Sierpień 2017

To samotny policjant zastrzelił zamachowców w hiszpańskim Cambrils, zanim ci zabili jeszcze więcej niewinnych ludzi

Okazuje się, że to samotny policjant zastrzelił czterech z pięciu podejrzanych, którzy byli w aucie, które wjechało w pieszych w nadmorskim, hiszpańskim mieście Cambrils.

Pasażerowie samochodu mieli przy sobie topór oraz noże, dodatkowo ubrani byli w tzw. „pasy szahida”, które służą do przeprowadzania zamachów samobójczych. Cała sytuacja miała miejsce kilkanaście godzin po tym, jak inny ekstremista w Barcelonie wjechał w tłum ludzi vanem, zabijając 13 z nich.

 

Policja twierdzi, że zamachowiec z Barcelony, który zdołał im zbiec, może znajdować się wśród zabitych w Cambrils. Zdaniem służb niewykluczoną opcją jest, że ściśle współpracował z tą grupą zamachowców.

„Dochodzenie wskazuje nam taki obraz sytuacji, jednakże na ten moment nie ma ostatecznego dowodu na potwierdzenie tego,” powiedział prasie przedstawiciel kalatońskiej policji, Josep Luis Trapero.

Dodał również, że pomimo wszelakich szkoleń przechodzonych przez policjantów, oficerowi z Cambrils nie było łatwo zabić aż czterech zamachowców. Prawdopodobnie tylko dzięki odwadze tego anonimowego człowieka udało się uniknąć większej liczbie ofiar.

 

Atak w Cambrils rozpoczął się, gdy Audi A3 wjechało w ludzi spacerujących na plaży, wzdłuż wybrzeża. Stało się to we wczesnych godzinach w piątek. W pewnym momencie samochód dachował, niestety nie przeszkodziło to zamachowcom, którzy opuścili go i rzucili się na ludzi uzbrojeni w noże.

 

Policja w swoim raporcie twierdzi, że czwórka terrorystów została zastrzelona na miejscu zbrodni, natomiast piąty z nich zaledwie kilkaset metrów dalej. Kelner Joan Marc Serra Salinas zeznał, że usłyszał strzały na promenadzie Cambrils:

„To było bang, bang, bang. Strzały, więcej strzałów. Krzycząc rzuciłem się na ziemię na plaży.” stwierdzil jeden ze świadków

Burmistrz Cambril pochwalił „szybkość i skuteczność” służb porządkowych, dzięki którym to okropne zdarzenie nie stało się jeszcze większym horrorem.

 

 

 



Migranci zaczynają teraz islamizować Hiszpanię

Włochy były dotychczas najbardziej atrakcyjnym krajem dla tzw. uchodźców z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Przemytnicy z pewnością dorobili się ogromnej fortuny na nielegalnym przewożeniu ludzi z jednego kontynentu do drugiego. Ich działania były znacznie ułatwione dzięki działalności organizacji pozarządowych, które zabierały migrantów na pokłady statków tuż przy wybrzeżu Libii. Jednak sytuacja zaczyna ulegać zmianie.

 

W 2013 roku migranci masowo przedzierali się do Europy z Turcji przez Grecję. Gdy szlak został po części zamknięty, przemytnicy stali się bardziej aktywni na Morzu Śródziemnym. Migranci byli przewożeni na pontonach przez morze do Włoch. Jednak w ostatnim czasie poczyniono pewne kroki, aby powstrzymać tę inwazję. Niektóre organizacje pozarządowe przestały już sprowadzać ludzi po tym jak Libia zaczęła przeganiać statki i groziła, że zacznie do nich strzelać.

 

To właśnie to rzekomo kontrowersyjne rozwiązanie, które było wielokrotnie proponowane przez niektórych polityków w Europie sprawiło, że liczba migrantów przekraczająca Morze Śródziemne spadła drastycznie. Jednocześnie odnotowano mniejsze ilości zgonów na morzu.

 

Jednak ostatnio zaobserwowano wzmożoną aktywność na trzecim szlaku, który prowadzi z Maroko do Hiszpanii. Tamtejsza straż przybrzeżna twierdzi, że w ciągu jednej doby uratowała ostatnio niemal 600 ludzi, którzy przemierzali Cieśninę Gibraltarską na 15 niewielkich drewnianych łodziach - większość z nich to oczywiście młodzi mężczyźni. Jeszcze wcześniej do hiszpańskiego wybrzeża w ciągu 24 godzin przybyło około 1300 migrantów.

 

Jak dotąd, w 2017 roku około 9,3 tysiąca ludzi nielegalnie przedostało się do Hiszpanii przez morze. Kolejne 3,5 tysiąca migrantów osiągnęło swój cel przedzierając się do Ceuty i Melilli - dwóch hiszpańskich enklaw w Afryce Północnej, które graniczą z Marokiem. Należy uznać, że jest to dopiero początek kolejnych problemów z jakimi będzie się zmagała nieświadoma zagrożenia Hiszpania, a wraz z nią cała Europa. 

 



Wenezuela wprowadza karę 25 lat więzienia za prowokowanie do zamieszek

Wenezuelski rząd odebrał opozycji prawa, które otrzymała w wyniku wyborów parlamentarnych w grudniu 2015 roku. Opanowane przez przeciwników obecnej władzy Zgromadzenie Narodowe straciło w lipcu bieżącego roku swoją pierwotną funkcję i utworzono nowe Zgromadzenie Ustawodawcze. Prezydent Nicolas Maduro nazwał ten zabieg próbą ratowania kraju przed upadkiem. Nowy organ chce teraz zaprowadzić pokój na ulicach miast dzięki ustawie, która pozwoli zamykać w więzieniach osoby prowokujące do zamieszek.

 

Sytuacja w Polsce jest o wiele łagodniejsza niż w Wenezueli. Choć u nas faktycznie organizowane są protesty a nawet wzywano do zamachu stanu, w kraju Ameryki Łacińskiej od wielu miesięcy trwają zamieszki na ulicach, ginie coraz więcej ludzi i popełniane są morderstwa polityczne. Nastroje dodatkowo radykalizuje bieda, głód i silna krytyka władzy z zewnątrz. Tamtejsza waluta radykalnie straciła na wartości - na początku sierpnia, na czarnym rynku za jednego dolara amerykańskiego można było kupić 13 tysięcy boliwarów. Z kolei niedobór żywności jest tak poważny, że w jednym z zoo ukradziono dwa pekariowce obrożne a zwierzęta te najprawdopodobniej zostały zjedzone, jak twierdzi policja.

 

Odkąd powołano Zgromadzenie Ustawodawcze, rząd miał zajmować się rozwiązaniem trudnej sytuacji w kraju. Tymczasem zaczęto od usuwania ze stanowisk przeciwników politycznych, a teraz zapowiedziano ustawę przeciwko szerzeniu nienawiści i dyskryminacji. Z dużym prawdopodobieństwem zostanie ona wymierzona przeciwko protestującym i opozycji. Prezydent Nicolas Maduro powiedział kilka dni temu, że każdy kto będzie szerzył nienawiść na ulicy zostanie złapany przez służby porządkowe i trafi do więzienia na 15-25 lat.

 

Od ponad tygodnia Wenezuela robi wszystko, aby państwowe stanowiska zajmowali tylko zwolennicy rządu. Kryzys póki co trwa, ale może być jeszcze gorzej. Stany Zjednoczone mogą nakładać kolejne sankcje, zaś Donald Trump powiedział niedawno, że ma przygotowaną opcję militarną dla Wenezueli. Jego wypowiedź zasiała obawy przed potencjalnym atakiem i zarządzono przygotowania do manewrów wojskowych, które odbędą się w dniach 26-27 sierpnia.

 



Sprawca masakry w Barcelonie uciekł obławie i jest wciąż poszukiwany

Hiszpańskie służby przyznały dzisiaj, że sprawca zamachu terrorystycznego z Barcelony, który jadąc zygzakiem furgonetką po najpopularniejszym deptaku miasta, rozjechał 13 osób, a ranił ponad 100, zdołał uciec. Obecnie trwa obława na niejakiego Moussa Oubakira, 

Wczoraj informowano, że prawdopodobnym sprawcą jest jego starszy brat, Driss Oubakir, którego dokumenty zostały wykorzystane do wynajęcia busa użytego do przestępstwa. Potem okazało się, że sprawcą jest jego brat Moussa i wynajął  on dwie furgonetki z czego jedną odnaleziono w krańcowych dzielnicach Barcelony. Prawdopodobnie miała służyć do przemieszczenia się podczas ucieczki.

 

Ostatecznie Driss Oubakir, który sam zgłosił się na policję, po złożeniu wyjaśnień został zwolniony do domu. Jednak pościg za jego bratem cały czas trwa i nikt nie wie gdzie zaszył się sprawca. Wygląda na to, że hiszpańskie służby nie mają pojęcia gdzie znajduje się Moussa Oubakir, ponieważ nadal nie został zatrzymany i nie było go wśród zabitych w Cambrils.

 

Ten 18-letni Marokańczyk jest obecnie najbardziej poszukiwanym człowiekiem w całej Hiszpanii, ale bardzo możliwe, że już go nie ma na terenie tego kraju. Tak samo stało się w przypadku ataku w Berlinie na Bożonarodzeniowy Jarmark, kiedy sprawcę zastrzelono dopiero w Mediolanie we Włoszech. Tym razem jeśli jest jeszcze we Hiszpanii lub Francji to istnieje cień szansy jego ujęcia, ale jeśli zdołał się przedostać do Afryki, to prawie na pewno słuch po nim zaginie.


Jest to tym bardziej prawdopodobne, że po zastrzeleniu pięciorga dżihadystów w Cambrils, władze są już pewne, że mają do czynienia z siatką terrorystyczną licząca przynajmniej kilkanaście osób. To uprawdopodabnia kolejne ataki i zdolność skutecznej ucieczki przed stróżami prawa, młodszego z braci Oubakir, odpowiedzialnego za masakrę z Barcelony.

 



Niemieccy naukowcy sugerują, aby zmienić nastawienie społeczeństwa wobec migrantów z pomocą oksytocyny

Po wielu dekadach Niemcy znów eksperymentują na ludziach. Jednak tym razem są to ochotnicy i sprawdzano wpływ konkretnego związku chemicznego na postawę człowieka wobec imigrantów. Wyniki badań pokazały, że podawanie oksytocyny może okazać się pomocne w walce z niechęcią wobec uchodźców, czy jak kto woli - "islamofobią" oraz rasizmem.

 

Niemieccy naukowcy z Uniwersytetu w Bonn i Uniwersytetu Lubeka oraz amerykańskiego Laureate Institute for Brain Research przeprowadzili eksperyment na 183 ochotnikach. Każdy z nich otrzymał 50 euro - kwotę mogli przyznać lokalnym potrzebującym, lub wydać ją na rzecz migrantów. Uczeni ostatecznie wykazali, że uczestnicy będący pod wpływem oksytocyny, tzw. hormonu miłości, przeznaczali zdecydowanie większe ilości pieniędzy na uchodźców. Eksperymentatorzy wskazali, że uzyskany efekt jest jeszcze większy gdy poszczególne osoby działają pod wpływem odpowiedniego otoczenia.

 

Na podstawie wyników stwierdzono, że oksytocyna oraz wywieranie wpływu na ludzi, którzy wykazują negatywną postawę wobec uchodźców, pomoże zmienić ogólne nastawienie społeczeństwa. W ten sposób można dosłownie wymusić akceptację wobec nielegalnych islamskich imigrantów.

 

Eksperyment może oczywiście wyglądać zupełnie niewinnie, lecz kto wie czy kraj, który w nie tak odległej przeszłości testował różne substancje chemiczne na ludziach, nie ma zamiaru "narkotyzować" mieszkańców, dodając oksytocynę np. do żywności. Skoro do wody pitnej dodawany jest fluor, który został uznany za neurotoksynę powodującą choroby psychiczne należy stwierdzić, że wszystko jest możliwe - zwłaszcza, że kwestia imigrantów dotyczy państwa niemieckiego, które dosłownie zwariowało na punkcie "pomagania" obcokrajowcom.

 



Nawałnice wracają, możliwe są gradobicia i trąby powietrzne

Mimo, że w wielu miejscach w Polsce trwaja jeszczze prace przy nawałnicy z zeszłego piątku, może się okazać, że nadejdą kolejne i to prawie w tych samych miejscach gdzie wystąpiła ogromna burza z 11 sierpnia. Tym razem na skutek podobnego układu pogodowego, prawie na pewno dojdzie do powtórki.

 

Synoptycy spodziewają się gwałtownych burz. Mają być one konsekwencją trwających właśnie upałów. Meteorolodzy ostrzegają, że w piątek w godzinach popołudniowych nad nasz kraj nadciągną nawałnice. Burze przejdą nad województwami: dolnośląskim, lubuskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim, pomorskim i zachodniopomorskim. 

 

Front powinien dotrzeć w piątkowy wieczór tak jak 11 sierpnia. Eksperci ostrzegają, że burzom mogą towarzyszyć opady gradu i silny wiatr wiejący z prędkościami powyżej 80 km/h. Możliwe są również lokalne trąby powietrzne. Ich rozwój można obserwować pod tym linkiem.

Podczas burz największe zagrożenie wywołują upadające drzewa, dlatego należy ich unikać. Nie wolno parkować aut pod drzewami a w miarę możliwości powinno się skorzystać z garażu ze względu na duże ryzyko gradobicia. Jeśli nawałnica trafi się na zewnątrz to nie wolno chronić się pod drzewami, które dodatkowo mogą zostać trafione piorunem. Będąc w samochodzie lepiej przeczekać najgorsze w miejscu z dala od przydrożnych drzew i słupów energetycznych.


Konsekwencją przejścia burz będzie znaczne obniżenie temperatury w trakcie weekendu i to nawet o 10 stopni. Pogody długoterminowe sugerują, że będzie to koniec upałów tego lata, ale pogoda może nas jeszcze zaskoczyć.

 

 



Wojska USA będą okupowały część Syrii przez kolejne dekady

Powstanie tzw. Państwa Islamskiego było zgodne z interesami Stanów Zjednoczonych. Pamiętajmy, że Pentagon postrzegał islamskich terrorystów jako strategicznych sojuszników, którzy osłabią siły zbrojne Syrii i Iraku oraz irańskie wpływy w regionie. Teraz gdy ISIS straciło swoją przydatność chyli się ku upadkowi, a wojska USA będą trwale okupowały część kraju nawet po pokonaniu islamistów.

 

Stanom Zjednoczonym od samego początku zależało na obaleniu Baszara Assada. Po jego śmierci, władzę nad państwem przejąłby nowy rząd podległy USA. Jednak w wyniku rosyjskiej interwencji Amerykanie ostatecznie ponieśli porażkę a Assad pozostał nietknięty mimo wielu prowokacji z udziałem broni chemicznej, które miały zachęcić do inwazji na Damaszek. Ostatecznie Stany Zjednoczone musiały zadowolić się niewielkim terytorium w północno-wschodniej części Syrii. Był to tzw. plan B, który zaproponował Izrael, czyli podział państwa na strefy wpływów.

 

Podczas gdy syryjskie siły zbrojne z pomocą Iranu i Rosji stopniowo przejmowały tereny od ISIS, USA skupiały się na wspieraniu Kurdów, którzy dzięki tej wojnie widzą szansę na powstanie niepodległego Kurdystanu. Nowe państwo w północnej Syrii stało się priorytetem dla Izraela i Stanów Zjednoczonych. Jest to również teren, na którym powstają kolejne amerykańskie bazy wojskowe i który jest regularnie odwiedzany przez amerykańskich wojskowych i polityków.

Obecnie wszystko wskazuje na to, że Kurdystan będzie charakteryzował się silną obecnością sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Talal Silo, rzecznik Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), ugrupowania zbrojnego zdominowanego przez Kurdów powiedział, że USA będą aktywne militarnie w północnej Syrii nawet po pokonaniu ISIS i mają już przygotowane plany na kolejne dekady.

 

Wspieranie dążeń niepodległościowych Kurdów wywarło jednak silny wpływ na Turcję - członka NATO oraz dotychczasowego sojusznika USA. Erdogan rozpoczął współpracę wojskową z Rosją oraz Iranem, z którym dzieli wspólną granicę. Powstanie nowego proamerykańskiego tworu dodatkowo wzmocniło sojusz antykurdyjski, który może przygotowywać się do przyszłej potencjalnej wojny.

 



Rosja wysłała trzy bombowce frontowe do baz na terenie Krymu

Trzy czołowe bombowce klasy SU-24M zostały wysłane przez Rosję do krymskiej bazy wojskowej, jak głosi komunikat wydany przez Rosyjskie Ministerstwo Obrony. Bombowce te uzupełnią siły ofensywnego pułku lotniczego Floty Czarnomorskiej.

„Samoloty przybyły na Krym po przeprowadzeniu planowych napraw, które odbyły się na terenie Rosji. Oczekuje się, że w przyszłości wszelakie modyfikacje sił lotniczych będą możliwe na terenie placówek militarnych, w których stacjonuje pułk lotniczy, co znacząco zwiększy możliwości wojskowe armii,” czytamy w oświadczeniu rosyjskiego Ministerstwa Obrony.

Wcześniej ukraińskie dowództwo wojskowe potępiło rosyjskie ćwiczenia wojskowe oraz nieustanne transfery uzbrojenia na terenie anektowanego Krymu i określiło je jako nielegalne w świetle prawa międzynarodowego.

 

Aneksja Krymu przez Rosję nastąpiła w wyniku wygnania pro-rosyjskiego prezydenta Ukrainy, Wiktora Janukowycza, w 2014 roku. Została ona potępiona przez światowych przywódców, którzy uznali ją za nielegalną. To, jak i długotrwałe walki w ukraińskiej wojnie domowej, w której jedną ze stron są prorosyjscy separatyści, doprowadziło do nałożenia na Rosję szeregu sankcji gospodarczych.

 



Doradca Trumpa twiedzi, że wojna z Koreą Północną, choć byłaby potworna, pozostaje najsensowniejszą opcją

Zdaniem głównego doradcy wojskowego Donalda Trumpa militarna interwencja w Korei Północnej mogłaby być okropną katastrofą, jednakże wciąż pozostaje ona opcją. Generał Joseph Dunford miał wypowiedzieć się w ten sposób w trakcie wizyty w Chinach.

 

Napięcie pomiędzy KRL a USA wzrosło, gdy Pjongjang dokonał znaczący postęp w badaniach nad produkcją pocisków międzykontynentalnych. Donald Trump ostrzegł reżim, że spotka go „gniew i ogień”, Kim Dzong Un w odpowiedzi zagroził atakiem nuklearnym na Guam.

 

Pomimo ostrej retoryki napięcia zmalały w ostatnim tygodniu, gdy dyktator Północy postanowił wstrzymać się z planami wobec Guamu. Był to ruch, który spotkał się z pochwałami ze strony Donalda Trumpa.

„Kim Dzong Un z Korei Północnej podjął bardzo mądrą i dobrze uzasadnioną decyzję. Alternatywa była zarazem nieakceptowalna i katastroficzna,” tweetował prezydent USA.

 

Szef personelu Białego Domu, Steve Bannon, powiedział, że rozwiązanie militarne tego konfliktu nie może wchodzić teraz w grę.

„Dopóki ktoś nie pozbyłby się części równania, w której 10 milionów mieszkańców Seulu umiera w pierwszych 30 minutach walki od broni konwencjonalnej, nie wiem o czym mówicie. Nie ma tutaj opcji na militarne rozwiązanie sprawy, mają asa w rękawie,” powiedział dla The American Prospect.

Generał Dunford zgodził się z nim, że opcja wojskowa doprowadzi do wielu potworności, jednakże dodał, że:

”Dla mnie niewyobrażalnym jednak nie jest interwencja zbrojna. To, co niewyobrażalne, to pozwalanie Kim Dzong Unowi na rozwój technologii balistycznej, która da mu możliwość bezpośredniego zagrożenia atakiem nuklearnym na Stany Zjednoczone oraz uskuteczni jego taktykę zastraszania całego regionu azjatyckiego. Prezydent Donald Trump kazał nam opracować wiarygodne, realne plany operacji wojskowych i tym właśnie teraz się zajmujemy.”

Chiński urzędnik wojskowy wyższego stopnia, który spotkał się z generałem, oświadczył jednak, że jakiekolwiek działania wojskowe należy jak najszybciej wykluczyć z potencjalnych scenariuszy i skupić się na wypracowaniu rozwiązania przy pomocy dialogu.

 

Chiny to jedyny, znaczący sojusznik Korei Północnej. Stany Zjednoczone krytykują ChRL za nie podjęcie wystarczających środków, które pozwoliłyby opanować niesfornego sąsiada, te jednak podtrzymują, że zawiesiły kluczowy import i eksport z państwem Kimów – zgodnie z nowymi sankcjami nałożonymi przez ONZ na to państwo.

 

 



Kolejny islamski atak terrorystyczny w Hiszpanii - zastrzelono napastników z "pasami szahida"

Hiszpanie jeszcze nie zdążyli ochłonąć po krwawym zamachu na ulicy Rambla w Barcelonie, gdzie zginęło 13 osób, a już doszło do kolejnego skoordynowanego ataku islamistów, tym razem w oddalonej o 120 km Cambrils.

 

Zamach ten był bliźniaczo podobny do poprzednich, czyli również wykorzystano furgonetkę, która miała wjechać w tłum. Jednak samochód wywrócił się na bok. Wtedy zaczęli z niego wychodzić obwieszeni ładunkami wybuchowymi dżihadyści, którzy na szczęście zostali zastrzeleni przez interweniujących policjantów. 

Zabito czterech lub pięciu islamistów, którzy byli wyposażeni w tak zwane pasy szahida. Zapewne po staranowaniu ludzi mieli się rozbiec i wysadzić w restauracjach lub innych zatłoczonych miejscach. Policja poinformowała, że teraz sytuacja w Cambrils jest już opanowana, ale zaleca się mieszkańcom pozostawanie w domach.

Hiszpania po 13 latach od zamachów w Madrycie, stała się znowu frontem wojny zachodu z wojującym islamem. We wczorajszych zamachach zginęło 13 niewinnych osób a ponad 100 zostało rannych. W sumie poszkodowani zostali obywatele 18 państw. Do obu zamachów przyznało się tak zwane Państwo Islamskie.