Wrzesień 2017

Zapowiedziano kolejne zmiany w Kodeksie Karnym ograniczające wolność słowa w Polsce

Homoseksualne lobby w Polsce może odtrąbić kolejny sukces. Rząd zapowiedział zmianę haniebnych artykułów w Kodeksie Karnym, które są stosowane do walki z wolnością słowa. Planuje się rozszerzenie katalogu tak zwanych "przestępstw z nienawiści" o wypowiedzi na temat orientacji seksualnej.

Tak zwana "mowa nienawiści" to po prostu nowa nazwa cenzury. Kiedyś było znacznie łatwiej ustalić co wolno mówić, a czego nie. Za PRL istniał tak zwany Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk i zatrudnieni tam cenzorzy pilnowali, aby do społeczeństwa kierowany był właściwy przekaz.

 

Obecnie funkcję tego organu pełnią lewicowe organizacje finansowane przeważnie przez znanego spekulanta George'a Sorosa i zblatowane z nimi sądy i prokuratury, które z zapałem ścigają tych, którzy myślą inaczej. 

Art. 256 § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Dzieje się to przeważnie poprzez wykorzystanie dwóch artykułów z Kodeksu Karnego, które umożliwiają nękanie ludzi za poglądy, 256 kk i 257 kk. Teraz właśnie zapowiedziano rozszerzenie katalogu tematów klasyfikowanych jako "mowa nienawiści" o kwestie związane z orientacją seksualną. 

Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Oba powyższe artykuły są bardzo dowolnie interpretowane. W związku z tym nie wiadomo właściwie, co może się nie spodobać cenzorom pana Sorosa, którzy dwoją się i troją, aby usunąć z ich pomocą z przestrzeni publicznej, wszelkie treści nieakceptowane przez lewacką międzynarodówkę. Trzeba przyznać, że dzięki polskiemu prawu robią to bardzo skutecznie, zastraszając trollingiem prawnym swoich adwersarzy. Polskim władzom przeważnie to nie przeszkadza, a w więszości przypadków prokuratury chętnie zaczynają nękać ludzi za poglądy stosując sankcje z tych wspomnianych powyżej antywolnościowych artykułów KK. 

Gdy któryś z prokuratorów odmawia organizacjom Sorosa walki z wolnością słowa może się narazić na kłopoty. Stało się tak na przykład w Białymstoku, gdy po donosie tak zwanego Ośrodka Monitorowania Zachowań rasistowskich i ksenofobicznych na temat swastyki, prokurator odmówił wszczęcia postępowania argumentując, że swastyka to starożytny symbol. W związku z tym został oczywiście wyzwany od faszystów i donosiciele Sorosa donieśli też na niego. Tym samym zagrozili innym, którzy mogliby odmówić wszczynania spraw po donosach tych awanturników walczących na zlecenie z wolnością wyrażania opinii. 

Wygląda na to, że wspomniane powyżej dwa artykuły Kodeksu Karnego, wprowadzone w 1998 roku, w mniej niż dekadę od  nie tylko nie zostaną usunięte, ale art.257 kk zostanie rozszerzony o orientację seksualną. To otworzy pole do penalizacji kolejnych opinii Polaków. Celem jest chyba wywołanie terroru politycznej poprawności takiego jak na zachodzie, gdzie każdy boi się już mówić publicznie co myśli, a co dopiero pisać to w Internecie. Najwyraźniej dążymy do tego samego modelu, gdy oficjalnie mówimy, że mamy wolność słowa,  o ile mówimy to co należy mówić. Jeśli mówimy inaczej oznacza to, że jest to trudna do zdefiniowania "mowa nienawiści", która może skutkować całkiem realną penalizacją wyrażanych poglądów.

Możliwość interpretacji tego co jest, a co nie jest "mową nienawiści", jest ogromna. Na przykład Rada Europy definiuje ten termin jako „wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia”.

 

Oznacza to w praktyce, że na przykład każda krytyka barbarzyńskich zachowań nielegalnych islamskich imigrantów w Europie, może być z łatwością zinterpretowana jako "mowa nienawiści", a wyrażający swoje poglądy na ten temat, mogą mieć poważne kłopoty. Prowadzi to do sytuacji gdy o pewnych grupach społecznych można mówić dobrze, albo wcale. Tym samym znaleźliśmy się w sytuacji niemal identycznej do tej z PRL, gdy również teoretycznie wolno było mówić co się chce, ale licząc się z konsekwencjami prawnymi.

 

To znaczy też, że nasza postkomunistyczna konstytucja, której tak bardzo bronią pogrobowcy PRL, obowiązuje tylko formalnie i oburzać można się tylko w konkretnych sytuacjch. Nie oburza powszechne łamanie znajdującego się w niej art. 54, który w paragrafie 2 mówi "Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane". Jest to zwykłą fikcją, skoro ustawy szczególne dodają, że cenzura prewencyjna nie jest możliwa, ktoś wyraża niewłaściwe poglądy, ale też planowane jest jej rozszerzenie, w celu zakneblowania resztek wolności słowa w Polsce. 

 

 



Australia tworzy własną agencję kosmiczną

W poniedziałek rząd Australii ogłosił prace nad powołaniem własnej agencji kosmicznej. Kraj ma zamiar przyłączyć się do międzynarodowego wyścigu kosmicznego, rozwinąć rodzimy przemysł, utworzyć tysiące nowych miejsc pracy oraz zmniejszyć swoją zależność od zagranicznych agencji.

 

Australia bierze udział w wielu ważnych projektach naukowo-kosmicznych. Na jej terenie znajduje się np. największy radioteleskop w całej półkuli południowej DSS-43, który wchodzi w skład stacji naziemnej Canberra Deep Space Communications Complex (CDSCC), oraz obserwatorium astronomiczne Parkes Observatory. Projekty te pracują jednak pod auspicjami federalnej agencji rządowej CSIRO.

 

Choć przemysł kosmiczny zatrudnia obecnie ponad 11 tysięcy osób, Australia pozostaje jedynym członkiem Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju nie wliczając tylko Islandii, która nie posiada własnej agencji kosmicznej. Poprzednie rządy co prawda miały to w planach, lecz prace nad nowym projektem były cały czas oddalane ze względu na koszta. Tym razem ma to ulec zmianie.

 

Australia zapowiedziała wielkie inwestycje w sektor przemysłu kosmicznego w wysokości 420 miliardów dolarów. Na chwilę obecną nie wiadomo dokładnie czym będzie zajmowała się przyszła agencja kosmiczna. Minister Edukacji Simon Birmingham ujawnił jednak, że na pewno nie weźmie udziału w kolonizacji Księżyca. Wszystkie najważniejsze szczegóły programu zostaną ujawnione w marcu 2018 roku.

Źródło: NASA

Zamiarem rządu jest przede wszystkim utworzenie wielu miejsc pracy oraz rozwój rodzimej technologii kosmicznej. Australia chce wynosić własne satelity na orbitę i samodzielnie pozyskiwać dane, które dotychczas były "zapożyczane" np. od agencji NASA. W grę wchodzi również uzyskanie niezależności oraz ochrona własnych interesów narodowych.

 



USA wprowadza zakaz wjazdu dla Korei Północnej

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump rozszerzył zakaz wjazdu do USA o kolejne kraje – Koreę Północną, Wenezuelę oraz Czad, powołując się na zagrożenie bezpieczeństwa dla amerykańskich obywateli. Nowe kraje dołączyły do Iranu, Libii, Syrii, Jemenu oraz Somali, które pozostają pod zakazem podróżowania.

 

Uzasadniając decyzję rządu Trump wypowiedział się, że kraje, które znalazły się na liście, stwarzają zbyt duże niebezpieczeństwo. Według danych z US State Department, w 2016 roku obywatelom Korei Północnej wydano jedynie 109 wiz, jednak nie jest jasne, ile osób naprawdę podróżowało do Stanów Zjednoczonych.

 

Pierwszy zakaz podróżowania wydany przez Trumpa był bardzo kontrowersyjny, ponieważ dotyczył sześciu krajów muzułmańskich. Zakaz spotkał się z wieloma wyzwaniami prawnymi oraz kilkoma wielkimi protestami i zostanie jeszcze rozpatrzony przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. 

Korea Północna i Wenezuela są pierwszymi państwami dodanymi do listy, które budzą zagrożenie niezwiązane z religią islamską. Dodatkowo, ograniczenia względem Wenezueli dotyczą jedynie urzędników państwowych i członków ich rodzin. W poniedziałek Ministerstwo Spraw Zagranicznych Wenezueli określiło ograniczenie rządu USA jako „formę terroryzmu psychologicznego i politycznego".

 

Biały Dom oświadczył, że Korea Północna nie współpracowała z rządem Stanów Zjednoczonych „pod każdym względem”, a zatem wszystkie podróże jej obywateli do USA są zabronione. Ograniczenia mają wejść w życie 18 października, jednak nie będą obejmowały osób, które posiadają już ważną wizę.

 



Opracowano syntetyczne mięśnie dla robotów z materiału drukowanego w drukarce 3D

Choć „mózgi” robotów są stale doskonalone, to ich „ciała” są nadal bardzo prymitywne. Odkryto jednak nowy materiał, który pozwala zbudować silne mięśnie, inspirowane ludzkimi. Naukowcy z Columbia Engineering stworzyli syntetyczny, miękki „mięsień” zdolny do podniesienia ponad 1000 razy większego ciężaru od niego samego.

Technologia inspirowana żywymi istotami jest dużym krokiem w kierunku usprawnionego poruszania się robotów. „Robimy duże postępy w doskonaleniu umysłu robotów, jednak ich ciała są nadal prymitywne” – powiedział kierownik projektu, Hod Lipson, profesor inżynierii mechanicznej w Columbia Engineering – „Udało nam się pokonać jedną z ostatecznych barier w tworzeniu maszyn przypominających ludzi”. 

Materiał drukowany w technologii 3D jest w stanie kurczyć się i rozprężać jak prawdziwy mięsień. Naukowcy przetestowali go w kilku różnych zadaniach, przydzielanych przez komputer. Wiadomo już, że mięsień jest w stanie podnieść ramię ludzkiego szkieletu do pozycji 90 stopni.

Opracowany przez badaczy mięsień będzie mógł znaleźć zastosowanie u robotów do podnoszenia ciężarów. Jest to najbliższy ekwiwalent naturalnego mięśnia, choć nadal jest od niego znacznie mniej skomplikowany i nie pozwoli póki co osiągnąć zwinności mięśni zwierzęcych.

 



Autonomiczna Tesla Model S odpowiedzialna za śmierć kierowcy

7 maja 2016 roku doszło do pierwszej śmiertelnej kolizji z udziałem autonomicznego samochodu osobowego marki Tesla. Inteligentny pojazd z dużą prędkością przejechał pod naczepą ciężarówki, w wyniku czego zniszczona została kabina. Kierowca zginął na miejscu a dokładne przyczyny tego zdarzenia nie były jeszcze znane. Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu Stanów Zjednoczonych (NTSB) ujawniła niedawno wyniki śledztwa.

 

Kierowcą autonomicznej Tesli Model S był Joshua Brown - weteran marynarki wojennej USA, który za życia spędzał ogromną ilość czasu w swoim samochodzie testując jego możliwości. Autopilot poddawany był wielu testom na autostradach i można powiedzieć, że spisywał się na medal - potrafił np. samodzielnie uruchomić hamulec w konkretnych sytuacjach a nawet omijać przeszkody.

Jednak 7 maja 2016 roku nie wszystko poszło po myśli Browna. W ten fatalny dzień, Tesla Model S nie zatrzymała się, gdy miała przed sobą skręcającą ciężarówkę. Samochód przejechał pod naczepą, a następnie zjechał z jezdni, potrącił barierki i zatrzymał się dopiero gdy uderzył w słup wysokiego napięcia.

 

Według pierwszych ustaleń, Joshua Brown najprawdopodobniej nie kontrolował pracy samochodu, który poruszał się na autopilocie. Zarówno zeznania kierowcy ciężarówki jak i doniesienia policji wyraźnie wskazywały, że Brown w tym czasie mógł oglądać film - w samochodzie znaleziono przenośny odtwarzacz DVD. Jednak kolejna ważna kwestia dotyczy tego, że naczepa ciężarówki była biała i znajdowała się na tle jasno oświetlonego nieba. Systemy monitorujące jazdę w autonomicznym samochodzie mogły po prostu nie wykryć zagrożenia.

Źródło: Florida Highway Patrol

Jednak bez zgromadzenia wszystkich dowodów i ich dokładnej analizy nie można powiedzieć kto zawinił - człowiek, czy maszyna. Dlatego Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu Stanów Zjednoczonych przeprowadziła dogłębne śledztwo, aby ustalić co było przyczyną tego wypadku. Wyniki nie przynoszą dobrych wieśli dla Elona Muska, właściciela marki Tesla.

Organizacja NTSB ustaliła, że główną rolę w tej kolizji odegrały systemy bezpieczeństwa, które posiadają wiele ograniczeń. Samochody Tesla nie są w pełni autonomiczne, co oznacza, że kierowca powinien przynajmniej obserwować przebieg jazdy nawet gdy jest na autopilocie, a zwłaszcza, gdy pojazd porusza się z dużą prędkością. Raport NTSB stwierdza również, że kierowca korzystał z autopilota "poza wyznaczonym środowiskiem" - zgodnie z instrukcją obsługi, półautonomiczna Tesla Model S może poruszać się samodzielnie tylko po autostradach, a nie na jezdni ze skrzyżowaniami.

 

Ponadto, system nie jest w stanie prawidłowo wykryć czy kierowca faktycznie kontroluje sytuację na jezdni. Tu pojawiają się kolejne problemy, ponieważ zgodnie z ustaleniami Joshua Brown otrzymywał wiele ostrzeżeń i miał przejąć kontrolę nad kierownicą, lecz zignorował je wszystkie. Samochód Tesla Model S wiedząc, że kierowca nie panował nad sytuacją mógł się po prostu zatrzymać, lecz mimo to pędził po jezdni z dużą prędkością.

Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu uznała, że Brown również jest częściowo winny, ponieważ nie zwracał uwagi na jezdnię i w zbyt dużym stopniu polegał na inteligentnym systemie. Kolejna kwestia dotyczy śladowych ilości marihuany, które wykryto we krwi kierowcy - nie wiadomo jednak, czy mogło to mieć jakikolwiek wpływ na przebieg zdarzenia.

 

Co prawda raport organizacji NTSB krytykuje ograniczone systemy bezpieczeństwa Tesli, lecz nie można jednoznacznie stwierdzić co doprowadziło do wypadku. Bez względu na to polecono, aby producenci autonomicznych samochodów dopracowali swoją technologię i upewnili się, że kierowca nie będzie mógł nadużywać autopilota. Tesla, a także inne korporacje muszą zadbać, aby ich systemy potrafiły skutecznie ustalić czy w danym momencie właściciel pojazdu ma świadomość tego co dzieje się na jezdni. Joshua Brown jest pierwszą osobą, która zginęła "z rąk" autonomicznego samochodu, a jego śmierć zasiała obawy dotyczące bezpieczeństwa samojeżdżących pojazdów, postrzeganych jako technologia przyszłości.

 



Naukowcy opracowali metodę drukowania wytrzymałych spawalnych stopów aluminium

Po raz kolejny przekonujemy się, że drukarki 3D mogą odmienić nasz świat na lepszy. Naukowcy z HRL Laboratories, ośrodka badawczego należącego do Boeinga i General Motors, opracowali bardzo wytrzymałe stopy aluminium dzięki technice wytwarzania addytywnego. Nowa metoda sprawiła również, że niespawalne dotąd materiały stały się spawalne.

 

Korzystając z drukarki 3D można stworzyć dowolny aluminiowy przedmiot. W tym celu potrzebne jest sproszkowane aluminium, które drukarka potrzebuje jako "tuszu" i przetapia np. z pomocą laseru. Jednak stosując stopy z serii AL7075 lub AL6061, które charakteryzują się brakiem spawalności, otrzymujemy słabe i kruche aluminiowe części, które nie posiadają żadnego zastosowania.

 

W HRL Laboratories rozwiązano ten problem dodając do sproszkowanego stopu aluminium nanoproszek cyrkonu. Dzięki temu, drukarka 3D wykonała aluminiowy obiekt, który zachował swoją wysoką wytrzymałość. Co więcej, wspomniane wcześniej niespawalne stopy z powodzeniem można wykorzystać w spawalnictwie.

Źródło: HRL Laboratories

Charakteryzujące się wysoką wytrzymałością stopy, np. aluminium z serii AL7075 i AL6061, stosowane są w przemyśle lotniczym oraz samochodowym. Metoda opracowana przez specjalistów z HRL Laboratories sprawia, że drukowanie przedmiotów o dowolnym kształcie i wielkości z wytrzymałych stopów stało się łatwiejsze, szybsze i tańsze i pojawiła się również możliwość zespawania części, których dotychczas nie można było spawać.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 



Premier Hiszpanii prosi Trumpa o interwencję w sprawie Katalonii

Podczas gdy Katalonia odlicza ostatnie dni i godziny do referendum niepodległościowego, premier Hiszpanii Mariano Rajoy wybrał się z wizytą do Białego Domu. Tematem przewodnim będzie oczywiście kwestia "nielegalnego" głosowania o samostanowieniu bogatego hiszpańskiego regionu. Rząd będzie ubiegał się o pomoc od Stanów Zjednoczonych!

 

Hiszpania posiada różne możliwości, aby nie dopuścić do referendum. Do 1 października coraz bliżej, więc Madryt postanowił najpierw szukać poparcia za granicą. Nie przez przypadek wybrano właśnie Stany Zjednoczone, które lubią interweniować w dowolnym miejscu na Ziemi i zaprowadzać demokrację - raz z pomocą rakiet, a innym razem obalając legalne rządy. USA posiadają ogromne doświadczenie w operacjach specjalnych.

Premier Mariano Rajoy wyruszył do Waszyngtonu w poniedziałek i ma wrócić do kraju w środę. W tym tygodniu powinniśmy spodziewać się jakiejś reakcji ze strony Donalda Trumpa lub decyzji w sprawie podjęcia konkretnych działań. Jednak każdy biznesmen wie, że nie ma nic za darmo.

 

Pamiętajmy jak było w przypadku szkockiego referendum niepodległościowego - gdy liderzy wielu państw wyrazili swoje zaniepokojenie w związku z możliwym podziałem Wielkiej Brytanii, który doprowadziłby do jej osłabienia, wtedy Stany Zjednoczone zagroziły Szkotom twierdząc, iż w interesie Amerykanów jest silne Zjednoczone Królestwo.

 

Trudno jednoznacznie powiedzieć jak będzie w przypadku Katalonii. Gdyby Hiszpania użyła siły celem zablokowana referendum niepodległościowego, mogłaby spotkać się z dużą krytyką. Dlatego Madryt będzie szukał poparcia w Stanach Zjednoczonych zanim podejmie bardziej radykalne działania.

 



Słońce może znowu zacząć strzelać w Ziemię rozbłyskami klasy X! Wraca niebezpieczna grupa plam 

Grupa plam słonecznych znana wcześniej pod numerem 2673, a obecnie 2682, nie rozproszyła się tak jak sugerowani tylko właśnie powraca na widoczną ze Słońca stronę tarczy naszej dziennej gwiazdy. Konfiguracja magnetyczna tej plamy sugeruje, że należy się spodziewać kolejnych rozbłysków i zwykle towarzyszących im koronalnych wyrzutów masy (CME).

 

Gdy aktywny region 2673 znajdował się poprzednio w pozycji geoefektywnej, dał się zapamiętać jako grupa plam, która doprowadziła powstania najsilniejszych rozbłysków klasy X i M oraz CME od ponad dekady. 

Pomimo przewidywań naukowców, że aktywny region 2673 prawdopodobnie zaniknie, nic takiego się nie stało. Plama była równie aktywna z drugiej strony gwizdy i teraz bezpiecznie wraca na widoczną z Ziemi stronę Słońca, zagrażając nam skutkami swej aktywności. W ciągu najbliższych dni przekonamy się czy będzie to zwiastun kolejnych burz magnetycznych powodowanych przez rozbłyski i wyrzuty plazmy.

 

Warto też wspomnieć, że nawet bez tego, na Słońcu powstała właśnie ogromna dziura koronalna. Jest to otwór w słonecznym polu magnetycznym, który umożliwia wypływ strumienia naładowanych cząstek. Jeśli dotrze do Ziemi, skutkiem tego będzie burza magnetyczna, która będzie się też objawiała znacznym wzrostem prędkości wiatru słonecznego, nawet do prędkości ponad 600 km/s.

Astrofizycy podejrzewają, że ta dziura koronalna uderzy w Ziemię, dzisiaj 25 września 2017 r.  Jednak do teraz napór cząstek ze Słońca nie rozpoczął się. Prawdopodobieństwo burzy magnetycznej na Ziemi wynosi 50%. Gdy do niej dojdzie możliwe jest pojawienie się spektakularnych zorzy polarnych. Następne dni mogą przebiegać pod znakiem aktywności słonecznej.

 


 



W Turcji powstało olbrzymie zapadlisko

W Turcji, w pobliżu miasta Konya, w godzinach popołudniowych 23 września, lokalni pasterze niespodziewanie usłyszeli głośny huk. W jego wyniku przerażone stado zwierząt rozpierzchło się po okolicy. Okazał się, że odgłos spowodowało zapadlisko, które powstało w okolicy.

 

Po głośnym huku i opadnięciu kurzu, który powstał w powietrzu, pasterze zdali sobie sprawę, że bardzo blisko nich stało się coś niezwykłego i zaczęli przeszukiwać okolicę. W pewnym momencie odkryli ogromne zapadlisko o średnicy 40 metrów i głębokości ponad 20 metrów. 

Okazuje się, że nie było to pierwsze takie znalezisko w tej okolicy. Lokalni mieszkańcy zauważają, że w ostatnim czasie w tym regionie takich zapadlisk pojawiło się około dziesięciu, a ich głębokość osiągała do 14 metrów. Nadal nie wiadomo z jakiego powodu powstają te struktury. Podobne kratery na Syberii są spowodowane emisjami metanu i gazu ziemnego, być może w Turcji ich pochodzenie jest podobne.


 



Uciekinierka z KRLD ujawniła straszliwą prawdę o Kim Dzong Unie

Hye-Jon Lim, córka byłego oficera wojskowego w Korei Północnej, powiedziała dziennikarzom, co się naprawdę dzieje w jej ojczyźnie. Dziewczyna powiedziała, że chociaż ludność kraju jest głodna, ich przywódca Kim Jong-un mieszka w luksusie, relacjonuje Mir24.tv.

 

Hi-Yon Lim uciekła z Korei Północnej wraz z matką i bratem, gdy ich ojciec umarł na alkoholizm. Dziewczynka, aby wydostać się z piekła, musiała zapłacić ogromne łapówki koreańskim i chińskim urzędnikom, nie wspominając o innych upokorzeniach i przykrościach.

 

Młoda Koreanka opowiedziała o tym, że Kim Jong-un gromadzi uczniów szkół średnich, zmuszając ich do zajęcia się publicznymi egzekucjami. Hi-Yon Lim na własne oczy widziała, jak nastoletni chłopcy zastrzelili muzyków, którzy oglądali film porno. Powiedziała również, że przywódca Korei Północnej kocha młode dziewczyny o wyglądzie modelek. Ma nawet swój harem. Dziewczęta dla dyktatora są wybierane w całej republice.

 

Zgodnie ze słowami He-Yona Lim, Kim Jong-Un lubi dobrze zjeść. Jego kolacje kosztują dziesiątki tysięcy dolarów, podczas gdy większość zwykłych obywateli jest głodna. Ponadto, znaczna część budżetu przeznaczana jest na propagandę o niezniszczalności i wolności  Korei Północnej, co sugeruje, że reszta świata jest wrogiem. Przywódca KRLD ma wiele luksusowych posiadłości w całym kraju. Ciągle przemieszcza się z jednej do drugiej, bojąc się możliwego ataku szpiegów z Pentagonu lub Korei Południowej.