Lipiec 2017

Chiński superkomputer zasymulował wczesne etapy Wszechświata

Sunway TaihuLight to najszybszy superkomputer na świecie. Obecnie żaden superkomputer nie jest w stanie dorównać tej maszynie. Naukowcy z Narodowego Centrum Superkomputerów w Wuxi i Chińskiej Akademii Nauk w Pekinie z pomocą Sunway TaihuLight wykonali największą jak dotąd symulację Wszechświata.

 

Chińska maszyna jest oficjalnie najpotężniejszym superkomputerem na świecie. Sunway TaihuLight posiada moc obliczeniową 93 petaflopsów, zawiera 41 tysięcy procesorów ShenWei i ponad 10,5 miliona rdzeni oraz 1,3 petabajta pamięci RAM. Warto dodać, że drugim najszybszym superkomputerem świata jest chiński Tianhe-2, zaś do końca obecnego roku tamtejsi naukowcy mają ukończyć prace nad prototypem nowego komputera o niezwykłej mocy obliczeniowej 1 eksaflopsa - to około 10 razy więcej od możliwości, jakie prezentuje Sunway TaihuLight.

Źródło: Superkomputer Sunway TaihuLight - źródło: Jack Dongarra/Top500

Chińscy naukowcy skorzystali z tego superkomputera, aby zasymulować narodziny i wczesną ekspansję Wszechświata. Była to największa jak dotąd symulacja, która uwzględniała aż 10 bilionów wirtualnych cząstek, lecz trwała tylko jedną godzinę. Poprzednimi rekordzistami byli badacze z Uniwersytetu w Zurychu, którzy z pomocą superkomputera IBM Piz Daint zasymulowali 25 miliardów wirtualnych galaktyk. W ich skład wchodziło "jedyne" 2 biliony cząstek, lecz symulacja trwała przez 80 godzin.

 

Chińscy naukowcy liczą, że następca Sunway TaihuLight pozwoli odtworzyć jeszcze więcej galaktyk i zostawi konkurencję daleko w tyle. Japońskie władze zapowiedziały, że będą przeznaczać duże sumy pieniędzy na rozwój własnych superkomputerów, z kolei Stany Zjednoczone chcą zbudować maszynę o mocy obliczeniowej 1 eksaflopsa do 2025 roku. Chiny będą w posiadaniu takiego sprzętu jeszcze w 2017 roku.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 



Rekordowo niska liczba urodzeń w Korei Południowej

W Korei Południowej odnotowano drastyczny spadek liczby urodzeń. Zgodnie z wyliczeniami ekspertów, w 2017 roku w tym kraju na świat przyjdzie tylko 360 tysięcy dzieci. Jest to najniższa liczba urodzeń w historii.

 

Korea Południowa ma poważny problem ze starzejącym się społeczeństwem. W ciągu ostatnich 10 lat rząd przeznaczył około 70 miliardów dolarów, aby poprawić sytuację demograficzną w tym azjatyckim kraju. Pieniądze przeznaczano np. na leczenie niepłodności oraz urlopy ojcowskie. Pary decydujące się na dziecko mogą również liczyć na świadczenia finansowe.

 

Mimo prorodzinnych programów rządowych rodzi się coraz mniej dzieci. Przyczyną takiego stanu rzeczy mogą być np. wysokie koszty życia i utrzymania mieszkania. W dłuższej perspektywie, Korei Południowej grozi wyludnienie.

 

Eksperci oszacowali, że w 2017 roku urodzi się 360 tysięcy dzieci. Tymczasem liczba urodzeń w skali roku jeszcze nigdy nie spadła poniżej 400 tysięcy, zaś w 2016 roku umieralność wyniosła 58 zgonów na 10 tysięcy ludzi. To daje prawie 300 tysięcy zgonów. W raporcie z 2000 roku, Organizacja Narodów Zjednoczonych proponowała Korei Południowej i wielu innym państwom na świecie, w tym również Polsce, tzw. wymianę populacji. Innymi słowy chodzi o zwiększenie populacji poprzez imigrację, co w Europie przyjęło się jako "ubogacenie kulturowe".

 



Facebook wyłączył sztuczną inteligencję, która stworzyła własny język komunikacji

Sztuczna inteligencja często postrzegana jest jako zagrożenie dla ludzkości. Inteligentne algorytmy mogą okazać się bardzo przydatnym narzędziem, lecz zdaniem krytyków przyjdzie kiedyś taki czas, że wymkną się spod naszej kontroli. Media w tym właśnie kontekście zaczęły donosić o sytuacji, w której sztuczna inteligencja opracowana przez korporację Facebook stworzyła własny język.

 

Specjaliści Facebooka zauważyli, że boty zaczęły komunikować się między sobą w nietypowy sposób. Korzystały z języka angielskiego, lecz samodzielnie go zmodyfikowały, aby zwiększyć efektywność komunikacji. Formułowane zdania wydawały się kompletnie bezsensowe dla człowieka, lecz były zrozumiałe dla botów. Pierwsze z nich brzmiały: "I can i i everything else" i "balls have zero to me to me to me…", a każde kolejne były wariacją poprzednich z wielokrotnym wykorzystaniem słów "i" oraz "to me". Facebook zadecydował o wyłączeniu sztucznej inteligencji.

 

Założyciel Facebooka Mark Zuckerberg skomentował niedawno alarmistyczne wizje Elona Muska dotyczące SI twierdząc, że zwyczajnie przesada. Właściciel Tesli odpowiedział, że Zuckerberg ma "ograniczone pojęcie" w tej sprawie. Choć oboje przyczyniają się do rozwoju sztucznej inteligencji Zuckerberg uważa siebie za optymistę, zaś Musk uważa, że należy być ostrożnym.

 

Warto dodać, że ostatnie tajemnicze zachowanie sztucznej inteligencji nie jest wyjątkiem. Specjaliści wielokrotnie odnotowali przypadki, w których inteligentne boty zaczęły modyfikować stosowany przez nich język, aby poprawić komunikację - zupełnie niezależnie od człowieka.

 



W Niemczech przeszukano mieszkania 36 osób oskarżonych o szerzenie nienawiści w Internecie

W skoordynowanej akcji w 14 landach, niemiecka policja wkroczyła do domów 36 osób oskarżonych o szerzenie nienawiści w mediach społecznościowych. Były to m. in. groźby, wymuszenia i podżeganie do rasizmu.

 

Zdaniem Federalnego Biura Policji Kryminalnej, którego oficer przeprowadzał przeszukiwania i przesłuchania, większość nalotów dotyczyła osób publikujących skrajnie prawicowe treści. Jednak wśród wszystkich podejrzanych znalazły się również dwie osoby oskarżone o szerzenie lewicowych, ekstremistycznych treści, a także jedna osoba oskarżona o groźby i prześladowanie innych ze względu na ich orientację seksualną.

 

Holger Münch, prezes Federalnego Biura Policji Kryminalnej, powiedział w oświadczeniu: „Wysoka liczba przypadków szerzenia nienawiści wskazuje na potrzebę działań policji. Nie chcemy, by nasze społeczeństwo odczuwało strach, zagrożenie, czy doświadczało przemocy na ulicy, czy w Internecie.”

 

Niemcy debatują nad projektem nowego prawa medialnego, mającego na celu zapobieganiu mowie nienawiści. Jest to jednak działanie niezgodne z konstytucją. Projekt ten, zaproponowany przez Ministra Sprawiedliwości Heiko Maasa, zażądałby od Facebooka, Twittera i innych portali społecznościowych do 53 milionów dolarów (50 milionów euro), jeśli nie usuną nielegalnych treści, oraz takich, które propagują mowę nienawiści.

Zgodnie z prawem niemieckim, użytkownicy mediów społecznościowych podlegają różnym rodzajom kar za umieszczanie nielegalnych materiałów, w tym kary pozbawienia wolności do lat 5 lat za podżeganie do rasizmu. Zgodnie z projektem statutu, platformy internetowe muszą oferować łatwo dostępny formularz składania skarg dotyczących treści, które mogą stanowić zagrożenie: mowę nienawiści, zniesławienie lub podżeganie do popełnienia przestępstwa.

 

Media społecznościowe miałyby 24 godziny na usunięcie tego typu treści i tydzień na decyzję w dyskusyjnych przypadkach. Ustawa, zatwierdzona przez rząd niemiecki w kwietniu, zostanie egzekwowana grzywną w wysokości do 53 milionów dolarów.

 

Według ostatniego badania rządowego, w styczniu i lutym, w ciągu 24 godzin, firma Facebook usunęła jedynie 39 procent zgłoszonych treści, mimo podpisania kodeksu postępowania w 2015 roku, zobowiązując się spełnić jego wymagania. Twitter usunął tylko 1 procent.

„Jesteśmy rozczarowani tymi wynikami.” – powiedział Klaus Gorny, rzecznik Facebooka, w oświadczeniu dotyczącym badania. „Mamy jasne zasady dotyczące mowy nienawiści i ciężko pracujemy, aby konsekwentnie usuwać takie treści z naszej platformy.”

Ale nawet jeśli poseł Maas i jego sojusznicy popierają nowy projekt, 8 z 10 ekspertów, którzy wypowiedzieli się podczas posiedzenia parlamentarnego w poniedziałek twierdzą, że ustawa nie jest zgodna z konstytucją, ponieważ ogranicza wolność słowa.

Christian Mihr, dyrektor Reporterów Bez Granic powiedział, że prawo to w sposób niewłaściwy przeniesie autorytet z niemieckiego systemu wymiaru sprawiedliwości do firm takich jak Facebook czy Twitter. Według Mihra, obecne działania zapobiegające mowie nienawiści są wystarczające.

 



Na Tytanie istnieją warunki dla powstania życia, twierdzi NASA

Warunki panujące na Tytanie, największym księżycu Saturna, wydają się coraz bardziej obiecujące dla rozwoju form życia. Naukowcy odkryli w gęstej atmosferze planety substancję, która umożliwia budowę błony komórkowej.  

 

Na Ziemi wszystkie błony komórkowe składają się z lipidów, a same komórki to w większości woda. Z kolei na największym księżycu Saturna naziemne warunki dla życia są zbyt surowe – średnia temperatura wynosi tam -149 0C, a morze składa się z ciekłego metanu.

 

Jednak Dr Morin Palmer z Centrum Lotów Kosmicznych imienia Roberta H. Goddarda w NASA wraz z zespołem badawczym odnotowali ślady akrylonitrylu w atmosferze Tytana. Według badań z 2015 roku, akrylonitryl ma szczególne zastosowania w tworzeniu stabilnych, elastycznych struktur niezbędnych do tworzenia błon komórkowych.

Palmer twierdzi, że Tytan ma wystarczająco dużo akrylonitrylu w atmosferze, aby powstało 30 milionów błon komórkowych na centymetr sześcienny cieczy w jednym z największych mórz księżyca. Gęsta azotowa atmosfera Tytana i jego metanowe morza są najlepszym „laboratorium” w Układzie Słonecznym w celu zbadania możliwej ewolucji życia, zupełnie obcej dla Ziemi.

 



Holenderski pilot uchwycił moment wystrzelenia rakiety z terytorium Chin

„To, co jawiło się, jako niezwykłe, jasne miejsce na horyzoncie, stało się ogromnym balonem”. Christiaan van Heijst regularnie rejestruje rzadkie widoki z kokpitu samolotu towarowego Boeing 747-8, którym lata. Ostatnie zdarzenie opisał, jako „przytrafiające się raz w życiu”.

 

Christiaan Van Heijst pracuje jako starszy pierwszy oficer na pokładzie Boeinga 747 dla firmy Cargolux. 22 lipca Holender leciał nad Himalajami z Hongkongu do Baku w Azerbejdżanie, kiedy ujrzał rakietę nad chmurami.

„To, co zaczęło się nieoczekiwanie i było niezwykłym jasnym punktem na horyzoncie, szybko zmieniło się w pęcherzyk w kształcie kropelek, które rozrosły się pod względem wielkości i wysokości", powiedział 33-letni pilot. "Kilka minut później, gazy wyrzutowe rakiety zaczęły tworzyć jasno zakrzywiony szlak, któremu towarzyszyły różne świetlne plamy na ciemnym niebie, wyróżniające się kolorem i kształtem".

Van Heijst mówi, że całe wydarzenie trwało nie więcej niż 12 minut. Wizualny spektakl był zaskoczeniem dla pilota, który nie był ostrzegany o jakiejkolwiek aktywności w okolicy, ale wiedział, że w pobliżu jest ograniczona przestrzeń powietrzna. Van Heijst zrobił kilka zdjęć, a później stwierdził, że inni musieli widzieć to samo z powierzchni Ziemi.

„Moja wiedza na temat ultrasonograficznych wstrząsów i zachowania gazów spalinowych w górnej atmosferze jest bardzo ograniczona, ale patrząc na zdjęcia wydaje mi się, że rakiety były wystrzeliwane jedna po drugiej”.

Nie po raz pierwszy Van Heijst dostrzega niezwykłe zjawiska. W 2014 roku rzadki i dziwny widok nad Oceanem Spokojnym przyniósł mu uznanie na całym świecie, kiedy leciał z Hongkongu na Alaskę. Z rozmów prowadzonych z innymi pilotami, dotyczących sterowania ruchem lotniczym dowiedział się, że w San Francisco i Chile miało miejsce trzęsienie ziemi, a na Islandii doszło do erupcji wulkanu.

„Nagle, daleko przed nami pojawił się intensywny błysk, pochodzący z ziemi tuż za horyzontem. Wyglądało to jak błyskawica w dalekiej burzy, ale było znacznie intensywniejsze i znacznie krótsze, jak gdyby coś eksplodowało".

Po przyciemnieniu lampek kokpitu Van Heijst postanowił zrobić zdjęcia tak zwanego „ziemskiego blasku", widocznego na całej półkuli północnej. Do dziś nie wyjaśniono pochodzenia „czerwonego światła” nad Oceanem Spokojnym, które było jego następstwem. Blask stawał się bardziej intensywny, gdy samolot zbliżał się do światła.

„Chmury pod nami były w strasznej pomarańczowej poświecie. Wyglądało to tak, że na Ziemi szaleje ogromny pożar”.

Sprawa nigdy nie została wyjaśniona. Przytaczane są różne hipotezy na temat tego zdarzenia. Mówi się o bioluminescencyjnym planktonie, działalności wojskowej, a nawet UFO.

 



Dziwne chmury nad Kanadą

Chmury znad Alberty wywołały ożywione dyskusje w sieci. Ludzie są poruszeni. Czy to kolejny dowód na istnienie obcych? Zdjęcie zrobiono w miejscowości Airdrie (Alta). Niezwykły widok jest niezrozumiały dla wielu osób, komentujących sprawę na Facebooku.

 

Zdjęcie opublikowano na portalu pogodowym New Brunswick Weather Infocentre Météo. Widać na nim dwie chmury połączone pozornie cienką, ciągnącą się trzecią chmurą. Czytelników poproszono o wyrażanie opinii na ten temat. Okazało się, że są one bardzo różne.

 

Niektórzy są przekonani, że mamy do czynienia z „obcymi”. Inni uważają, że „Korea Północna testuje nowe pociski”. Pojawiły się także wersje o „małym meteorycie” i „narodzinach chmur”. Prawda jest jednak inna. Zdjęcie jest iluzją optyczną stworzoną na skutek kondensacji, co sprawia wrażenie, że większa chmura połączona jest z mniejszą.

 



Australia zbuduje autostradę dla pojazdów elektrycznych o długości 2 tysięcy kilometrów

Australia ogłosiła plan wybudowania "elektrycznej" autostrady o długości 2 tysięcy kilometrów. Projekt pochłonie 3 miliony dolarów i będzie jedną z najdłuższych dróg zaprojektowanych specjalnie dla pojazdów elektrycznych. Na trasie będzie znajdować się 18 stacji szybkiego ładowania z możliwością zasilenia samochodu energią w 30 minut.

 

Ogłoszenie co do planu budowy autostrady zostało wydane przez Stevena Milesa, Ministra Środowiska w Australii. „Ten projekt jest ambitny, ale to nasz krok w kierunku rewolucji pojazdów elektrycznych oraz w kierunku niskiego poziomu emisji spalin” – twierdzi Miles. 

Rozpoczęcie budowy autostrady o nazwie „Super Highway” ma ruszyć w ciągu najbliższych sześciu miesięcy i umożliwi w przyszłości przejazd pojazdów elektrycznych z południowej granicy państwa do dalekiej północy.

 

Stacje ładowania przy autostradzie mają być zasilane energią z odnawialnych źródeł energii. Kilka podobnych projektów powstało już na całym świecie, na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie Tesla zajmuje się obecnie budową stacji ładowania dla swoich pojazdów elektrycznych.

 



Szef Urzędu Certyfikacji Halal wywołał burzę w internecie twierdząc, że "australijskie kobiety potrzebują muzułmanów do rozmnażania"

Australia ma spore problemy z "ubogacaczami kulturowymi", którzy starają się skolonizować kraj i zastąpić rodzimych mieszkańców. Mohamed Elmouelhy, szef Urzędu Certyfikacji Halal napisał na Facebooku, że Australijki muszą rozmnażać się z muzułmanami, gdyż w przeciwnym wypadku biała rasa wyginie w ciągu 40 lat.

 

Komentarz napisany przez muzułmanina wywołał uzasadnione oburzenie, gdy Elmouelhy w sposób wulgarny odniósł się do wyników badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Hebrajskiego. Specjaliści ustalili, że liczba plemników u australijskich mężczyzn spadła o 52% w ciągu ostatnich 40 lat. Jednak długi wpis na Facebooku odnosił się do wielu innych kwestii - w tym również do islamizacji Australii.

Mohamed Elmouelhy

Wpis Mohameda Elmouelhy'ego, muzułmanina zamieszkującego Australię od 1975 roku, został usunięty, lecz zrzuty ekranu można łatwo znaleźć w internecie.

"Według Uniwersytetu Hebrajskiego, liczebność spermy australijskich świętoszków spadła o 52% w ciągu ostatnich 40 lat, więc bigoteryjni ludzie są rasą wymierającą, australijskie kobiety potrzebują muzułmanów, aby je zapładniać i otoczyć je zdrowymi brązowymi muzułmańskimi dziećmi, z kolei pijący piwo, palący papierosy, wstrzykujący sobie narkotyki świętoszkowie mogą jedynie pomarzyć o możliwościach muzułmanów. Jeśli kraj zostanie pozostawiony świętoszkom, biała rasa wyginie w ciągu 40 lat. Muzułmanie mają obowiązek, aby zadbać o wasze kobiety, ponieważ wymieracie, lepiej znajdźcie dla siebie miejsce na lokalnym cmentarzu. Jeśli nie stać was na to, popełnienie samobójstwa będzie tańszą alternatywą dla świętoszków. Dla wszystkich kobiet obowiązkowe stanie się noszenie hijabu lub burki, bikini będą pokazywane w muzeum, a nie na dojrzałych ciałach. Gdy to nastąpi, wszystko w Australii będzie zacertyfikowane jako halal (legalne). Świętoszkowie i świnie zostaną uznane haram (nielegalne) i nie będzie można zbliżać się do nich ani dotykać, będą mogli sobie razem żyć w rezerwatach. Rzeźnik halal powstanie na każdym rogu, pozostali rzeźnicy będą musieli przejść na halal albo powrócą tam skąd pochodzą ich przodkowie. Pan Dutton (Peter Dutton, Minister ds. Imigracji i Ochrony Granic) zostanie zesłany na wyspę Manus z zakazem powrotu do Australii. Wszędzie będą meczety, a policja religijna zadba, aby wszystkie firmy były zamknięte w czasie modlitw. Wezwanie do modlitwy będzie ogłaszane z głośników o świcie każdego dnia [...]."

Komentarz wywołał falę krytyki. Białym mieszkańcom Australii, a także całej Europy powinna natychmiast zapalić się czerwona lampka. Muzułmanie kolonizują poszczególne kraje Zachodu i choć poprawne politycznie media i rządy przedstawiają ich jak pokojowych imigrantów nie da się nie zauważyć, że jest to realizacja większego misternego planu. Zaczyna się od zasiedlania danego terytorium, potem muzułmanie domagają się swoich praw, chcą szariatu i zaprowadzają go lokalnie, organizowane są zamachy terrorystyczne przeciwko niewiernym aż nastąpi radykalnai nieodwracalna przemiana populacji.

 

Z przeprowadzonych w przeszłości badań wynika, że islam już w ciągu kilku dekad może stać się największą religią świata. Muzułmańscy przyjezdni zawsze zakładają wielodzietne rodziny, w przeciwieństwie do białych Europejczyków. Jeśli ta sytuacja nie ulegnie zmianie, Europa ulegnie tragicznej transformacji i stanie się Eurabią. Czas otworzyć oczy!

 



Masowe protesty i eksplozja w Caracas zakłócają wybory w Wenezueli

Dziś w Wenezueli odbywają się wybory w sprawie utworzenia Zgromadzenia Ustawodawczego - nowego organu, który zastąpi kontrolowane przez przeciwników obecnego rządu Zgromadzenie Narodowe. Po niedawnym dwudniowym strajku generalnym opozycja zapowiedziała zorganizowanie demonstracji, zamieszek oraz wszelkich innych działań, aby nie dopuścić lub przynajmniej w jakimś stopniu zakłócić przebieg wyborów.

 

Demonstracje w Wenezueli zaczęły się już z samego rana. Zamaskowani uczestnicy protestów często prowokują do zamieszek i atakują wojsko, które zostało rozmieszczone na ulicach, aby pilnować porządku w tym kluczowym dniu. Giną również kolejni ludzie - wczoraj kandydat do nowego Zgromadzenia Ustawodawczego został zastrzelony w swoim domu. W wyniku zamieszek zginęło również kilku przeciwników rządu. W przeciągu ostatnich kilku miesięcy życie straciło ponad 125 osób.

 

Szczególnie niebezpiecznie zrobiło się dziś w Caracas. Na jednej z ulic doszło do silnej eksplozji, która zbiegła się w czasie z przejazdem grupy policjantów na motocyklach. Wybuch zniszczył kilka z nich i najprawdopodobniej zranił funkcjonariuszy, lecz nie podano jeszcze żadnych szczegółów w tej sprawie.

Opozycja i przeciwni obecnej władzy mieszkańcy robią co mogą, aby zakłócić przebieg wyborów. Atakują służby porządkowe i blokują ulice, lecz to nie zmieni faktu, że Zgromadzenie Ustawodawcze i tak powstanie i zostanie wypełnione zwolennikami rządu. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro zignorował również ostrzeżenia Stanów Zjednoczonych, które zagroziły kolejnymi sankcjami. Należy pamiętać, że władze Caracas wciąż posiadają wielu zwolenników, którzy zadeklarowali się bronić rewolucji boliwariańskiej, zatem siłowe obalenie rządu może okazać się o wiele trudniejsze, niż zakłada opozycja.