiłuje doprowadzić do usunięcia pomnika papieża Polaka już od 2009 roku. Tym razem są blisko osiągnięcia swojego celu.

 

Pomnik Jana Pawła II w Ploërmel, którego autorem jest rosyjski rzeźbiarz, gruzińskiego pochodzenia Zurab Cereteli, może zostać albo zdekompletowany, czyli zdemontuje się wieńczący go krzyż, albo musi zniknąć z przestrzeni publicznej. Mówi się też o możliwości przeniesienia monumentu do kraju, w którym chrześcijaństwo nie jest jeszcze zwalczane w takim stopniu jak we Francji. 

 

Gotowość przyjęcia pomnika zadeklarował już polska premier Beata Szydło. Wcześniej podobnie twierdziły władze węgierskiego miasta Tata. Mer Ploërmel, Patrick Le Diffon , ma jeszcze nadzieję, że uda się tego uniknąć. Planuje on zmianę klasyfikacji miejsca gdzie stoi monument, aby nie można było twierdzić, że to teren publiczny.

 

Walka z chrześcijaństwem trwa we Francji właściwie od czasu rewolucji francuskiej. To właśnie wtedy stworzono koncepcję rozdziału państwa od Kościoła, co miało zapewnić brak wpływów religijnych na sprawy państwowe. Jednak jest to przestrzegane bardzo wybiórczo i właściwie nie dotyczy islamistów. Burki co prawda są zabronione, ale i tak modlący się publicznie muzułmanie są tam codziennością. Tylko, że francuscy ateiści baliby się wystąpić tak jawnie przeciwko islamistom, bo mogłoby to się dla skarżących skończyć bardzo nieprzyjemnie, a chrześcijan można dowolnie atakować, bo najwyżej nadstawią drugi policzek.

 

 




Wojna z Koreą Północną już w pierwszych dniach pochłonie 300 tys. ofiar

Wznowienie konfliktu na Półwyspie Koreańskim może doprowadzić do setek tysięcy ofiar w pierwszych dniach wojny nawet bez użycia broni jądrowej. Takie stwierdzenie zawarto w 62- stronnicowym raporcie służb badawczych Kongresu USA – informuje Bloomberg. Biorąc pod uwagę gęstość zaludnienia, konflikt wojskowy „może dotyczyć więcej niż 25 milionów ludzi po obu stronach granicy, w tym 100 tys. obywateli USA”.

 

Nawet jeśli KRLD użyje broni konwencjonalnej, w pierwszych dniach liczba zgonów będzie wahać się od 30 tys. do 300 tys.  osób. Wnioski takie wyciągnięto po przeanalizowaniu rozmieszczenia artylerii Korei Północnej, która jest w stanie dokonać ogromnych zniszczeń w Korei Południowej, w tym głównie w Seulu. Według naukowców, artylerzyści KRLD mogą wystrzelić do 10 tys. pocisków na minutę.


 
Wybuch wojny na Półwyspie Koreańskim, według raportu, doprowadzi do masowej mobilizacji sił amerykańskich i lądowania Amerykanów na Półwyspie Koreańskim. Duże straty wojenne są nieuniknione. Eksperci zauważyli, że konflikt może wykraczać poza półwysep w przypadku przystąpienia do konfrontacji Chin.

Ich zdaniem Rosja i Japonia także mogą stać się stronami konfliktu. Prawdopodobnie obie strony konfrontacji prowadzą podobne analizy. 27 października br. sekretarz obrony USA James Mettis powiedział, że w odpowiedzi na każde użycie broni nuklearnej Korea Północna otrzyma „masową odpowiedź wojskową, która będzie skuteczna i przytłaczająca.”

 

 




Przez wybuch wulkanu Tinakula na Wyspach Salomona zabrakło wody pitnej

Władze Wysp Salomona wysłał partię wody pitnej dla ofiar erupcji wulkanicznej Tinakula na Wyspę Reef. Oczekuje się, że statki będą w stanie dostarczyć niezbędne zapasy wszystkim potrzebującym w ciągu kilku najbliższych dni, donosi Radio NZ.

Przypomnijmy, że ze względu na silną emisję popiołu z wulkanu Tinakula woda na Wyspie Reef jest niezdatna do spożycia. W wielu miejscach jedynym źródłem słodkiej wody pozostają kokosy.

Najtrudniejsza sytuacja jest na wyspie Fenualoa. Ponadto, władze są zaniepokojone losem ludzi na wyspie Nupani z powodu trudności z komunikacją (brak pewnych informacji z tych miejsc). W rejonie Tinakula wstrzymano ruch lotniczy. Nie wiadomo na razie, jak duże są straty związane z erupcja ww. wulkanu.