Październik 2017

Jak Nowy Jedwabny Szlak zmieni świat?

Nowy Jedwabny Szlak

Ogromna rola Chin w światowej gospodarce sprawia, że projekt pt. Nowy Jedwabny Szlak należy traktować bardzo poważnie. Jego realizacja będzie oznaczać, że świat jaki znamy przestanie istnieć. Tym bardziej warto przeanalizować zarówno samą strategię Chin, jak również jej potencjalne skutki.

Zrozumieć Chiny

Dla zachodnich analityków Chiny to bardzo trudny temat. Nie ma w tym przypadku. Mądre głowy z Europy czy Ameryki Północnej po prostu nie myślą w taki sposób jak Chińczycy, nie potrafią spojrzeć z ich perspektywy. Aby nadrobić braki w tym zakresie warto zwrócić uwagę m.in. na uwarunkowania historyczne, które mają duży wpływ na sposób postępowania Państwa Środka.

Przede wszystkim należy zauważyć, że na przestrzeni setek lat Chiny skupiały się na utrzymaniu własnego terytorium. Co jakiś czas pewne obszary były tracone, a następnie odzyskiwane. Priorytetem dla Państwa Środka był zawsze własny region, co już w pewien sposób odróżnia ten kraj np. od Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Portugalii, które inwestowały środki w wyprawy mające rozszerzyć ich wpływy w innych rejonach świata.

Zdając sobie sprawę z tych różnic łatwiej przyjąć do wiadomości, że jednym z priorytetów Nowego Jedwabnego Szlaku jest obrona własnych granic. Nie chodzi jedynie o ekspansję i zyski.

Kolejna ważna kwestia pozwalająca lepiej zrozumieć Chińczyków to różnice między ich ustrojem politycznym a demokracją. W przeszłości Chiny miały władców, dziś mają partię i przewodniczącego. Brzmi to zupełnie inaczej, natomiast struktura hierarchiczna pozostała. Taki układ posiada pewne przewagi nad demokracją. Są to m.in.: stabilność, zdolność władz do szybkiego reagowania na wydarzenia, ale przede wszystkim podejmowanie decyzji z myślą o długofalowym rozwoju.

Stąd biorą się różnice m.in. w infrastrukturze. Podczas gdy w Chinach powstają nowe autostrady i mosty, w Stanach Zjednoczonych politykom trudno przepchnąć inwestycje, które nie przyniosą natychmiastowych efektów (liczą się przecież słupki w sondażach). Trzeba jednak uczciwie zauważyć, że nie wszystko Chinom wychodzi, czego przykładem są słynne puste miasta.

Wracając do długofalowej strategii rozwoju – w przypadku Chin zauważalne jest kopiowanie modelu zarządzania krajem wprowadzonego wiele lat temu w Singapurze . Kraj ten najpierw był kolonią brytyjską, a następnie ustanowiono tam (patrząc z perspektywy Zachodu) dyktaturę. Nikt jednak nie czepia się Singapuru o panujący tam porządek – ostatecznie jest to sojusznik USA. W ten sposób Singapur ma zapewnioną przychylność światowych mediów.

Sam model singapurski sprawdza się znakomicie. Na poziomie makro mamy w Singapurze do czynienia z jednym i tym samym rządem od ponad 30 lat. Z kolei na poziomie mikro wprowadzona została bardzo szeroko pojęta wolność gospodarcza. Połączenie stabilności politycznej oraz wolności gospodarczej daje efekty w postaci szybkiego rozwoju kraju.

Chiny ewidentnie starają się przenieść ten model na własne podwórko. Co ważne, aż 80% kadry rządzącej w Chinach to osoby o wykształceniu technicznym. Praktycznie nie ma tam ludzi po naukach politycznych bądź podobnych kierunkach. Państwo Środka rządzone jest przede wszystkim przez osoby wdrażające nowe technologie, automatyzujące kraj. W ten sposób tworzy się fundamenty pod długofalowy rozwój.

Sytuacja na Morzu Południowochińskim

Obawy Chińczyków o utrzymanie własnego terytorium związane są dziś przede wszystkim z sytuacją na Morzu Południowochińskim. Kontrola tego obszaru zapewnia Państwu Środka przepływ towarów, co ma kluczowe znaczenie dla gospodarki. Utrzymanie (co najmniej) obecnej sytuacji w tym regionie to dla Chin priorytet.

Tymczasem dużą aktywność na tym właśnie obszarze wykazują również Stany Zjednoczone. W ostatnich latach USA miały swój udział w poszerzaniu potencjału militarnego m.in. Korei Południowej, Tajwanu czy Filipin. Z perspektywy Chin takie działania muszą być odczuwalne. Wystarczy podać przykład: USA sprzedaje broń na Tajwan, podczas gdy Chiny są jednym z głównych wierzycieli Stanów Zjednoczonych. Można powiedzieć, że w ten sposób Chiny pośrednio biorą udział w uzbrajaniu Tajwanu przeciwko samym sobie.

W takiej sytuacji naprawdę trudno się dziwić, że Pekin nie ma większej ochoty, by pomagać USA podczas napięć z Koreą Północną.

Kolejny ważny element rozgrywki na Morzu Południowochińskim to zainstalowanie przez USA na terenie Korei Południowej systemu THAAD, umożliwiającego przechwytywanie i niszczenie pocisków balistycznych. O ile samo wzmocnienie Korei Południowej przez USA nie stanowiłoby tak dużego problemu, to spore komplikacje dla Chin powoduje zainstalowany równocześnie system radarowy. Jak widać poniżej sięga on daleko w głąb Państwa Środka, obejmuje również część Rosji.

Kolejnym punktem zapalnym są żądania Filipin, które zaskarżyły Chiny do Trybunału w Hadze, twierdząc, że Pekin bezpodstawnie przyznał sobie prawo do kontrolowania części wysp. Trybunał przyznał filipińskim władzom rację. W odpowiedzi Chiny oświadczyły, że nie zamierzają respektować wyroku. Nie było to oczywiście żadne zaskoczenie – ostatecznie jeśli Chiny oddadzą kontrole nad częścią wysp Filipinom lub Wietnamowi (sojusznicy USA)  to handel morski może zostać zablokowany.

Jak spór pomiędzy Chinami a Filipinami potoczy się dalej?

Pod Morzem Południowochińskim znajdują się znaczne złoża ropy naftowej i gazu. Możemy sobie zatem wyobrazić, że Chiny siadają do rozmów z Filipinami i dzielą się wpływami z surowców. Trudno jednak oczekiwać, że Państwo Środka mogłoby zrezygnować z militarnej kontroli nad tym regionem.

Stawką jest kontrola nad szlakami morskimi, natomiast ktoś całkowicie niezorientowany mógłby zapytać: czy są one aż tak ważne? Cóż…

… to najbardziej zatłoczone trasy na świecie. Tymczasem handel będzie się jedynie nasilał wraz z rozwojem Chin. To właśnie tędy przepływa 50% statków transportujących ropę naftową. Na samych terenach przylegających do szlaków mieszka 100 mln ludzi. Jest o co walczyć.

Chiny w ciągu kilku dekad zrobiły niewiarygodny skok cywilizacyjny. Aby jednak móc korzystać ze swoich dokonań, Państwo Środka musi utrzymać kontrolę nad Morzem Południowochińskim. Właśnie dlatego tak wielki niepokój budzą działania USA oraz gęsta siatka amerykańskich baz i instalacji wojskowych rozmieszczonych w pobliżu Chin (widoczna na poniższym wykresie).

Jak Chiny walczą o swoje

Dążąc do zapewnienia sobie integralności terytorialnej, ale również myśląc o dalszej ekspansji, Chiny postanowiły samodzielnie odbudowywać Nowy Jedwabny Szlak. Warto w tym miejscu zaznaczyć różnice w sposobach postępowania Chin i USA.

Typowe działanie USA polegało na tym, aby pojawić się w danym kraju z walizką pieniędzy, a następnie przekonać polityków do zaciągnięcia kredytów pod nowe inwestycje. Ich realizacją zajmowały się oczywiście amerykańskie korporacje, natomiast kredyty okazywały się niemożliwe do spłacenia. Zaatakowany kraj szybko stawał się uzależniony od USA z powodu zadłużenia, a następnie musiał wykazywać się posłuszeństwem wobec Stanów Zjednoczonych na różnych polach (np. podczas głosowań w ONZ).

Chiny działają zazwyczaj w inny sposób. Pojawiają się z ofertą wybudowania autostrad czy mostów, a w zamian oczekują otwarcia się danego kraju na wymianę handlową z Państwem Środka. Zdarza się jednak, że Chińczycy wykorzystują bardziej wyrafinowane/brutalne metody.

Przechodząc do kwestii samego Jedwabnego Szlaku w nowej odsłonie, warto wrzucić mapę obejmującą jego planowane i już utworzone elementy. Na żółto oznaczone zostały kraje członkowskie Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AAIB).

Źródło: merics.org

Bardzo istotny jest fakt, że szlak będzie obejmował kraje, które w kolejnych 10 latach mają przodować pod względem wzrostu PKB. Z drugiej strony najlepsze prognozy dotyczą Indii (przewidywany wzrost 6,98% rocznie), a w tym przypadku Chiny muszą dopiero zbudować odpowiednie relacje.

Ogromna skala planowanych inwestycji przyciąga w stronę Chin kraje nie będące pod silnymi wpływami USA, takie jak Kambodża, Bangladesz czy Pakistan.

Jednocześnie Chiny działają w kierunku zatwierdzenia umowy o wolnym handlu pomiędzy 16 krajami zaznaczonymi na poniższej mapie.

Państwa te odpowiadają za 30% światowego PKB, czyli niemal 2-krotnie więcej niż cała Unia Europejska.

Jeśli chodzi o same negocjacje, do tej pory wszystko szło dość opornie, ponieważ swoją umowę z tymi krajami konstruowały Stany Zjednoczone – część z Was zapewne pamięta jeszcze skrót TPP (tzw. Partnerstwo Transpacyficzne). Ostatecznie negocjacje zostały jednak zerwane przez Donalda Trumpa. Tutaj dochodzimy do bardzo ważnego elementu układanki…

Otóż kilka dekad temu Amerykanie, aby umożliwić rozwój swoim firmom, pozwolili na pójście w stronę globalizmu. Wszystko wyglądało świetnie, ale zmiany odbiły się niekorzystnie na statusie Stanów Zjednoczonych jako hegemona. Dlatego USA zaczęły się wycofywać. Za moment szczytowy globalizmu możemy uznać 2008 rok, kiedy Baltic Dry Index (odzwierciedlający ceny kontenerowców) przebił 10 tys. punktów. Jest bardzo prawdopodobne, że do takiego poziomu już nigdy nie powrócimy.

Ucieczka USA od globalizmu zwiększa szanse Chin w szukaniu nowych partnerów gospodarczych. Ogromne środki przeznaczone na inwestycje oraz szerokie grono państw, które dołączyły do AAIB sugerują, że Państwo Środka ma ogromne pole do popisu.

Gwadar Port – kluczowy punkt Jedwabnego Szlaku

Spośród wszystkich elementów Nowego Jedwabnego Szlaku, jedno miejsce wydaje się być wyjątkowo ważne. To Gwadar Port w Pakistanie. Jego przebudowa (wraz ze stworzeniem sieci dróg, torów kolejowych itd.) ma skrócić czas importu ropy do Chin z 45 do zaledwie 10 dni. Na mapie chińsko-pakistański korytarz został oznaczony linią od Gwadar Port do Kashgar.

Zmiany znacząco wzmocnią pozycję Pakistanu, który nie tylko zyska wpompowane przez Chińczyków pieniądze, ale będzie również zarabiał na opłatach transportowych. Inwestycja w port podbije tempo rozwoju gospodarczego Pakistanu.

Można zakładać, że z czasem Gwadar stanie się dla Chin bazą podobno do tych, które na całym świecie tworzą Stany Zjednoczone. Z kolei liczba ludności w tym mieście (obecnie 100 tys. mieszkańców) wzrośnie kilkukrotnie.

Krótsza trasa ropy docierającej do Chin, oznacza dla gospodarki Państwa Środka niższe koszty zakupu tego surowca. To kolejny aspekt, który może zwiększyć zyski chińskich przedsiębiorstw.

Współpraca Pakistanu i Chin może sprawić, że po drugiej stronie barykady wspólnie znajdą się Stany Zjednoczone i Iran (jak również Japonia oraz Indie). Póki co Iran traktowany jest przez USA jako największe zło, jednak niewykluczone, że z czasem Waszyngton zmuszony będzie zmienić retorykę. Na dzień dzisiejszy taka sytuacja jest trudna do wyobrażenia chociażby ze względu na sojusz USA – Arabia Saudyjska, jednak pamiętajmy, że w polityce pewne zmiany zachodzą bardzo szybko.

Dla lepszego zrozumienia relacji geopolitycznych oraz tego jak szybko mogą się one zmieniać, polecamy obejrzenie 4-odcinkowego dokumentu Oliviera Stone’a pt. „Putin”.

Podsumowanie

Nowy Jedwabny Szlak przyczyni się do zmiany 500-letniej globalnej struktury. W przeszłości wszystkie mocarstwa opierały swoją potęgę o handel morski. Chiny zamierzają dorzucić do tego drogę lądową, która pozwoli silnie rozwinąć zarówno Państwo Środka, jak i Rosję.

Zmiany nie następują oczywiście z dnia na dzień, ale co jakiś czas jesteśmy świadkami symbolicznych wydarzeń, które zapowiadają wielkie zmiany. Dobrym przykładem jest tutaj Wielka Brytania (sojusznik USA), która była jednym z pierwszych europejskich krajów jaki dołączył do AAIB.

Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że sam Nowy Jedwabny Szlak będzie powstawał w ogromnych bólach, a jego budowa potrwa znacznie dłużej niż mogłoby się wydawać większości obserwatorów.

Na sam koniec podkreślmy, że jest to nieprawdopodobnie obszerny temat, którego nie można zamknąć w jednym czy dwóch artykułach. Nie wspomnieliśmy chociażby o Polsce, która może na tym projekcie sporo zyskać. Dlatego jesteśmy ciekawi waszych komentarzy (również tych wizjonerskich), które będą stanowić świetne uzupełnienie.

Kto rządzi Europą Wschodnią, panuje nad sercem kontynentu. Kto rządzi sercem kontynentu, panuje nad największą wyspą świata. Kto rządzi największą wyspą świata, panuje nad światem.” – Halford John Mackinder

Zespół Independent Trader

www.IndependentTrader.pl



Najnowsze badania wykazały, że stosowanie paracetamolu w czasie ciąży wiążę się z ryzykiem ADHD u dzieci

Acetaminofen jest aktywnym składnikiem preparatów przeciwbólowych i wielu innych leków przeciwcukrzycowych dostępnych bez recepty.

Środek jest używany także jako lek przeciwbólowy podczas ciąży. Najnowsze badania dowodzą, że specyfik zwiększa ryzyko związane z zachowaniem najmłodszych. Naukowcy z Norwegii stwierdzili, że wśród prawie 113 tys. dzieci, których matki zażywały acetaminofen w okresie ciąży, rozpoznano zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD).

 

Ryzyko zmian wzrasta im dłużej trwa przyjmowanie lekarstwa. U dzieci, których matki stosowały acetaminofen przez 29 dni lub dłużej podczas ciąży, dwukrotnie częściej diagnozowano ADHD niż u kobiet, które tego nie robiły. Niewielkie ryzyko ADHD wykazywały dzieci, których mamy przez tydzień lub mniej przyjmowały paracetamol.

 

Acetaminofen jest aktywnym składnikiem wielu leków przeciwbólowych. Najnowsze badanie, prowadzone przez naukowca Eivinda Ystroma z Norweskiego Instytutu Zdrowia Publicznego w Oslo, nie są pierwszymi, które sugerują związek między stosowaniem acetaminofenu w okresie prenatalnym a ADHD.

 

Istnieje grupa ekspertów, która nadal odrzucają te ustalenia, a winę zwalają na warunki, w jakich przebiegały ciąże. Specjaliści z tej grupy uważają, że nie należy bać się stosowania acetaminofenu na przykład w gorączce, ponieważ nieleczona gorączka niesie za sobą większe ryzyko powikłań. Ich zdaniem, związek paracetamolu z ADHD wiązać należy z długotrwałym używaniem tego środka.

 

Dlaczego lek wpływa na ryzyko wystąpienia ADHD? Zdaniem norweskich naukowców, może on ingerować w hormony matki, które są ważne dla rozwoju mózgu płodu. Należy zwrócić uwagę na fakt, że wciąż bardzo niewiele medykamentów zostało faktycznie przebadanych pod kątem ich stosowania przez kobiety w ciąży i dość mało wiadomo na temat bezpieczeństwa używania jakichkolwiek leków w okresie prenatalnym. Sugeruje się, aby kobieta  w ciąży zawsze rozmawiała z lekarzem przed przyjęciem jakichkolwiek specyfików.

 

 

Źródło:

https://www.cbsnews.com/news/acetaminophen-pregnancy-adhd-risk-in-kids/
https://www.medscape.com/viewarticle/887773

 



Niedoszły morderca Władimira Putina ranny w wyniku zamachu na Ukrainie

W dniu wczorajszym niedaleko ukraińskiej stolicy nieznani sprawcy ostrzelali samochód, którym przemieszczał się Adam Osmajew i jego żona, ukraińska żołnierka Amina Okujewa. Kobieta nie przeżyła zamachu, lecz czeczeński bojownik, który najprawdopodobniej był celem ataku został ranny, ale przeżył.

 

Zdarzenie miało miejsce około 40 kilometrów od stolicy Kijowa w miejscowości Hłewacha. W godzinach wieczornych, pojazd Osmajewa i Okujewy został ostrzelany na przejeździe kolejowym. Kobieta zginęła natychmiast od strzału w głowę. Policja prowadzi śledztwo i poszukuje potencjalnych sprawców. Ukraina automatycznie zrzuciła winę na Rosjan.

Jest to już drugi zamach na jego życie. Ostatni miał miejsce 1 czerwca - osoba podająca się za francuskiego dziennikarza postrzeliła Osmajewa, lecz uzbrojony napastnik został natychmiast zabity przez Okujewę. 

 

Amina Okujewa była bohaterką Ukrainy - otrzymała najwyższy tytuł honorowy, jaki może otrzymać obywatel tego kraju. Z kolei Czeczen Adam Osmajew jest oskarżany przez Rosję o planowanie zamachu bombowego w 2012 roku. Bojownik miał próbować zabić prezydenta Władimira Putina. Osmajew został wtedy zatrzymany w Odessie przez rosyjskie i ukraińskie służby. Czeczen uniknął jednak ekstradycji a w 2014 roku po zamachu stanu na Ukrainie został wypuszczony z więzienia. Od tego czasu Osmajew i Okujewa uczestniczyli w walce przeciwko prorosyjskim rebeliantom na wschodzie kraju.

 



Zaawansowany egzoszkielet pozwala podnieść prawie 500 kilogramów!

Guardian GT to zdecydowanie najbardziej zaawansowany egzoszkielet na świecie. Urządzenie przypomina dziwnego robota z dwoma wielkimi mechanicznymi ramionami i w przeciwieństwie do wielu innych wynalazków tego typu nie można go założyć na siebie. Jednak Guardian GT posiada specjalnie wydzielone miejsce dla użytkownika i daje mu nieprawdopodobną siłę.

 

Egzoszkielet opracowany przez firmę Sarcos Robotics idealnie nadaje się do podnoszenia bardzo ciężkich obiektów. Może znaleźć zastosowanie nie tylko przy pracy w magazynach - z jego pomocą bez większych problemów można oczyszczać gruzowisko po trzęsieniach ziemi i przemieszczać wielkie masywne skały, co sprawia, że Guardian GT idealnie sprawdziłby się w roli ratownika.

 

Wynalazek ten jest pojazdem gąsienicowym z dwoma potężnymi mechanicznymi ramionami i rozpędza się do 6 km/h. Każde z ramion pozwala unieść przedmiot o masie do 225 kilogramów (!), zatem z pomocą tego urządzenia można podnieść nawet 450 kilogramów masy bez żadnego wysiłku. Guardian GT jest podobno bardzo łatwy w obsłudze - użytkownik operuje niewielkimi ramionami a każdy wykonywany ruch jest powtarzany przez maszynę.

Ben Wolff, dyrektor generalny Sarcos Robotics twierdzi, że jest do idealne rozwiązanie dla pracowników, którzy narażeni są na zwolnienia w związku z automatyzacją zawodów. Guardian GT nie jest typowym robotem tylko zrobotyzowanym egzoszkieletem, który nie zastępuje człowieka ale znacznie ułatwia mu wykonywanie pracy.

Maszyny tego typu znajdą wiele zastosowań w magazynach, w fabrykach, na placu budowy, przy rozbiórkach lub podczas operacji ratunkowych. W obecnym stanie egzoszkielet raczej nie mógłby zostać zmilitaryzowany, zresztą wynalazek ten nie powstał z myślą o zabijaniu. Guardian GT to gotowy produkt a firma przyjmuje już zamówienia.

 



Nie daj się zwieść rosnącym zyskom

Inwestowanie w przewartościowane aktywa

W kilku dotychczasowych tekstach wspominaliśmy o ostrzeżeniach płynących z ust znanych i poważanych inwestorów, takich jak Marc Faber czy Mohamed El-Erian. Niedawno swoje obawy wyraził również Robert Shillera. Jego spostrzeżenia wydały nam się na tyle ciekawe, że postanowiliśmy poświęcić im osobny artykuł.

 

Dla mniej zorientowanych Czytelników kilka powodów dla których słowa Shillera zasługują na uwagę:

- Robert Shiller należy do tej niewielkiej grupki ekonomistów, którzy przewidzieli ostatni kryzys finansowy. W sierpniu 2005 roku Shiller zwrócił uwagę na bańkę w nieruchomościach dodając, że jego zdaniem ceny spadną o 40%, a pęknięcie bańki spowoduje recesję. Poniżej wykres pokazujący indeks cen nieruchomości wraz z zaznaczonym na czerwono momentem wypowiedzi Shillera.

- Shiller jest autorem ważnej modyfikacji wskaźnika P/E (cena/zysk). W podstawowej formie wskaźnik ten bierze pod uwagę wyłącznie zysk spółki za ostatni rok. Taki sposób liczenia sprawia, że P/E jest bardzo podatny na sezonowe wahania – dana branża lub sama spółka może mieć jeden słabszy rok i w efekcie wskaźnik będzie całkowicie mylący. Dlatego też Shiller postanowił porównać cenę akcji do uśrednionych zysków spółki za ostatnie 10 lat (z uwzględnieniem inflacji). W ten sposób powstał dużo bardziej miarodajny wskaźnik CAPE, określany również jako P/E Shillera.

- Wspomnijmy również, że Shiller jest laureatem Nagrody Nobla, chociaż to wyróżnienie samo w sobie nie jest żadnym wyznacznikiem. Po prostu dodaje rozgłosu.

 

Czym jest bessa?

Obecnie bessa rozumiana jest jako co najmniej 20% spadek na rynku akcji. Najprawdopodobniej takie założenie przyjęto po załamaniu z roku 1987, gdyż, jak przytomnie zauważa Shiller, wcześniej bessa nie była określana w taki sposób.

 

To czego brakuje w obecnej definicji bessy to perspektywa czasowa. Dlatego też Shiller na potrzeby bieżącej analizy przyjął, że mamy do czynienia z bessą, jeśli w trakcie ostatnich 12 miesięcy zanotowano minimum 20% spadek na rynku akcji.

 

Takie doprecyzowanie pozwoliło Shillerowi określić lata załamań na rynku akcji począwszy od roku 1871. Były to: 1892, 1895, 1902, 1906, 1916, 1929, 1934, 1937, 1946, 1961, 1987, 2000 oraz 2007. Osobno (naszym zdaniem niesłusznie) Shiller potraktował spadki z lat 1968-1970 oraz 1973-1974 uznając je za „długotrwałe i stopniowe”.


CAPE a załamanie na rynku

Shiller nie ukrywa, że CAPE powstał z myślą o analizie aktywów. Pomagał również oszacować stopę zwrotu jakiej można było spodziewać się w nadchodzącym okresie (im wyższy CAPE, tym niższa spodziewana stopa zwrotu w kolejnych latach).

 

Z czasem jednak okazało się, że wskaźnik Shillera stał się użyteczny także przy przewidywaniu załamania na rynku. Spójrzcie na poniższy wykres przedstawiający CAPE (kolor pomarańczowy) dla giełdy w USA.

Przerywana linia oznacza średni CAPE na przestrzeni niemal 140 lat. Jak miał się poziom wskaźnika do tych 13 załamań, które wypisaliśmy wyżej? Otóż 10-krotnie przed załamaniem CAPE znajdował się powyżej średniej. Pozostałe 3 przypadki to lata: 1916 (I Wojna Światowa), 1934 (trwający Wielki Kryzys) oraz 1946 (recesja po II Wojnie Światowej).

 

Gdzie jesteśmy obecnie? Kiedy Shiller publikował swoją przestrogę CAPE wynosił 30, dzisiaj jest już powyżej 31. To oznacza, że przekroczony został poziom z 1929 roku (początek Wielkiego Kryzysu), a wyżej w historii byliśmy tylko raz - w latach 1997-2002. Wówczas inwestorzy chętnie kupowali akcje spółek internetowych nie wykazujących żadnych zysków (co dodatkowo pompowało CAPE).

 

Jak widzicie, znowu straszymy załamaniem na rynku. A optymista mógłby przecież powiedzieć, że…


Zyski spółek z S&P rosną

Począwszy od 1881 roku zyski spółek z indeksu S&P rosły średnio o 1,8% rocznie (uwzględniając oficjalną inflację). Tymczasem między połową 2016 i 2017 roku wynik ten wyniósł 13,2%! Robi wrażenie, prawda?

 

To teraz zgadnijcie jaki był średni wzrost zysków spółek z głównego indeksu przed poprzednimi 13 załamaniami?

13,3%.

Mało tego, tuż przed Wielkim Kryzysem zyski spółek wzrastały o 18,6% w skali roku.

 

Konkluzja jest zatem dość prosta: optymizm inwestorów nie może być oparty wyłącznie na zyskach giełdowych spółek. Czujność może zostać uśpiona tym łatwiej, że zazwyczaj słyszymy o „wynikach lepszych od oczekiwanych” – na ten temat pisaliśmy w artykule „Jak kreuje się wyniki lepsze od oczekiwanych?”.


Podsumowanie

W naszym podejściu do sytuacji rynkowej pozostajemy elastyczni. Pamiętamy, że dopóki trwają wielkie zakupy banków centralnych, dopóty ceny akcji są ratowane.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że spostrzeżenia Shillera są bardzo wartościowe. Ostatecznie wielu inwestorów, widząc indeksy bijące rekordy, stara się na siłę usprawiedliwić obecną wycenę aktywów. I szukają argumentów. Jak widać powyżej, rosnące zyski same w sobie nie oznaczają jeszcze, że inwestorzy mogą spać spokojnie.

 

Nieco pewniej mogą natomiast czuć się osoby, które zainwestowały w akcje na rynkach wschodzących. Wyceny ETFów na Rosję, Nigerię czy Katar sprawiają, że nawet przy krachu ich spadki będą niższe niż w przypadku indeksów amerykańskich. Jednocześnie te same rynki wschodzące (traktowane jako całość) przynoszą w tym roku znacznie lepsze zyski niż S&P 500.

 


Zespół Independent Trader

www.IndependentTrader.pl



Prezydent Katalonii uciekł z Hiszpanii! Teraz ubiega się o azyl w Belgii

Z Zachodniej Europy dobiegają do nas zaskakujące informacje. Poniedziałek jest pierwszym dniem, w którym Katalonia powinna funkcjonować jako niezależne państwo. Jednak jego prezydent, Carles Puigdemont, obawiając się aresztu postanowił uciec z kraju. Wraz ze swoimi współpracownikami wyemigrował do Belgii, gdzie wynajął prawnika i będzie starał się o azyl polityczny.

 

Cała ta walka o niepodległość Katalonii wygląda wprost komicznie. Wszystko wyglądało jedynie na dziwną grę polityczną, której nie potrafimy na dzień dzisiejszy zrozumieć. To mieszkańcy tego autonomicznego regionu w północno-wschodniej Hiszpanii prowadzili walkę z policją federalną broniąc katalońskich polityków i oddając głosy podczas referendum, narażając się na poważne konsekwencje. Teraz rząd regionalny postanowił odpłacić się, wystosowując pod silną presją niejednoznaczny komunikat o długo oczekiwanej secesji i emigrując do innego kraju w poszukiwaniu azylu. W pierwszym dniu funkcjonowania nowego nielegalnego państwa tylko jeden polityk faktycznie przyszedł do pracy.

W piątek Hiszpania uruchomiła Artykuł 155 Konstytucji i oficjalnie zawiesiła autonomię Katalonii oraz rozwiązała tamtejszy rząd. To oznacza, że Carles Puigdemont nie sprawuje już tam realnej władzy. Madryt powołał swoich ludzi, którzy będą teraz zarządzać regionem.

 

Z drugiej strony należy przyznać, że Puigdemont nie miał innego wyjścia jak uciec z nadzieją, iż będzie mógł kontynuować swoją walkę za granicą - jeśli faktycznie ma taki zamiar. Hiszpański Prokurator Generalny Jose Manuel Maza ogłosił dziś, że Puigdemont, teraz już jako były prezydent Katalonii, wraz z jego współpracownikami będą ścigani za złamanie prawa - rebelię, bunt i nadużycie środków publicznych. Oskarżenia zostały wystosowane łącznie wobec 20 osób. Za samą rebelię w Hiszpanii grozi do 30 lat więzienia.

Część polityków z Puigdemontem na czele przebywa od poniedziałku w Belgii, gdzie mają złożyć wniosek o azyl polityczny, a jutro należy spodziewać się jakiegoś oświadczenia. Pozostali urzędnicy, którzy pracowali na rzecz niepodległości pozostali w Katalonii i ogłosili, że będą lojalni wobec Madrytu. Również lokalna policja po utracie przywództwa zaczęła współpracować.

 

Takie zakończenie sprawy katalońskiej było oczywiście do przewidzenia. Jednak demokracja i rządy prawa, jak ostrzegał premier Hiszpanii Mariano Rajoy, mogły zostać przywrócone siłą. Można więc powiedzieć, że wszystko skończyło się dobrze i udało się uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi. Natomiast były prezydent Carles Puigdemont może przez jakiś czas przebywać na emigracji a jeśli nie wróci do kraju, Hiszpania może wystosować europejski nakaz aresztowania.

 



Opublikowano akta CIA ze zdjęciem Adolfa Hitlera z 1954 roku!

Od dawna pojawia się coraz więcej teorii wskazujących na to że Adolf Hitler wcale nie zginął w bunkrze w Berlinie tylko wydostał się z terenu upadającej III Rzeszy i uciekł do Ameryki Południowej. Na dowód tych doniesień już jakiś czas temu przedstawiono rzekome dokumenty z CIA,  potwierdzające, że amerykański wywiad poszukiwał Hitlera jeszcze długo po wojnie. Teraz pojawiły się kolejne materiały rzekomo z CIA, przedstawiające zdjęcie Hitlera wykonane w 1954 r. w Kolumbii!

 

Wygląda na to, że w obliczu upadku Trzeciej Rzeszy, Adolf Hitler uciekł z Berlina do Hiszpanii, która rządzona była przez sprzyjający mu reżim Generała Franco. Następnie miał się udać na wyspę Fuerteventura skąd został przerzucony U-botem do Ameryki Południowej. Miał rzekomo wypłynąć z tamtejszego portu Moro Jable, a do czasu zorganizowania przerzutu przebywał w tzw Willi Wintera. Ta część wyspy Fuerteventura znajdowała się zresztą pod zupełną kontrolą Niemiec, oddana w użytkowanie przez Franco.

Willa Wintera - Źródło: innemedium.pl

Według oficjalnej historii Adolf Hitler popełnił samobójstwo w swoim bunkrze w Berlinie. MIało to mieć miejsce 30 kwietnia 1945 r. Wraz z nim śmierć wybrała jego żona, zresztą świeżo poślubiona, Ewa Braun. Oficjalnie mówiono, że ich ciała zostały spalone, aby nie trafiły w ręce Armii Czerwonej. Trzeba przyznać, że było to bardzo wygodne wytłumaczenie, dlaczego nie ma ciał. Było to niemal tak samo idealne wyjaśnienie jak to armii amerykańskiej, że po rzekomym zastrzeleniu Osamy bin Ladena, jego ciało wrzucono do morza, a wraz z nim dowód tego zabójstwa.

Zarówno bin Ladena jak i Hitlera łączy to, że w rzekomą oficjalną śmierć obu tych zbrodniarzy trudno uwierzyć. Teoria, wedle której Hitler mógł przeżyć II wojnę światową i uciekł do Ameryki Południowej, jak wielu nazistów, jest jednak dość stara. Obecnie jednak przeżywa swój renesans. Dowiadujemy się nowych rewelacji. Jeden z informatorów CIA, były oficer SS Filip Citroen, miał rzekomo w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku spotykać się z Hitlerem. Jak twierdzi Citroen były wódz Trzeciej Rzeszy ukrywał się początkowo w Kolumbii pod nazwiskiem Shrittelmayor. Na potwierdzenie swoich słów informator przekazał nawet fotografię wykonano rzekomo w kolumbijskiej miejscowości Tanja. 

Rzekome zdjęcie Adolfa Hitlera z 1954 roku w Tanja - źródło: akta CIA

Według Citroena Adolf Hitler wyjechał do Argentyny dopiero rok później czyli w 1955. Niestety zdjęcie Hitlera wykonane rzekomo rok wcześniej w Kolumbii, nie jest dobrej jakości. Wątpliwy wydaje się też fakt, że człowiek ukrywający się pozostawił by charakterystyczny wąsik. Nie można zatem wykluczyć, że te najnowsze rewelacje z archiwów CIA, mają raczej za zadanie skierowanie pewnych podejrzeń na fałszywe tropy. Jednak jak wiadomo może być w tym też ziarnko prawdy czy zatem CIA oficjalnie przyznała, że Hitler przeżył wojnę i do lat pięćdziesiątych przebywał w Argentynie?

 

 



Rasistowskie statystyki - ponad 95% gwałtów w Szwecji popełniają imigranci!

Szwedzka policja oraz rząd w obawie przed oskarżeniami o rasizm nie tylko ukrywają przestępstwa popełniane przez tzw. uchodźców (rzekomo same kobiety i dzieci!) z Afryki i Bliskiego Wschodu. Władze nie pozwalają Radzie Przeciwdziałania Przestępstwom (BRÅ) wykonać statystyk dotyczących wykroczeń popełnianych przez imigrantów. Znając silnie ubogaconą kulturowo Szwecję można przypuszczać, że ktoś najwyraźniej ma coś do ukrycia. Tak się złożyło, że jeden z mieszkańców postanowił przeprowadzić badania na własną rękę, skupiając się na imigrantach i nie ukrywając, że nie popiera polityki migracyjnej swojego kraju. Co zaskakuje, autor badania nie został oskarżony o rasizm!

 

Pisarz Joakim P. Jonasson przeanalizował przestępstwa popełniane na tle seksualnym, popełniane w latach 2012-2017. Od maja do września roku bieżącego zgromadził w sumie ponad 4 tysiące wyroków sądowych. Nie udało się jednak zebrać wszystkich danych, ponieważ sądy w miastach Haparanda i Norrtälje odmówiły współpracy.

 

Jonasson opublikował wyniki swojej pracy, które jednoznacznie pokazują kto i w jakim stopniu odpowiada za przestępstwa na tle seksualnym na terenie Szwecji. Poniższe fakty nie pozostawiają żadnych złudzeń.

  • 95,6% gwałtów popełniły osoby o zagranicznym pochodzeniu
  • większość gwałtów zostało popełnionych przez Somalijczyków, Erytrejczyków, Algierczyków, Irakijczyków i Gambijczyków
  • większość gwałtów dokonano w Sztokholmie, Hudiksvall i Eskilstuna
  • 84% ciężkich gwałtów popełniły osoby o zagranicznym pochodzeniu - w pierwszej kolejności są to Somalijczycy, Irakijczycy i Afgańczycy, a za nimi Szwedzi
  • 66% ciężkich gwałtów popełniły osoby ubiegające się o azyl lub osoby, które otrzymały pozwolenie na pobyt na terenie kraju
  • grupy narodowe o najwyższym prawdopodobieństwie popełnienia ciężkiego gwałtu to Algierczycy, Afgańczycy, Tunezyjczycy, Marokańczycy oraz Palestyńczycy
  • 90% zbiorowych gwałtów zostało popełnionych przez mężczyzn z innych krajów. Co czwarty gwałciciel działający w grupie był Afgańczykiem. Tylko 6,7% sprawców to rodowici Szwedzi
  • większość gwałcicieli działających w grupie zostało skazanych w Ystad, Eksjö i Uppsala
  • obcokrajowcy znacznie częściej atakują Szwedów niż innych obcokrajowców
  • w ostatnich latach odnotowano drastyczny wzrost gwałtów homoseksualnych - 85% skazanych za udział w grupowych gwałtach homoseksualnych to Afgańczycy
  • odsetek skazanych Szwedów spada od 2013 roku i gwałtownie spadł w ciągu ostatnich dwóch lat
  • przestępstwa najczęściej popełniane przez Szwedów to wykorzystywanie seksualne dzieci i posiadanie/oglądanie dziecęcej pornografii

Statystyki te są bardzo szeroko komentowane przez szwedzkie społeczeństwo oraz lokalne media. Nikt nie odważył się oskarżyć Joakima P. Jonassona o rasizm czy mowę nienawiści - przynajmniej na dzień dzisiejszy. Porównanie powyższych danych z innymi badaniami jest praktycznie niemożliwe - ostatnie statystyki tego typu zostały opracowane przez agencję rządową BRÅ w 2005 roku i dotyczyły one przestępstw w latach 1997-2001.

 

Autor raportu podsumował, że w Szwecji istnieje 541 razy większe ryzyko, iż gwałtu z napadem dokona Algierczyk niż Szwed. Tak wyglądają statystyki! Informacje tego typu uderzają przede wszystkim w rząd, który doprowadził do katastrofalnej sytuacji w kraju. Pytanie oczywiście brzmi czy Szwedzi przebudzą się i zrobią porządek ze swoim krajem, czy też załamią ręce i wywieszą białą flagę. Najbliższe wybory odbędą się 9 września 2018 roku a według różnych sondaży, antyimigrancka partia polityczna Szwedzcy Demokraci ma duże szanse na zwycięstwo.

 

Źródła:

https://pjjonasson.wordpress.com/2017/10/23/ny-undersokning-om-utlanningar-och-sexualbrott...

http://www.friatider.se/ny-unders-kning-om-sexbrott-956-procent-av-verfallsv-ldt-kter-beg-...



Tajemnicza inwazja ośmiornic na wybrzeżu Walii

Na wybrzeżu Walii w hrabstwie Ceredigion, morze wyrzuciło na plażę setki ośmiornic. Przez trzy dni zwierzęta znane z wody pełzały bezładnie po piasku. Dziwne zachowanie ośmiornic zaskoczyło miejscowych mieszkańców. Według nich, nigdy wcześniej nie widzieli czegoś takiego. 

 

Ośmiornice z gatunku Eledone cirrhosa są dość popularnie występującym gatunkiem głowonogów zamieszkujących u wybrzeży Wielkiej Brytanii. Zwykle jednak mieszkają one na głębokości około stu metrów pod wodą, a nie na plażach. 

 

Biolog z Uniwersytetu w Bristolu, Steve Simpson, nazwał zachowanie ośmiornicy niezwykle dziwnym. Pracownicy brytyjskiego National Marine Aquarium w Plymouth, wyrazili obawę, że z głowonogami może być coś nie tak. 

 

Ich zdaniem szczególnie zadziwia to, że znaleziono tak wiele osobników na tej samej plaży. Ośmiornice znajdowano nawet w strefie pływów, co wskazuje na to, że niestety nie wszystko jest z nimi w porządku skoro są tak zdezorientowane, ze nie wiedzą co się z nimi dzieje i błądzą po wybrzeżu. 

 

Wśród hipotez tłumaczących dziwne zachowanie ośmiornic wskazuje się, że jakiś wpływ mogła mieć na to sztormowa pogoda, która zapewne przyczyniła się do wyrzucenia ośmiornic. Sugerowano też, że  może mieć z tym jakiś związek obniżone  ciśnienie atmosferyczne typowe po burzy. Jednak rzeczywiste przyczyny tej anomalii ze świata zwierząt pozostają jeszcze nieznane.

 

 

 



Geopolityka i ekonomia - październik 2017

Geopolityka  i ekonomia - październik 2017

Wybory w Niemczech: Merkel nadal u steru. Chadecka koalicja CDU/CSU zdobyła 33% głosów w wyborach parlamentarnych w Niemczech. Dla polityków dowodzonych przez Angele Merkel oznacza to utrzymanie pierwszej pozycji, natomiast sam wynik jest o 8,5 punktu procentowego gorszy niż w poprzednich wyborach.

Spadło również poparcie dla socjaldemokratów, którzy uplasowali się na 2 miejscu z wynikiem 20,5% głosów (o 5,2 punktu procentowego mniej niż poprzednio).

Z perspektywy Polski kontynuacja rządów Merkel jest z pewnością lepszym rozwiązaniem niż przejęcie władzy przez Martina Schulza. Zważywszy na wyjątkową niechęć Schulza do Polski, nasze relacje z zachodnimi sąsiadami mogłyby ulec znacznemu pogorszeniu.

Skoro gorsze wyniki zanotowali zarówno chadecy, jak i socjaldemokraci to kto zyskał? Wygranym okazała się prawicowa Alternatywa dla Niemiec, która zdobyła 13,5% głosów i zajęła 3 miejsce. Należy dodać, że w poprzednich wyborach AfD nie przekroczyła nawet progu wyborczego! Wzrost poparcia dla tej partii to konsekwencja polityki Angeli Merkel, która pozwoliła na sprowadzenie setek tysięcy imigrantów bez jakiejkolwiek kontroli. W efekcie dokonywanych przez nich przestępstw, wielu Niemców zmieniło swoje nastawienie do polityki imigracyjnej i zaczęło protestować przeciwko dalszemu przyjmowaniu obcokrajowców. Kiedy doszło do wyborów, zbuntowana część społeczeństwa nie miała dużego wyboru i chętnie zagłosowała na Alternatywę dla Niemiec.

Przy okazji warto również wspomnieć o przemyśleniach, którymi po wyborach w Niemczech podzielił się Paul Craig Roberts, były doradca Ronalda Reagana. W jego opinii wiele narodów z Europy Środkowej i Wschodniej nie potrafi pozbyć się rządów będących wasalami Waszyngtonu. Z kolei USA, zdaniem Robertsa, z wielkim uporem dąży do wywołania globalnego konfliktu. Były doradca Reagana uważa, że pozbycie się „poddanych Waszyngtonu” i prowadzenie bardziej wyrachowanej polityki przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej znacznie zmniejszyłoby szanse na wywołanie kolejnej Wojny Światowej.


Upadek Petrodolara cz. 1: Wenezuela przestaje rozliczać ropę w dolarach

Ponad 3 tygodnie temu Trader21 opublikował artykuł poświęcony utworzeniu przez Chiny kontraktów na ropę denominowanych w juanach. Padło w nim następujące stwierdzenie:

Duże szanse na przejście z rozliczeń USD na juany mają Chińczycy w przypadku Angoli, której sprzedaż ropy odpowiada za 91% całkowitej wartości eksportu, a 44% trafia do Chin. Dobrze wyglądają także szanse w przypadku Iranu oraz Wenezueli.

Zaledwie kilkanaście dni po publikacji tekstu Wenezuela oświadczyła, że nie będzie dłużej rozliczać ropy w amerykańskiej walucie. Nowym punktem odniesienia będzie juan. Jak widać, upadek petrodolara postępuje w coraz szybszym tempie. Decyzja Wenezueli jest o tyle istotna, że kraj ten plasuje się na 7. miejscu wśród największych producentów ropy. To jednak wciąż nie wszystko. Pod względem potwierdzonych rezerw ropy naftowej Wenezuela jest globalnym liderem. Czy ktoś jeszcze ma jakiekolwiek wątpliwości co do wagi obecnych wydarzeń?

Warto dodać, że USA wiedziały o planach władz Wenezueli znacznie wcześniej. Nieprzypadkowo Donald Trump już w sierpniu zagroził interwencją militarną w tym kraju. Na ten moment należy uznać, że Wenezuela staje się polem bitwy o ropę między USA, Chinami a Rosją. Z tych 3 państw jedynie Stany Zjednoczone zagroziły interwencją wojskową, natomiast Chiny i Rosja rywalizują na gruncie ekonomicznym.

Na koniec trzeba wspomnieć o niezwykłych dokonaniach socjalizmu w Wenezueli. Przy takich bogactwach naturalnych poziom życia w tym kraju mógłby być na poziomie Kataru. Wybrano jednak nieodpowiedni system, który sprawił, że Wenezuela pogrążona jest w biedzie i totalnym chaosie.


Upadek Petrodolara cz. 2: Dolar znika z rosyjskich portów

Mimo, iż rosyjskie porty w zdecydowanej większości znajdują się pod kontrolą poszczególnych miast, dość powszechnym środkiem płatniczym jest w ich przypadku amerykański dolar. Taki stan rzeczy wkrótce ulegnie zmianie.

Władimir Putin zażądał od rosyjskiego parlamentu jak najszybszego przyjęcia prawa zgodnie z którym dolar przestanie być środkiem płatniczym w portach. Zmiany mają wejść w życie najpóźniej w 2019 roku.

Widzimy, że krok po kroku amerykańska waluta traci na znaczeniu. W dużym stopniu jest to efekt działań rosyjsko-chińskiego sojuszu.


Rewolucja w motoryzacji przyspiesza

Świat w coraz szybszym tempie zmierza w kierunku samochodów elektrycznych. Kolejne państwa wprowadzają zmiany promujące przejście na „elektryki”. Kolejne koncerny decydują się na poszerzanie oferty o modele z napędem elektrycznym.

Ostatnie tygodnie przyniosły co najmniej 2 znaczące ruchy w tym obszarze. Po pierwsze, Chiny ogłosiły, że zamierzają całkowicie zakazać sprzedaży samochodów osobowych i ciężarowych napędzanych paliwami kopalnymi. Nie określono co prawda perspektywy czasowej, jednak informacja i tak zasługuje na uwagę. Wszystko dlatego, że Chiny stanowią największy rynek motoryzacyjny na świecie (o 35% większy od amerykańskiego).

Duży wpływ na decyzję Państwa Środka ma wysoki poziom zanieczyszczenia środowiska. Przejście w kierunku samochodów elektrycznych byłoby znaczącym krokiem w kierunku poprawy jakości powietrza którym oddychają Chińczycy.

Drugim dużym wydarzeniem o którym warto wspomnieć było oświadczenie Volkswagena, w którym koncern ogłosił, że zamierza wyprodukować wszystkie 300 modeli również w wersji z napędem elektrycznym. Na infrastrukturę potrzebną do wykonania tego zadania Volkswagen przeznaczy bardzo wysoką kwotę – 70 mld dolarów. Tak zdecydowany ruch ze strony jednego z potentatów to kolejny dowód rewolucji w branży motoryzacyjnej.

Działania największych koncernów potwierdzają nasze przewidywania co do losów Tesli. W perspektywie najbliższych 5 lat firma Elona Muska z pewnością nie będzie liderem w produkcji samochodów elektrycznych. Z kolei w perspektywie dekady udział Tesli w globalnej produkcji spadnie do 5%. Podczas najbliższej bessy notowania Tesli zanotują przecenę rzędu 85-90%. Póki co, znajdują się jedynie 9,5% poniżej szczytu.

Wracając do samych zmian w motoryzacji - w nadchodzących latach udział samochodów elektrycznych w całkowitej sprzedaży będzie szybko wzrastał. Podobne zdanie na ten temat mają analitycy ING. Ze sporządzonego przez nich raportu wynika, że w 2035 roku niemal wszystkie samochody sprzedawane w Europie będą miały napęd elektryczny.

Oczywiście prognozy podobne do tej od ING nie oznaczają, że w 2035 roku po ulicach jeździć będą wyłącznie samochody elektryczne (średni wiek samochodu to przecież nawet kilkanaście lat). Można jednak zakładać, że kolejne państwa bądź poszczególne miasta coraz chętniej wprowadzać będą ograniczenia dotyczące przemieszczania się autami z silnikiem benzynowym bądź dieslem (np. zakaz wjazdu do centrum).

Rewolucja w motoryzacji oznacza również zmiany w popycie na poszczególne surowce. Poniższy wykres pokazuje szacunkową zmianę zapotrzebowania na różne surowce w sytuacji gdyby wszystkie produkowane samochody miały napęd elektryczny.

Jak widać, zmiany w motoryzacji zapowiadają silny wzrost popytu na lit, kobalt czy metale ziem rzadkich. Spadnie natomiast zapotrzebowanie na platynę czy pallad. Chcemy jednak podkreślić, że obecną cenę platyny uważamy za stosunkowo niską.


Turcja coraz dalej od Zachodu

W połowie września Turcja podpisała umowę na zakup rosyjskich pocisków przeciwlotniczych S-400. Całkowita wartość kontraktu to aż 2,5 mld USD.

Działania władz Turcji to obecnie jeden z najważniejszych wątków geopolitycznych. Nie mówimy tu przecież o jednym z wielu członków NATO – turecka armia jest drugą największą w sojuszu! Zakup broni od Rosji musi zatem szokować. Ostatecznie nigdy nie nabywa się sprzętu od kraju, który miałby zostać zaatakowany, ponieważ producent bardzo łatwo może taką broń unieszkodliwić.

Turcja ewidentnie oddala się od Zachodu i podąża w stronę Rosji. Potwierdzają to ostatnie słowa prezydenta Erdogana, który stwierdził, że członkostwo w UE nie jest już Turcji do niczego potrzebne. Nie przeszkodziło mu to jednak domagać się od Unii Europejskich większych kwot na wspieranie syryjskich uchodźców przebywających w jego kraju.

Można w tym miejscu pokusić się o małe podsumowanie:

  • Turcja podpisuje takie umowy jakie są dla niej najbardziej korzystne,
  • Rosja zyskuje na nowych kontraktach,
  • Stany Zjednoczone dbają o przedłużenie konfliktu w Syrii,
  • Unia Europejska obrywa (spadek bezpieczeństwa, dodatkowe środki na imigrantów).

Na koniec jeszcze jedna uwaga odnośnie Turcji. Można zakładać, że będzie to pierwszy kraj, który opuści NATO. Sam sojusz był fantastyczną inicjatywą, które pełniła rolę przeciwwagi dla potęgi militarnej ZSRR. Po rozpadzie Związku Radzieckiego kraje NATO kontynuowały ekspansję. Dzisiaj sojusz nie jest już jednak żadną przeciwwagą. Pełni raczej rolę globalnego policjanta będącego pod wpływem USA. Dla Stanów Zjednoczonych NATO jest instrumentem do prowadzenia polityki międzynarodowej.


UE: Podatek dla spółek technologicznych coraz bliżej

Wewnątrz Unii Europejskiej narasta determinacja do opodatkowania działalności amerykańskich spółek technologicznych. Mowa tutaj przede wszystkim o tych koncernach, które wyróżniają się również pod względem skali działalności i wzrostów notowań (grupa FAANG - Facebook, Amazon, Apple, Google, Netflix).

Co najmniej 9 z 28 państw członkowskich otwarcie popiera wprowadzenie nowej daniny skierowanej przeciwko koncernom działającym w cyfrowej rzeczywistości. Póki co, spółki typu Apple czy Amazon płacą w Europie minimalne podatki, korzystając z gościnności rządu Irlandii czy Luksemburga. W przypadku Apple efektywna stawka podatkowa wynosiła wcześniej 1%, natomiast po 2014 roku spadła do 0,005%.

Komisja Europejska nie ustaje jednak w wysiłkach. Na Amazon nałożony został nakaz zapłacenia zaległych podatków w wysokości 250 mln euro. Z kolei w zeszłym roku KE zaleciła Apple zapłacenie 13 mld euro zaległych podatków w Irlandii. Jako, że tamtejszy rząd daniny nie odzyskał, przyjęto to jako nielegalną pomoc publiczną i Komisja Europejska pozwała Irlandię do Trybunału Sprawiedliwości.

Wszystkie te wydarzenia są elementami wojny handlowej między USA i UE. Przypominamy, że zaczęło się od amerykańskiej kary dla Volkswagena, potem mieliśmy karę UE dla Apple, następnie w USA kłopoty miał Deutsche Bank, a teraz Komisja Europejska przystępuje do kontrataku. Analitycy firmy Cowen szacują prawdopodobieństwo wprowadzenia przez UE dodatkowego podatku dla spółek technologicznych na 65%. Jeśli faktycznie tak się stanie, z pewnością doczekamy się odpowiedzi USA.


Doug Kass: Zgodność inwestorów to powód do niepokoju

W jednym ze swoich ostatnich tekstów Doug Kass z Real Investment Advice zauważył, że inwestorzy są obecnie wyjątkowo zgodni w swoim optymizmie co do sytuacji na giełdzie. Następnie zestawił to spostrzeżenie z wyjątkowo trafnym cytatem z książki „Mądrość tłumów”:

Niezależność oraz różnorodność opinii to bardzo ważne aspekty. Najlepsze decyzje tłum podejmuje, gdy dominują wątpliwości i niepewność, a nie pełna zgoda.

W efekcie obecnego powszechnego optymizmu przyrasta wartość akcji kupowanych na kredyt. Skalę zjawiska najlepiej oddaje wskaźnik określany jako Margin Debt. Zależność jest prosta: im lepsze nastroje wśród inwestorów, tym więcej akcji kupowanych jest na kredyt i tym wyższy jest Margin Debt (i na odwrót).

Jak się zapewne domyślacie, obecnie Margin Debt znajduje się na bardzo wysokim poziomie. Poniższy wykres pokazuje jego wartość w porównaniu do PKB Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście Margin Debt może stanowić swoiste ostrzeżenie przed przewartościowanym rynkiem i ewentualnym krachem, jednak wskaźnik ten jeszcze lepiej pokazuje moment zakończenia bessy. Zwróćcie uwagę, że zarówno w 2003, jak i w 2009 roku, podczas dołków na rynku akcji, Margin Debt wynosił 1,2% PKB.

Kiedy po najbliższej bessie wskaźnik spadnie do takich poziomów, będzie to idealny moment na zainwestowanie w REITy. Zaznaczamy jednak, że będzie to nasza jedyna ekspozycja na rynki rozwinięte. Resztę środków skierujemy na rynki wschodzące do których nadal (przez kolejne 3-5 lat) płynął będzie kapitał.


Zespół Independent Trader

www.Independenttrader.pl