Czerwiec 2017

Włochy zagroziły blokadą portów morskich, do których sprowadzani są uchodźcy

Przyjmowanie islamskich uchodźców z Afryki do Europy jedynie pogorszyło sytuację. Skala nielegalnej migracji przez Morze Śródziemne powiększa się z roku na rok a Włochy po raz pierwszy zagroziły zablokowaniem portów morskich dla statków ratunkowych, które pływają pod banderą innych państw europejskich.

 

Samo dostarczanie obcokrajowców z Morza Śródziemnego do Włoch nie rozwiąże problemu. Sytuacja wyraźnie pokazuje, że wysyłanie statków na morze i zabieranie na pokład islamskich migrantów zachęca kolejnych ludzi do wyruszenia szlakiem morskim do Europy. Tzw. operacja ratunkowa poniekąd wspiera nielegalną działalność przemytników ludzi.

 

Włoski ambasador przy Unii Europejskiej Maurizio Massari powiedział, że jego kraj może zamknąć porty dla niewłoskich organizacji, które zajmują się zabieraniem migrantów z morza do Europy. Na terenie państwa żyje już niemal 200 tysięcy uchodźców, którzy chcą azylu. Są to ludzie, którzy w ramach unijnego programu mieli zostać przesiedleni do innych krajów europejskich - między innymi do Polski. Tymczasem w ciągu ostatnich kilku dni maltańska fundacja Migrant Offshore Aid Station, międzynarodowa organizacja Lekarze bez Granic oraz europejska agencja Frontex sprowadziły do Włoch łącznie ponad 10 tysięcy kolejnych migrantów.

 

Włochy grożą zatem zablokowaniem dostępu do portów morskich dla zagranicznych organizacji, zajmujących się sprowadzaniem migrantów z Afryki. Statki organizacji humanitarnych należą zwykle do krajów Unii Europejskiej, takich jak Francja, Hiszpania, Malta czy Niemcy. Nie wiadomo jednak czy blokada będzie również dotyczyć agencji Frontex. Podjęcie tej decyzji oznaczałoby, że migranci zabrani przez włoską straż graniczną zostaliby zabrani do Włoch, natomiast statki ratunkowe zagranicznych organizacji dostarczałyby obcokrajowców bezpośrednio do swoich państw.

 

W tym roku, Morze Śródziemne przekroczyło już ponad 92 tysiące ludzi, z czego do Włoch przybyło już 82 tysiące. Tegoroczna fala migrantów jest zdecydowanie największa. Sytuacja będzie oczywiście jeszcze gorsza, ponieważ okres letni sprzyja masowej migracji. Kwestia zamknięcia szlaku morskiego jest ściśle uzależniona od sytuacji w zdestabilizowanej Libii, w której od lat toczy się walka o władzę.

 



Polska zażądała potępienia zbrodni UPA! Czy zmieni się polityka zagraniczna względem banderowskiej Ukrainy?

Przez długi czas wydawało się, że prowadzona na klęczkach polska polityka zagraniczna względem Ukrainy, nigdy się nie zmieni. Ostatnio jednak zauważalne są pewne symptomy wskazujące na to, że stronnictwo proukraińskie w PiS słabnie i następuje zmiana kursu wymuszona pewnymi wydarzeniami a także gloryfikacją banderyzmu i nazizmu przedstawianych jako podwalin scalających ten młody naród.

 

Polskie władze długo udawały, że tego nie widzą, ale pewne wydarzenia pokazały, że nasza bezwarunkowa miłość do Ukrainy jest nieodwzajemniona. Szczególnie zabolała Warszawę manifestacja, którą przygotował prezydent Petro Poroszenko, który zorganizował wielką fetę z okazji zniesienia obowiązku wizowego dla Ukraińców, ale na Słowacji, a nie w Polsce. Przeszedł wtedy przez drzwi symbolizujące Europę i oświadczył, że to "ostateczne opuszczenie tego kraju z imperium rosyjskiego i powrót do rodziny narodów europejskich".

 

Fakt, że ceremonia ta odbyła się na Słowacji a nie w Polsce bardzo zszokował polskie władze, które uważają się za międzynarodowego adwokata Ukrainy. Najwyraźniej Ukraińcy tak o naszym kraju nie myślą. W kategoriach dyplomatycznych to poważny zgrzyt i sygnał dla Polski, że jej usługi nie są już potrzebne. Tym samym okazało się, że jedyna rzecz wspólna z Ukraińcami to ich rusofobia, również rozpowszechniona w Polsce. 

 

Od dawna wiele polskich niezależnych mediów nawołuje, że ludobójstwo Polaków na Wołyniu stało się na Ukrainie zalążkiem nowej zbrodniczej ideologii, w której rżnięcie ludzi piłami i rozrywanie końmi, przedstawiane jest jako działanie narodowo-wyzwoleńcze, którego celem było odzyskanie "ziem etnicznie ukraińskich". Taką tezę rozprzestrzenia tamtejszy odpowiednik naszego IPN. 

 

Co ciekawe uważają oni, że do "etnicznych ziem ukraińskich" wchodzi również Przemyśl, Jasło, a nawet Lublin. Nie są to tylko rojenia garstki ukraińskich nacjonalistów tylko urosło to do rangi oficjalnej polityki historycznej. Odbywa się to przy relatywizacji bestialskich morderstw Polaków na kresach wschodnich Rzeczpospolitej, opowiadając przy tym bajki o rzekomej wojnie jaką toczyła OUN UPA z AK. Często też Ukraińcy porównuje zbrodnię wołyńską z powojenną Akcją Wisła, która ostatecznie poprzez relokacje ludności ukraińskiej ,zakończyła dekadę terroru OUN UPA.

 

Teraz obudziliśmy się w rzeczywistości w której wiceszef polskiego MSZ, Bartosz Cichocki, nagle stwierdza, że Ukraina prowadzi politykę historyczną antagonizującą Polaków i Ukraińców i formułuje jasne oczekiwanie, aby władze Ukrainy dokonały potępienia zbrodni wołyńskiej oraz jej sprawców. 

"Nasz przekaz wobec partnerów ukraińskich jest jasny: oczekujemy potępienia zbrodni wołyńskiej oraz jej sprawców. Niestety z niepokojem obserwujemy, że obecna ukraińska polityka historyczna, ignorując prawdę historyczną, dąży do przedstawiania ludobójstwa na ludności polskiej jako wojny polsko-ukraińskiej (Armia Krajowa – Ukraińska Powstańcza Armia), w której zbrodni na ludności cywilnej dopuszczały się w jednakowej mierze obydwie strony. Celem takiej narracji jest oczyszczenie z zarzutów ludobójstwa OUN-UPA oraz ich liderów" - powiedział Cichocki

Taki przekaz jest oczywiście sygnałem, że Polska zrozumiała "policzek" wymierzony jej przez Poroszenkę robiąc święto wejścia do Europy na Słowacji. Może to też mieć związek z ostatnimi atakami na polskie placówki dyplomatyczne i polskie miejsca pamięci. Trudno już dłużej wmawiać społeczeństwu, że to wszystko na pewno ruskie prowokacje. Dowodów na to brak, za to niewykluczone, że pojawiły się dowody, że w Łucku z granatnika do polskiego konsulatu strzelali jednak Ukraińcy.

 

Gdy ktokolwiek w ostatnim czasie pozwalał sobie na wskazywanie patologii na Ukrainie, domyślnie zostawał stygmatyzowany jako "ruski agent". Uznano za takich między innymi Janusza Korwin Mikkego, Grzegorza Brauna, a także redaktorów z portalu zmianynaziemi.pl . Wystarczyło krytykować gloryfikacje Bandery i wskazywać na oczywiste sprawy jak kwestia roszczeń terytorialnych względem Polski, ale i Węgier, których Ukraińcy straszyli ostatnio "'wołyniem", sugerując, że zginą ich dzieci jeśli spróbują sposobu z zielonymi ludzikami, aby odzyskać.

 

Ukrofile skupieni są głównie wokół środowiska Gazety Polskiej, prowadzonego przez odznaczonego przez Ukraińców Tomasza Sakiewicza, czołowymi postaciami rozprzestrzeniającymi ukraińską propagandę jest też niejaki Jerzy Targalski, uważający się za specjalistę od Rosji Smile Ta zabawna grupka wspomagana przez obecnego szefa MON Antoniego Macierewicza, funkcjonuje według prostej zasady. Nie wolno zwracać uwagi na powszechną na Ukrainie gloryfikację banderyzmu i SS Galizien, ponieważ tak mówią Rosjanie, więc powinniśmy mówić odwrotnie. Jeśli fakty świadczą inaczej to tym gorzej dla faktów. 

 

Zbrodniarze z UPA to według nich bohaterowie walczący z Sowietami, nie zwyrodnialcy, ale ukraińscy "żołnierze wyklęci". Są to według nich jedyni bohaterowie jakich mają Ukraińcy i trzeba to przyjąć do wiadomości, nie krytykować, a gdy ktoś obnaża fałsz takiego rozumowania domyślnie nazywać go "ruskim agentem" co kończy dyskusję z poczuciem dziwacznej wyższości z ich strony. Teraz gdy najwyraźniej Polska szykuje zwrot w swojej polityce zagranicznej na wschodzie, zapewne w szeregach tych proukraińskich propagandystów wdarły się wątpliwości co do przyszłości ich misji, ale z pewnością się nie poddadzą. 

 

Należy też zwrócić uwagę, że wlewająca się do naszego kraju szerokim strumieniem mniejszość ukraińska liczona już w milionach, może spowodować, że wkrótce sytuacja w jakiej przez niefrasobliwość obu ostatnich rządów, znaleźli się Polacy, zacznie przypominać tą, która miała miejsce w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego stulecia.

 

Założenie, że to są inni Ukraińcy i możemy z nimi tworzyć wspólną multinarodową ojczyznę jest z gruntu fałszywe. Trudno sobie wyobrazić, że Izrael nie widzi problemu w gloryfikacji nazizmu w Niemczech, nikomu to nawet do głowy nie przychodzi, a gdyby Niemcy nadal tak postępowali, na przekór protestującemu Izraelowi, zostaliby rozszarpani przez światową opinię publiczną. Ukraińców jednak nikt poza Rosjanami nie krytykuje i dlatego są coraz bardziej zuchwali. Poza tym jeśli wierzyć analizie, zwykle nieomylnego w tych sprawach redaktora Stanisława Michalkiewicza, to właśnie Ukraina stała się nowym pupilkiem Izraela i być może miejscem zapasowym dla coraz bardziej nękanego przez Arabów państwa położonego w Palestynie. 

Być może paradowanie w nazistowskich mundurach jest dozwolone jeśli odbywa się na Ukrainie i wtedy nagle nikogo to nie oburza. Za to w Polsce nawet rzymskie pozdrowienia środowisk narodowych wzbudzają gównoburze wzbijane przez krzyczących w niebogłosy lewaków widzących we wszystkim czego nie lubią lub nie rozumieją, zwyczajowy już faszyzm. 

 

Umówmy się zatem, że 14 Dywizja Grenadierów SS (1 ukraińska) zwana SS Galizien, to nie byli ludzie walczący o wolność Ukrainy, tylko ludzie aktywnie uczestniczący w utrwalaniu nazistowskiego państwa totalitarnego. Nie są to żadni kombatanci tylko w większości zbrodniarze wojenni. Czy teraz już wolno wychwalać SS bo formacja ta walczyła z bolszewikami na froncie wschodnim w Rosji, a obecnie z rosyjskojęzyczną ludnością Donbasu swoją wojnę prowadzi Kijów i potrzeba dobrych wzorców z SS? Czy naprawdę w tym absurdzie zaszliśmy już tak daleko, że aby zrobić dobrze Ukraińcom rozważamy relatywizowanie nazistowskich zbrodniarzy? 

 

 

Źródła:
 
http://wpolityce.pl/polityka/345410-koniec-zludzen-czas-dokonac-zdecydowanej-reorientacji-...
http://naszdziennik.pl/polska-kraj/183369,czas-na-rewizje-polityki-wobec-ukrainy.html
https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/wiceszef-msz-oczekujemy-ukrainy-potepienia-zbr...
http://kresy.pl/wydarzenia/ukraincy-uczcili-pamiec-ss-galizien-w-mundurach-ss-i-pod-flagam...
http://kresy.pl/wydarzenia/wolodymyr-wiatrowycz-zachwycony-wypowiedziami-targalskiego-nt-upa/
http://kresy.pl/wydarzenia/wiatrowycz-o-wolyniu-zbrodnie-byly-symetryczne/

 

 



W Londynie zamknięto prywatną szkołę z powodu braku prowadzenia lekcji o tolerancji wobec gejów

Inspektorzy oświatowi stwierdzili, że program edukacyjny instytucji ogranicza moralny i społeczny rozwój uczniów. Prywatna szkoła żydowska dla dziewcząt w Londynie została pozbawiona licencji po tym, jak władze instytucji odmówiły w programie nauczania, uwzględniającego lekcje tolerancji wobec osób LGBT, donosi The Telegraph.

 

 

W placówce przeprowadzono trzy kontrole, z których jedna wykazała, że istniejący program nie daje uczennicom pełnego zrozumienia podstawowych wartości, obowiązujących w Wielkiej Brytanii, tj. powszechnej równości i tolerancji.

 

Administracja szkoły próbowała zakwestionować werdykt urzędników, powołując się na fakt, że w szkole prowadzone są rozmowy o preferencjach seksualnych ludzi. Uczęszczają do niej dziewczęta w grupie wiekowej od sześciu do dziewięciu lat, przy czym większość z nich pochodzi z ortodoksyjnych rodzin żydowskich. Jednak inspektorzy byli nieugięci.

 

„Program instytucji ogranicza duchowy, moralny, społeczny i kulturalny rozwoju uczniów i nie przyczynia się do osiągnięcia równości we współczesnym społeczeństwie” – zapisano w decyzji.

 



Nie daj się zastraszyć

„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

 

 

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

 

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

 

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni.


Od strzelaniny…

Niespełna 2 tygodnie temu w Alexandrii koło Waszyngtonu miała miejsce strzelanina. Wszystko wydarzyło się na stadionie baseballowym. Grupa kongresmenów z Partii Republikańskiej trenowała przed pokazowym meczem. Politycy zostali zaatakowani przez samotnego napastnika, który zdążył ranić 3 osoby, a następnie został zabity.

 

Po tym zdarzeniu jeden z polityków biorących udział w treningu przypomniał sobie, że w samym mieście Waszyngton obowiązują wyjątkowo restrykcyjne zasady dotyczące broni palnej. Jak wiadomo, trudno bronić się przed napastnikiem, kiedy noszenie broni przy sobie jest zabronione. Dlatego też republikański kongresmen Mo Brooks zapowiedział wprowadzenie prawa, które pozwoli na noszenie broni palnej w stolicy… ale tylko kongresmenom.

 

Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

 

Politycy przywykli już do stawiania siebie wysoko ponad obywatelami. Tak naprawdę propozycja kongresmena powinna spotkać się z pytaniami: „dlaczego prawo do obrony mają mieć wyłącznie politycy?”. Odpowiedź na takie pytania jest już jednak gotowa i opiera się, jak zwykle, na zastraszeniu. Politycy uparcie twierdzą, że całkowite dopuszczenie broni palnej w Waszyngtonie oznaczałoby drastyczny wzrost liczby zabójstw i krwawą rzeźnię na ulicach miasta.

 

Oczywiście jest to bzdura. Dla przykładu, w stanie New Hampshire obywatele nie muszą nawet prosić o pozwolenie na noszenie broni palnej. Efekt? W 2016 roku w całym stanie doszło do 16 zabójstw. Dla porównania, w samym Chicago w stanie Illinois, gdzie przepisy dotyczące broni są bardziej restrykcyjne, doszło w zeszłym roku do ponad 700 zabójstw.

 

Restrykcyjne przepisy dotyczące broni pozwalają poczuć się pewniej przestępcom. Mimo to, na wielu obszarach USA, jak i w wielu krajach europejskich, obywatele wciąż pozwalają na odbieranie sobie prawa do posiadania broni. Tak jakby przyjazd Policji w ciągu 15 minut miał zawsze okazać się wystarczający.


…do podtrzymania sankcji

Jak to często bywa, tuż po ataku na polityków, w amerykańskim parlamencie chwilowo zapanowała atmosfera jedności. Był to idealny moment dla Senatu na jednomyślne podtrzymanie absurdalnych sankcji wobec Rosji. Ostatecznie 98 członków było „za”, tylko 2 zagłosowało „przeciw”. Co ciekawe, sprzeciwili się: zagorzały socjalista Bernie Sanders oraz jeden z niewielu prawdziwych wolnościowców, czyli Rand Paul.

 

Oczywiście napięte stosunki na linii USA – Rosja wynikają z co najmniej kilku powodów, jednak chciałbym skupić się na jednym z nich, by pokazać schemat manipulowania obywatelami.

 

Otóż jednym z głównych oskarżeń USA względem Rosji jest rzekoma rosyjska ingerencja w amerykańskie wybory. W głównych mediach przyjęto jedyną słuszną wersję, zgodnie z którą Rosjanie zhackowali serwery Partii Demokratycznej, a następnie opublikowali maile Hillary Clinton, zapewniając zwycięstwo Donaldowi Trumpowi. W styczniu oficjalne oskarżenie względem Rosji padło ze strony amerykańskiego wywiadu. Dowody nie ujrzały światła dziennego, znalazły się wśród tajnych dokumentów.

 

Tymczasem kilka dni temu przed senacką komisją stanął Jeff Sessions, obecny prokurator generalny Stanów Zjednoczonych. W trakcie zeznań Sessions przyznał, że nigdy nie widział ani jednego dowodu na to, że rosyjski rząd był zaangażowany w zhackowanie serwerów Partii Demokratycznej. Kto jak kto, ale akurat prokurator generalny miałby z takimi dowodami styczność… gdyby one istniały.


Podsumowanie

Co jest istotne w tej historii? Atmosfera strachu czy napięcia wśród obywateli została zbudowana na narracji niepopartej jakimikolwiek dowodami. Taka sytuacja jest możliwa, kiedy obywatele wykazują bierność. Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji. W przypadku każdej kolejnej tego typu sytuacji istnieją dwa możliwe rozwiązania: zwykli ludzie mogą dać się zastraszyć bądź też postawić się władzy.

 

Zazwyczaj wygrywa opcja nr 1. Efekty są doskonale widoczne. Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

 

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin. Znani aktorzy czy piosenkarze, którzy zwracają uwagę np. na inwigilację, są przedstawiani jako „wariaci”. Pojedynczych polityków, którzy bronią niezależności własnego kraju, określa się mianem „faszystów”.

 

Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie. Osoby, które potrafią wystraszyć innych, momentalnie zdobywają sobie szacunek i posłuch. Rzadko trafiają na opór.

 

Jeśli zatem wysiłek nie zostanie podjęty, nic się nie zmieni. Będziemy jak zwierzęta z powieści Orwella. Pozwolimy rządzić świniom, które z roku na rok będą coraz bardziej bezczelne.

 

„Kiedy ludzie boją się rządu, mamy tyranię, kiedy rząd boi się ludzi, mamy wolność” – Thomas Jefferson


Zespół Independent Trader

Źródło: Independent Trader - Niezależny Portal Finansowy

http://independenttrader.pl/nie-daj-sie-zastraszyc.html

P.S.: Tym razem o finansach nie było ani słowa, jednak ten sam schemat zastraszenia zostanie zastosowany podczas najbliższego kryzysu. Celem będzie centralizacja władzy w ramach zmodyfikowanego systemu finansowego. Trader21 opisał niedawno ten temat w artykule pt. MFW przejmuje kontrolę nad systemem finansowym.

 



Niemiecki parlament będzie głosować w sprawie małżeństw tej samej płci

W piątek niemieccy ustawodawcy zadecydują, czy zalegalizować małżeństwa homoseksualne. Wcześniej, w poniedziałek, kanclerz Angela Merkel wyraziła chęć, aby każdy zagłosował zgodnie z sumieniem.

 

Następstwem wypowiedzi Merkel było wezwanie polityków na Twitterze do jak najszybszego przeprowadzenia głosowania. Martin Schulz, lider Socjaldemokratycznej Partii Niemiec – drugiej największej siły w parlamencie – wezwał polityków, aby nie czekali na wybory parlamentarne we wrześniu. „Przepchniemy równość małżeńską w Niemczech”, napisał na Twitterze.

 

Ustawa może przejść z uwagi na silne poparcie innych partii oraz niektórych członków partii Merkel, CDU. Szefowstwo CDU nakłania swoich członków do głosowania zgodnie z własnym przekonaniem, przestrzega jednak, że przyspieszony termin głosowania może prowadzić do nieprzemyślanych decyzji. Taka postawa pokazuje zmianę w postawie CDU, która dotąd sprzeciwiała się małżeństwom tej samej płci.

Wypowiedź Merkel została ciepło przyjęta przez społeczność LGBT. Lesben-und-Schwulenverband, największa grupa LGBT w Niemczech, wydała we wtorek następujące oświadczenie:

„LSVD z zadowoleniem przyjmuje fakt, że po 15 latach blokady ideologicznej pani Merkel i CDU są gotowi poczynić pewne postępy w kwestii małżeństw tej samej płci. Chcemy żyć w kraju, w którym nie ma już dyskryminacji lesbijek i gejów.”

W mediach społecznościowych odzew nie był już tak pozytywny. Wielu zwraca uwagę na fakt, że przez 12 lat rządów Angela Merkel nie podjęła żadnych działań w głosowanej sprawie a jej ostatnia wypowiedź to jedynie cyniczna zagrywka polityczna i nie ma nic wspólnego z wyznawanymi przez nią oraz partię wartościami.

 

W ciągu ostatnich dwóch tygodni rywale polityczni i potencjalni partnerzy koalicyjni CDU wywierali na tę kwestię znaczną presję. Lewicowa partia Zieloni i centrowcy z FDP zapowiadali, że do żadnej koalicji nie dojdzie, jeśli małżeństwa tej samej płci nie zostaną zalegalizowane. W niedzielnej przemowie Martin Schulz zapewniał, że w każdym rządzie z udziałem jego partii sprawa ta zostanie pozytywnie zakończona. Z liczących się partii tylko Alternatywa dla Niemiec nie poparła legalizacji małżeństw homoseksualnych. Merkel wykluczyła już możliwość koalicji z tą partią.Unia Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii (CSU), siostrzana partia CDU, znana jest z jeszcze bardziej negatywnego podejścia do proponowanych zmian. By wygrać nadchodzące wybory parlamentarne, CDU potrzebuje wsparcia CSU i ich konserwatywnych oraz religijnych wyborców. Anja Neundorf, profesor na Uniwersytecie w Nottingham, uważa, że może się to nie udać, gdyż ostatnia wypowiedź kanclerz Niemiec mogła zniechęcić wielu wyborców przywiązanych do tradycji. „Są znacznie wrażliwsi na tę kwestię i część w dniu wyborów może po prostu zostać w domach” – powiedziała Neundorf.

 



Chiny rozpoczynają budowę samowystarczalnego „Leśnego Miasta”

Chiny są ukierunkowane na realizację bardzo ambitnych projektów: budowanie nowoczesnych baz wojskowych na środku morza czy transformacja Czarnobyla w ogromną elektrownię słoneczną to tylko wierzchołek góry lodowej. Teraz podjęli się największego jak dotąd wysiłku – „Leśne Miasto” ma być samowystarczalne i wolne od zanieczyszczeń.

 

W lutym włoska agencja architektoniczna Stefano Boeri Architetti (SBA) ogłosiła, że ma zamiar wybudować dwie wieże wtapiające się w zieloną roślinność chińskiego miasta Nanjing. „Pionowy las”, oparty na podobnym projekcie w Milanie, miał zlikwidować smog, pochłaniać CO2 i produkować mnóstwo tlenu oczyszczając w ten sposób niebo nad wielką metropolią. 


Teraz SBA informuje, że rozpoczęto zlecone przez chiński rząd, prace budowlane nad Liuzhou Forest City. Ma ono czerpać energię odnawialną ze źródeł geotermalnych i paneli słonecznych montowanych na dachach. Poza wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami dużych miast ma zawierać ponad milion roślin pochodzących ze stu różnych gatunków i 40 tysięcy drzew. Projektanci twierdzą, że taka ilość zieleni będzie w stanie pochłonąć rocznie około 11 tysięcy ton CO2  i mnóstwo szkodliwych aerozoli.


Liczba przyszłych mieszkańców szacowana jest na ponad 30 tysięcy a koniec budowy na 2020 rok. „Leśne Miasto będzie połączone z Liuzhou szybką kolejką elektryczną. Mają się na nie składać liczne dzielnice mieszkalne, handlowe, przestrzenie rekreacyjne, dwie szkoły i szpital” – opisuje SBA w komunikacie prasowym. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w Chinach może powstać zróżnicowany biologicznie raj, gdzie ludzie koegzystują z naturą w nowoczesnym otoczeniu.

 



Rekordowe tempo topnienia lodu w Antarktyce

Topienie lodu jest jednym z przejawów globalnej zmiany klimatu. Proces ten już zmienia oblicze naszej planety. Poziom wody w oceanie światowym rośnie, a wiele gatunków zwierząt jest zagrożonych wyginięciem. Przykładowo badanie z 2014 roku wykazało, że liczba pingwinów cesarskich do końca XXI wieku może zmaleć o jedną trzecią.

 

Antarktyka uważana była dotąd za stabilny region, w którym tempo topnienia lodu pozostawało w normie. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat naukowcy odnotowali zmiany na półkuli południowej. Na przykład w 2016 roku we wschodniej Antarktydzie odkryto małe jeziora lodowcowe. Podobne zjawisko obserwowano wcześniej na lodowcach Grenlandii - jest to pierwszy etap procesu zanikania lodowca.

W nowym badaniu odnotowano niezwykle szybkie topnienie lodu morskiego w Antarktyce od września do grudnia 2016 roku. Lód topniał o 18% szybciej niż poprzednich okresach wiosennych i o 46% szybciej niż średnia.

 

Zmniejszenie ilości lodu w Oceanie Antarktycznym jest zjawiskiem sezonowym. Pierścień lodu otaczający Antaktydę osiąga rozmiary 15-18 milionów km2 w okolicy września i maleje do 3 milionów km2 w lutym. Jednak do stycznia 2017 roku powierzchnia lodu wynosiła 4,04 milionów km2, a na początku marca zaledwie 2 miliony km2. Jest to najmniejsza wartość w historii obserwacji satelitarnych, które prowadzone są od 1979 roku.

 

Badacze łączą te anomalie ze specyficzną cyrkulacją powietrza w Antarktyce. We wrześniu, październiku i listopadzie na półkuli południowej wystąpiły bardzo gwałtowne burze. Silny wiatr mógł złamać stosunkowo cienką warstwę lodu morskiego (grubości około metra), co przyspieszyło topnienie.

Również wzrost średniej temperatury w wodach graniczących z Oceanem Antarktycznym – Oceanie Spokojnym, Oceanie Indyjskim i Oceanie Atlantyckim - może mieć wpływ na topnienie lodu. Naukowcy podkreślają, że ich praca obejmuje jedynie niewielki okres czasu. Aby wyciągnąć wnioski dotyczące stopnia, w jakim efekt cieplarniany wpływa na topnienie lodu, potrzebne są dalsze szczegółowe badania.

 



W USA zademonstrowano pierwszy na świecie helikopter wyposażony w broń laserową

Jeden z największych koncernów zbrojeniowych świata, Raytheon, oraz Armia Stanów Zjednoczonych informuje o udanym teście lasera wysokiej mocy zamontowanego na śmigłowcu Apache, który z powodzeniem trafił w wyznaczony cel. Był to pierwszy raz na świecie gdy w pełni zintegrowany system laserowy, zamontowany na helikopterze o szerokim zakresie trybów lotu, trafił w cel z odległości 1,5 km.

 

W raporcie stwierdzono, że w trakcie testu wojsko połączyło laser z wielofunkcyjnym systemem sterowania, który opiera się na elektrooptycznym czujniku podczerwieni. Broń laserowa jest wyjątkowa, ponieważ ludzie nie są w stanie usłyszeć ani zobaczyć strzałów. Jest ona także bardzo dokładna, posyłając wiązkę w linii prostej.

Amerykanie są pewni, że w przyszłości laser może stać się tańszą alternatywą dla karabinów maszynowych, co więcej, dla lasera nigdy nie zabraknie amunicji. Broń laserowa używa jednak dużo energii i póki co wiązka lasera nie przechodzi poprawnie przez kurz, dym oraz zamglenie.



Amerykańskie wojsko planuje wyposażyć w broń laserową samoloty bojowe AC-130J, a także systemy obronne bombowców B-52. Armia USA planuje zacząć używać broni laserowej na szeroką skalę najpóźniej w 2023 roku.

 



Zanieczyszczenia powietrza w Chinach zakłócają pracę elektrowni słonecznych

Chiny w 2016 roku podwoiły produkcję energii słonecznej. Zanieczyszczenia powietrza ograniczają jednak wydobycie energii słonecznej w niektórych częściach świata nawet o 25%, szczególnie w Chinach, Indiach i na Półwyspie Arabskim. W Europie Wschodniej i Europie Zachodniej zanieczyszczenia powietrza mogą ograniczać wydajność elektrowni słonecznych od 3 do 15%.

 

Problemem są zanieczyszczenia w postaci pyłów, które powodują powstawanie brudnego osadu na powierzchni paneli słonecznych, co utrudnia wychwytywanie przez nie energii słonecznej. Cząsteczki są małe i lepkie, co znacznie utrudnia ich czyszczenie, a częste czyszczenie paneli zwiększa ryzyko jego uszkodzenia.

 

W rezultacie pozyskiwanie energii słonecznej w krajach azjatyckich jest ograniczone od 17 do 25% z powodu zanieczyszczeń powietrza, mimo comiesięcznego czyszczenia paneli. Jeśli czyszczenie odbywa się co dwa miesiące, straty mogą osiągnąć nawet 35%. Kwoty przeznaczane na czyszczenie są również ogromne, biorąc choćby pod uwagę rozmiar największej elektrowni słonecznej w Chinach, która zajmuje obszar 27 km2.



Chiny odnotowują straty w postaci dziesiątek miliardów dolarów rocznie, a ponad 80% z nich pochodzi ze strat spowodowanych zanieczyszczeniami powietrza” – twierdzi Michael Bergin, prof. inżynierii cywilnej i środowiskowej na Uniwersytecie Duke – „Jak się okazuje, zanieczyszczenia powietrza są szkodliwe również dla energii słonecznej”.

 



Korea Północna domaga się egzekucji byłej prezydent Korei Południowej

Kilka dni temu japońska gazeta Asahi Shimbun ujawniła, że była prezydent Korei Południowej Park Geun-hye za czasów swojej kadencji zatwierdziła przygotowania do obalenia rządu Korei Północnej. Plan zakładał między innymi zamordowanie Kim Dzong Una. Teraz gdy informacja ujrzała światło dzienne, Pjongjang zwrócił się do Korei Południowej z żądaniem wydania Park Geun-hye.

 

Na początku maja bieżącego roku, Korea Północna oficjalnie oskarżyła Koreę Południową i Stany Zjednoczone o przygotowania do ataku biochemicznego przeciwko Kim Dzong Unowi. Amerykańska i południowokoreańska agencja wywiadowcza miała opłacić grupę terrorystów, która użyłaby substancji radioaktywnej celem zabicia przywódcy Korei Północnej. Choć oskarżenia zostały przyjęte jako oczywisty nonsens okazuje się, że Zachód rzeczywiście chciał dokonać zamachu na jego życie.

 

W 2015 roku, ówczesna prezydent Korei Południowej Park Geun-hye podpisała dokument, który zlecił tamtejszej agencji wywiadowczej przygotowania do zabójstwa Kim Dzong Una. Ostatecznie planu morderstwa nie udało się zrealizować a Park Geun-hye została usunięta z urzędu w wyniku skandalu, natomiast nowy prezydent Moon Jae-in nie popiera zabójstwa Una. Jest dokładnie na odwrót, ponieważ nowy rząd w Seulu chciałby poprawić relacje ze swoim sąsiadem, a ostatecznie doprowadzić nawet do pojednania obu Korei.

 

Gdy informacja o zleceniu zabójstwa wyszła na jaw, Korea Północna zaczęła domagać się wydania Park Geun-hye oraz byłego dyrektora południowokoreańskiej agencji wywiadowczej Ri Pyong Ho. Agencja KCNA wezwała do ich egzekucji. Żadna z powyższych opcji oczywiście nie wchodzi w grę. Korea Południowa z całą pewnością nie wyda tej dwójki, gdyż groziłaby im pewna śmierć. Informacja zdecydowanie warta uwagi jest taka, że Korea Północna miała rację, gdy oskarżała sąsiada i USA o próbę zamachu na życie Kim Dzong Una.

 

Źródła:

http://www.zerohedge.com/news/2017-06-28/nkorea-issues-standing-order-execute-former-skore...

https://kcnawatch.co/newstream/1498654915-144639422/dprk-security-ministries-and-central-p...