Listopad 2015

Wulkan na Kamczatce wyrzucił ośmiokilometrowy słup popiołu

Na Kamczatce wulkan Żupanowski wyrzucił kolumnę popiołu na wysokość 8 kilometrów nad poziomem morza, informuje Interfax.



Niemcy nie chcą kanclerz Angeli Merkel na kolejną kadencję

Angela Merkel, kanclerz Niemiec, traci popularność wśród Niemców. Większość respondentów nie zamierza na nią glosować w 2017 roku. Potwierdzają to dane opublikowane na podstawie sondażu przeprowadzonego przez instytut socjologiczny Emnid na zlecenie gazety Bild am Sonntag.



Naukowcy po raz pierwszy splątali kwantowo cząstki w temperaturze pokojowej

Splątanie kwantowe, określane kiedyś przez Alberta Einsteina jako "dziwne działanie na odległość", dotychczas można było stworzyć w laboratorium stosując bardzo silne pola magnetyczne lub reakcje chemiczne przy ekstremalnie niskich temperaturach, bliskich zeru bezwzględnemu. Jednak naukowcy z Instytutu Inżynierii Molekularnej dokonali ważnego przełomu, który z pewnością będzie mieć wielki wpływ na przyszłe wykorzystanie fizyki kwantowej w technologii.

 

W ramach współpracy Argonne National Laboratory i University of Chicago badacze wykazali, że splątania makroskopowego można dokonać w temperaturze pokojowej przy słabym polu magnetycznym. Podczas eksperymentu, Paul Klimov i jego zespół wykorzystał laser podczerwony aby uporządkować stan magnetyczny tysięcy elektronów i jąder atomowych, a następnie splątano je ze sobą przy pomocy impulsów elektromagnetycznych, podobnych do tych które używane są podczas badań rezonansem magnetycznym (MRI).

 

Okazało się więc, że specjalistyczne laboratoria i bardzo niskie temperatury nie są potrzebne do utworzenia splątania kwantowego. Odkrycie będzie mieć wiele potencjalnych zastosowań, np. w medycynie czy elektronice (kwantowe komputery, kwantowe sieci komunikacyjne). Wyniki badań zostały opublikowane w magazynie Science Advances.

 

 

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 

 

Źródło: http://tylkonauka.pl/wiadomosc/fizycy-dokonali-splatania-kwantowego-w-temperaturze-pokojowej



DARPA stworzyła bezzałogowe podwodne okręty patrolowe

Jeszcze w 2010 roku amerykańska agencja DARPA, rozpoczęła prace nad bezzałogową łodzią podwodną. Nie jest to byle jaki pływający dron, ale 40-metrowy statek zdolny do wyszukiwania i śledzenia okrętów podwodnych.

 

Stworzenie ważącego aż 140 ton podwodnego drona jest już na ukończeniu. Budowa okrętu jest ukończona w 90 procentach, a próby morskie rozpoczną się już w lutym 2016 r. Testowanie autonomicznego pojazdu, nazwanego ACTUV, potrwa przynajmniej dwa lata. Kiedy zostanie przeznaczony do eksploatacji, będzie w stanie utrzymywać się na morzu miesiącami, wykonując różne zadania.

Głównym zadaniem ACTUV będzie śledzenie okrętów podwodnych. Przed pojazdem jest świetlana przyszłość, ponieważ dzienny koszt pracy nowego drona będzie kosztował od 15 do 20 tysięcy dolarów, a dzienny koszt utrzymania załogowego niszczyciela to 700 tysięcy dolarów.

Mimo, że obecnie nie ma planu wyposażenia ACTUV w broń, a Pentagon zakazuje całkowicie autonomicznych systemów broni śmiercionośnej, taka możliwość jest brana pod uwagę przez ekspertów z DARPA. Dron ACTUV jest zresztą w stanie przewieść znacznie większy ładunek broni niż podwodne urządzenia autonomiczne, które operują ze statków.

 

 

 



Senat USA przyjął ustawę legalizującą pozaziemskie wydobycie surowców

W zeszłym tygodniu Senat USA uchwalił nowe prawo sankcjonujące kosmiczne górnictwo. Przegłosowano tak zwaną "Ustawę o przestrzeni kosmicznej 2015" (Space Act of 2015), która jest uważana za jeden ze sposobów, na zachęcenie prywatnego przemysłu kosmicznego do inwestycji w przemysł wydobywczy na asteroidach i planetoidach.

 

Nowe pozaziemskie prawo legalizuje eksploatację górniczą w kosmosie, co pozwala firmom przygotowującym się do takich działań, jak na przykład Planetary Resources, aby ubiegać się o prawo własności do wszelkich środków, które mogą zostać pozyskane z asteroidy w przestrzeni. Uważa się, że brak takiego prawa był główną przeszkodą w rozwoju pozaziemskiego górnictwa.

Jest tylko jeden problem. Podstawa prawna na podstawie której Stany Zjednoczone próbują orzekać o własności takich ciał niebieskich jak asteroidy, jest delikatnie mówiąc wątpliwa. Po prostu jurysdykcja USA w kosmosie może zostać odrzucona. Innymi słowy to, że ta nowa kosmiczna ustawa została uchwalona, wcale ​​nie oznacza, że ​​pozaziemskie wydobycie zostanie oficjalnie uznane za zgodne z prawem przez wszystkie kraje świata.

Obecnie kwestie kosmosu są uregulowane w Traktacie o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku. Zdecydowano wtedy, że zabronione jest umieszczanie w przestrzeni kosmicznej broni atomowej ani innej broni masowego rażenia. Zadeklarowano też, że Księżyc i inne ciała niebieskie mogą być eksploatowane tylko w celach pokojowych. Zawarto tam też tak zwaną zasadę o niezawłaszczalności kosmosu, która może być teraz pogwałcona nowym ustawodawstwem amerykańskim.

 

 



Decydujący tydzień w polskiej polityce - ostatnie podrygi republiki okrągłego stołu?

Sytuacja polityczna w Polsce wygląda bardzo ciekawie. Nie można nawet wykluczyć rozwoju wypadków, który doprowadzi do próby sił między sądownictwem, a nowo wybraną polską władzą. Ostatnie działania zwycięzców w wyborach bardzo nie podobają się między innymi okopanym na pozycjach sędziom często rodem jeszcze z PRL. Stają się oni obecnie ostatnią deską ratunku dla III RP.

 

Większość Polaków nie do końca rozumie o co chodzi w awanturze o Trybunał Konstytucyjny. Jednak nie jest to materia aż tak skomplikowana. Teoretycznie Trybunał Konstytucyjny powinien stać na straży Ustawy Zasadniczej, czyli Konstytucji. W praktyce jednak ta powołana jeszcze w stanie wojennym instytucja, stała się raczej strażnikiem okrągłostołowej umowy komunistów z tak zwanymi opozycjonistami.

 

Gdy Trybunał zapytano o legalność fotoradarów sędziowie orzekli, że co prawda są nielegalne, ale mandaty za ich pomocą wystawione są jak najbardziej prawidłowe. Gdy zapytano o zgodność z konstytucją grabieży naszych pieniędzy z OFE, TK stwierdził, że co prawda nie wolno było tak zrobić to jednak trzeba było, bo inaczej zawaliłyby się finanse publiczne.

 

Trybunał Konstytucyjny zawsze był stosowany jako ostatnia deska ratunku rządzących. Sędziowie orzekający są wybierani przez partie polityczne na 9 letnie kadencje. Właśnie dlatego PO, która zakładała utratę władzy, postanowiła powołać do składu Trybunału, kilku zapasowych sędziów, którzy zapewniliby im większość w tej niemal dodatkowej izbie stanowienia prawa.

Co więcej ustawę, która to zapewniała napisali praktycznie sami sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Przewodniczący TK, Andrzej Rzepliński, wcześniej kandydat PO na Rzecznika Praw Obywatelskich, obiecał nawet, że on i jego koledzy biorący udział w pisaniu prawa ich dotyczącego wyłączą się z orzekania w sprawie zgodności z Konstytucją przeforsowanej przez PO nowelizacji ustawy o TK. Wygląda jednak na to, że nie zamierzają dotrzymać obietnicy i będą orzekać we własnej sprawie.

 

Prezydent Andrzej Duda nie przyjął ślubowań wybranych w czerwcu nowych członków TK motywując to zgłoszeniem o zbadanie ustawy pod względem zgodności z konstytucją. W międzyczasie nowa partia rządząca PiS anulowała głosowaniem sejmowym czerwcowe prawo i planuje jeszcze w tym tygodniu, zgłosić i przegłosować nowych 5 członków Trybunału Konstytucyjnego.

 

W obliczu takiego dictum, obecna opozycja bije na alarm sugerując, że to zamach na demokrację. O dziwo przy procedowaniu ustawy z czerwca żadne "autorytety" nie wyrażały sprzeciwu. Gdy widać jeszcze przewodniczącego Rzeplińskiego naradzającego się co zrobić z posłami PO i Nowoczesnej Petru, jasne staje się, że Trybunał Konstytucyjny stał się ostatnim bastionem III RP, który na dodatek ma potencjał do wywołania kryzysu ustrojowego na dużą skalę.

 

 

 

 



W Nowej Szkocji, zaobserwowano dziwne zjawisko, tak zwaną "oddychającą ziemię"

Mieszkaniec kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja, Brian Nuttall, miał wiele szczęścia podczas przechadzki po lesie. Udało mu się wykonać niezwykły film dokumentujący zjawisko, które napotkał. Wygląda to tak jakby cała ściółka leśna dosłownie oddychała.



Dyrektor włoskiej szkoły zabronił obchodzenia świąt, aby nie obrażać muzułmanów

We włoskiej szkole Garofani w miejscowości Rozzano pojawił się problem typowy dla multikulturowej Unii Europejskiej. Dyrektor zabronił obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia a podczas przedstawienia szkolnego uczniowie nie będą mogli śpiewać piosenek o charakterze religijnym.

 

Szkoła Garofani stała się głównym tematem włoskich mediów - swojego oburzenia nie ukrywał nawet premier Matteo Renzi. Dyrektor Marco Parma zdecydował, że szkoła będzie pod koniec stycznia obchodzić "Święto Zimy", ponieważ jego zdaniem kontekst religijny może obrażać muzułmanów. Do placówki uczęszcza około tysiąc uczniów a 20% z nich jest innego wyznania. 

 

Oburzające jest raczej to, że Włosi nie mogą obchodzić świąt i muszą ukrywać swoją przynależność religiną w swoim kraju. Podobne incydenty miały już miejsce w wielu krajach Europy - przykładowo w Szwecji, muzułmanie domagali się usunięcia krzyża z flagi państwa, natomiast we Francji, Niemczech czy w Wielkiej Brytanii "obnoszenie się" ze swoją religią jest po prostu niebezpieczne.

 

Środowiska prawicowe uważają, że dyrektor szkoły powinien zostać zwolniony. Bardziej od muzułmanów oburzeni są rodzice chrześcijańskich dzieci, media i politycy. Tolerancja wobec imigrantów ma swoje granice a usuwanie wszelkich symboli religijnych jest absurdalne. Dyrektor Marco Parma zapowiedział, że nie zmieni swojej decyzji ale jest gotowy zrezygnować ze swojego stanowiska.

 

 

Źródło: http://www.theguardian.com/world/2015/nov/30/christmas-is-cancelled-italians-outraged-over-school-decision-to-ban-festivities



„Na wojnie, jak na wojnie” - Rosja sankcjami próbuje pognębić turecką gospodarkę

Rosja na pełną skalę wprowadziła mocne sankcje przeciwko Turcji, których koszt oszacowano już na co najmniej 50 mld dolarów. Ich zastosowanie wykończy turecką gospodarkę.



Na Słońcu powstały trzy gigantyczne protuberancje

Aktywność słoneczna pozostaje cały czas na niewielkim poziomie. Na Słońcu obecnie nie ma żadnych aktywnych plam, które mogłyby wygenerować poważne erupcje. Eksperci szacują, że prawdopodobieństwo wystąpienia rozbłysków klas M i X wynosi obecnie tylko 1%. Mimo to Słońce potrafi o sobie przypomnieć w inny sposób.

 

Od jakiegoś czasu najbardziej gwałtowne zjawiska następują według innego scenariusza. Na tarczy słonecznej formują się wielkie włókna plazmy, które sięgają niekiedy połowy wielkości Słońca. Po jakimś czasie formacje te odrywają się i ulatują w przestrzeń kosmiczną, bardzo często wpadając na naszą planetę.

Jak wynika ze zdjęć należącego do NASA satelity SDO, obecnie widać aż trzy takie ogromne namagnesowane włókna plazmy, które tworzą gigantyczne protuberancje, które są wyciągane od powierzchni gwiazdy w przestrzeń kosmiczną, na odległość niekiedy dziesiątek tysięcy kilometrów.

Wszystkie takie struktury są zwykle bardzo niestabilne i prędzej czy później odrywają się od Słońca. Nie sposób jednak powiedzieć kiedy to nastąpi. Obecnie protuberancje wychodzą też z pozycji w której ewentualne ich oderwanie się mogłoby skutkować silną burzą magnetyczną na Ziemi.

Niewątpliwie jednak jeśli ta tendencja w aktywności słonecznej się utrzyma, będziemy wkrótce świadkami kolejnych takich protuberancji, które przynajmniej okresowo będą w stanie wywołać zamieszanie w ziemskiej magnetosferze.