Październik 2017

88-letnia Niemka trafi do więzienia za negowanie holokaustu

W wielu państwach zachodnich przyjęło się, że publiczne negowanie holokaustu jest zakazane i karalne. Po wprowadzeniu odpowiednich przepisów wręcz zmuszono ludzi, aby uwierzyli w oficjalną wersję. Nie wolno jej kwestionować nawet w najmniejszym stopniu, nawet gdy ktoś chce posługiwać się metodami naukowymi.

 

Na świecie istnieje wielu tzw. negacjonistów, którzy poddają w wąpliwość holokaust. Przykładem w Polsce był historyk i publicysta Dariusz Ratajczak - w 2000 roku został wydalony z Uniwersytetu Opolskiego za publikację książki pt: "Tematy niebezpieczne", przez którą został oskarżony o tzw. kłamstwo oświęcimskie. Podczas gdy w państwach zachodnich negowanie masowych morderstw III Rzeszy jest zakazane pod groźbą kary więzienia, w wielu krajach arabskich można nie tylko swobodnie wypowiadać się na ten temat, ale także oficjalnie uznaje się holokaust jako mit.

 

Tymczasem w Niemczech znów zrobiło się głośno o znanej negacjonistce, która już od wielu lat publicznie porusza zakazane tematy i przekonuje, że holokaustu nigdy nie było. 88-letnia Ursula Haverbeck twierdzi, że holokaust jest największym kłamstwem w historii. Starsza kobieta stała się bardzo popularną postacią w swoim kraju a złośliwi nadali jej przydomek "nazistowska babcia".

 

W 2004 roku i w kolejnych latach, Ursula Haverbeck otrzymywała kary finansowe sięgające po kilka tysięcy euro. Kobieta pozostawała jednak nieugięta. W 2015 roku wystąpiła w programie telewizyjnym wyemitowanym przez stację ARD i pisała artykuły dla magazynu Stimme des Reiches, gdzie ponownie kwestionowała holokaust. Również podczas rozpraw sądowych przekonywała, że obóz koncentracyjny Auschwitz był tylko zwykłym obozem pracy i nigdy nie udowodniono masowych zbrodni na jego terenie.

Starsza kobieta została już kilkukrotnie skazana na pobyt w więzieniu, jednak za każdym razem odwoływała się od wyroku i nie odbyła jeszcze ani jednego dnia kary. W poniedziałek Ursula Haverbeck stanęła przed sądem w Berlinie, gdzie ponownie została uznana za winną "negacjonizmu" i otrzymała karę 6 miesięcy pozbawienia wolności. W przyszłym miesiącu czeka ją kolejna rozprawa w mieście Detmold.

 

Prawo w kwestii holokaustu zostało sformułowane w taki sposób, aby ludzie nie mogli publicznie i swobodnie dyskutować na ten temat. Władze mogą więc ścigać każdego kto stwierdzi, że masowych mordów nie było, lub że liczba ofiar jest znacznie zawyżona.

 



Apokaliptyczne pożary lasów w Portugalii. Zginęło aż 41 osób, ogłoszono żałobę narodową

Wielka tragedia znowu dotknęła Portugalii. Już drugi w tym roku wielki pożar strawił część lasów w tym kraju. W rezultacie zginęło aż 41 osób. Warto zaznaczyć, że stało się to zaledwie 4 miesiące po tym gdy w podobnym ogromnym pożarze życie straciło 64 Portugalczyków.

 

Najbardziej dotknięte są dystrykty Coimbra i Leira. W Portugalii ogłoszono żałobę narodową. Ludzie są wściekli na władzę, którą obarczają winą za kolejną tragedię. Ludzie twierdzą, że nie zrobiono nic aby zapobiec ponownej tragedii na tak wielką skalę.

Źródło: Facebook

Trzeba przyznać, że obrazy jakie napływają z Portugalii robią wrażenie, a skala pożarów jest porażająca. Niektórzy nazywają je apokaliptycznymi i sądząc po tym, co widać na zdjęciach, nie jest to aż tak wielka przesada. 

Źródło: Facebook

Według władz, potężne pożary lasów zostały ostatecznie ugaszone dopiero dzisiaj. W akcjach ratunkowych brało udział ponad 2700 strażaków. Obecnie ich główne zadanie to pilnowanie aby nie doszło do powstawania kolejnych ognisk pożarów.

Źródło: Facebook

Katastrofalne pożary dotarły tez do hiszpańskiej prowincji Galicia. Również tam ogień niszczy lasy. Zginęły 4 osoby, ale sytuacja jest tam obecnie trudniejsza niż w Portugalii ponieważ pożary pozostają nadal poza kontrolą.

Źródło: Facebook
 

 

 

 



Filipiny wyzwoliły miasto Marawi z rąk islamistów

Po pięciu miesiącach zaciętych walk, prezydent Filipin ogłosił wyzwolenie Marawi. W maju, powiązane z ISIS ugrupowanie zbrojne Abu Sayaf przejęło kontrolę nad miastem na wyspie Mindanao w południowej części kraju. Islamiści mieli zamiar przyłączyć je do przyszłego samozwańczego kalifatu.

 

Prezydent Rodrigo Duterte twierdzi, że Marawi zostało już odzyskane. Z kolei wojskowi zaznaczają, iż w mieście wciąż przebywa około 30 islamistów, którzy przetrzymują ponad 20 zakładników. Kontrolują oni bardzo niewielki obszar, który wkrótce znajdzie się pod kontrolą armii. W poniedziałek terroryści stracili dwóch przywódców organizacji Abu Sayaf - Isnilon Hapilon oraz Omarkhayam Romato Maute zostali zastrzeleni.

 

W wyniku działań zbrojnych z Marawi uciekło setki tysięcy mieszkańców. Miasto zostało poważnie zniszczone. Gdy armia zlikwiduje pozostałych islamistów, Filipiny przystąpią do odbudowy miasta a ludność będzie mogła powrócić do swoich mieszkań gdy tylko działania zbrojne oficjalnie dobiegną końca a wojsko oczyści terytorium z ładunków wybuchowych i innych pułapek.

 

W maju, gdy terroryści przejęli kontrolę nad Marawi, na terenie całej wyspy Mindanao ogłoszono stan wojenny, który dobiegnie końca dopiero pod koniec roku. Wojsko musi się upewnić, że wszyscy islamiści zostaną unicestwieni i nie dojdzie do kolejnego ataku. W ciągu pięciu miesięcy walk zginęło w sumie ponad tysiąc ludzi - około 850 islamistów, ponad 160 żołnierzy i 87 cywilów.

 



Złamano protokół WPA2. Wszystkie sieci Wi-Fi na świecie w jednej chwili stały się niebezpieczne!

Belgijscy informatycy złamali standardowy protokół zabezpieczeń WPA2, który stosuje się we wszystkich nowoczesnych sieciach Wi-Fi, a to oznacza, że poufne dane przesyłane za pośrednictwem sieci bezprzewodowych nie są tak bezpieczne, jak do tej pory przypuszczano.

 

Belgijscy naukowcy twierdzą, że hakerzy mogą być zdolni do podsłuchiwania ruchu pomiędzy punktami dostępowymi do internetu a wszystkimi połączynymi z nimi urządzeniami. Przyjrzano się konkretnemu typowi cyberataku o nazwie KRACK (Key Reinstallation Attack), który umożliwia hakerom dostęp do zaszyfrowanych informacji, takich jak numery kart kredytowych, hasła oraz zdjęcia.

Luka w zabezpieczeniach obejmuje wszystkie systemy operacyjne: Androida, Linuksa, macOS, Windowsa, OpenBSD, MediaTek, Linksys i wiele innych. Naukowcy z powodzeniem symulowali ataki hakerskie na oprogramowanie mobilne, stacjonarne, aplikacje bankowe, a nawet aplikacje VPN, które mają zapewniać użytkownikom większy poziom bezpieczeństwa. 

 

„Łamanie” protokołu WPA2 ma zostać zademonstrowane 1 listopada, na konferencji Association for Computing Machinery (ACM) – największej na świecie społeczności ludzi nauki, nauczycieli i profesjonalistów zajmujących się informatyką.

Co ważne, złamanie protokołu WPA2 jest możliwe jedynie wtedy, gdy haker znajduje się fizycznie w zasięgu Wi-Fi – nie jest w stanie przechwycić danych zdalnie. Główny autor badania, Mathy Vanhoef, wyjaśnił, że firmy produkujące oprogramowanie routerów mogą poprawić uchybienie, bez konieczności opracowania zupełnie nowego protokołu.

 

Computer Emergency Response Team (CERT) wydało komunikat o odkrytej luce w zabezpieczeniach 28 sierpnia. Niektóre routery klas biznesowych, firm takich jak Ubiquiti i Aruba, mają już dostępne łatki, które neutralizują zagrożenie. W celu pewności, że nie jest się narażonym na ten rodzaj ataku, należy zaktualizować wszystkie urządzenia, w tym oprogramowanie routera.

Jednak proces uaktualniania niektórych sprzętów może potrwać bardzo długo, a w niektórych sytuacjach nie nastąpi wcale, ponieważ nadal nie wszystkie routery są obsługiwane przez ich producentów. Oznacza to wówczas konieczność zmiany całego oprogramowania, a w skrajnych przypadkach wymianę sprzętu.

 

 



NASA przyznaje, że Planeta X rzeczywiście istnieje! Jest gdzieś na skraju Układu Słonecznego, ale raczej nas nie zabije

Jeśli ktoś nie wierzy w niezdementowane wiadomości to właśnie ma się czego bać ponieważ Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA oficjalnie potwierdziła istnienie Planety X. Naukowcy przyznali, że obserwacje skrajów naszego systemu planetarnego potwierdzają istnienie dużego obiektu, którego do tej pory nie zaobserwowaliśmy. Jednocześnie na konferencji prasowej na której rozprawiano o tej planecie, oświadczono stanowczo, że w związku z tym odkryciem Ziemi nic a nic nie grozi.

 

Istnienie dużego, niewidocznego dla nas źródła grawitacji do niedawna było uważane za nieprawdopodobne. Teraz mało który astronom się z tego śmieje. Wyliczenia matematyczne wskazują, że jakaś poważna siła oddziałuje nie tylko na tak zwane obiekty transneptunowe, czyli planetoidy znajdujące się za orbitą Neptuna, ale również oddziałuje na orbity niektórych planet, a nawet na cały Układ Słoneczny. Jak zatem naszej rzekomo zaawansowanej nauce mogło coś takiego umknąć?

Eksperci sugerują, że jest to na tyle duży obiekt, że jego masa powoduje, iż cały układ Słoneczny porusza się z tego powodu. Co więcej niektórzy z nich sugerują, że kiedyś ta tajemnicza planeta, może nawet zniszczyć nasz system. Specjaliści z NASA zaznaczają, że to o czym mówią nie zdarzy się za naszego życia nie jest to bynajmniej dowód na istnienie żadnej mitycznej Nibiru, której nadejścia od dziesięcioleci oczekują niektórzy ludzie na całym świecie.

Potwierdzono tym samym, że istnienie dodatkowej planety w tak wielkiej odległości nie stwarza jakiegokolwiek zagrożenia dla naszej planety. Pojawiający się co jakiś czas szarlatani zapewniający, że posiedli tajemniczą wiedzę na podstawie zupełnie dziwacznych źródeł, przekonują, że jakaś planeta już wkrótce spowoduje zagładę na Ziemi. Tych rewelacji NASA oczywiście nie potwierdza, mówiąc o tym wprost, że są to totalne bzdury.

 

Mimo to zaznaczono, że istnienie Planety X nie jest wcale wykluczone. Istnieje coraz więcej dowodów potwierdzających ją, ale do tej pory nikt jej jeszcze nie zaobserwował. Astrofizyk Konstantin Batygin z uczelni Caltech w Pasadenie w Kalifornii, twierdzi, że jeśli odrzucimy możliwość istnienia dodatkowej planety powoduje to więcej trudnych do wyjaśnienia anomalii, niż przyjęcie, że może ona gdzieś istnieć. Jego zdaniem obiekt ten jest przynajmniej dziesięciokrotnie większy od Ziemi i znajduje się dwadzieścia razy dalej od Słońca niż nasza planeta.

Przypomina to trochę przypadek z bozonem cechującym Higgsa, zwanym też boską cząsteczką. W tym przypadku fizycy wiedzieli, że coś takiego musi istnieć, bo mieli problem z nieskończoną masą. W przypadku Planety X astrofizycy są pewni, że coś o dużej grawitacji tam występuje, ale jeszcze tego nie zaobserwowano. W tym układzie odpowiednikiem dla Wielkiego Zderzacza Hadronów - LHC - w świecie astrofizyki są teleskopy kosmiczne i naziemne, ale jeszcze żaden z nich nie zdołał zauważyć śladu tej mitycznej dodatkowej planety.

 

 



Dziwna samobójcza polityka Polski względem Ukrainy osiąga nowe poziomy absurdu

Obraz polskiej polityki zagranicznej prowadzonej w stosunku do naszych wschodnich sąsiadów jest porażający. Z jednymi pragniemy iśc na wojnę, a drugich kochamy nawet gdy plują nam w twarz. Nasze władzy zdają się tego nie widzieć i zachowują się odwrotnie od tego co wydawałoby się racjonalne, a każdego, kto takie zachowanie krytykuje domyślnie nazywają "ruskim agentem".

 

Doprawdy trudno zrozumieć jaka racja stanu powoduje, że bezwarunkowo popieramy kraj taki jak Ukraina, który każdego dnia staje się coraz bardziej antypolski i to nawet w działaniach oficjalnych władz, a nie tylko szurniętych nacjonalistów z Prawego Sektora. Ukraina coraz bardziej stacza się w kierunku państwa autorytarnego z obowiązującą oficjalnie doktryną nacjonalistyczną i faszystowską, która jest jeszcze dodatkowo podlana rusofobią i antypolonizmem. Zapewne właśnie ta rusofobia ekscytuje obecnie rządzących nami polityków lewicowych, którzy nazywają się polską prawicą.

Chyba nie ma chyba czegoś takiego co mogliby zrobić Ukraińcy, aby doszło do odmiany naszej polityki względem Kijowa, która od dłuższego czasu prowadzona jest na klęczkach. Gdy ktoś tylko wskazuje na to, że na Ukrainie regularnie dochodzi do ataków na relikty polskości na dawnych Kresach Rzeczpospolitej, albo, że dochodzi do uchwalania prawa wymierzonego w mniejszości narodowe, na przykład zabraniającego nauczania w języku ojczystym, to prawie zawsze zostaje stygmatyzowany jako "agent Putina". Nasi polskojęzyczni politycy wolą zamykać oczy i udawać, że antypolskie ekscesy tam nie występują.

 

Wygląda więc na to, że nie ma znaczenia gloryfikacja morderców Polaków ważny jest tylko stosunek ich potomków do Rosji. A skoro Ukraina i Federacja Rosyjska prowadzą spór terytorialny o Krym czy Donbas, to polscy politycy uważają, że bez względu na wszystko należy popierać Ukrainę i zwalczać Rosję.

Potwierdzają się na przykład doniesienia, że nasz bankrutujący ZUS będzie płacił emerytury pracującym w Polsce Ukraińcom również za okresy składkowe na Ukrainie. To doprawdy zastanawiająca postawa niespotykana nigdzie na świecie!

"Zakład Ubezpieczeń Społecznych potwierdził, że polski podatnik sfinansuje w całości emerytury Ukraińców przyjeżdżających do Polski, zarówno za lata przepracowane w Polsce, jak i za lata przepracowane na Ukrainie. Pieniądze przeznaczone na emerytury dla Ukraińców będą w całości pochodziły z polskich składek i nie zostaną w żaden sposób zrekompensowane przez stronę ukraińską" - donosi portal Kresy.pl 

Doszło już nawet do tego, że gdy Rumunia i Węgry zgodnie skrytykowały prawo wymierzone w mniejszości narodowe, który uchwalono na Ukrainie, to tylko Polska wyłamała się z tego stwierdzając, że to nic takiego, iż w polskich szkołach na Ukrainie mniejszość polska, będzie się uczyła po ukraińsku, a nie po polsku. Przymusowa ukrainizacja naszych rodaków jest zatem chyba nową polską racją stanu! A może trwa jakiś proces zjednoczenia Polski i Ukrainy i stworzenia Polukrainy? Wiele rzeczy na to wskazuje, że tak jest i wpuszczenie milionów Ukraińców może mieć z tym jakiś związek. Pyyanie tylko kto kogo przejmuje? 

"Strona polska zachęca partnerów z Węgier i Ukrainy do rozwiązania spornej sprawy ustawy o oświacie drogą dialogu z uwzględnieniem poszanowania praw mniejszości i uwzględnieniem międzynarodowych i dwustronnych umów" – czytamy w komunikacie polskiego MSZ - "Jednocześnie informujemy, że polskie ministerstwa spraw zagranicznych oraz oświaty uważnie śledzą kwestie wpływu ustawy na polską oświatę i przebywają w stałym kontakcie z ukraińskimi partnerami"

Zresztą czemu się dziwić skoro podobna sytuacja od dawna ma miejsce na Litwie i nasz rząd wykazywał się podobną biernością, po kolejnych antypolskich wyskokach tego niewielkiego kraju. Wygląda więc na to, że na kierunku wschodnim, jesteśmy silni względem Rosji i Białorusi i słabi względem "potęg" takich jak Litwa i Ukraina. 

 

Najlepszym przykładem tej uległości była sprawa ilustracji w nowym polskim paszporcie. Zarówno Ministerstwu Spraw Zagranicznych Litwy jaki Ukrainy bardzo nie spodobały się rysunki odwołujące się do wizerunków polskich symboli w miastach takich jak Lwów czy Wilno. Ostatecznie Polski MSZ ugiął się i zgodził się na usunięcie problematycznych dla naszych sąsiadów grafik. Działo się to niemal w tym samym czasie, gdy wicepremier Ukrainy, Iwanna Kłympusz-Cyncadze, uroczyście otwierała pomnik z wygrawerowanym napisem "bohaterom Karpackiej Ukrainy rozstrzelanym przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 roku".

Polski MSZ chyba nie widzi w tym chyba nic dziwnego skoro w dzisiejszym artykule w dzienniku Rzeczpospolita, obecny minister Witold Waszczykowski napisał:

"Partnerstwo z Ukrainą pozostaje kluczowym zadaniem polityki zagranicznej naszego państwa. Jest to relacja głęboka i wielopłaszczyznowa, tak jak między sąsiadami związanymi nie tylko bogatą wielowiekowa spuścizną, ale również poczuwającymi się do odpowiedzialności za wspólną europejską przyszłość"

Wygląda więc na to, że dzisiejsi potomkowie tych "polskich okupantów", którzy przecież działali nie na ukraińskim, ale na polskim terytorium, nie widzą problemu w takim tworzeniu przez Ukrainę alternatywnej wersji historii, w której bestie z UPA są bohaterami, a ich ofiary "okupantami". Doprawdy trudno o lepszy dowód na to że Polska polityka zagraniczna jest prowadzona na kolanach. Silni jesteśmy tylko względem Rosji i kilku państw Europy Zachodniej, a zupełnie słabi względem Ukrainy czy Litwy. 

Taki stan rzeczy trwa od lat i nie widać jego końca. Nie wiadomo jednak czy to na pewno tylko wyraz głupoty polskojęzycznych polityków czy raczej realizacja jakiegoś planu, w którym nasi politykierzy są tylko niewielkimi trybikami. Patrząc na to, co się dzieje naprawdę można uznać, że szalona teoria spiskowa, odnośnie planów budowy nowego "Izraela" vel "Chazarii" na Ukrainie, może mieć więcej wspólnego z rzeczywistością niż nam się wydaje. 

 

 



NASA zademonstrowała na zdjęciach satelitarnych "oddech" Ziemi

Dzięki satelitom NASA, które monitorują emisję dwutlenku węgla do atmosfery, naukowcy uzyskali szczegółowe dane na temat poprawności teorii globalnego ocieplenia. Pozyskiwane informacje mają pomóc zrozumieć procesy, które do tej pory owiane były tajemnicą. Dzięki zgromadzonym danym można było stworzyć imponująca animację, która odzwierciedla mechanikę atmosfery. Niektórzzy nazywają to "oddechem" naszej planety.

Orbiting Carbon Observatory-2 (OCO-2), to sztuczny satelita agencji NASA, który powstał w celu monitorowania ruchu dwutlenku węgla w atmosferze. Dane na których oparto to opracowanie zbierano, w latach 2015-2016, gdy występowało silne zjawisko El Niño – czyli ponadprzeciętnie wysoka temperatura na powierzchni wody w strefie równikowej Pacyfiku. 

 

Zwykle stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wzrasta każdego roku o około dwie części na milion (ppm), co odpowiada czterem dodatkowym gigatonom CO2. Obecnie objętość dwutlenku węgla w atmosferze przekracza 400 ppmv, a w ostatnim cyklu El Niño wzrost wyniósł 3 ppm, czyli w rok przybyło 6 gigaton siejącego niepokój gazu.

 

Według badań, takiego tempa wzrostu dwutlenku węgla Ziemia nie doświadczyła przez 2 tysiące lat. Dalsze wnioski prowadzą do tego, że to działanie człowieka wpływa na wzmożoną emisję dwutlenku węgla do atmosfery.

W trakcie pracy satelity OCO-2 w Ameryce Południowej występowała najsilniejsza susza w ciągu ostatnich 30 lat, która ograniczyła zdolność roślinności do fotosyntezy z udziałem dwutlenku węgla. Z kolei w Afryce wzrost średniej temperatury rozszerzył skalę wzrostu rośliności, co zwiększyło uwalnianie do atmosfery dwutlenku węgla, który w wysokich. W tym samym czasie w Azji płonęły torfowiska, co dołożyło swoją cegiełkę do dodatkowej emisji.

„Istnieje wiele niepewności co do tego, jak może wyglądać Ziemia za 100 lat, a zrozumienie aktualnych zmian pomoże nam przewidywać te nadchodzące z przyszłości” – powiedziała Annmarie Elering, członkini projektu OCO-2.

Satelita OCO-2 zbiera około 100 tysięcy pomiarów dziennie, także z obszarów, które nie były wcześniej monitorowane, na przykład środek oceanu lub lasy deszczowe w Amazonii. Na ich podstawie naukowcy stworzyli globalną mapę stężeń CO2.

Odkrycia opublikowane w czasopiśmie naukowym Science stanowią tylko początek misji Orbiting Carbon Observatory-2 rozpoczętej w 2014 roku. Sieć satelitów Sentinel-7 ma dostarczyć jeszcze bardziej szczegółowych pomiarów, obejmując znacznie większą powierzchnię Ziemi niż OCO-2, przy zachowaniu pomiarów o wysokiej dokładności. Dzięki S7 naukowcy będą mogli dokładniej monitorować źródła dwutlenku węgla oraz jego „pochłaniacze”.

 

 



Do Korei Południowej przybyły amerykańskie oddziały dekapitacyjne, które mogą zabić Kim Dzong Una

W poniedziałek przy Półwyspie Koreańskim rozpoczęły się kolejne wielkie manewry wojskowe, które potrwają do piątku. W ćwiczeniach morskich biorą udział marynarki wojenne Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Zachód utrzymuje, że manewry mają charakter wyłącznie obronny, tymczasem południowokoreańska agencja Yonhap donosi, iż na pokładzie amerykańskiego lotniskowa USS Ronald Reagan znajdują się siły specjalne wyszkolone w tzw. atakach dekapitacyjnych.

 

Manerwy na morzu zostały zapowiedziane już jakiś czas temu. Biorą w nich udział okręty wojenne Korei Południowej i USA, w tym lotniskowiec USS Ronald Reagan i niszczyciele USS Stethem oraz USS Mustin. Tak się składa, że ćwiczenia zbiegają się w czasie z XIX Kongresem Komunistycznej Partii Chin, który odbędzie się 18 października. Południowokoreański wywiad twierdzi, że Korea Północna przygotowuje do odpalenia kilka rakiet balistycznych.

USS Ronald Reagan - źródło: US Navy

Agencja Yonhap przypadkiem lub celowo podała, że wraz z lotniskowcem USS Ronald Reagan przybyły tzw. jednostki dekapitacyjne, które zajmują się przeprowadzaniem tajnych operacji, polegających na infiltracji terenu wroga i fizycznej eliminacji najważniejszych osobistości - w przypadku Korei Północnej dotyczyłoby to samego Kim Dzong Una. Oczywiście szczegóły nie zostały podane, więc nie wiadomo czy amerykańskie siły specjalne biorą udział w manewrach i w jakim celu przybyły na Półwysep Koreański.

 

W ostatnich latach przynajmniej kilka razy pojawiały się nieoficjalne doniesienia o próbie zabójstwa przywódcy Korei Północnej. Pamiętajmy, że dla Stanów Zjednoczonych byłoby to najlepsze rozwiązanie - zamiast angażować się w kolejną wojnę, USA mogą zabić Kim Dzong Una i zdestabilizować jego kraj, czego najbardziej obawiają się Chińczycy. Nie oznacza to jednak, że zadanie jest łatwe do wykonania. Trudno również stwierdzić co konkretnie miał na myśli Donald Trump mówiąc o "ciszy przed burzą"...

 

Źródła:

http://www.zerohedge.com/news/2017-10-16/us-deploys-special-forces-decapitation-team-south...

http://english.yonhapnews.co.kr/news/2017/10/16/0200000000AEN20171016001100315.html

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/10/17/us-navy-seals-tasked-north-korea-decapitation-s...



Trwa masowe wymieranie pingwinów na Antarktydzie

Sezon lęgowy pingwinów białookich we wschodniej Antarktyce przebiega w tym roku dramatycznie. Z całej populacji ocalały jedynie dwa pisklęta! Pomór małych pingwinów ma być spowodowany wyjątkowo dużą, jak na tę porę roku ilością lodu, przez co dorosłe osobniki mają problem ze zdobywaniem pożywienia dla siebie i swoich młodych. Nie móżna też wykluczyć przyczyn wirusowych. 

 

Nie jest to pierwsza tego typu sytuacja – w 2015 roku nie przetrwało żadne pisklę. Pingwiny białookie to duże, nielotne ptaki wodne, zamieszkujące wody wokół Antarktydy. Podstawę pożywienia gatunku stanowi kryl. To właśnie nadmierne połowy kryla oraz ryb w wodach otaczających Antarktydę wpływają negatywnie na liczebność pingwinów.

 

Działacze ochrony przyrody wzywają do podjęcia szybkiego działania w sprawie nowego obszaru ochrony mórz przynależących do wschodniej Antarktyki, na których żyje około 36 tysięcy pingwinów białookich. 

Organizacja ekologiczna WWF twierdzi, że zakaz połowu kryla na tym obszarze wyeliminuje problem głodowy pingwinów białookich, a także innych gatunków występujących we wschodniej Antarktyce.

 

WWF współpracuje z francuskimi naukowcami, którzy monitorują stan populacji pingwinów białookich od 2010 roku. Na podstawie zebranych przez działaczy danych ma zostać rozpatrzony wniosek o objęcie gatunku specjalną ochroną.

 

 



Irak odbiera Kurdom kolejne miasta, wojsko nie napotyka żadnego oporu

Iracka armia bez większych problemów odzyskuje kontrolę nad terytoriami, które dotychczas okupowali Kurdowie. W niedzielę wieczorem rozpoczęła się zmasowana ofensywa mająca na celu przejęcie miasta Kirkuk wraz z całą prowincją. Okazało się, że peszmergowie nie podjęli się walki i po prostu wycofali się.

 

Wszystko tak naprawdę zaczęło się w 2014 roku, gdy bojownicy ISIS zaatakowali Irak. Duża część państwa znalazła się pod kontrolą islamistów, którzy następnie zaczęli odnotowywać straty na rzecz Kurdów. Po kilku latach, gdy sytuacja w miarę unormowała się, Kurdowie wciąż byli w posiadaniu regionów, które powinny należeć do Bagdadu. Co więcej, iracki Kurdystan zorganizował referendum i zaczął dążyć do uzyskania niepodległości. W skład przyszłego państwa mogły wejść również sporne tereny.

 

Irak domagał się zwrotu bogatej w ropę naftową prowincji Kirkuk, lecz bez skutku. W niedzielę wieczorem rozpoczęła się kampania wojskowa, która miała pozwolić Irakowi odzyskać kontrolę nad utraconymi terytoriami. Operacja przebiega bardzo szybko i sprawnie. Z niepotwierdzonych jak dotąd informacji wynika, że Kurdowie mieli prowadzić walkę z iracką armią w obronie Kirkuku i innych miast w północnej części kraju, lecz wszystko wskazuje na to, że peszmergowie wbrew zapowiedziom zaczęli masowo wycofywać się z zajmowanych pozycji.

 

Irak zdobył już pełną kontrolę nad miastem Kirkuk, tamtejszym lotniskiem, bazą wojskową oraz wszystkimi polami naftowymi w prowincji. Przejęto także miasta w innych prowincjach - Chanakin, Tuz Churmatu i Dakuk w północno-wschodnim Iraku oraz Bashiqa i Sindżar w północno-zachodniej części kraju. Nie odnotowano żadnych starć, sporne terytoria zostały zwyczajnie przekazane irackiej armii. We wtorek wojsko kontynuuje swój marsz - zdobyło już przejście graniczne z Iranem przy Chanakin i zamierza zdobyć przejście graniczne z Turcją.

 

Stany Zjednoczone ostrzegły, że w obecnej sytuacji mogą wstrzymać wsparcie wojskowe dla Iraku. Władze Bagdadu najwyraźniej nie przejęły się, ponieważ kampania zbrojna wciąż trwa. Pytanie jakie należy zadać w tym momencie brzmi - jak daleko posunie się Irak? Obecnie wiadomo, że ofensywę przeciwko Kurdom popierają Iran i Turcja. Kraje te traktują Kurdystan jako narzędzie w rękach Izraela, który postanowił namieszać i zdestabilizować regiony znajdujące się w sąsiedztwie swojego największego przeciwnika. Wiceprezydent Iraku Nuri al-Maliki nazwał Kurdystan "drugim Izraelem". Dlatego trudno powiedzieć czy Irak po prostu odzyskuje to co utracił w 2014 roku, czy też zamierza całkowicie wyeliminować Kurdów.

 

Źródła:

http://www.middleeasteye.net/news/iraqi-backed-yazidi-group-takes-over-sinjar-after-kurdis...

https://www.bangkokpost.com/news/world/1343547/turkey-backed-iraq-overruns-kurds-in-kirkuk