Lipiec 2017

W Australii zatrzymano islamistów, którzy planowali wysadzić samolot pasażerski

Przeprowadzona w sobotę operacja antyterrorystyczna pozwoliła australijskiej policji schwytać kilku potencjalnych zamachowców, którzy planowali wysadzić samolot pasażerski. Sprawcy zostali aresztowani w Sydney i byli motywowani islamskim terroryzmem.

 

Policja otrzymała wczoraj informacje o planowanym zamachu terrorystycznym. Trop zaprowadził to czterech islamistów, którzy chcieli zdetonować wykonane przez siebie prowizoryczne ładunki wybuchowe, aby zniszczyć samolot pasażerski. Służby zapewniają jednak, że choć loty zostaną opóźnione to sytuacja została opanowana.

Informacje dotyczące zatrzymań zostały przekazane przez premiera Australii Malcolma Turnbulla. Operacja antyterrorystyczna rozpoczęła się natychmiast po otrzymaniu informacji o zagrożeniu ze strony islamskich terrorystów.

 

Z kolei w dzielnicy Surry Hills, ulica Cleveland Street została tymczasowo zamknięta. Do jednego z domów wkroczyli antyterroryści oraz oddział saperów, który znalazł "podejrzane urządzenie". Z mieszkania wyprowadzono kilka osób. Reakcją na zagrożenie ze strony islamskiego terroryzmu jest zapowiedź wdrożenia wielkiej reformy, która zaprowadzi istotne zmiany w funkcjonowaniu służb policyjnych i wywiadowczych.

 



Ponad 30% Niemców uważa, że ich kraj jest niebezpiecznie przepełniony imigrantami

Przeprowadzona w Niemczech ankieta wskazuje, że ludzie domagają się „dyktatury narodowej”, a jedna dziesiąta chce, aby „nowy Führer” poprowadził ich kraj do chwały. Zespół badaczy z Uniwersytetu w Lipsku stwierdził, że prawie 34% osób twierdziło, iż Niemcy są „niebezpiecznie przeludnione przez cudzoziemców”.

 

Łącznie 21,9 procent zgodziło się, że Niemcy potrzebują „jednej silnej partii, która uosabia wspólnotę narodową jako całość”. Jeden na dziesięciu Niemców chce, aby ich kraj był prowadzony przez „Führera”, który będzie rządził „twardą ręką dla wspólnego dobra”.

 

71 lat po tym, jak nazizm został zwalczony, a przerażająca historia obozów zagłady została przedstawiona światu, 11 procent badanych stwierdziło, że Żydzi mają zbyt duży wpływ na społeczeństwo. W sumie 12 procent uważa, że Niemcy są z natury „lepsi” od innych – a był to centralny pogląd ideologii hitlerowców.

 

Oprócz tego, cztery na dziesięć osób sądzi, że muzułmanie nie powinni imigrować do ich kraju, a połowa respondentów z 2240 osób twierdziła, że czują się „obcy w swoim kraju”. 30 procent ankietowanych stwierdziło, że Niemcy są „infiltrowane przez zbyt wielu cudzoziemców w sposób niebezpieczny”. Trzech na pięciu Niemców uważa, że uchodźcy, którzy przybyli do kraju, szukając schronienia przed wojną i terrorem to oszuści. „Nie są oni narażeni na prześladowania w swoim kraju” – to kwestia, z którą zgodzili się ankietowani.

„Nie odnotowaliśmy wzrostu skrajnie prawicowego nastawienia, lecz w porównaniu do naszego badania sprzed dwóch lat ludzie, którzy mają skrajnie prawicowe poglądy są chętniejsi do użycia przemocy w celu osiągnięcia swoich zamiarów.” – powiedział dr Oliver Decker, jeden z autorów raportu. – „Istnieją dwie kompletnie różne grupy, które żyją obok siebie. W jednej postępuje radykalizacja, podczas kiedy druga całkowicie odrzuca przemoc i chce za wszelką cenę pomagać uchodźcom.”

Raport twierdzi, że ekstremistyczne myślenie stało się bardziej akceptowalne w społeczeństwie niemieckim i jest to jeden z powodów, przrz który powstała partia Alternatywa dla Niemiec (AfD).

„Większość wyborców AfD ma wrogą postawę wobec świata.” – powiedział dr Elmar Braehler, współautor raportu. – „Poparcie dla skrajnie prawicowych lub populistycznych partii prawicowych wciąż jest wyższe niż pokazują sondaże.”

Badanie wykazało również wzrost negatywnych postaw wobec społeczności cygańskich, a połowa respondentów twierdzi, że takie osoby powinny zniknąć z centrów miast. Cyganie byli prześladowani przez hitlerowców, a setki tysięcy zostało zamordowanych w czasie Holokaustu.

 

Również homoseksualiści, którzy byli prześladowani w III Rzeszy, są obecnie niepopularną grupą. 40 procent badanych uznało za „obrzydliwy” publiczny pocałunek pary homoseksualistów. Wskazuje to na wzrost niechęci o 15 procent punktów procentowych w stosunku do podobnego badania z 2011 roku.

 



Najważniejsze wydarzenia minionych tygodni - lipiec 2017, cz. 2

Najważniejsze wydarzenia minionych tygodni - lipiec 2017, część 2.

 

 

BIS sugeruje zwiększanie stóp procentowych

Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), czyli organ nadzorujący pracę banków centralnych, ogłosił, że globalny wzrost gospodarczy może wkrótce wrócić do długoterminowych średnich poziomów. Wszystko za sprawą lepszych danych, jakie pojawiły się w trakcie ostatniego roku.

 

Przesłanie BIS jest jasne - banki centralne powinny dążyć do podniesienia stóp procentowych.

 

Ryzyko wystąpienia negatywnych skutków podniesienia stóp procentowych jest duże, z powodu wysokiego poziomu globalnego zadłużenia. Mimo to BIS uznał, że należy wykorzystać lepsze perspektywy gospodarcze i ich zaskakująco niski wpływ na inflację, by przyspieszyć powrót do wyższych stóp procentowych (bliższych długoterminowej średniej).  

 

BIS dodał, że należy działać bardzo ostrożnie, gdyż tymczasowe zachwiania na rynkach finansowych w wyniku podwyżek stóp są nie do uniknięcia.

 

Rickards: Sztuczne podtrzymywanie hossy ma się ku końcowi

W trakcie kryzysu z 2008 roku politycy zręcznie odwrócili uwagę tłumów od banków centralnych i własnych poczynań, w czym znacząco pomagały im mainstreamowe media, zrzucając całą winę na banki komercyjne. Obecnie po 8 latach stagnacji gospodarczej, tak bardzo odczuwanej przez klasę średnią i wyrażonej wyborem Trumpa na prezydenta, coraz trudniej będzie obwiniać za zaistniały stan innych.

 

FED co prawda wyhamował skupowanie aktywów, ale wyraźnie widać, że tę rolę przejęły na siebie Europejski Bank Centralny oraz Bank Japonii. Korelacja między bilansami trzech największych banków centralnych, a wyceną 5 największych firm technologicznych (Apple, Facebook, Amazon, Alphabet Inc (dawny Google), Microsoft) jest uderzająca. Widać ją na wykresie po prawej stronie.


Źródło: Zerohedge

Czy FED zakończy wreszcie sztuczne utrzymywanie hossy na rynkach kapitałowych? Zdaniem Jima Rickardsa FED przygotowuje się do następnego krachu i recesji. Badania dowodzą, że aby wyjść z recesji należy obniżyć stopy procentowe o ok. 3 punkty procentowe, natomiast obecnie wynoszą one 1%. Zdaniem Rickardsa celem FED jest podbicie stóp do poziomu 3-3,5% zanim uderzy w nas recesja. W przeciwnym wypadku konieczne byłoby zastosowanie QE4 (dodruku waluty) i ponownego zwiększania ilości aktywów w posiadaniu banku centralnego.

 

Obawy, że recesja przyjdzie wcześniej niż się zakłada są poważne (słaba sytuacja gospodarcza w USA), a FED może ją przyspieszyć i to pomimo faktu, że stara się podwyższać stopy procentowe bardzo łagodnie.

 

FED płaci bankom za nieudzielanie kredytów

Podnoszenie stóp procentowych przez banki centralne jest formą „zacieśniania” polityki monetarnej oraz tym samym schładzania gospodarki (wyższe koszty kredytowania). W obecnej rzeczywistości powstałej po 3 turach dodruku w USA, zbyt gwałtowne podniesienie stóp grozi krachem gospodarczym na niespotykaną dotąd skalę. Dlatego też FED przeprowadza podwyżki łagodnie, co z jednej strony jest w miarę bezpieczne, ale z drugiej strony nie zmniejsza zadłużenia i nie przyczynia się do ograniczenia baniek spekulacyjnych na niemal wszystkich aktywach w USA.

 

W przypadku normalnego cyklu wspomniane schładzanie gospodarki oznaczałoby sprzedanie przez FED części aktywów (głównie tych o najkrótszym okresie zapadalności). W ten sposób doszłoby do zmniejszenia podaży pieniądza, a co za tym idzie zwiększenia kosztów kredytowania.

 

Teraz jednak sytuacja jest inna. Ze względu na kilkukrotny skup aktywów FED ma w zanadrzu kredyty zabezpieczone hipoteką (tzw. MBS-y) oraz długoterminowe obligacje USA. Gdyby podwyżki stóp procentowych miały przebiegać w normalny sposób, FED musiałby pozbyć się części wspomnianych aktywów, co gwarantowałoby natychmiastowy kryzys.

 

Znaleziono zatem inne rozwiązanie. FED postanowił płacić bankom komercyjnym większe odsetki za utrzymywanie środków w Banku Rezerwy Federalnej. Powtórzmy to: FED płaci „premię” za to, że banki komercyjne… nie udzielają kredytów. Tak wygląda podnoszenie stóp procentowych w rzeczywistości sterowanej przez banki centralne.

 

Potwierdzenie sytuacji stanowi poniższy wykres. Niebieska linia określa ile bilionów dolarów trzymają banki komercyjne w Banku Rezerwy Federalnej. Z kolei czarna linia pokazuje ile miliardów dolarów otrzymały banki komercyjne z tytułu odsetek (IOER’s). Widać wyraźnie, że w trakcie 2016 roku FED widząc spadające rezerwy banków, znacząco zwiększył premię wypłacaną za to, że banki nie udzielają kredytów.


Źródło: econimica.blogspot.com

Utrzymywanie wysokich rezerw jest również gwarancją, że nie zostaną one wykorzystane do inwestowania na rynkach kapitałowych i tym samym pompowania i tak już rozrośniętych baniek spekulacyjnych.

 

Bailout po włosku

Europejski Bank Centralny (ECB) zdecydował o zamknięciu dwóch włoskich banków - Veneto Banca oraz Banca Popolare di Vicenza. Banki łącznie posiadały aktywa wartości 60 miliardów euro, z czego większość stanowiły „toksyczne”  kredyty, których nikt nie chciał odkupić. 

 

Włoski sektor finansowy dostał „ratunek”, który nacjonalizuje straty i prywatyzuje zyski.

Włochy zgodziły się ponieść koszty rzędu 17 miliardów euro (19 mld USD) w gotówce i gwarancjach państwowych, aby móc zlikwidować dwa zbankrutowane banki.

 

Intesa Sanpaolo Spa, czyli największy bank Włoch (wg wartości rynkowej), przejmie dobre aktywa pożyczkodawców za symboliczną sumę 1 euro. Porozumienie uzyskało akceptację UE.

 

Oba banki już od dłuższego czasu były w fazie bailoutu (ratowania przed upadłością poprzez dofinansowanie z pieniędzy podatników). Niestety biorąc pod uwagę ogromny bałagan w ich księgowości i notoryczne unikanie odpowiedzialności za decyzje finansowe, ECB  zadecydował o ich likwidacji. Oba przypadki są kolejnym dowodem na to, że za złe zarządzanie bankami płacić muszą podatnicy.

 

Ekspansja Shanghai Gold Exchange

Chiny i Węgry podpisały porozumienie zacieśniające ich wzajemną współpracę w kwestii rozwoju rynku metali szlachetnych. Niewykluczone, że już od drugiej połowy bieżącego roku w Budapeszcie będzie można nabyć kontrakty terminowe na złoto notowane na Shanghai Gold Exchange i denominowane w chińskim yuanie.

 

Shanghai Gold Exchange jest alternatywną dla Comexu giełdą metali szlachetnych, charakteryzującą się tym, że każdy kontrakt na niej zawarty jest w 100% zabezpieczony fizycznym metalem. Stąd coraz częściej dochodzi do różnic w wycenie złota czy srebra na obu giełdach, jako że kontrakty zawierane na Comexie takiego zabezpieczenia nie posiadają i mają wartość czysto umowną.

 

Współpraca pomiędzy SGE, a giełdą węgierską ma na celu udostępnienie inwestorom z Europy Środkowej możliwości zawierania kontraktów na fizyczny metal, ale jest również kolejnym krokiem do umiędzynarodowienia yuana.

 

Jedyna kopalnia metali ziem rzadkich w USA przejęta przez Chińczyków

The Mountain Pass Mine, czyli jedyna kopalnia metali ziem rzadkich w USA, została sprzedana chińskiej grupie kapitałowej. Chińczycy przejęli zarówno kopalnię, jak i zgromadzoną rezerwę metali. Wspomniana transakcja potwierdza dominację Chin w obszarze wydobycia metali ziem rzadkich.

 

Warto przypomnieć, że metale te są niezbędne przy produkcji wielu nowoczesnych urządzeń, np. w branży medycznej, wojskowej czy motoryzacyjnej. Więcej na ten temat można znaleźć w artykule Metale ziem rzadkich – marginalizowane aktywo.

 

Od czasu publikacji naszego artykułu na temat metali ziem rzadkich, ETF REMX zanotował wzrost o niespełna 18%.

Należy zaznaczyć, że w poprzednich latach metale ziem rzadkich zanotowały silne spadki. Z tego też powodu naszym zdaniem, pomimo ostatnich wzrostów, potencjał do wzrostów REMX wciąż jest znaczący.

 

Szwajcarzy posiadają już 80 mld dolarów w akcjach na NYSE

Szwajcaria jest zaledwie 8-milionowym krajem, ale ma ogromny wpływ na światową gospodarkę. Jest uważana za bezpieczną przystań dla kapitału. Stabilna sytuacja Szwajcarii doprowadziła do wzrostu popytu na tamtejszą walutę. To z kolei sprawiło, że ​​frank stał się zbyt silny dla szwajcarskich przedsiębiorstw i obywateli. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) postanowił dodrukować mnóstwo waluty i użyć niekonwencjonalnych środków, aby utrzymać  jej wycenę na niższym poziomie.

 

Po pierwsze, stopy procentowe w Szwajcarii wynoszą obecnie -0,75%, co oznacza, że banki pobierają prawie 1% rocznie za przechowanie gotówki.

 

Po drugie, Szwajcarzy skupują amerykańskie akcje na ogromną skalę. SNB ma obecnie około 80 mld dolarów na amerykańskiej giełdzie (czerwiec 2017) i około 20 mld na głównych parkietach Europy. W tym roku Szwajcarski Bank Narodowy dokupił już akcji za ok. 17 mld dolarów.

 

SNB jest obecnie ósmym co do wielkości posiadaczem akcji amerykańskich i jednym z największych udziałowców Apple.

 

Z porównania zaludnienia Szwajcarii do skali wykupu amerykańskich akcji wynika że na jednego obywatela Szwajcarii przypada 10 tys. dolarów w amerykańskich akcjach. Tymczasem frank… pozostaje jedną z najstabilniejszych walut na świecie.

 

Sektor prywatny dołącza do wojny przeciwko gotówce

Już nie tylko rządy i banki centralne atakują gotówkę, niedawno dołączył do nich jeden z największych operatorów kart płatniczych. Visa wprowadziła pilotażowy program polegający na wypłacie 10 000 dolarów dla pierwszych 50 właścicieli małej gastronomii, którzy zgodzą się wszystkie przyszłe transakcje rozliczać wyłącznie bezgotówkowo.

 

Aktualny CEO Visa jasno deklaruje: „koncentrujemy się na pozbyciu się gotówki”. Jeśli program się powiedzie, można spodziewać się kolejnych jemu podobnych w przyszłości.


Dolar nadal słabnie

Indeks dolara (odzwierciedlający siłę amerykańskiej waluty w porównaniu do koszyka 5 głównych walut: euro, jena, dolara kanadyjskiego, korony szwedzkiej oraz szwajcarskiego franka) zalicza kolejne spadki. Wycena dolara do euro jest najniższa od maja 2016 roku, natomiast w stosunku do złotego od połowy 2015 roku.

 

Spadek indeksu dolara jest wywołany coraz mniejszym znaczeniem amerykańskiej waluty na arenie międzynarodowej, jak również brakiem wiary inwestorów w kolejne podniesienie stóp procentowych przez Fed.

 

Osłabienie dolara względem innych walut (przede wszystkim euro) zostało przewidziane przez Tradera21 w jego prognozach na 2017 rok. Przez kilka pierwszych miesięcy 2017 roku pomimo spadku indeksu dolara (linia czerwona) spadał również CRB, czyli indeks surowców (linia czarna). W ostatnich tygodniach odwrotna korelacja pomiędzy oboma indeksami powróciła i mieliśmy okazję zaobserwować odbicie cen surowców. Naszym zdaniem to dopiero początek trendu, a indeks CRB ma ogromny potencjał do wzrostu.


Zespół Independent Trader

www.IndependentTrader.pl

 



Ukraińscy piloci cudem posadzili na pasie uszkodzony samolot pasażerski

Ukraińscy piloci w Stambule niemal na ślepo posadzili na pasie samolot poobijany gradem. W maszynie nastąpiło uszkodzenie stożka nosa, w którym umieszczone są niemal wszystkie czujniki. Destrukcji uległo także okno w kabinie – nie było przejrzystości z uwagi na szereg pęknięć. Turecki komentator opublikowanym na nagraniu krzyczy: „nie siadaj, nie usiądziesz”.

 

Według portalu Avianews, incydent wydarzył się wieczorem 27 lipca. Airbus A320 wykonywał rutynowy lot UH250 na trasie Istambuł - Charków. W oświadczeniu Atlasglobal, które cytuje tureckie Аirporthaber podano, że maszyna wpadła w burzę nad Ecran na wysokości 1200 metrów i tam doznała wielu uszkodzeń. Piloci zdecydowali się na powrót do Stambułu.

 

Aleksander Akopow, kapitan statku powietrznego po wylądowaniu wyjaśnił, że znaczne nachylenie płaszczyzny samolotu przy podejściu na pas wynikało z tego, że piloci musieli patrzeć przez nieuszkodzone okno. Na fotografiach wykonanych po wylądowaniu widać wyraźnie, że A320 stracił nos i szybę na skutek silnego gradobicia.

 



Niemcy realizują projekt europejskiej armii

Kwestia utworzenia europejskiej armii regularnie przewija się przez media i jest przedstawiana przez eurokratów jako konieczność. Unijne siły zbrojne zapewniłyby większe bezpieczeństwo na naszym kontynencie oraz możliwości, które są wymieniane bardzo rzadko lub wcale. Armia Unii Europejskiej mogłaby np. zaprowadzać porządek w krajach członkowskich, które "łamią zasady demokracji" lub nie przestrzegają unijnych przepisów i nie chcą przyjmować migrantów.

 

Projekt europejskiej armii wywołuje bardzo mieszane uczucia, lecz jest w toku realizacji. W lutym 2017 roku nastąpiło coś, co nie znalazło zbyt wielkiego zainteresowania wśród mediów. Niemcy podpisały porozumienie z Republiką Czeską i Rumunią w sprawie integracji sił zbrojnych. Nie oznacza to jednak, że czeska i rumuńska armia będzie funkcjonować pod nadzorem Niemiec. Już w najbliższych miesiącach rumuńska 81 Brygada Zmechanizowana dołączy do Dywizji Szybkiego Reagowania Bundeswehry, zaś czeska 4 Brygada Szybkiego Reagowania stanie się częścią niemieckiej 10 Dywizji Pancernej. Tym samym pójdą w ślady dwóch holenderskich brygad - jedna dołączyła już do Dywizji Szybkiego Reagowania Bundeswehry, druga zaś została przyłączona do niemieckiej 1 Dywizji Pancernej.

 

Powyższe działania wskazują, że projekt europejskiej armii ma się całkiem dobrze - mimo panującej ciszy w tej sprawie. Integracja krajowych sił zbrojnych z niemiecką Bundeswehrą wskazuje, że wojska Unii Europejskiej będą mieć swoje źródło w Niemczech. Zatem o powstaniu nowej struktury powinniśmy mówić jak o niemieckiej armii kontynentalnej, która będzie pilnowała niemieckiego porządku w Europie. Natychmiast przychodzą na myśl skojarzenia z III Rzeszą i realizacją planów, których nie zdołał wcielić w życie Adolf Hitler.

Koncepcja europejskich sił zbrojnych jest wdrażana bardzo powoli. Część państw, podobnie jak odchodząca z Unii Europejskiej Wielka Brytania nie popierają tego projektu. Co więcej, armia UE zakwestionuje obecność sił NATO. Pojawia się więc konflikt interesów. Niemcy chcą stworzyć swoje "drugie NATO", z kolei to prawdziwe NATO, powstałe w wyniku podpisania Traktatu Północnoatlantyckiego w 1949 roku, może zajmować się ochroną państw Europy Środkowo-Wschodniej. Wskazuje na to przeniesienie dowództwa z Niemiec do Polski oraz krytyka Donalda Trumpa względem państw, które nie przeznaczają wystarczającej sumy pieniędzy na zbrojenia.

 

Aby powołać europejską armię, Niemcy mogą zintegrować swoje siły zbrojne z wojskami innych państw, dzięki czemu nie będą musiały wydawać dodatkowych środków finansowych. Jest to zatem łatwiejsze rozwiązanie, które prędzej czy później przekształci Unię Europejską w pełnoprawne superpaństwo, a jak wiadomo każde superpaństwo musi mieć swoją superarmię.

 

Ostatecznie może dojść do sytuacji, w której europejska armia z siedzibą w Niemczech będzie pilnowała swoich interesów w krajach członkowskich Unii Europejskiej. Dla Polski jest to zły znak. Niemcy zaczynają skomleć z powodu stopniowej utraty wpływów w naszym kraju. Na dzień dzisiejszy naszemu sąsiadowi pozostaje tylko skomlenie i wspieranie protestów proniemieckiej opozycji, lecz gdy powołana zostanie europejska armia, Niemcy nie zawahają się jej użyć, aby odzyskać utraconą kolonię.

 



Google pracuje nad algorytmem, który będzie przewidywał konsekwencje podejmowanych przez siebie decyzji

Sztuczna inteligencja rozwija się bardzo dynamicznie. Niektórzy futurolodzy uważają, że już za kilka dekad powstaną tak zaawansowane systemy, iż będą mogły w pełni naśladować pracę ludzkiego mózgu, a z biegiem lat nawet przewyższą człowieka pod względem umysłowym. Jednak sztuczna inteligencja, aby mogła z powodzeniem dorównać człowiekowi, musi uzyskać nawet tak podstawowe zdolności jak np. umiejętność wyobrażania sobie różnych scenariuszy. Okazuje się, że korporacja Google właśnie nad tym pracuje.

 

Brytyjska firma DeepMind, która w 2014 roku została przejęta przez Google, rozwija nowy niezwykły algorytm. Oprogramowanie to ma wyróżniać się możliwością przewidywania konsekwencji swoich decyzji zanim zostaną w ogóle podjęte. Maszyna, zanim bezmyślnie podejmie jakiekolwiek działanie, będzie mogła "zastanowić się" czy dane rozwiązanie pozwoli uzyskać oczekiwane efekty. 

 

Badacze opracowali sztuczną sieć neuronową, która uczy się wyciągać przydatne informacje i które będzie mogła wykorzystać w przyszłości przy podejmowaniu decyzji. System może nauczyć się stosować różne strategie i tworzyć plany działania. Nowe rozwiązanie okaże się bardzo pomocne w sytuacjach gdy algorytm napotka zupełnie nową dla siebie sytuację, która wymaga doświadczonego podejścia, lub gdy podjęcie danej decyzji będzie wiązało się z nieodwracalnymi w skutkach konsekwencjami.

 

Firma DeepMind przetestowała swój algorytm na przykładzie gry Sokoban, która wymaga od gracza umiejętności planowania i rozumowania. Gra polega na ustawianiu skrzyń w wyznaczonych miejscach. Inteligentny bot w rzeczywistości nawet nie znał zasad gry a programiści zwizualizowali jego "przemyślenia". Sztuczna inteligencja jest na wczesnym etapie rozwoju, lecz gdy opanuje umiejętność przewidywania konsekwencji swoich działań do perfekcji będziemy mogli mówić o prawdziwej rewolucji. Przecież nawet człowiek, istota rozumna, nie potrafi w pełni wykorzystywać swoich zdolności.

 



Kim Dzong Un ogłosił, że całe USA znajdują się w zasięgu jego rakiet

Amerykanom zdecydowanie nie jest już do śmiechu. Korea Północna przeprowadziła kolejny test balistyczny. Tym razem potwierdzono, że odpalony pocisk posiada zasięg międzykontynentalny, zatem może zagrozić Stanom Zjednoczonym. Północnokoreański lider Kim Dzong Un skomentował, że teraz całe USA znajdują się w zasięgu rażenia, a Korea Północna jest w stanie odpalić rakiety w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie.

 

Międzykontynentalny pocisk balistyczny Hwasong-14 został wystrzelony w piątkową noc z prowincji Chaganga, która znajduje się w północnej części kraju. Rakieta osiągnęła wysokość ponad 3 700 kilometrów, pokonała niemal 1 000 kilometrów i wpadła do Morza Japońskiego. Zwrócono uwagę, że Korea Północna po raz pierwszy przeprowadziła test w nocy i również po raz pierwszy odbył się w Chaganga.

Reakcją Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych było zorganizowanie wspólnych manewrów rakietowych. Seul domaga się wzmocnienia wojsk przy granicy z Koreą Północną i zapowiada rozmieszczenie dodatkowych systemów antybalistycznych THAAD, których instalacja została wstrzymana. Zaczęto również dyskutować nad rozwiązaniami militarnymi i oskarżać Chiny o brak działań. W grę mogą również wchodzić sankcje, które jak widać nie robią na Korei Północnej praktycznie żadnego wrażenia.

 

Jeszcze zanim Pjongjang przeprowadził test rakietowy amerykański generał Mark Milley stwierdził, że "czas powoli ucieka" i będzie trzeba podjąć jakąś decyzję. Jeśli nie będą to działania dyplomatyczne, to z pewnością będzie to reakcja militarna. W amerykańskim rządzie znajdują się również zwolennicy prewencyjnego uderzenia na Koreę Północną, co może wywołać wielką wojnę na Półwyspie Koreańskim i pociągnąć za sobą śmierć i zniszczenie. Jak dobrze wiemy, Chiny cały czas przygotowują się na każdy scenariusz i biorą pod uwagę nawet interwencję zbrojną.

 

Źródła:

http://freebeacon.com/national-security/army-chief-staff-cautions-time-running-north-korea/

http://www.telegraph.co.uk/news/2017/07/28/north-korea-appears-have-fired-missile-japanese...



Niemiecka telewizja wyemitowała rasistowski skecz, w którym biały człowiek przetrzymywany jest w rezerwacie niczym zwierzę

Niemcy przechodzą ze skrajności w skrajność. Dekady temu za czasów Adolfa Hitlera propagowano ideologię, według której naród niemiecki jest rasą panów i pozostaje jedynym przedstawicielem czystej białej rasy, a II wojna światowa była potrzebna, aby zapewnić sobie większą przestrzeń do życia - oczywiście kosztem innych państw. Z kolei dzisiejsze Niemcy stosują dokładnie odwrotną politykę, którą można nazwać białym ludobójstwem. Po sprowadzeniu milionów ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu, co również odbyło się kosztem innych krajów europejskich, Angela Merkel zmierza to wytępienia białej rasy i zastąpienia jej inną.

 

Nasz zachodni sąsiad przedstawia dziś patriotyzm oraz pielęgnowanie własnej kultury jako przejaw rasizmu, ponieważ to w oczywisty sposób uderza w politykę migracyjną i zagraża planom likwidacji białej rasy w Europie. Nie bez przyczyny niemieckie media piszą, że Polska jest rasistowska - nasz kraj wyraźnie sprzeciwia się islamizacji, co zauważył na początku lipca Donald Trump.

 

Jednak co innego Polska, a co innego Niemcy i Europa Zachodnia. Antybiały rasizm staje się coraz bardziej powszechny i odbywa się pod przykrywką pomagania imigrantom. Zresztą nienawiść do białych ludzi nie jest traktowana jako rasizm - o czym wielokrotnie mieliśmy okazję się przekonać.

 

Aby zrozumieć jak bardzo "postępowe" są Niemcy, wystarczy obejrzeć krótki materiał filmowy, który został wyprodukowany i wyemitowany przez nadawcę radiowo-telewizyjnego Südwestrundfunk (Southwest Broadcasting). Przedstawiono w nim Rezerwat Ariów, w którym żyje zagrożony wyginięciem gatunek białego człowieka. Na początku tego materiału lektor mówi, że imigracja i czynniki środowiskowe zagroziły populacji Ariów, dlatego powstał rezerwat, w którym będą mogli się rozmnażać. Zresztą na końcu pokazano scenę, w której mężczyzna rozmnażający się z białą kobietą wykonuje nazistowski salut.

Jeśli to był żart, to w bardzo kiepskim guście. Nie trudno sobie wyobrazić reakcji i oburzenia, gdyby w Polsce nagrano podobną scenę z udziałem murzynów i arabów zamkniętych w klatkach w zoo niczym zwierzęta. Niestety wizja wyemitowana przez niemieckie media może okazać się prorocza, jeśli islamizacja naszego kontynentu będzie kontynuowana wraz z promowaniem mieszania się ras i nienawiści do białych ludzi. W przyszłości biały człowiek może skończyć tak samo jak Indianie, którzy żyją w rezerwatach.

 



Budowa muru obiecanego przez Trumpa rozpocznie się w styczniu 2018 roku

Zaangażowane w sprawę prywatne firmy oraz funkcjonariusze Urzędu Celnego i Ochrony Granic (CBP) Stanów Zjednoczonych informują, że od stycznia 2018 roku w Santa Ana Wildlife Refuge – rezerwacie przyrody w południowej części Teksasu rozpocznie się budowa pierwszej części muru, obiecanego przez Donalda Trumpa.

 

Według oficjalnych planów, CBP planuje zbudować 18-metrowy mur, który będzie ciągnął się przez prawie 5 kilometrów. Betonowy mur ma być dodatkowo wyposażony w stalowy płot, przypominając mur zbudowany niecałą dekadę temu w pobliżu meksykańskiego stanu Hidalgo. 

W wyznaczonym terenie rozpoczęto już prace przygotowawcze, oceniając między innymi stan gleby. Według informatorów, w budowę muru zaangażowała się między innymi globalna firma inżynierska Michael Baker International.

Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego wybrał Santa Ana Wildlife Refuge jako pierwszy obszar na budowę muru granicznego, ponieważ jest on własnością rządu federalnego, co pozwala uniknąć przepychanek prawnych z prywatnymi właścicielami gruntów. Tymczasem co najmniej 95% przygranicznych ziem jest własnością prywatną, w wielu przypadkach toczą się już sprawy sądowe.  

 



Pandy nadal są na skraju wyginięcia

Według najnowszych badań, pandy wielkie mogą wyginąć pomimo wysiłków związanych z ochroną, które powszechnie uważane są za sukces. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) uznała niedawno, że pandy nie są już oficjalnie gatunkiem zagrożonym wyginięciem, lecz jedynie „wrażliwym” na wyginięcie.

 

To nadal oznacza, że zwierzę stoi w obliczu „wysokiego ryzyka wyginięcia na wolności” – a nie, jak poprzednio, „bardzo wysokiego ryzyka”.  Nowe badania sugerują, że prawdziwa sytuacja może być jednak nieprawidłowo oszacowana.

Praca naukowa opublikowana w czasopiśmie „Ecological Modelling” mówi o tym, że liczba pand wielkich i obszar, na którym mogą żyć te zwierzęta wzrósł w ciągu ostatnich 10 lat. Nie uwzględniono jednak, że siedliska stały się mniejsze, ale bardziej rozproszone. Populacje pand mieszkających na oddalonych od siebie terenach były więc tak naprawdę niewielkie, a więc obarczone dużym ryzykiem wyginięcia.

 

55 procent tych grup liczyło mniej niż 10 osobników, a tylko 33 procent miało ich ponad 30, co jest uważane za minimalną liczbę, aby zapewnić przetrwanie populacji.

 

Nie możemy koncentrować się tylko na ogólnej liczbie dzikich pand i całego obszaru siedlisk, ignorując ich rozproszenie i izolację populacji.” – twierdzą naukowcy. – „Łączny obszar siedlisk i wielkość populacji wzrosły wraz ze wzrostem stopnia ich rozproszenia.”

Obawa ta wzrasta wraz z tempem, w którym giną gatunki na naszej planecie, głównie w wyniku działalności człowieka. Poziom ten jest obecnie podobny do wskaźników, które miały miejsce podczas pięciu globalnych masowych wyginięć ostatnich 500 milionów lat, spowodowanych m. in. deszczami meteorytów, czy wybuchami wulkanów.

 

Ogromna skala niszczenia przyrody przez działalność człowieka jest jednym z powodów, przez które nasza epoka została określona terminem Antropocenu. Nazwa zaproponowana przez Paula Crutzena nawiązuje do wpływu człowieka na procesy przyrodnicze zachodzące na Ziemi. Urbanizacja, zanieczyszczenie środowiska, czy kości wyginiętych gatunków z naszych czasów ostatecznie przyczynią się do utworzenia rozpoznawalnej linii skał w przyszłości.