Grudzień 2016

Zdaniem jasnowidzów, rok 2017 będzie jeszcze bardziej niespokojny od tego

Jak co roku, rozmaici jasnowidze głoszą nam swoje przepowiednie odnośnie nadchodzących 12 miesięcy. Najsłynniejszym z polskich jasnowidzów jest niewątpliwie Krzysztof Jackowski z Człuchowa Przewiduje on, że rok 2017 będzie jeszcze bardziej niespokojny i trudny, jak odchodzący dzisiaj rok 2016.

Zdaniem Jackowskiego rok 2017 zapisze się jako ten, który spowoduje, że Unia Europejska ostatecznie się podzieli. W wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego, jasnowidz powiedział, że jego zdaniem dojdzie do jakiegoś referendum, które wszystko zmieni. Może chodzić na przykład o upadek strefy euro.

 

Jackowski uważa, że rok 2016 był czasem pod znakiem niepewności jeśli chodzi o możliwość wybuchu wojny światowej. Jednak dodał, że ma odczucie, iż wojna z Syrii się rozleje. Zdaniem jasnowidza z Człuchowa, III wojna światowa właściwie już się rozpoczęła, tylko jako bezpośredni uczestnicy tych zdarzeń nie jesteśmy jeszcze w stanie tego dostrzec.

W 2017 roku wojna już na stałe znajdzie się w Europie, ale będzie to dziwna wojna. Jackowski twierdzi, że na ulicach znajdzie się wojsko, ale wszyscy będą udawali, że nic się nie dzieje. Właściwie taki stan rzeczy już ma miejsce w Belgii, Francji czy w Niemczech.

Całkiem realne jest jednak znaczne pogorszenie w zakresie bezpieczeństwa. Mowa o skoordynowanych wielokrotnych zamachach, których ofiarą mogą padać kolejne europejskie miasta. To nieuchronna konsekwencja szaleńczej "polityki otwartych drzwi" uprawianej przez Angelę Merkel.

Być może w 2017 roku nie odczujemy jeszcze w Polsce tak wielu negatywnych skutków rozkręcającej się w Europie, wojny z radykalnym islamem, ale pamiętajmy o tym, że na zachodzie naszego kontynentu pracują i mieszkają, miliony naszych rodaków i jeśli robi się niebezpiecznie za Odrą, to prawie na pewno dotnie to również ich.

 

Jasnowidz z Człuchowa uważa, że dla Polski rok 2017 będzie wyjątkowo trudny. Jednak jego zdaniem to nie terroryzm islamski będzie problemem. Katastrofę spowoduje przede wszystkim fakt, że nasz kraj nie jest przygotowany na skutki upadku Unii Europejskiej. Według niego staliśmy się montownią zachodu, krajem o taniej sile roboczej, z archaicznym przemysłem i dlatego gospodarczo możemy bardzo odczuć nadciągający upadek Unii.

 

Dodatkowo Krzysztof Jackowski powiedział, że ma odczucie, iż jesienią przyszłego roku może dojść do jakiejś zmiany ustrojowej, a potem w Sejmie będzie wielka żałoba, ponieważ zdarzy się coś bardzo tragicznego.

 

Co ciekawe jego zdaniem nie stanie się to polem do kolejnego idiotycznego sporu politycznego, tylko Sejm się zjednoczy. Teraz brzmi to nieco nieprawdopodobnie, ale za rok, o tej porze, być może będziemy już w stanie zrozumieć z tego nieco więcej.

 

 

 



Oficjalna strona Grupy Bilderberg została zhakowana. Hakerzy zostawili wiadomość: "Pracujcie dla ludzkości, albo stracicie wszystko"

Grupa Bilderberg - nieformalne międzynarodowe stowarzyszenie wpływowych osób ze świata polityki i gospodarki. Tajemnicza organizacja, w skład której wchodzą najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie. Raz na jakiś czas ten nieoficjalny światowy rząd organizuje spotkania, które podobno mają bardzo ważne znaczenie dla świata. Nikt tak naprawdę nie wie o czym rozmawiają zaproszeni "goście" i jakie zapadają tam decyzje, gdyż spotkania są pilnie strzeżone i nie mają do nich dostępu żadni dziennikarze.

 

Światowe media nie rozpisują się zbytnio na temat tej organizacji. Zwykle podawane są do wiadomości publicznej takie informacje jak data i miejsce spotkania, ewentualnie pojawi się lista osób, które wezmą udział w nadchodzącym zjeździe a także tematy, które zostaną rzekomo poruszone. Grupa Bilderberg skupia najbardziej wpływowe osoby z całego świata, ale wystarczy głośno powiedzieć, że jest to nieoficjalny rząd światowy, aby niemal natychmiast zostać wyśmianym.

 

Organizacja ta zwróciła właśnie na siebie uwagę niektórych mediów, gdy okazało się, że oficjalna strona internetowa Grupy Bilderberg została zhakowana. Działacze z grupy Anonymous i ruchu HackBack zostawili wiadomość na stronie głównej o bardzo interesującej treści. Pierwsza część to "wiadomość dla ludzi": (tłumaczenie specjalnie dla ZnZ)

"Ludzie już dawno zapomnieli aby kochać i dbać o siebie nawzajem. W ich egoistycznych umysłach, grupa ludzi zdobyła władzę i nadużywa jej przeciwko słabszym. Historia się powtarza. W skali światowej, nie ma równości między ludźmi a tak zwane prawa człowieka to nic innego jak iluzja. Globalizacja i światowy system wspierają tę nie do zniesienia sytuację. Dziś, słabi ludzie cierpią, umierają lub żyją w biedzie aby służyć wyższym interesom. Uprawnione elity odgrywają tych wielkich. Ten globalny porządek prowadzony jest przez grupy, które składają się z bogatych superelit (1% ludzi) i skorumpowanych, uprawnionych polityków. Nie podążajcie za ich propagandą, która głosi, że ta sytuacja nie ma miejsca lub jest tworem paranoi."

"Pozimnowojenny liberalny kapitalizm zdołał rozpowszechnić ideę, według której pieniądz równy jest szczęściu i powinien być celem życia 99% ludzi. To egoistyczny cel. Ten system ustanowił trwałą dominację tych grup. Mówią nam: "Musisz ciężko pracować!". Oni nie muszą, gdyż dziedziczą władzę po swoich rodzicach i swoich znajomych. Nie ma żadnych opowieści o sukcesach: czy setka najbogatszych ludzi byłaby wciąż bogata, gdyby urodziła się w Afryce wśród biednych rodzin? Nie. Grupy te i interesy napędzane są złą ideą, zgodnie z którą niektórzy ludzie (oni) są lepsi od pozostałych (wy). Obecny system pozostawi ich na miejscu, na dobrej pozycji na dobry okres czasu. Twoje dzieci nie mają żadnych szans w porównaniu do ich dzieci. Bez względu na to do jakiej szkoły je wyślesz."

"Teraz jest czas abyś przemyślał; czas potrzebny abyśmy to zakończyli raz na zawsze. Jak domyśliłeś się, walka ta jest nierówna. Władza jest w ich rękach, lecz nadzieja nie jest stracona. My, wolni ludzie, będziemy walczyć dla Ciebie bez zapytania o to. Potrzebujemy jednak czegoś więcej: prosimy Cię o wsparcie. Bez Ciebie, społeczeństwa, nie możemy niczego zrobić. Posłuchaj głosu swojego serca, zauważ jaka jest sytuacja i zrób to, co powinieneś. Możesz sprawić, że świat będzie lepszym miejscem."

Druga część wiadomości, zatytułowana: "Wiadomość dla 1% zamożnych, elito-politycznych, bogatych dominujących ch*jów":

"Słowa nie wystarczą aby opisać jak bardzo gardzimy Wami i Waszym dominującym zachowaniem. Żaden człowiek nie stoi ponad innymi i nauczycie się tego. Drodzy członkowie Grupy Bilderberg, od teraz, każdy z Was ma 1 rok (365 dni) aby zapracować na rzecz ludzi, a nie Waszych prywatnych interesów. Każdy temat jaki omawiacie, lub pracę jaką wykonujecie poprzez swoje superprywatne spotkania, powinny od teraz służyć światowej populacji, a nie danym grupom. W przeciwnym wypadku, znajdziemy Was i zhakujemy Was. Weźcie pod uwagę obecną sytuację - My kontrolujemy Wasze drogie połączone samochody, my kontrolujemy Wasze połączone urządzenia, zapewniające ochronę w mieszkaniu. My kontrolujemy laptop Twojej córki. My kontrolujemy telefon komórkowy Twojej żony. My podsłuchujemy Wasze tajne spotkania, czytamy Wasze e-maile, kontrolujemy smartwatche Waszych ulubionych dziewczyn do towarzystwa, jesteśmy wewnątrz Waszych ukochanych banków i przeglądamy Wasze majątki. Nie będziecie już bezpieczni tam, gdzie dosięga elektryczność. Będziemy Was obserwować, od teraz macie pracować dla nas, ludzkości."

Komunikat, zbyt piękny aby mógł być prawdziwy, został w bardzo krótkim czasie zdjęty. Na samym dole tego listu znajduje się podpis "Phineas Fisher". Świat zwrócił na niego uwagę dzięki poprzednim atakom hakerskim na firmy FinFisher i Hacking Team oraz włamaniu się na strony tureckiej rządowej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju. Niemal 300 tysięcy e-maili zostało w tym roku upublicznionych na portalu Wikileaks.

 

Czy Grupa Bilderberg faktycznie rządzi światem? Anglojęzyczny blog finansowy Zero Hedge stworzył wykres, na którym przedstawiono osoby, które pojawiły się na ostatnim spotkaniu organizacji w Dreźnie i ich liczne powiązania z firmami, instytutami itp. Robi wrażenie. (link do wykresu: http://www.zerohedge.com/sites/default/files/images/user5/imageroot/2016/06/04/bilderberg%...)

Oczywiście niech każdy wyciągnie swoje wnioski, lecz stwierdzenie, że Grupa Bilderberg to nieoficjalny światowy rząd nie jest przesadą. Tak potężna władza, wpływy i pieniądze w rękach tak niewielkiej grupy ludzi powinna przerażać - co gorsza, to jest właśnie nasza rzeczywistość.

 



Bakterie znajdujące się w jelitach mogą mieć istotny wpływ na samopoczucie

Odkryto, że bakterie wchodzące w skład mikroflory jelitowej mogą mieć wpływ na stężenie serotoniny (hormonu odpowiadającego za dobry nastrój), co ma istotny wpływ na samopoczucie człowieka.

 

Serotonina jest jednym z najważniejszych hormonów w ludzkim mózgu. Jej obecność reguluje czas snu, reakcje emocjonalne, wrażliwość na ból oraz wiele innych procesów zachodzących w ludzkim organizmie. Według najnowszych badań jest, produkcja serotoniny jest powiązana również z procesami trawienia.

Stwierdzono, że stężenie serotoniny w ludzkim organizmie może zmieniać się w wyniku działania bakterii obecnych w jelitach i ich wpływu na znajdujące się tam receptory. Receptory TLR2 są najważniejszą częścią nieswoistej obrony układu odpornościowego, który informuje organizm o obecności pożytecznych bakterii, chroniąc go przed drobnoustrojami chorobotwórczymi.

Odkryto, że w zależności od obecności, natężenia oraz gatunku bakterii w mikroflorze jelita, mózg zwiększa lub zmniejsza stężenie serotoniny w organizmie, co ma znaczny wpływ na nastrój człowieka. Wnioskując z badań, wiele chorób może być wywołane lub wyleczone z udziałem mikroflory jelitowej regulującej hormon. Naukowcy planują już dalsze badania w tym temacie.

 



Rok 2016 - triumf Władimira Putina?

Według wielu ekspertów, mijający rok jest bardzo udany dla Władimira Putina. Prezydent Rosji umocnił swoją pozycję i uzyskał wszystko, czego chciał, a nawet więcej – podaje BBC. Czy jest coś, co się Putinowi nie powiodło? Czy obecne sukcesy nie są zalążkiem przyszłych trudności?

 


Zdaniem Jamesa Nixa, szefa Studiów Wschodnich i Euroazji przy Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (Chatham House) rok 2016 był bardzo udany dla Putina. Interesy Rosji, albo jak kto woli Kremla, zostały zabezpieczone w sposób, który przeszedł najśmielsze oczekiwania.

 


Proputinowskie siły (lub tak po prostu postrzegane) poczyniły postępy w całej Europie, a także, przede wszystkim, w Stanach Zjednoczonych. Putin narzucił Zachodowi swój program dla Syrii i nie poszedł na żadne ustępstwa w sprawie Ukrainy. Trudno wskazać obszar, gdzie „Wołodia” został pokonany. Nawet rosyjska gospodarka na koniec roku odnotowuje, choć mały, to jednak wzrost (ok. 1%).


Nie oznacza to jednak, że przed Rosją nie stoją poważne wyzwania długoterminowe, a przyszłość tego kraju będzie usłana różami. Problemy w relacjach z Europą i Ameryką pozostają do rozwiązania, a gospodarka pozostaje w stagnacji.


Nadzieja w tym, że Trump wypracuje lepsze stosunki z Moskwą i będzie gotowy iść na kompromisy, a nie tak, jak jego poprzednicy George W. Busha i Baracka Obamy, szukać zwady. Dlatego dla Kremla jest on prawdopodobnie bardziej wygodnym partnerem. Głos Putina w Europie jest mocniejszy po Brexitcie, bo następuje marginalizacja Wielkiej Brytanii, która utrzymywała stałą postawę wobec Rosji.


Obecność Rosji w Syrii porównywana jest do czasów wojny w Afganistanie w 1980 roku, ale to nie trafione stwierdzenie z dwóch powodów. W operacji w Syrii biorą udział ogromne siły lądowe Rosji. Po drugie Afganistan był przedmiotem dumy ideologicznej. Putin nie miał tak kompleksowych zobowiązań wobec Baszara al-Assada, jak ZSRR do komunistycznego reżimu w Kabulu, co daje mu pewnego rodzaju elastyczność. W zależności od okoliczności może zwiększać presję na przeciwników Damaszku lub osłabiać udział Rosji bez większej szkody dla swojego prestiżu. Na Ukrainie jest psychologicznie trudniej i nie ma, co liczyć na ustępstwa, bo Putin widzi ją jako część historii imperium rosyjskiego.


Nie należy jednak popadać w skrajności i przesadzać z sukcesami Władimira Putina. Przecież nie jest on wszechmocny. Rosyjski przywódca pragnie odbudować za wszelką cenę gospodarkę, mimo poważnych ograniczeń, np. w postaci sankcji. Oczekuje się, że fundusz rezerwowy zostanie wyczerpany w 2017 roku. Społeczeństwa nie można karmić tylko propagandowymi sukcesami, a ludzie potrzebują chleba.


Zdaniem Sama Greene z Uniwersytetu w Londynie, wydaje się raczej dziwne, że rok 2016 jest udany dla Putina. Gospodarka rosyjska kończy rok wzrostem PKB na poziomie 0,7% i trudno to nazwać dobrym wskaźnikiem, a konfliktom w Syrii i na Ukrainie końca nie widać. Ponadto, nie ma żadnych pozytywnych oznak ożywienia owocnych stosunków z Europą i Stanami Zjednoczonymi, a także z Chinami.


Greene uważa, że korzystny jest dla Putina Brexit i wybór Trumpa na prezydenta, ale „to kot w worku”. Nie jest jasne, jakie korzyści otrzyma Trump od Putina i viceversa, a wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może zostać wyhamowane.


Trump stale wzbudza niepewność w szeregach europejskich polityków i na razie kreuje wizerunek przywódcy, który będzie się głównie skupiał na problemach wewnętrznych swojego kraju oraz poświęci mniej uwagi na to, co robi Kreml, a to może być konstruktywne dla Rosji.


W 2016 roku Rosja pokazała, że może prowadzić konflikty równocześnie na dwóch frontach, tj. na Ukrainie i na Środkowym Wschodzie. Zaangażowała się jednak w to, co inni nie chcieli się pchać. Nie widać przy tym tzw. „strategii wyjścia” i nie wiadomo, jak wszystko potoczy się dalej na Bliskim Wschodzie, biorąc pod uwagę poprzednie interwencje brytyjskie i amerykańskie w tej części świata.


Na razie Putin robi, co chce i trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Większość europejskich i amerykańskich komentatorów dziś przecenia jego moc strasząc, że może zająć on państwa bałtyckie w 48 godzin. Zwykli Rosjanie za wszystkie niepowodzenia obwiniają siły zewnętrzne np. przebiegłych masonów, czy globalny kalifat, zamiast szukać rozwiązania swoich problemów u podstaw u siebie. Europejscy przywódcy, w tym szczególnie ci nasi polscy, kiepsko rozczytują sytuację na Kremlu i nie dostrzegają niektórych rosyjskich polityków, spoglądających nieco przyjaźniejszym okiem na Zachód.



W Helsinkach samochód wjechał w tłum ludzi

Samochód osobowy jechał po chodniku i uderzył w pieszych w pobliżu stacji metra Siilitie w Helsinkach, podaje Agencja Prasowa STT.

 

 

Według policji, w wyniku zdarzenia kilkanaście osób zostało rannych. Ponadto, uszkodzonych zostało siedem innych pojazdów. Kierowca samochodu został zatrzymany przez policję. Na miejscu jest kilkanaście karetek pogotowia, strażacy i policja.

 

Ruch w okolicy miejsca wypadku jest wstrzymany, a ta część miasta, gdzie doszło do tragedii, została oddzielona szczelnym kordonem policyjnym.

 

Według świadków, samochód jechał około 300 metrów po chodniku zanim przejechał ludzi. Oficjalnie nikt nie potwierdza, że był to zamach. W mediach podawana jest informacja, że prowadzący auto trzydziestolatek zasłabł za kierownicą. Nic nie wskazuje na to, że był pod wpływem jakichkolwiek substancji.



Władimir Putin oświadczył, że zamiast odpowiadać na amerykańskie sankcje, poczeka na prezydenturę Trumpa

Ostatnie sankcje na Rosję zarządzone przez ustępującego prezydenta USA Baracka Obamy, trudno nazywać inaczej niż próbą wywołania kryzysu dyplomatycznego w relacjach z Rosją i to dosłownie rzutem na taśmę. Prezydent, który rozpoczynał sprawowanie urzędu od irracjonalnego "resetu" stosunków z Rosją, planuje jeszcze przed 20 stycznia, zostawić w spadku nowemu prezydentowi napięcie na linii Moskwa - Waszyngton.

Tracący władzę w USA Demokraci uważają, że to Rosja wpłynęła na wyniki wyborów. Dlatego rzutem na taśmę usiłują jakoś się zemścić. Wydalenie 35 dyplomatów rosyjskich i likwidacja dwóch placówek dyplomatycznych to oficjalnie ujawnione sankcje za bliżej nieokreślone cyberataki w tym te odpowiedzialne za wyciek kompromitujących Demokratów wiadomości mailowych. Gdyby pozostały ukryte może udałoby się im pozostać przy władzy.

Rosyjski prezydent, Władimir Putin, oficjalnie oświadczył, że zastrzega sobie prawo do retorsji, ale obecnie jeszcze nie zamierza z tego prawa korzystać. Dodał również, że poczeka na objęcie władzy przez Donalda Trumpa, co w bezpośredni sposób upokarza Obamę, któremu wytknięto w ten sposób, że jego czas już minął. Problem polega na tym, że do 20 stycznia Demokraci mogą jeszcze próbować zaszkodzić przyszłym zarządcom Stanów Zjednoczonych, maksymalnie jak tylko się da. To praktyka znana również z naszego kraju, ale u nas takie intrygi mają raczej charakter lokalny, a tracący władzę za oceanem Demokraci mogą narobić szkód na poziomie globalnym.

Dopóki władzę sprawuje admnistracja Obamy, teoretycznie wszystko jeszcze może się wydarzyć. Kolejne próby nie dopuszczenia do wyboru Donalda Trumpa nie powiodły się, zatem odchodzący prezydent próbuje zaszkodzić jak tylko potrafi swojemu następcy. Oby podejmowane przez niego kroki sprowadzały się tylko do dyplomatycznych zgrzytów. Trump dał już do zrozumienia, że jeśli Obama będzie podejmował decyzje, które wpłyną na sytuację w przyszłosci to musi się liczyć z dochodzeniem w sprawie jego ostatnich akcji.

 

 

 

 



Hałas drogowy wpływa na zachowanie ptaków

Oczywistym faktem jest, że zanieczyszczenia powietrza zaburzają równowagę w ekosystemach. Podobnie dezorientująco na przyrodę wpływa generowany przez człowieka hałas.

Naukowcy badali dwa gatunki ptaków, skupiając się na ich reakcjach na hałasy. Odtwarzano hałas drogowy, alarmy i syreny oraz ich wszelakie kompilacje. Obserwowano reakcje ptaków za pomocą kamer oraz mikrofonów.

Wyniki wykazały, że hałasy drogowe usypiają czujność zwierząt. Ptaki narażone na obcowanie z hałasem były mniej ostrożne i nie potrafiły rozpoznawać zagrożenia na czas. W wyniku tego pięciokrotnie częściej padały ofiarami drapieżników, które wykorzystywały ich nieuwagę.

Zaskoczeniem podczas badania był fakt prawie żadnego wpływu hałasu drogowego na nietoperze. Naukowcy odkryli, że zwierzęta te potrafią dostosować się do warunków dźwiękowych poprzez zmianę taktyki polowania. Dzięki temu ich skuteczność łowiecka pozostawała niezmienna. W przeciwieństwie do innych zwierząt, nietoperze potrafią modulować intensywność dźwięków.

 



W polskim sejmie ponownie świętowano żydowską Chanukę

Fot. Paweł Kula/Kancelaria Senatu

Prawie sto osób wzięło udział 28 grudnia 2016, w zapaleniu świecy chanukowej w siedzibie polskiego parlamentu. Wśród nich był ambasador Izraela Anna Azari, wicemarszałkowie Sejmu Ryszard Terlecki i Małgorzata Kidawa-Błońska czy też wreszcie . Organizatorem uroczystości była organizacja Chabad.

Okazuje się, że są wydarzenia, które jednoczą polskojęzycznych polityków. Nie są to bynajmniej chrześcijańskie święta Bożego Narodzenia, ale żydowska Chanuka. Zgromadzonych w Senacie gości powitał marszałek Terlecki, którzy przypomniał, że święto Chanuka to symbol zwycięstwa dobra nad złem. Przeczytano też życzenia od premier Beaty Szydło.

Fot. Paweł Kula/Kancelaria Senatu

Rabin Szalom Stambler mówił o samej Chanuce, podkreślając, że piąta świeczka jest szczególna, bo jej zapalanie nigdy nie przypada w Szabat.

Uroczystość po raz pierwszy odbyła się w siedzibie Senatu. W jej trakcie wystąpił skrzypek Daniel Ahaviel, który jutro zagra podczas koncertu chanukowego w muzeum Polin. Po oficjalnej części wszyscy goście mogli spróbować tradycyjnych chanukowych potraw: pączków i placków ziemniaczanych.

 

Warto zwrócić uwagę, że to już nie pierwsze takie palenie świec przez reprezentujących nasz kraj polityków.
Andrzej Duda zapalający Chanukę w Pałacu Prezydenckim
Prezydent Andrzej Duda przypomniał, że tradycję zapalania światełka chanukowego w Pałacu Prezydenckim zapoczątkował prezydent Lech Kaczyński. Pierwsza taka ceremonia odbyła się w Pałacu Prezydenckim 18 grudnia 2006 roku. Dziękując za obecność wszystkim zgormadzonym, w szczególności podziękował ambasadorowi Szewachowi Weissowi, który – jak podkreślił – jest symbolem Rzeczpospolitej przyjaciół.

I jeszcze wcześniej:

Bronisław Komorowski i przewodniczący gminy żydowskiej Michael Schudrich (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja

A zaczęło się to tak:


Nasuwa się pytanie, dlaczego mniejszość żydowska, która podobno liczy tylko kilka tysięcy osób jest tak promowana przez polskie władze. Na próżno oczekiwać, że z taką samą pompą jak Chanukę, w polskim parlamencie będzie się obchodzić święta prawosławne czy islamskie. Jest to o tyle śmieszne, że przecież PiS działa rzekomo jako partia pierwszego wyboru dla Katolików, choć w rzeczywistości można odnieść wrażenie, że jest to partia reprezentująca w sposób jawny i niejawny, raczej interesy żydowskie.

 

 

 



Duże zmiany na rynku złota

Patrząc na notowania złota w trakcie 2016 roku możemy zauważyć, że w styczniu cena kruszcu wynosiła 1050 dolarów za uncję, natomiast dziś jest to niewiele powyżej 1130 dolarów. Kilkuprocentowa zmiana na przestrzeni jednego roku mogłaby wskazywać, że mamy za sobą spokojny okres. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

Analiza rynku złota wyłącznie przez pryzmat ceny metalu jest bardzo myląca. Ostatnie 12 miesięcy było naprawdę burzliwe, a oficjalna wartość złota, przynajmniej w tym wypadku, miała nieco mniejsze znaczenie.


Złoto wchodzi na nowy rynek

Zgodnie z informacją sprzed dwóch tygodni, złoto będzie akceptowane w islamskim świecie finansów jako aktywo inwestycyjne. Decyzja ogłoszona przez Organizację Rachunkowości i Audytu dla Islamskich Instytucji Finansowych oznacza wzrost popytu na metal.

Muzułmanie mają jednak swoje wymagania i nie zamierzają akceptować certyfikatów bez pełnego pokrycia w złocie fizycznym, co uniemożliwia współpracę m.in. z Comexem. W przypadku amerykańskiej giełdy kontraktów terminowych jedynie niewielka część transakcji ma pokrycie w postaci fizycznego metalu.

Obecnie ważą się losy akceptacji dla SPDR Gold Trust, czyli popularnego funduszu GLD. Według oficjalnych informacji fundusz ten posiada pełne zabezpieczenie w złocie, jednak w ostatnim czasie redempcja (uzyskanie złota w postaci fizycznej) była dostępna wyłącznie dla banku JP Morgan. Można zakładać, że SPDR Gold Trust zostanie zaakceptowany wyłącznie wtedy, gdy udowodni, że jest w stanie dostarczyć metal do każdej liczącej się instytucji finansowej. Jeśli tego nie zrobi, podzieli los Comexu.

Wartość islamskiego rynku, który właśnie otwiera się na inwestowanie w złoto, wynosi 1,8 bln dolarów. Należy jednak zauważyć, że ludzie ze Wschodu i Zachodu podejmują decyzje inwestycyjne w nieco odmienny sposób. Zarówno w Europie, jak i Ameryce wszyscy przyzwyczaili się już do rynku kontraktów terminowych, na którym obraca się wyłącznie certyfikatami. W przypadku wschodnich nacji jest inaczej – tam ludzie nie zamierzają bawić się w żadne kontrakty. Kto chce zainwestować, ten leci do Dubaju i kupuje złoto fizyczne. Zapewne wiele osób na Zachodzie nazwałoby to zacofaniem, ale przy obecnej sytuacji na rynku metali szlachetnych jest to raczej przejaw zdrowego rozsądku.


SGE rośnie w siłę

Nieprzypadkowo wspomniałem o Dubaju. Tamtejsza giełda poinformowała niedawno, że będzie ustalać cenę złota w oparciu o notowania na Shanghai Gold Exchange. To znak czasu. Znaczenie SGE rośnie z roku na rok, podobnie jak skala obrotu złotem na chińskiej giełdzie.

Na przestrzeni trzech lat obrót złotem na SGE zwiększył się pięciokrotnie. Nie dajmy się zwieść, czytając o gigantycznych obrotach na Comexie. Jeśli weźmiemy pod uwagę transakcje poparte faktyczną dostawą metalu, giełda w Szanghaju przewyższa Nowy Jork 44 razy.

W ostatnich tygodniach notowania złota w USA i Chinach zaczęły się rozjeżdżać. Cena kruszcu w Szanghaju jest obecnie o 30-40 dolarów wyższa niż w Nowym Jorku. Warto dodać, że mamy tutaj do czynienia z trendem wzrostowym – premia zwiększa się z tygodnia na tydzień. Jeśli różnica w notowaniach metalu nadal będzie rosnąć, zobaczymy zjawisko zwane arbitrażem. Co to oznacza? Duże instytucje w końcu dojdą do wniosku, że opłaca im się kupić złoto po niższej cenie w Nowym Jorku, a następnie udać się z nim do Szanghaju. Tamtejszym inwestorom przekażą wiadomość w stylu: „Kupiliśmy złoto po 1100 dolarów, wy macie cenę 1200 dolarów, więc możemy sprzedać wam metal za 1180 dolarów”. W ten sposób różnica cen między USA i Chinami będzie zmniejszana, ale do całkowitego wyrównania notowań najprawdopodobniej nie dojdzie. Dwie różne wartości złota na wschodzie i zachodzie staną się stałym elementem finansowego krajobrazu. Cała sytuacja może również sprawić, że magazyny Comexu zostaną wydrenowane ze złota.

Istnieje też możliwość, że rozjazd cen będzie zbyt duży. W takim wypadku będziemy świadkami zawieszenia notowań na Comexie, a kontrakty zostaną rozliczone po ostatniej cenie.


Jaka jest przyczyna rozjazdu cen złota między USA i Chinami?

W ostatnich tygodniach chińskie władze wprowadziły ograniczenia związane z importem złota do Chin. Obecnie możliwość sprowadzania metalu do Państwa Środka ma jedynie kilkanaście banków oraz instytucji finansowych. Niewykluczone, że nowe zasady doprowadziły do rozjechania się cen złota w USA i Chinach.

Z pełnym przekonaniem możemy za to stwierdzić, że na Zachodzie metalu nie brakuje. Potwierdza to wykres ze strony funduszu Sprotta, który pokazuje na jakim poziomie znajdują się premie notowań funduszu względem comexowej wartości złota.

Źródło:http://sprottphysicalbullion.com
 

W 2011 roku zakupienie dużych ilości fizycznego złota było bardzo utrudnione. Inwestorzy byli wówczas skłonni płacić za jednostki funduszu, zabezpieczone w 100% metalem fizycznym, nawet kilkanaście procent więcej niż wynosiła comexowa cena złota.

 

Podsumowanie

Niezależnie od liczby manipulacji, jakie przeprowadza się na rynku metali szlachetnych, siły rynkowe od czasu do czasu dochodzą do głosu. Świetnym przykładem jest właśnie rozjazd ceny na złocie, przed czym Trader21 przestrzegał już kilka lat temu. Niewykluczone, że jest to ostatnie ostrzeżenie, by dać sobie w końcu spokój z papierowymi certyfikatami i skoncentrować na fizycznym metalu.

Jednocześnie sytuacja na rynku złota jest świetnym materiałem z zakresu socjologii, który pokazuje różnice w zachowaniu ludzi ze Wschodu i Zachodu. Pomimo ogromu manipulacji na rynkach finansowych, głównie na rynku złota i srebra, inwestorzy na Zachodzie wciąż ufają papierowym certyfikatom. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na Wschodzie, gdzie ludzie przezornie gromadzą bogactwo w postaci fizycznej.


Zespół Independent Trader

Źródło: Independent Trader - Niezależny Portal Finansowy

 

 



Naukowcy rozwijają projekty domów dla marsjańskiej kolonii

W listopadzie naukowcy z Uniwersytetu w Teksasie poinformowali o projekcie Utopii, siedzibie we wschodniej części północnej półkuli Marsa. Planeta ma zawierać w przybliżeniu taką samą ilość wody, co Jezioro Górne w Ameryce Północnej. Jednak woda ta ma być w stanie zamrożonym, co okazuje się być po myśli przyszłych kolonistów.

Według najnowszych danych, lód na Marsie jest bardzo płytką warstwą gleby, niewiele ponad dziesięć metrów pod ziemią. Zespół NASA planuje już stosowanie zamarzniętej, marsjańskiej wody do budowy domów. Projektant „domu na lodzie”, Kevin Kempton, znalazł rozwiązanie problemu mieszkaniowego. Jego zespół badawczy zadbał o zaprojektowanie domów na Marsie, a nawet opublikował kilka swoich koncepcji.

 

Koncepcja lodowego domu ma umożliwić stworzenie przenośnej konstrukcji, która będzie mogła być stosowana jako szkielet dla przyszłego mieszkania, a także mobilnego miejsca pracy. Używanie marsjańskiego lodu do budowy schronień znacznie zmniejszy ilość materiałów budowlanych, wymagających transportu na czerwoną planetę.

 

Lód ma być wykorzystywany jako wypełniacz pomiędzy warstwami wewnętrznej i zewnętrznej warstwy domu. Ściany mają być przezroczyste, by mogły przepuszczać światło. Jednak wciąż do rozwiązania pozostają kolejne problemy w postaci grawitacji, ciśnienia oraz wielu innych.