Maj 2017

Makaki krabożerne okradają turystów i wymuszają okup

Makaki krabożerne to gatunek małpy wąskonosej, który występuje w Azji Południowo-Wschodniej. Zwierzęta te są doskonale znane turystom i lubią płatać ludziom małpie figle, zabierając im różne przedmioty. Lecz na indonezyjskiej wyspie Bali obserwuje się bardzo niezwykłe zachowanie u małp.

 

Makaki żyjące w pobliżu świątyni Uluwatu bardzo często zabierają turystom ich czapki, okulary, aparaty, telefony, torebki lub pieniądze - mówiąc krótko kradną wszystko, co tylko zdołają wypatrzeć swoim bystrym wzrokiem. Co ciekawe, małpy te robią to w konkretnym celu.

Gdy Makaki zdołają odebrać przechodniom jakiś przedmiot to próbują następnie dokonać wymiany z właścicielem. Jeśli rzuci się małpie jedzenie, np. krakersy, to zwierzę natychmiast odda skradziony przedmiot i oddala się. Kolejną ciekawostką jest to, że takie zachowanie obserwuje się wśród małp tylko wokół świątyni Uluwatu.

 

Badacze z belgijskiego Uniwersytetu w Liège przez cztery miesiące przyglądali się zachowaniom tych zwierząt. Naukowcy wyodrębnili łącznie 5 grup małp. Dwie z nich, które najczęściej przebywały wśród turystów, były najbardziej aktywne w okradaniu i wymuszaniu okupu. Pozostałe grupy dopiero uczyły się tych zachowań.

Makaki wzajemnie obserwowały się i dochodziły do wniosku, że skradzione przedmioty można wymienić na jedzenie. Bardzo interesujący jest fakt, że takie zachowanie obserwuje się tylko przy świątyni Uluwatu. Podczas kolejnych badań, uczeni będą sprawdzać w jaki sposób poszczególne grupy zwierząt wymieniają się informacjami i jak planują swoje działania.

 





W Zimbabwe znaleziono co najmniej 94 martwe sępy, który padły w wyniku zatrucia

W południowo – zachodnim Zimbabwe znaleziono co najmniej 94 martwe sępy, które padły w wyniku zatrucia. Uśmiercili je kłusownicy, starając się ukryć zbrodnię popełnioną na słoniu, podaje News24.

 

 

Martwe afrykańskie sępy odkryto w ostatni piątek w tuszy słonia, którego zamordowano w celu pozyskania kości słoniowej. Zdarzenie miało miejsce w pobliżu posterunku granicznego Zimbabwe z sąsiednim Mozambikiem. Jeden ptak przeżył.

 

„To obszar, gdzie kłusownicy wykazują dużą aktywność. Nasi zwiadowcy przeprowadzili rutynową kontrolę terenu i natrafili na tuszę słonia oraz martwe ptaki” – powiedział Andre Botha, pracownik, reprezentujący Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN).

 

Oddzielne źródła potwierdziły, że ptaki padły w pobliżu granicy koło Chiqualaquala. Sępy są czasami zabijane przez kłusowników, aby wyeliminować krążenie tych stworzeń nad padliną. Takie zachowanie ptaków zawsze przykuwa uwagę leśników.

 

„Wygląda na to, że zatrucie zostało dokonane umyślnie, aby wyeliminować ptaki z terenu. Nielegalnym myśliwym nie przyświecał żaden inny cel w tym względzie” - powiedziała Botha.

 

Jedyny sęp, który przeżył, został zabrany do zakładu rehabilitacyjnego w Zimbabwe. Botha powiedziała, że możliwe jest, że niektóre martwe ptaki zalegają w gniazdach, ponieważ jest to sezon lęgowy sępowatych.  Ta bezsensowna śmierć to ogromnie niszczący cios dla przyrody.

 

Organizacja IUCN zadeklarowała, że większość gatunków ptaków, żyjących w południowej Afryce, uznaje się za krytycznie zagrożone lub zagrożone ze względu na działalność człowieka. Sępy odgrywają istotną rolę w ekosystemie, żywiąc się padliną i zapobiegają rozprzestrzenianiu się rozmaitych chorób, których źródłem jest gnijące mięso. Specjaliści ostrzegają, że ryzyko zachorowań na wściekliznę i wąglika, które dotykają ludzi i ich inwentarz przydomowy, prawdopodobnie wzrośnie.

 





Rośnie liczba ofiar niezwykłego huraganu w Moskwie

Jak informowaliśmy wcześniej, wczoraj w stolicy Rosji, Moskwie, doszło do wielka nawałnica w Moskwie, kilkanaście osób zginęło, kilkadziesiąt jest rannych. Dziwna pogoda dotknęła dzisiaj stolice Federacji Rosyjskiej, Moskwę. Najwięcej szkód wywołały zawalone drzewa, które zdołały nawet skutecznie zablokować ewakuację premiera Dymitra Miedwiediewa.

 

Według ostatnich informacji na skutek niezwykłej nawałnicy z bardzo silnym wiatrem, śmierć poniosło przynajmniej 16 osób. Ponad 108 odniosło rany wymagające hospitalizacji. Huraganowe porywy wiatru, w czasie trwania zjawiska, przekraczały 30 m/s ( czyli ponad 100 km/h). W ciągu kilku godzin spadło tak dużo wody ile zwykle spada w ciągu miesiąca, ale to nie nadmiar wody był głównym problemem. Co prawda wzbierająca deszczówka zalała kilka stacji metra, ale większość ofiar spowodowały drzewa walące się podczas nawałnicy. 

Moskiewscy meteorolodzy twierdza, że tak wielkiej i tragicznej jw skutkach burzy nie było tam od stu lat. Straty cały czas są szacowane i nie można jeszcze ustalić ich wysokości. Wiadomo jednak, że zniszczenia są rozległe, zerwanych zostało bardzo wiele linii energetycznych i pnad 40 tysięcy mieszkańców okolic Moskwy, pozostaje bez elektryczności.

W przeszłości podobnie tragiczna nawałnica wystąpiła w 1998 roku, kiedy to burza spowodowała śmierć 9 osób, a najbardziej niebezpieczny przypadek ekstremalnej pogody miał miejsce w Moskwie w 1904 roku, jeszcze za panowania Cara. Wtedy trąba powietrzna spowodowała śmierć ponad stu mieszkańców stolicy Rosji.

 

 





Inżynieria genetyczna i różowe ananasy

Ludzkość wciąż przechodzi sama siebie. Tym razem pojawił się nowy szalony trend w Instagramie – prezentacja różowych ananasów. Wyhodowano je w Kostaryce, a kupić je można m. in. w Stanach Zjednoczonych.

 

 

Wysokiej jakości różowe owoce modyfikowane genetycznie wytwarza Del Monte. Ze względu na zmiany w genomie komórek, ananasy wytwarzają czerwony barwnik likopen. Z tego powodu owoc przybiera surrealistyczny wygląd. Ponadto, różowe ananasy są rzekomo słodsze niż te z żółtym miąższem.

 

Uchwała w sprawie produkcji i sprzedaży mutantów del Monte weszła w życie w grudniu 2016 roku, a w maju 2017 roku #pinkpineapples hashtag stał się jednym z głównych trendów Instagrama. Użytkownicy sieci uwielbiają je fotografować, bo wielu ludzi nie widziało czegoś takiego na własne oczy. Niektórych bawi nietypowy wygląd produktów del Monte. Z różowych ananasów powstają lody. Są i tacy, którzy produkują upominki i pamiątki związane z tym zagadnieniem, np. koszulki, czy szyszki, barwione na różowo.

 





Do Korei Północnej zmierza trzeci amerykański lotniskowiec USS Nimitz

Kolejne osiągnięcia Korei Północnej w dziedzinie technologii rakietowej zachęcają Stany Zjednoczone do dalszych działań. Dowiadujemy się, że USA wysyłają kolejną grupę uderzeniową w kierunku Półwyspu Koreańskiego. USS Nimitz wkrótce dołączy do lotniskowców USS Carl Vinson i USS Ronald Reagan.

 

W skład grupy bojowej wchodzi nie tylko jeden z największych lotniskowców świata USS Nimitz wraz ze skrzydłem powietrznym CVW-11, ale także niszczyciele USS Shoup, USS Kidd, USS Howard i USS Pinckney oraz krążownik rakietowy USS Princeton. Jest to rzadki pokaz siły - Stany Zjednoczone zwykle nie rozmieszczają trzech lotniskowców w jednym regionie. To pokazuje, że Amerykanie bardzo poważnie traktują wydarzenia w Azji Wschodniej i będą uparcie domagać się rozbrojenia Korei Północnej.


 
Co więcej, w przyszłym tygodniu Stany Zjednoczone przetestują system przechwytujący międzykontynentalne rakiety balistyczne. Zasymulowany zostanie scenariusz, w którym Korea Północna przeprowadza atak rakietowy na terytorium USA. Zagrożenie uderzeniem jest mocno podkoloryzowane, ponieważ Pjongjang nie miałby szans wygrać ewentualnego starcia z wojskami amerykańskimi, które niemal natychmiast otrzymałyby wsparcie od Korei Południowej i Japonii.

 

Stany Zjednoczone manifestując swoją siłę próbują zmusić Chiny do działań, aby zablokować Korei Północnej możliwość rozwijania rakiet balistycznych i programu jądrowego, a także by doprowadzić do jej rozbrojenia. Donaldowi Trumpowi prawdopodobnie nie chodzi o wywołanie wojny, lecz o odebranie tego państwa z chińskiej strefy wpływów i przekazanie go w ręce Rosji, która ostatnio pogłębia swoją współpracę z Kim Dzong Unem.

 

Źródła:

https://www.voanews.com/a/third-naval-strike-force-deployed-north-korea/3873637.html

http://www.kitsapsun.com/story/news/2017/05/26/uss-nimitz-headed-out-deployment-thursday/3...





Dlaczego płetwale błękitne stały się największymi zwierzętami na Ziemi?

Naukowcy wysunęli nową hipotezę tłumaczącą jak płetwale błękitne, największe istoty na Ziemi, zdołały osiągnąć tak olbrzymie rozmiary. Płetwale błękitne są największymi zwierzętami, jakie istniały na Ziemi. Dorosły wieloryb może sięgać 30 metrów długości i ważyć do 191 ton – to więcej niż jakikolwiek dinozaur.

 

Wieloryby jedzą kryle - małe skorupiaki, które znajdują się we wszystkich częściach oceanu. Najprostszym wyjaśnieniem ich rozmiarów są zmiany klimatu, które doprowadziły do tego, że masa kryla została scentralizowana w pewnych obszarach i dzięki temu jedne wieloryby mogły jeść znacznie intensywniej niż inne. Jeffrey Goldbogen, szef Standford Laboratory zajmujący się fiszbinowcami mówi, że taka teoria pozwala nam wyjaśnić wielkość wielorybów, ale nie podaje żadnych szczegółów. "Płetwale błekitne pojawiły się 20 milionów lat temu, ale gigantyzm ewolucyjny zaczął się pojawiać stosunkowo niedawno - 3-5 milionów lat temu" - mówi naukowiec.

W swoim nowym artykule Goldbogen rozpatruje mechanizm, dzięki któremu wieloryby mogą ewoluować z 10-tonowej do 100-tonowej istoty w ciągu zaledwie kilku milionów lat. To doprowadziło go do idei, że gigantyzm jest bezpośrednio związany z okresem lodowcowym, który miał miejsce 2,6 miliona lat temu. W tym czasie wiatr powodował odpływ przybrzeżnych wód powierzchniowych głęboko w ocean tak, że zostały one zastąpione przez wody głębinowe. Zjawisko to nazywa się upwelling i pomaga zwiększyć dopływ składników odżywczych do oceanu.

 

Okres lodowcowy doprowadził do wzrostu przepływu wody z kontynentów do oceanu, a upwelling przyczynił się do „użyźnienia” wód oceanicznych. Czynniki te zaowocowały nieprawidłowymi, wyjątkowo gęstymi stężeniami kryla w niektórych regionach. "W rezultacie żyjemy w epoce morskich gigantów: współczesne oceany są niezwykle bogate w obszary, w których koncentracja kryla jest wyjątkowo wysoka, więc ogromne zwierzęta nie mają problemów z jedzeniem" - pisze autor. Przewiduje on jednak, że zmiana klimatu w przyszłości pociągnie za sobą redukcję zarówno siedlisk jak i pożywienia dla dużych zwierząt morskich, co czyni je potencjalnie zagrożonymi gatunkami. 

 





Na jednym z kanadyjskich lotnisk rozpoczęły pracę zrobotyzowane sokoły

W celu bezpieczeństwa startu oraz lądowania samolotów, w strefie lotniczej należy używać dźwięków o szczególnym tonie, aby chronić strefę powietrzną przed przelatującymi ptakami. Międzynarodowe lotnisko Edmonton w Kandzie chroni się przed żywym ptactwem używając ptaków-robotów.

 

Zrobotyzowane sokoły o nazwie Robird zostały opracowane na Uniwersytecie Holenderskim w Twente, dokładnie odwzorowując pierwowzór w swoim kształcie, kolorze oraz stylu latania. Dzięki temu Robird z daleka może być z łatwością pomylony z prawdziwym sokołem.



Podczas serii testów stwierdzono, że dzikie ptaki biorą robota za niebezpiecznego drapieżnika, automatycznie oddalając się od zajmowanego przez niego obszaru. Ptak-robot może przyspieszyć do prędkości 80 kilometrów na godzinę i jest zdalnie sterowany za pomocą łatwych w użyciu narzędzi.

Jak stwierdził Niko Niienhuis, prezer firmy Clear Flight Solutions, głównego dostawcy Robirdów: „Obecnie wdrażamy ptaki-roboty w różnych dziedzinach, które wymagają ochrony przestrzeni powietrznej. Jest to głównie rolnictwo, ale obecnie zainteresowanie naszym produktem rośnie także wśród lotnisk.”

 





Eksperci: wirus WannaCry mógł zostać stworzony w Chinach, Singapurze lub Korei Północnej

Eksperci w dziedzinie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni z firmy Flashpoint odkryli, że wirus WannaCry, który zainfekował komputery w 150 krajach, mógł zostać stworzony w południowych Chinach, w Hongkongu, na Tajwanie lub w Singapurze, informuje gazeta South China Morning Post.

 

 

Specjaliści przeprowadzili analizę językową kodu wirusa i okazało się, że program został napisany południowochińskim dialektem. Dodatkowo, wiadomości tekstowe, które pojawiają się na ekranach zainfekowanych komputerów, wyświetlają się po chińsku, a następnie tłumaczone są na język angielski.

 

Wcześniej przedstawiciele rosyjskiej spółki Kaspersky Lab i amerykańskiej Symantec spekulowali, że atak wirusa WannaCry należy wiązać z grupą hackerską z Korei Północnej. Wirus WannaCry zaatakował około 300 tysięcy komputerów w 150 krajach. Od tych, którzy zostali poszkodowani, napastnicy zażądali 600 dolarów kryptowaluty Bitcoin, aby odblokować zainfekowane sprzęty.





Terrorysta z Manchesteru nie stronił od alkoholu

Krewni Salmana Abedi z Trypolisu twierdzą, że nie był on człowiekiem za bardzo religijnym.

 


Salman Abedi, który jest podejrzany o popełnienie aktu terrorystycznego w Manchester Arena, chętnie spędzał czas na hałaśliwych imprezach studenckich nakrapianych alkoholem, donosi The Sun. Zdjęcie Salmana Abedi ze szklanką alkoholu w ręku wykonano półtora roku wcześniej.


„On może być wielkim hipokrytą. To była bardzo szumna impreza z udziałem około 35 osób. Salman całą noc pił wódkę, tańczył i rozmawiał z dziewczynami” - powiedział jeden z informatorów gazety.


The Sun przywołuje także słowa krewnych zamachowca z Trypolisu, którzy twierdzą, że nie był on człowiekiem za bardzo religijnym, ale też nie zauważali jakiś szczególnych zmian w jego zachowaniu.


„Nie miał wielu przyjaciół. Od czasu do czasu modlił się, ale i palił. Ostatnim razem, kiedy przyjechał, nie miał niczego, co mogłoby wyglądać podejrzanie. Myślę, że terroryzmu nauczył się w Wielkiej Brytanii” - powiedział krewny terrorysty z Manchesteru.


Wybuch w Manchesterze nastąpił 22 maja br. w godzinach wieczornych zaraz po koncercie piosenkarki Ariany Grande. Zamachowiec wysadził się w holu kompleksu. W ataku terrorystycznym zginęło 22 osoby, w tym wiele dzieci. Krwawej rzezi dokonał 23 - letniego Salman Abedi, który pochodzi z Bliskiego Wschodu.

 





Microsoft chce zapisywać dane cyfrowe w DNA

Całkiem niedawno naukowcy z Columbia University wykazali, że DNA może być idealnym nośnikiem danych. Specjaliści zdołali zapisać w kwasie deoksyrybonukleinowym kilka plików i z powodzeniem je odzyskali. Korporacja Microsoft chciałaby już w najbliższych latach stosować biologiczne twarde dyski.

 

Gdy weźmiemy pod uwagę jak wielkie ilości informacji cyfrowych powstają każdego dnia dojdziemy do wniosku, że stosowanie płyt CD/DVD i dysków twardych powoli staje się nieefektywne. Na szczęście na horyzoncie pojawia się nowa metoda przechowywania danych. Już na czterech gramach DNA moglibyśmy zapisać informacje cyfrowe, które generuje nasza cywilizacja w ciągu całego roku. Co więcej, kwas deoksyrybonukleinowy jest w stanie przechowywać je bezpiecznie nawet przez kilka tysięcy lat.

Korporacja Microsoft chce już w najbliższych latach przechowywać swoje dane w DNA. W zeszłym roku zademonstrowano możliwość zapisu i odczytu 200 megabajtów danych z jednej syntetycznej nici kwasu deoksyrybonukleinowego. Jest to niezwykle wydajna metoda przechowywania danych, lecz na dzień dzisiejszy bardzo droga (powyższy proces przy zastosowaniu dzisiejszych technologii kosztowałby 800 tysięcy dolarów) a sam proces zapisu niezwykle wolny - około 400 bitów na sekundę. Zdaniem Microsoft, należałoby nie tylko obniżyć koszta ale także przyspieszyć ten proces do 100 megabajtów na sekundę.

 

Skoro słynna amerykańska korporacja informatyczna twierdzi, że do 2020 roku chciałaby wykorzystywać DNA do magazynowania danych cyfrowych to oznacza, że najwyraźniej wynaleziono jakiś sposób na zredukowanie kosztów i przyspieszenie zapisu/odczytu informacji. Microsoft może na początek wprowadzić i udostępnić nową technologię tylko dla wybranych klientów, którzy są w stanie zapłacić za to grube pieniądze.

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl