Sierpień 2017

Rosyjska armia powołała 100 tysięcy rezerwistów z Kaliningradu i zachodniej Rosji

Już 14 września bieżącego roku, na terenie Białorusi i Okręgu Kaliningradzkiego, odbędą się wielkie manewry, w których weźmie udział armia białoruska i rosyjska. Ich skala od dawna budzi obawy państw ościennych. Niepokoju bynajmniej nie ograniczają doniesienia, że w zachodniej Rosji powołuje się rezerwistów. Pod bronią ma się znaleźć dodatkowo niemal 100 tysięcy żołnierzy.

 

W manewrach Zapad 2017 miało wziąć udział od 13 do 25 tysięcy żołnierzy. Podobnej skali ćwiczenia wykonują też kraje NATO. Jednak istnieją sugestie, że rosyjskie wojsko na Białoruś wjedzie, ale nie wyjedzie. Z tego powodu zamówienie przez Rosję 4 tysięcy wagonów kolejowych do transportu sprzętu na Białoruś nie uszło uwagi NATO. 

 

Teraz gdy docierają informacje o powołaniu 100 tysięcy rezerwistów pojawiają się też ponownie pytania o to czy Zapad 2017 to tylko zwykłe ćwiczenia wojskowe czy też coś więcej. Wiadomo, że powołania do rosyjskiej armii dostali nawet ojcowie z wielodzietnych rodzin, co wzbudziło w Rosji niemałą sensację. Władze twierdzą, że jeśli tak się stało to wynikało z niedopełnienia obowiązków rezerwisty o poinformowaniu na temat swojego stanu cywilnego i dzieci.


Konflikt z NATO wydaje się mało prawdopodobny, ale jeśli wojska rosyjskie zostaną na Białorusi, oznaczać to będzie, że reżim Łukaszenki się zakończy, ale wtedy dojdzie też do całkowitej wasalizacji tego kraju, co bynajmniej nie poprawi sytuacji geopolitycznej naszego kraju. 

 

 



Kanclerz Niemiec zgodziła się sprowadzić co najmniej milion dodatkowych uchodźców w ramach programu łączenia rodzin

Niemiecka gazeta Bild ujawnia kolejne szaleństwo kanclerz Angeli Merkel. Rząd od kilku lat prowadzi program łączenia rodzin imigranckich. Przykładowo w 2015 roku około 24 tysiące uchodźców żyjących w Niemczech otrzymało zgodę na sprowadzenie swoich rodzin z odległych państw Afryki i Bliskiego Wschodu. Jednak z biegiem lat liczby te zaczęły rosnąć a w roku 2018 możliwość uczestniczenia w tym programie otrzyma setki tysięcy imigrantów.

 

Podczas gdy Niemcy chcą rzekomo ograniczyć napływ obcokrajowców z krajów muzułmańskich i w tym celu chcą pomagać uszczelnić granice państw Afryki Północnej, gazeta Bild ujawnia, że w pierwszej połowie 2017 roku około 60 tysięcy imigrantów otrzymało możliwość sprowadzenia swoich rodzin. Szacuje się, że do końca roku liczba ta wzrośnie do 72 tysięcy. Od stycznia 2015 roku do czerwca 2017 przyznano łącznie 230 tysięcy wiz związanych z tym programem.

 

Jednak rząd federalny przewiduje drastyczny wzrost "zainteresowanych", który wyraźnie przewyższy lata 2015-2017 razem wzięte. W całym 2018 roku możliwość sprowadzenia swoich rodzin ma otrzymać aż 390 tysięcy imigrantów. Nie trzeba być matematykiem, aby obliczyć ilu dodatkowych uchodźców Niemcy sprowadzą w przyszłym roku. Wystarczy, że każdy uchodźca sprowadzi do kraju po dwie osoby i już mamy co najmniej milion ludzi, a trzeba przyznać, że jest to wciąż bardzo optymistyczna wizja.

 

Partia polityczna Angeli Merkel oraz jej czwarta kandydatura na stanowisko kanclerz Niemiec może być zagrożona właśnie ze względu na poparcie dla masowego sprowadzania obcokrajowców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Najpierw rząd sprowadzał nielegalnych imigrantów, a teraz będzie legalnie przywoził ich rodziny. Pamiętajmy, że jeśli Merkel przegra wybory, nowym kanclerzem zostanie agresywny bibliotekarz Martin Schulz - nienawidzący Polski zwolennik islamizacji Europy oraz naszego kraju.

 



Korea Północna może wkrótce przeprowadzić szóstą próbę jądrową

Jak twierdzi południowokoreański wywiad, w Korei Północnej przygotowania do kolejnej szóstej próby nuklearnej dobiegły końca. Ostatnie testy rakietowe dolewają oliwy do ognia, jednak zarówno USA, jak i Chiny ostrzegały, że przeprowadzanie próby jądrowej może doprowadzić do katastrofy.

 

W poniedziałek późnym wieczorem czasu polskiego Korea Północna odpaliła rakietę balistyczną, która przeleciała nad północną częścią Japonii i wylądowała w wodach zachodniego Pacyfiku daleko od wyspy Hokkaido. Pełne oburzenia władze w Tokio domagają się reakcji ze strony ONZ. Jednocześnie Kim Dzong Un zarządził, aby siły zbrojne częściej przeprowadzały testy rakietowe, odpalając pociski w kierunku Pacyfiku.

 

Tymczasem Korea Południowa powołując się na dane wywiadowcze twierdzi, że jej sąsiad z północy jest gotowy do kolejnej próby jądrowej. Odnotowano podejrzaną aktywność na poligonie wojskowym Punggye-ri i spekuluje się, że szósty test nuklearny może odbyć się już 9 września. Ostatnia próbna eksplozja miała miejsce 9 września 2016 roku, tj. w dniu ogłoszenia niepodległości przez Koreę Północną.

 

Pjongjang zapowiadał, że nie będzie spoglądał na Chiny czy Stany Zjednoczone i przetestuje bombę atomową w stosownym czasie. Jednak dla USA może to być przekroczenie "czerwonej linii", po którym może nakazać zbombardowanie północnokoreańskiej infrastruktury wojskowej. Wojna mogłaby doprowadzić do śmierci ogromnej liczby ludzi, lecz jej wybuch jest na dzień dzisiejszy mało prawdopodobny.

 



Szwajcarskie lodowce w Alpach topnieją w zatrważającym tempie

Dwie trzecie terytorium Szwajcarii stanowi obszar górski, a jego mieszkańcy od dawna przystosowują się do ochrony przed lawinami i osuwiskami. W sobotę ratownicy przerwali trzydniowe poszukiwania 8 zaginionych turystów: czterech Niemców, dwóch Szwajcarów i dwóch Austriaków, którzy udali się na szczyt Chengalo w dniu potężnego osuwiska. Zdaniem ekspertów winne jest między innymi ocieplenie wywołujące topnienie lodowców.

 

Osuwisko zatrzymało się w pobliżu miejscowości Bondo, z której zostało ewakuowanych około 100 osób. Kolejna lawina pojawiła się dwa dni później, przerywając operację ratunkową, a władze nie wykluczają nowych klęsk żywiołowych w okolicy popularnej wśród fanów górskiej wspinaczki.

 

Przed tragedią czujniki zainstalowane na szczycie Chengalo wykazały przesunięcie skał, a władze częściowo zablokowały drogi w tym obszarze. Konsekwencje osuwiska okazałyby się tragiczne, jednak wieś leżąca w jego pobliżu została ochroniona betonową zaporą.

Naukowcy ostrzegają przed kolejnymi podobnymi zdarzeniami podając prosty powód: klimat w Alpach staje się cieplejszy.

Nawierciliśmy wszystkie rodzaje skał na różnych wysokościach, a nasze badania wykazują ich zauważalne ocieplenie w ciągu ostatnich 10-20 lat” - twierdzi Marcia Phillips ze szwajcarskiego instytutu zajmującego się klimatem

Alpejskie skały są warstwowe i porowate, a ich pęknięcia wypełnia lód. Jeśli temperatura będzie wzrastać, zaczną się problemy. Władze szwajcarskie już zaostrzyły przepisy i nakazały właścicielom infrastruktury narciarskiej ciągłe sprawdzanie stabilności oraz niezawodności ich konstrukcji. Nie wyklucza się także zamknięcia lub przebudowy niektórych ośrodków.

 

 



Liczba owadów na Ziemi radykalnie spadła

Najnowsze badania prowadzone przez niemieckich naukowców wykazały, że w ostatnich latach liczba owadów na Ziemi uległa znacznemu zmniejszeniu. Ścisłe obserwacje wskazują na to, że w około ćwierć wieku liczba owadów zmniejszyła się aż o 80 %.

 

Zdaniem biologów, za masowe ginięcie owadów odpowiedzialny jest człowiek i jego destrukcyjne działanie na planecie. Przyczynić miały się do tego między innymi samochody, na których szybach giną niezliczone ilości owadów, ale także stosowanie środków owadobójczych przez gospodarstwa rolne. 

Naukowcy zauważają, że różnorodność biologiczna na Ziemi stale maleje. Co roku znika z niej około 25 tysięcy gatunków zwierząt i roślin. Według jednego z twórców badania, profesora ekologii Paula Ehrilicha, od 1500 roku świat opuściło bezpowrotnie 320 gatunków. 

Wcześniej raz na 100 lat ginęły najwyżej dwa gatunki ssaków, ale obecnie tempo ich wyginięcia wzrosło prawie stukrotnie i zbliża się do tego, z jakim gatunki ginęły 65 milionów lat temu, gdy na skutek zderzenia z asteroidą i będącymi tego konsekwencją zmanami klimatu, na Ziemi wyginęły dinozaury. 

 

 



Izrael zagroził zbombardowaniem syryjskiego pałacu prezydenckiego i zabójstwem Assada

Minister Obrony Rosji stwierdził niedawno, że wojna domowa w Syrii "praktycznie dobiegła końca". Jednak sąsiadujące państwa nieprzychylne obecnej władzy w Damaszku mogą mieć odmienne zdanie. Na Zachodzie praktycznie nikt nie ma już wątpliwości, że prezydent Baszar Assad z pomocą Rosji wygrał tę wojnę, lecz Izraelowi nie podoba się fakt, że Iran stał się jeszcze bardziej aktywny na terenie Syrii.

 

Państwo żydowskie od początku było sceptyczne wobec rosyjskich tzw. stref bezpieczeństwa w Syrii, które ostatecznie miałyby doprowadzić do zakończenia wojny. Izrael oświadczył, że jeśli w regionie nie nastąpią "wyraźne zmiany" to zrobi wszystko, aby zaszkodzić amerykańsko-rosyjskiemu porozumieniu, dotyczącemu zawieszenia broni w południowo-zachodniej części Syrii. Jeden z urzędników powiedział nawet, że jeśli Iran będzie poszerzał swoje wpływy w regionie to Izrael zbombarduje pałac prezydencki w Damaszku i zabije prezydenta.

 

Na dzień dzisiejszy ani Rosja, ani Stany Zjednoczone nie robią nic, aby zadowolić izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu. Ten powiedział ostatnio, że Iran planuje pozostać w Syrii i podobno buduje fabryki rakiet, aby zrealizować swoj groźby, tj. zniszczyć Izrael. Netanjahu powiedział, że nie zaakceptuje tego i zarezerwował sobie "prawo do obrony" przed Iranem.

 

Groźby wystosowane w kierunku Assada wynikają z kilku rzeczy. Przede wszystkim chodzi o sam fakt, że mimo wieloletniej wojny nie udało się obalić rządu w Damaszku. Zależało na tym Izraelowi, który angażował się w konflikt poprzez wsparcie udzielane dla islamistów oraz sporadyczne bombardowanie pozycji wojsk rządowych. Kolejna kwestia dotyczy powstających irańskich fabryk do produkcji rakiet - jedna z nich powstała w muhafazie Hama, około 15 kilometrów od rosyjskiej bazy wojskowej, przeznaczonej dla systemu rakietowego S-400. [link] To sugeruje, że irańska ekspansja w Syrii otrzymała ciche przyzwolenie Rosji. Pytanie brzmi - co zrobi Izrael?

 



Angela Merkel znowu poucza Polskę - Niemcy przystąpiły do dyplomatycznego ataku na Polskę

Niemcy, czyli kraj w którym pod pozorem poprawności politycznej, zwalcza się wolność słowa, skazując dziennikarzy, ośmielają się nie tylko komentować to co dzieje się w Polsce, ale też grożą nam poprzez unijne instytucje. Pretekstem jest mityczna praworządność, która rzekomo jest zagrożona, gdyż partia rządząca przygotowała ustawy reformujące polskie sądownictwo. Okazuje się, że Niemcy nie zgadzają się na tą reformę, co werbalizują zależni od nich politycy z Brukseli.

 

Niemcy, którzy realnie rządzą w tak zwanej Unii Europejskiej, od dwóch lat zaciekle, przy każdej okazji atakują Polskę zarzucając łamanie demokracji, objawiające się tym, że ludzie w Polsce pomylili się przy urnach wyborczych i nie wybrali ich protegowanych. W związku z tym natychmiast unijne instytucje zafrasowały się demokracją i praworządnością w naszym kraju. W rezultacie w Parlamencie Europejskim sprokurowano dwie debaty na temat stanu praworządności w Polsce.

 

Biorąc pod uwagę to co dzieje się w Europie Zachodniej chyba warto by było zainteresować się poziomem praworządności w Niemczech i we Francji. Niemcy stają się politycznie poprawnym społeczeństwem z zastraszonymi przez napływowych imigrantów rdzennymi mieszkańcami tego kraju, którzy obawiają się nawet walczyć o swoje prawa w obawie oskarżenia o rasizm. Zastraszeni ludzie żyją tam w społeczeństwach, w których gościom z Azji i Afryki wolno więcej niż innym.

Angela Merkel, która dzisiaj bezczelnie krytykowała polskie próby reformy sądownictwa, powinna się zająć swoimi sprawami takimi jak integracja wpuszczonych na jej zaproszenie milionów ludzi o trudnej do ustalenia tożsamości. Można oczywiście udawać, że nie ma problemu z islamem i iść w zaparte, co robi pani Merkel jednocześnie opowiadając głupoty o zaniepokojeniu dekomunizacją sądownictwa w Polsce, ale rzeczywistości nie da się wiecznie zaklinać i polityka doprowadziła do rozlewu krwi a jej kontynuacja tylko pogorszy sytuację.

Czy nie czas na debatę w Parlamencie Europejskim na temat tego co narobiła pani Merkel? Przez swoją lekkomyślność, lub wykonując czyjeś rozkazy, właściwie zniszczyła strefę Schengen, ośmieliła hordy do przyjazdu na socjal, a teraz domaga się relokacji nadmiarowych i niesprawdzonych nielegalnych imigrantów po krajach członkowskich wymyślając sposoby zemsty na krajach odmawiających przyjęcia islamistów pani Merkel.

Komisja Europejska groźnie pohukuje a jutro kanclerz Merkel spotyka się z szefem KE, Junckerem i zapowiedziała już, że będzie rozmawiać z nim o problemie jaki ma z Polską. Celem jest wdrożenie procedury artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, który przewiduje wprowadzenie sankcji na kraju członkowskim. 

 

Trudno się dziwić, że Niemcy i ich polskojęzyczni politycy nad Wisłą, przeszli do tak frontalnego ataku dyplomatycznego na Polskę. Usiłują po prostu w ten sposób ratować swój projekt Mitteleuropy, który nagle został zagrożony przez zmianę polityki Warszawy względem berlina i przyjęcie orientacji izraelsko-amerykańskiej zamiast niemieckiej, jak dotychczas.

 

 



Huragan Harvey najbardziej niszczycielską katastrofą naturalną w USA w ciągu ostatniej dekady

Wszystko wskazuje na to, że huragan Harvey, który uderzył na Stany Zjednoczone, będzie najbardziej niszczycielską burzą od przynajmniej 10 lat. Duża część Huston nadal pozostaje zalana na skutek przejścia żywiołu.

 

Huragan Harvey zaatakował dwumilionową metropolię Houston, zaledwie kilka dni temu, ale zdołał już zapracować na reputację najbardziej niszczycielskiej klęski żywiołowej w Teksasie w ciągu ostatniej dekady.

Houston to największego miasto w Teksasie i czwarte co do wielkości miasto w USA. Burzy i powodzi będącej jej skutkiem spodziewano się dlatego w większości zagrożonych obszarów ludzie zostali ewakuowani. Mimo tego zginęło 10 osób, a huragan spowodował ogromne straty finansowe dla miasta i mieszkańców. Niektórzy szacują je na minimum 6 miliardów dolarów.

Aby zrozumieć, jak zmieniło się życie mieszkańców Houston, wystarczy spojrzeć na zdjęcia zrobione przed i po powodzi. Prognozy pogody przewidują szczyt powodzi w środę i czwartek.  Zdaniem ekspertów, likwidacja konsekwencji tego huraganu potrwa lata i pochłonie dziesiątki miliardów dolarów z budżetu państwa. Pomocy potrzebuje nawet pół miliona osób, a 30 tysięcy pozostaje w ośrodkach ewakuacji.

 

 



Na Kurylach znaleziono niemiecki okręt z okresu I wojny światowej

Ekspedycja Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego i Ministerstwa Obrony Rosji odkryła szczątki okrętu, zatopionego u wybrzeży Wysp Kurylskich. Według organizacji, w trakcie eksploracji dostrzeżono tabliczkę z napisem „Augsburg”. Nazwę tą nosił niemiecki krążownik typu Kolberg, który został przekazany przez Niemcy do Japonii w 1920 roku.

 

Odkrycia dokonano w połowie sierpnia 2017 roku. Naukowcy byli przekonani, że znaleźli niemiecki statek Roi Maru, który został storpedowany przez Amerykanów w czasie drugiej wojny światowej. W tych latach na wyspie Matua funkcjonowała japońska baza wojskowa, wyposażona w lotnisko i system umocnień. Garnizon składał się z ponad siedmiu tysięcy osób.

 

Opancerzony pokład został znaleziony w pobliżu wyspy Matua. Obecnie prace badawcze są kontynuowane. Inne szczegóły dotyczące znaleziska nie są jeszcze ujawnione. Naukowcy z Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego poprosili niemieckich specjalistów o dostarczenie szczegółów, dotyczących pochodzenia i dziejów jednostki.

 

Krążowniki pancerne typu Kolberg były budowane w latach 1906-1907. Łącznie w ramach projektu powstały cztery okręty: Kolberg, Meinz, Koln i Augsburg. Meinz i Koln zostały zatopione w czasie pierwszej wojny światowej, a Kolberg i Augsburg przekazano w ramach reparacji do Francji i Japonii.

 

Wyporność krążowników typu Kolberg o długości 130 metrów i szerokości 14 metrów wynosiła 4,9 tys. ton. Każdy z okrętów posiadał piętnaście kotłów parowych i dwie turbiny o mocy do 19 do 20,2 tysięcy KM. Szybkość pełnego przebiegu statków wahała się od 25,5 do 26,8 węzłów (47,2-49,6 km na godzinę). Zakres okrętów wynosił 3,5 tys. mil morskich.

 

Załoga krążowników typu Kolberg liczyła 367 mężczyzn. Statki były uzbrojone w dwanaście dział artyleryjskich o kalibrze 105 milimetrów i czterech instalacjach o kalibrze 52 milimetry. Ponadto krążownik został wyposażony w dwa 450-milimetrowe aparaty do stawiania min.

 

Do tej pory uważano, że dwa lata po przeniesieniu do japońskiej floty, Augsburg został zezłomowany. Być może Augsburg został też przerobiony i zmodyfikowany na potrzeby floty, uzyskując nazwę Roi Maru. W tamtych czasach zabiegi tego typu były dość powszechne. Okręty, wyłączone z marynarki, często przerabiano pod potrzeby wsparcia (np. na statki szkoleniowe lub przybrzeżne punkty artyleryjskie).

 

Ekspedycja Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w ramach Projektu 775 / II na wyspę Matua rozpoczęła się w maju 2017 r. na łodzi desantowej „Admirał Newelskoj” z udziałem statku KIL-168 i holownika ratowniczego SB-522. W wyprawie bierze udział stu uczestników. Pod koniec października ubiegłego roku, geofizycy i archeolodzy z organizacji Black Sea Maritime Archaeology Project znaleźli na dnie Morza Czarnego ponad czterdzieści wraków, w tym także te pochodzące z czasów bizantyjskiego i tureckiego imperium. Badacze mieli okazję przeprowadzić swoje badania terenowe na szeroką skalę. Rodzaje niektórych statków, odkryte podczas wyprawy, były znane naukowcom jedynie z opisów historycznych.

 

 



Skazany za gwałty hinduski guru zachęcał mężczyzn do kastracji i jedzenia własnych jąder

Skazany za gwałt indyjskiemu guru milioner Gurme Ram Singh Rahim przekonał prawie czterystu swoich zwolenników – mężczyzn, aby ci jedli swoje jądra w celu zbliżenia się do Boga, pisze HuffPost India.

Jednen z incydentów miał miejsce w 2000 roku, ale szczegóły wyszły na jaw dopiero teraz, ponieważ ofiara odważyła się mówić. Dziewiętnastoletniemu wówczas Hansrajowi Chauhanowi podano narkotyki w Pepsi w szpitalu sekty Gurusar Modiya w Rajasthan's Sri Ganganagar. Chłopak obudził się dwa dni później i znalazł swoje jądra zapakowane w bandażu. Od tego czasu nie był w stanie oddawać się czynnościom seksualnym. Adwokat poszkodowanego twierdzi, że młody mężczyzna nie mógł odstąpić od operacji, gdyż guru zagroził mu wykluczeniem społecznym.

„Powiedziano im, że tylko kastraci mogą spotkać się z Bogiem" - tłumaczy prawnik, broniący interesów poszkodowanego.

50-letni Ram Singh Rahim jest przywódcą sekty o nazwie „Dera Sacha Sauda”, która ma około 50 milionów wyznawców. Tak zwany guru został skazany na 20 lat więzienia za zgwałcenie dwóch kobiet. W ubiegłym tygodniu proces przywódcy religijnego doprowadził do masowych zamieszek i śmierci 38 osób, informuje z kolei RBC.

 

Oprócz kary więzienia, guru będzie zobowiązany do zapłaty grzywny w wysokości 65 tys. rupii (ponad tysiąc dolarów). Poinformowano, że wyrok nad Rahim odczytywano w dobrze strzeżonym pokoju, a budynek obstawiono szczelnym kordonem policji. Sędzia, który ogłaszał werdykt, został przewieziony do sądu helikopterem. Tysiące zwolenników przywódcy religijnego wyszło na ulice, podpalając samochody i powodując szkody w budynkach. W starciach i masowych protestach na terenie całego kraju 25 sierpnia zginęło co najmniej 38 osób, a ponad 250 zostało rannych.